Ależ oczywiście, że…NIE…kochanie.


Czasami znamy się tylko przez chwilę, a wydaje nam się, że znamy się całą wieczność, a czasami jest wręcz odwrotnie. Znamy kogoś całe życie, a mamy wrażenie, iż nie znamy tej osoby wcale lub jedynie jej maskę i tak naprawdę nie wiemy, ani kim jest, ani tego, po co pojawiła się w naszym życiu.

Na początku, gdy spotykamy kogoś nowego możemy chcieć zachować dystans i tak się najczęściej dzieje, ale czasami zdarza się, że choć z podświadomości płyną sygnały ostrzegawcze, wchodzimy w daną relację, ignorując zarówno głos intuicji, jak i wszelki inne sygnały, które ostrzegają nas przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Zdarza się też, że to właśnie owe, ostrzegające nas sygnały są przyczyną wejścia w daną relację, tak bardzo potrafią wydać nam się ciekawe. A ciekawość, jak wiecie bywa jedną z najczęstszych przyczyn pchania się w kłopoty.

Nie zawsze, oczywiście wejście w daną relację musi zwiastować kłopoty, bo i bywa tak, że na początku czujemy ogromne podniecenie, ciekawość sięga zenitu, poznajemy bliżej daną osobę i…, i emocje opadają szybciej niż doszło do jakiejkolwiek ciekawej sytuacji.

Ale zdarza się też, że nie czekamy na coś, co nam potwierdzi, iż mieliśmy rację i już na zaś zabezpieczamy się przed spotkaniem z daną duszą, prosząc na przykład jakąś inną duszę, czyjej ostrzeżeń posłuchamy, by nas ostrzegła przed wejściem z daną osobą w głębszą relację i często okazuje się to strzałem w dziesiątkę. Szczególnie jest to ważne w chwili, gdy widzimy, że dana osoba podąża ścieżką kompletnej destrukcji lub jest na kolizyjnym kursie, a mimo to i tak wchodzimy z nią w relację, pozwalając, by wciągnęła nas w swój destrukcyjny świat.  

Oczywiście, patrząc od strony karmicznej, jest to często niezbędne, byśmy nabrali rozumu i przerobili swoje karmiczne zadanie, jednakże, zadaniem może być też to, by się czasami przeciwstawić samemu sobie i powstrzymać przed wejściem w dane doświadczeniem lub relację. Tu już musimy wczuć się w siebie i wyczuć, w której chwili panika, która w nas narasta jest większa. Jeśli jest słaba, a my nauczyliśmy się ignorować ostrzeżenia, które płyną z duszy, to niechybnie potrzebujemy ponownie przejść przez dane doświadczenie, ale, jeśli nie zignorujemy żadnego z ostrzegających nas sygnałów, możemy zaoszczędzić sobie sporej ilości czasu, który byśmy stracili na szarpanie się z drugą duszą lub przeznaczyli na wychodzenie z kłopotów, w które nas owa relacja wpędziła.

Niestety, jeśli naszym zadaniem jest, by dopuścić drugą duszę do siebie i pozwolić jej, by obnażyła wobec nas swoje negatywne intencje, do samego końca, mamy przechlapane. Bo nie dość, że czeka nas okres szarpania się z własnymi emocjami, to jeszcze musimy dopuścić do głosu każdą z ról, w której znajdowaliśmy się, w poprzednim życiu z daną osobą, by każda z nich mogła ukazać, na czym polegał problem między nami. A może to zabrać nawet całe życie, bowiem, wiele z ról dotyczy nie tego, kim dla siebie byliśmy a na przykład wieku, w którym się wtedy znajdowało nasze ciało fizyczne.

To wyobraźcie sobie teraz, że w którymś wcieleniu, dana osoba była waszym małżonkiem/małżonką, przeżyliście ze sobą całe życie, ale problem pojawił się na przykład na starość i został nierozwiązany, co spowodowało, że obiecaliście sobie, iż wrócicie do dawnej roli w kolejnym wcieleniu i poczekacie ponownie do tego momentu, by odtworzyć jak najdokładniej łączące was uczucia i dopiero wtedy, gdy obraz zostanie odtworzony niemalże jeden do jednego, ponownie zmierzycie się z dawną sytuacją. To może być naprawdę trudne dla dwojga dusz, które czekają na ten jeden moment, ale im większa determinacja, by do czegoś ponownie doprowadzić, tym silniejsza potrzeba dusz, by dane zadanie w końcu przepracować.

Najciekawsze są zadania, gdy chcemy poczuć satysfakcję i na przykład komuś w końcu czegoś odmówić. Ależ można poczuć wtedy radość. Albo wtedy, gdy obiecaliśmy sobie, że w tym wcieleniu w końcu złamiemy czyjś opór lub czyjąś wolę. Satysfakcja normalnie gwarantowana. Gorzej jest, gdy to nam ktoś odmawia lub udaje mu się złamać nasz opór, albo wolę. I jeszcze na koniec patrzy z satysfakcją w nasze ,,piękne” oczęta i mówi: mam cię!

Zdarza się, że i potrafi taka osoba powiedzieć: nawet nie wiesz, ile na to czekałem, całe wieki, albo jeszcze coś gorszego.

Mnie się nawet zdarzyło usłyszeć: jak ja bym Cię chętnie jeszcze raz spalił na stosie. Jak Ty pięknie płonęłaś…ach. Miłe, nie?

Mnie się też oczywiście zdarzyło rzec: no ileż wcieleń mam jeszcze czekać, byście się w końcu przestali  obijać, bawić, a zaczęli rozwijać?! Błagam, chociaż jedno wcielenie!...i tak co wcielenie…

Ech…dusze, no ale co zrobić? Cierpliwość wszak cnotą, byle nie odwrotnie;), a karmę i tak trzeba przepracować.

To, co? Chociaż jedno wcielenie?