Akceptacja fizyczności


Trudno jest cieszyć się życiem, gdy nie akceptujemy go w żadnej postaci, w której go doświadczamy. Podobnie jest z naszą cielesnością, jak mamy się nią cieszyć, skoro tak trudno jest nam zaakceptować samo istnienie ciała, nie mówiąc o jego potrzebach, które wydają się nam często niemożliwe do zaspokojenia lub bywają przyczyną jeszcze trudniejszych doświadczeń.

Aby zaakceptować życie, musimy nauczyć się je przyjmować, jakim jest. Aby zaś je przyjąć, musimy najpierw je dostrzec, jego pierwotny stan, dostrzec w nim doskonałość, że samo w sobie zawiera ten stan.

Dla wielu z nas jest to bardzo trudne, by uznać, że wszystko, co się dzieje, jest w swej formie doskonałe. Oceniamy, bowiem najczęściej życie z pozycji, z której trudno jest nam uznać, że to, co uznajemy za złe, ma w sobie pierwiastek dobra i stanowi część całości. A dopiero ujrzenie całości pozwala odnaleźć pomiędzy tym, co akceptujemy a tym, co odrzucamy punkt równowagi.

Tak też traktujemy i ciało, akceptujemy to, co nam w nim pasuje, odrzucając to, co niewygodne do zaakceptowania. W ten sposób kształtujemy swą wewnętrzną i zewnętrzną świadomość. Chcemy skupiać uwagę jedynie na tym, co nam samym sprawia przyjemność, ale, bardzo często warunkujemy to tym, co jest uznawane przez nasze otoczenie. Okrawamy w ten sposób nasz świat z wielu możliwości i dopiero, gdy zbuntujemy się sami przeciwko sobie, jak i temu, co narzuca nam zewnętrzny świat, jesteśmy w stanie odkryć swą prawdziwą naturę, jak i to, co, i w jaki sposób jest w stanie sprawić nam pełną przyjemność.

Pierwszy zatem bunt dotyczy nas samych. Wyzwalamy się w ten sposób z ograniczeń, które sobie sami narzuciliśmy nie rozumiejąc, dlaczego reagujemy na pewne rzeczy w ten, a nie inny sposób.

Drugi bunt dotyczy najczęściej tego, co nam narzucają inni, a co nas ogranicza czasami bardziej, niż my sami. Trzeci zaś tego, na co przyzwalamy naszemu otoczeniu, chcąc uzyskać od niego stan akceptacji.

By się z tego wyzwolić musimy jedynie stać się neutralni wobec siebie i innych. Nie musimy nikomu na nic przyzwalać, ale możemy przyjrzeć się samemu procesowi przyzwolenia, który często staje się początkiem wielu zdarzeń.

Gdy już to odkryjemy, możemy podążyć dalej i zobaczyć, jakie zjawiska wywołuje stan przyzwolenia, gdy dołączają do niego inne energie, których brak zrozumienia potrafi wpędzić nas nie tylko w ciąg zdarzeń, ale i na długi czas zatrzymać na poziomach zaniżonej świadomości, co już bywa trudnym do ogarnięcia.

Wiem, że u niektórych osób występuje stan braku cierpliwości wobec własnego rozwoju, nie mówiąc już o chęci kształtowania wewnętrznej i zewnętrznej świadomości. Przyjemność bywa tak zwodnicza, iż wolimy skupiać się na niej, wybierając często z rozwoju to, co nam pasuje, pozostawiając zaś odłogiem przestrzenie, w których trzeba dokonać uporządkowania, by moc podążyć dalej. Podobnie jest z ciałem, które traktujemy często po macoszemu, skupiając się jedynie na tych jego aspektach, które tylko i wyłącznie dostarczają nam przyjemności. Tu można poczuć oczywiście mały bunt wobec praktyk tantrycznych, które postrzega się często tylko i wyłącznie przez pryzmat seksualności, o czym pisałam wcześniej(jeden z poprzednich artykułów). Trzeba jednak rozróżnić zachłanność i chęć, ciągłego zaspakajania swych rządz od świadomego podążania do stanów czystej przyjemności, co wymaga ogromnej dyscypliny, zaś energię seksualna traktuje się jak narzędzie do wzniesienia na wyższe poziomy duchowe.

Tantra nie odrzuca ani fizyczności, ani nie każe się od niej odwracać, a wręcz przeciwnie, akceptuje się jej istnienie, wykorzystując do jej poznania każde narzędzie i możliwość, którą sama w sobie zawiera, jak i każdą możliwość i narzędzie, które otwierają w niej wszystkie wrota, by umożliwić powrót do swojego wewnętrznego świata.

Jeśli przyjrzycie się dokładnie życiu, szczególnie w okresie wiosennym, zauważycie zapewne, jak radosne jest one w swym przebiegu. Takie też mogą być i praktyki tantryczne, radosne, otwierające na stan, którego doświadcza wokół nas cała przyroda. Gdzież szukać lepszego przykładu, niż wokół nas. A my, co? Odwracamy wzrok, gdy energia obcuje ze sobą, dzieląc z nami chwile swej intymności, albo patrzymy zachłannie szukając niezdrowego podniecenia.

Nie zauważyliście, jak inny jest moment zbliżenia, gdy podchodzimy do niego radośnie, nie broniąc drugiej osobie, by dotykała w nas każdej jednej sfery, a jak inne, gdy podchodzimy do niego niczym złodzieje, szybko zaspakajając swe potrzeby, byle tylko partnerka/partner nie zdążył w nas niczego dotknąć, na głębszych poziomach.

Tak się właśnie zachowujemy i to nie tylko w odniesieniu do tej formy kontaktu.

Pamiętajcie, jeśli istnieje w was porządek i jesteście go świadomi, druga strona nie jest w stanie go wam zburzyć, a co najwyżej sama może się przy was uporządkować, co nie oznacza od razu, że trzeba innym pozwalać wchodzić sobie na głowę, wnosić do naszej przestrzeni syf, przed tym jednak ochronić was może właśnie świadomość tego, co jest w was już uporządkowane, bowiem, właśnie to stanowi w was to, co jest najcenniejsze, podstawę waszej mocy.

Hamując w sobie swoją seksualność, jeśli dobrze przyjrzycie się temu, co to w was wywołuje, zauważycie, że rodzi to obsesje i chęć rozładowania się byle gdzie i z byle kim. Nabierając zaś do niej właściwego stosunku, pozwalając sobie przy okazji, by ujrzeć ją w jej prawdziwej postaci, dostrzeżecie jej prawdziwą naturę, jak i to, jakie tworzy w swym obrębie możliwości, by wznieść się na najwyższy poziom duchowego zrozumienia. Jest bowiem niczym innym, jak jedną z dróg, do poznania własnego Ja.