Aktywność orszaku astralnego


Orszak astralny, to grupa dusz, która chodzi z Tobą z wiecznymi pretensjami, oczekując, że wywiążesz się ze zobowiązań, choć mogą być tak stare, iż nie pamiętasz, byś je kiedykolwiek składał, nie mówiąc o tym, że nie czujesz ani chęci ani potrzeby by się z nich wywiązywać, szczególnie w chwili obecnej. Nie rozumiesz jednak skąd biorą się Ci, którzy wiecznie czegoś od Ciebie chcą, zachęcają do tego, byś się dla nich starał i widzą w Tobie kogoś, kim nie chcesz już być.

Większość dusz, które składają się na nasz orszak astralny, to dusze związane z nami pamięcią poprzednich wcieleń. Oczywiście jeśli zachowałeś skłonność do składania zbyt szybkich zobowiązań, to, od początku tego życia mogłeś sobie stworzyć kolejny orszak dusz, które nabrały przy Tobie nadziei na to, że im rzeczywiście pomożesz, przenosząc nieświadomie na Ciebie odpowiedzialność za swoje życie. Nie musiałeś też robić czegoś spektakularnego, wygłaszać publicznych zobowiązań, takim duszom wystarczy czasami Twoja życzliwość, zainteresowanie, nadzieja, którą w nich tworzysz, gdy ich wysłuchasz i choć na chwilę zatrzymasz przy ich problemie.

Dusze, które wchodzą w nasz orszak astralny mogą chcieć od nas różnych rzeczy, od tych materialnych, a skończywszy na duchowych. Mogą też posuwać się do bardzo brutalnych czynów, aby to od nas uzyskać, ale mogą też być dla nas silnym stymulatorem do rozwoju, gdy na przykład wierzą, że to my mamy powieść ich do zbawienia, wspomóc w osiągnięciu oświecenia, czy też pomóc im wstąpić na wyższy etap rozwoju duchowego.

Sposobów na to, by wyciągnąć od nas to, cośmy im obiecali i to nie ważne, czy w tym życiu, czy też w innych wcieleniach jest naprawdę sporo, a dusze prześcigają się wręcz w pomysłowości na temat tego, jak zmusić duszę, która składała obietnice do wywiązania się z nich.

Przyjmijmy jednak, że obietnice składałeś w innych wcieleniach, a w tym życiu, jednak rozum Ci powrócił i już tak nie szastasz swoją energią, nie zobowiązujesz się wszem i wobec, że wszystkich zbawisz lub wszystkim polepszysz los. Jest to tylko założenie, ale przyjmijmy, że tak rzeczywiście jest i w tym życiu uważasz na to, co mówisz i robisz. Oczywiście nie zwalania Cię to od razu z niewywiązanych obietnic, z innych wcieleń, choć to zupełnie inne życie i tu pojawia się problem, bowiem, wiele dusz, które spotykasz w tym życiu to starzy znajomi z tamtych wcieleń, choć w innych ciałach. Co to dla Ciebie oznacza? Otóż, nie mając świadomości tego, kim jest osoba, którą spotykasz, dajesz tym samym jej prawo do tego, by między wami uaktywniło się wszystko to, co zlega wam w pamięci karmicznej. Dzięki temu nie masz szansy uciec od swojej karmy, starych zobowiązań, przysiąg i przyrzeczeń.

Rodząc się w nowym wcieleniu, duszy często wydaje się, że zaczyna wszystko od nowa, a więc rodzi się z zerowym obciążeniem. Nic bardziej mylnego. Już od pierwszych chwil, a nawet już w okresie przed prenatalnym, gdy rodzice planują nasze przyjście na świat, mogą pojawić się reakcje karmiczno-emocjonalne. Rodzice czują nas na długo przed tym, gdy mamy się urodzić, bowiem dusza, zanim się narodzi przebywa jakiś czas w pobliżu swoich rodziców, dając sobie nawzajem szansę na oswojenie.

Sama także ma szansę oswoić się z rodzicami, ich energią i miejscem swoich narodzin. Nawet dusze, którym wydaje się, że wpadły do ciała i nie miały najmniejszej szansy na takie oswojenie, doświadczają tego stanu, a to dlatego, że po drugiej stronie czas nie istnieje i jeśli wydaje się nam, że coś powinno trwać jakiś czas, to jest to odniesienie z tej strony. Czas przebywania duszy w pobliżu ciała rodziców, z jej perspektywy może trwać chwilę, być przebłyskiem świadomości i to jej wystarczy do tego, by poczuć stan oswojenia. Z perspektywy rodzica wydaje się, że trwa to nawet kilka lat.

Zanim narodziła się moja córka, na sześć lat wcześniej wielu moich znajomych, o zdolnościach jasnowidzenia widziało przymnie informując mnie, że w moim pobliżu przebywa dziecko. Czasami nie wytrzymywali i na wykładach przerywali mi zniecierpliwieni, informując o tym, że widzą przy mnie dziecko, konkretnie dziewczynkę. Opisywali nawet dokładnie jej wygład. Śmiałam się wtedy, że owszem, też czuję jej obecność, choć musi teraz przyciągnąć tatusia, bo go jeszcze nie spotkałam. I sobie znalazła.

Gdy spotkałam mojego męża, popatrzyłam na niego i najpierw poczułam jej myśl. To on. Od razu przełączyła mi instynkt na czysto macierzyński i pierwsza moja ocena była taka, że patrzyłam na niego jak na dawce genów dla mojego dziecka. Teraz córcia chodzi i wręcz demonstracyjnie podkreśla, że jest córeczką tatusia, bo to ona go sobie wybrała, ma jego geny, charakter i krew. Po mnie, jak podkreśla, ma tylko urodę i dodaje zawsze z ciężkim westchnięciem, że przez to będzie się musiała w przyszłości malować, aby jakoś wyglądać.

Pomarudzę trochę...dzieci...

Powracając jednak do orszaku nie wiem, czy wiecie, ale to dzieci stanowią często główny jego trzon, nie mówiąc o reszcie rodziny. Popatrzcie na nie, niby takie słodkie, a ciągle czegoś chcą, natomiast ich prośby i oczekiwania bywają często tak irracjonalne, że człowiek długo może się zastanawiać, skąd to mogło dziecku przyjść do głowy, bo w tym wcieleniu na pewno mu tego nie obiecałam. Niestety, jak to bywa z dziećmi i orszakiem, ich oczekiwania najczęściej przerastają obietnice i to, co może być maleńkim zobowiązaniem, w ich mniemaniu urasta często do pełnej odpowiedzialności za całe ich życie.

Zdarza się także, że w jakimś momencie naszego życia spotykamy całe grupy osób, nastawionych do nas bardzo roszczeniowo. W całej postawie takich osób można wyczuć wtedy, że nie chcą tylko wejść w zwykłą znajomość, tylko chcą czegoś więcej, niekoniecznie komunikując świadomie i otwarcie, o co im chodzi. A chodzi im i to najczęściej o coś więcej, aniżeli mamy ochotę im dać.

Co to oznacza dla nas? Ano, jeśli nadal działa u nas program ,,litości", wyczujemy każdą potrzebę tych dusz i będziemy się znów starać im nieba przychylić, poprawić nastrój, zmieniać ich charakter, starać się, by było im dobrze i by byli przy nas szczęśliwi. Ale, czy da się to w ogóle osiągnąć?

Zastanawialiście się kiedykolwiek, czy da się rzeczywiście uszczęśliwić, tak do końca drugą osobę?

Jeśli ktoś wierzy w swoją wyjątkowość, moc i w ogóle, w swoje nadludzkie zdolności, to może tak pomyśleć, a takich, jak się okazuje, na Ziemi cała masa. Tylko mało która z tych dusz wie i rozumie, że to idealny przedwstęp do tworzenia orszaku astralnego, bo, skoro zależy Ci na uszczęśliwianiu i raz Ci się mogło udać kogoś uszczęśliwić, to jaką masz pewność, że tej osobie to wystarczy i później nie będzie za Tobą łazić, abyś ją ciągle uszczęśliwiał?

No właśnie, czy my, chcąc uszczęśliwiać innych, chcemy ich uszczęśliwiać, czy tak naprawdę siebie?

Pozostawię to do osobistych rozmyślań.