Blog


Właściwe miejsce

Kogokolwiek postawisz przed sobą na swej drodze, zawsze będziesz musiał go popychać. 
Tego zaś, w stronę którego się oglądasz, będziesz ciągnąć zawsze za sobą. 
Ten zaś, którego stawiasz wyżej od siebie, będzie zawsze umniejszał twoją wartość, bo przy tym będziesz zawsze czuł się uniżony. Ten natomiast, na którym ty stoisz, bo go uważasz za mniejszego lub mniej wartościowego od siebie, temu wyznaczysz zawsze rolę swego sumienia i przed tym będziesz się tłumaczyć, bo w jego oczach zawsze będziesz chciał być doskonały. Tego też nie uczynisz nigdy równym sobie, bo to na nim budujesz swoje fałszywe mniemanie o swej wielkości.
Gdziekolwiek zatem ustawiasz w swoim życiu innych, oni nie pozostaną ci dłużni i także ustawiają ciebie w odpowiednim miejscu. I nie zawsze będzie to miejsce, które się spodziewasz zająć. Na wiele tych miejsc będziesz musiał też zwyczajnie zasłużyć, inne zachcesz zapewne zdobyć, a jeszcze inne wyżebrzesz, błagając, by cię tam przyjęto. 
Pamiętaj zatem, gdziekolwiek stajesz, miej zawsze świadomość siebie, swojego punktu równowagi, a nigdy nie staniesz w niewłaściwym miejscu, bo każde miejsce wyda ci się na ten moment właściwe.

2019-07-13

Twoja siła

Gdy Ty wątpisz, wszyscy, którzy polegali na Twojej sile, równieżwątpią. 
Gdy okazujesz pewność, inni także na niej przy Tobie zyskują. Stają się pewniejsi siebie, silniejsi wewnętrznie i choćto Twoja siła ich prowadzi i trzyma blisko powierzchni, w pewnej chwili role mogą się odwrócić i to ich siła stanie si ękołem ratunkowym dla ciebie. A wtedy, nie odrzucaj jej. Nie musisz być najsilniejszy ze wszystkich, nie musisz zbawiaćinnych, prowadzić. Ten moment, słabości, jeśli go przyjmiesz i pozwolisz mu w sobie zabrzmieć, ukazać ci może drogę do równowagi. Ale najpierw musisz pozwolić mu zabrzmieći wsłuchać się w to brzmienie. Wierz mi, naprawdę nie musisz byćwiecznie silnym dla innych. Słabość, której doświadczasz, nie dzieje się po to, by pozbawić cię pewności siebie, bowiem tej, jeśli jest prawdziwa, nigdy się nie pozbawisz, a jedynie pychę, korony. I tylko ona poczuje się w Tobie dotknięta i naprawdę słaba.

2019-07-13

Inna perspektywa

Jakby popatrzeć na nas tak z innej perspektywy, to, w sumie, nie jesteśmy tacy źli, potrafimy docenić czyjeś poświęcenie. Potrafimy je zauważyć, podziękować za nie, a nawet się odwdzięczyć jakimś prezentem lub przysługą. To jednak druga strona, a co z nami? Czy potrafimy wyjść na chwilę ze swojej strefy komfortu i zrobić coś dla kogoś niespodziewanego? Czy potrafimy porzucić nasze stare przyzwyczajenia, by spróbować czegoś nowego? Niekoniecznie. 
Ktoś powie, to zależy, jak wartościowa wydaje się dla nas zmiana. Ktoś inny może dodać, a po co coś zmieniać, skoro jest dobrze tak, jak jest. I tak wygląda nasze życie. Przyzwyczajeni się do swojego komfortu, wypracowanej misternie przestrzeni, pełnej wspomnień, pełnej pamiątek, czasami nawet po byłych partnerach, nie zmieniamy w nim nic. Bo to przecież nasze życie, mówimy, nasza przeszłość, nasze wspomnienia. One nas definiują. Mówią o tym, kim się staliśmy, dzięki tamtym doświadczeniom. I dobrze. Tylko, mam pytanie, kiedy nasza przeszłość jest rzeczywiście postrzegana przez nas lekko, z poczuciem docenienia, a kiedy staje się więzieniem, z którego nie potrafimy się wydostać? Kiedy, tak naprawdę, nasze marzenia o szczęściu, o lepszej przyszłości, nie mają szansy się zrealizować, bo jak się okazuje, wciąż tkwimy w jakimś miejscu, pracy, w przeszłości, w jakimś układzie rodzinnym, w starym związku, a nawet, w pamięci poprzednich wcieleń. I to wciąż w nas żyje. I, jak się okazuje, ma się dobrze. A nam się wydaje, że jesteśmy tu i teraz. Nam się wydaje, że nasze życie jest poukładane i nagle wychodzi, że chcemy zrobić krok do przodu, a tu się nie da, bo do nogi poprzywiązywanych jest mnóstwo innych osób. Bo naobiecywaliśmy innym, że bez nich nie pójdziemy dalej, że nie zapomnimy o nich lub na nich poczekamy. 
Co się więc wtedy dzieje? Najczęściej nic, zostajemy w miejscu, z którego próbujemy ruszyć do przodu. Bo po co się pchać w nieznane? Źle nam jest tu, gdzie jesteśmy? Znamy tu przecież każdy kąt. A co by się okazało, gdybyśmy jednak zrobili ten krok? No właśnie. Nagle mogłoby się okazać, że nie mamy co zabrać w nowe miejsce, poza paniką i lękiem, czy sobie w nim poradzimy lub poza żalem, że w przeszłości zostanie ktoś, kto sobie bez nas nie poradzi, komu będzie smutno i przykro, że go opuszczamy. 
Naprawdę? Można wtedy zapytać. Naprawdę, te osoby, nie poradzą sobie bez nas? Aż tak je mocno od siebie uzależniliśmy? I nie chodzi wcale tak do końca o fizyczne zniknięcie. Czasami, by zrobić krok do przodu, trzeba jedynie odejść właśnie ze świata cudzych pragnień, wizji, przekonań, poglądów. Tak, tu też tkwimy uwięzieni.
Pomyślicie, jaki problem? I pewnie żaden. Tylko, popatrzcie proszę na siebie, swoje życie i powiedzcie, naprawdę czujecie się w sobie wolni? W swoich poglądach, relacjach? W swojej pracy, życiu?
Hm...jakże ciekawie potrafi nam się czasami wydawać. 

2019-07-13

Przyjmowanie rzeczy takimi, jakimi są

Żadna ścieżka rozwoju nie jest łatwa, choć, w sumie, jak to mówią, jest to zależne od naszej postawy, a bardziej od gotowości i tym gotowym rzeczywiście, jak się okazuje, jest łatwiej. Reszta, bez względu na to, jak doskonałą zastosuje metodę, zmierzy się nie tylko ze swoim zwątpieniem, ale i własnym oportunizmem, lękami i innymi demonami, nie mówiąc o iluzji i wyobrażeniach o tym, jak to będzie wyglądać. A to największa pułapka umysłu, bo dążymy do wyobrażenia, nie widząc to, co się tak naprawdę w nas i wokół nas dzieje. Zaś o widzeniu rzeczy takimi, jakimi są w swojej istocie, a czasami prostocie, możemy w tym momencie zapomnieć. Co ciekawsze, my to, widzenie rzeczy takimi, jakimi są, na tej swojej wymyślonej (iluzyjnej) ścieżce rozwoju wręcz odrzucamy. Bo nie pasuje nam zwyczajnie do naszego wymyślonego wzorca. Bo wierzymy, że mistrz, to powinien być taki i taki, umieć to i to. 

I nawet nie widzimy, ile rzeczy przechodzi nam koło nosa, ile możliwości, przez tą naszą wybiorczość, zostaje pominiętych, a mogłyby być zastosowane do naszego rozwoju. Nie widzimy, że tak naprawdę, każda energia wokół nas, nas uczy, każda jest dla nas mistrzem. W każdej jest jakiś rozwinięty element, którego my wcześniej nie rozwinęliśmy. Z każdej zatem możemy czerpać inspirację, ale nie, to, co stoi przed nami, dla nas musi być niemalże doskonałe, inaczej, fe, inaczej, be. Odrzucimy. I odrzucamy, nawet nie wiedząc, jak wiele cennych rzeczy odrzucamy. I tylko dlatego, że wierzymy w jakąś bzdurę, że jak coś nie będzie jakieś, to my nie zrobimy, nie pójdziemy, nie wybaczymy, nie przyjmiemy. I nie przyjmujemy. A potem zdziwienie, bo choć pragniemy, nic nie dzieje się tak, jak to sobie wymyśliliśmy. 

Nie odrzucajcie tego, co staje na waszej drodze. Nie czyńcie tego wyższym od was ani niższym, bo nigdy nie wiesz, kto tak naprawdę stoi przed tobą. 

2019-07-13

Powrót do domu

Są chwile, które w jednej sekundzie potrafią zdefiniować całe życie, podsumować je, określić naszą tożsamość i takie, które dzielą nasze życie na dwie części, przed tą chwilą i po niej. 

Co ciekawsze takich momentów potrafimy mieć w życiu kilka, a są to momenty, gdy zmieniło się całe nasze życie, gdy pojawił się w nim np. ktoś tak niespodziewany, iż od tej chwili, wszystko, co myśleliśmy o sobie do tej pory, przestaje mieć nagle jakiekolwiek znaczenie. Nasze Ja, staje się nagle My i jedyne, co można zrobić, to świadomie w tym uczestniczyć. 

Inne chwile potrafią być równie ważne i to nie tylko dla tego, który tego doznaje, ale i dla tego, który w tym uczestniczy. A już moment uczestnictwa, gdy jedna dusza prowadzi drugą świadomie do tego momentu i nie traci przy tym uważności, ścieląc tej drugiej duszy, która wraca np. do swojego Ja, drogę, swoją miłością, jest doznaniem, który można przeżywać w nieskończoność. Doznaniem tak pięknym, iż milczenie jest czasami jedynym sposobem, by wyrazić, jak cudowny dokonał się właśnie proces, zaś to, co się później dzieje, opisać można jednym słowem, nie kryjąc przy tym wzruszenia, JESTEM. 

2019-07-13

Gotowość otwartego serca

Gdy mówisz, że wyrażasz już otwartość, a jednocześnie zamykasz do siebie drogę, jak myślisz, czym jest Twoja otwartość? 

Gdy mówisz, że czegoś już chcesz, a postępujesz tak, by nie mogło się to spełnić w twoim życiu, to, co tak naprawdę robisz? Naprawdę jesteś wtedy otwarty? Czy tylko tak mówisz, w nadziei, że jedno się zdarzy a drugie jeszcze nie minie?

Tak często mówimy, jestem już otwarty, już tego chcę, a tymczasem, w naszym życiu, wcale nie dzieje się, to ,,chcę”. Potrafi być też i tak, iż już się coś zaczyna dziać i mówimy, naprawdę tego chcę, tymczasem, nasze postępowanie, wskakuje na coś wręcz odwrotnego. Na, niby chcenie. Bo niby chcemy, niby wołamy w duszy, że już czas coś zmienić, ale nie robimy jednocześnie nic, by ową zmianę zapoczątkować w sobie lub naszym życiu. Czym jest wtedy, to nasze, owo chcenie? Iluzją, którą sobie stworzyliśmy? Bo tak to czasami wygląda. Szczególnie wtedy, gdy na chceniu się kończy. Ale w duszy krzyczymy, oczywiście, że chcemy, naprawdę chcemy. Ale…no właśnie, ale… I na tym się najczęściej kończy nasz przejaw gotowości.

Tymczasem, gdy naprawdę przejawiasz swoją gotowość, to, co robisz, robisz całym sercem, angażujesz się w to, całym sobą. Po tym to można rozpoznać, na tym, jak bardzo jesteś w daną rzecz zaangażowany. Przyjrzyj się więc sobie i swojemu postępowaniu. I, co? Już wiesz? Tylko chcesz, czy naprawdę to, co robisz, robisz całym sercem. Pomyśl.

2019-07-13

Moc otwartego serca

Gdy Twoje własne serce jest zamknięte, choćbyś nie wiem, jak się bardzo starał, nie otworzysz żadnego serca wokół siebie. Nie ważne, jakiej techniki byś użył, jakich słów, by spróbować to uzyskać, serca wokół ciebie pozostaną zamknięte. Możesz nawet przeczytać i tysiąc książek o otwieraniu serca, ale jeśli nie dokona się to w tobie samym, ta wiedza zda się na nic. Nie poczujesz tego. Możesz być już nawet blisko, wiedzieć, jak, myśleć, wystarczy tylko się otworzyć, a nadal pozostawał zamknięty, nie uzyskasz niczego, co najwyżej irytację otoczenia i żal lub oskarżenia, że twoja energia wdziera im się do duszy i stara się ich zmuszać do czegoś, na co nie są gotowi. Ale, gdy już Twoje serce stanie się gotowe, gdy zaakceptujesz rzeczy takimi, jakie są, nie będziesz myśleć i mówić, nie, to ma być inaczej, to ma wyglądać, tak lub tak, wtedy samo się stanie. Nawet nie poczujesz, kiedy? Zauważysz to dopiero w chwili, gdy spojrzysz na otaczający cię świat i poczujesz przenikającą twoją duszę akceptację tego, co jest. Dopiero wtedy ujrzysz bramę. Dopiero w tym momencie poczujesz prawdziwe uczucie miłości. I wtedy się w nim, dosłownie rozpłyniesz.

2019-07-13

Przeżywanie życia

Przeżywaj swoje życie całym sobą, szczęście cała duszą, miłość całym sercem a nigdy nie zaznasz poczucia niespełnienia. Bo choćby to były emocje, których możesz i nawet nie lubić, przeżywaj je całym sobą, a nic w tobie ich nie zatrzyma na dłużej. Wybrzmią się, spełnią swoja funkcję i znów wyjdzie słońce. Podobnie z uczuciami, które będziesz trzymać, by ich nie utracić, denerwując się, że za chwilę miną. Pozwól im przez siebie przepłynąć i nie myśl o chwili, gdy odczujesz ich mnie w sobie, delektuj się bardziej chwilą, gdy je czujesz. Inaczej, będziesz później żałować, będziesz tęsknić. Będziesz wspominać te chwile i mówić, nie nacieszyłem się nimi, a teraz ich nie ma. Są, musisz jedynie na powrót nastroić się na tę częstotliwość, otworzyć na ich odczuwanie. I pamięta, to jest jedynie droga, bowiem, gdy już będziesz naprawdę gotowy odczuć jedność, ona się zdarzy, sama. Przyjdzie niezapowiedziana, może cię nawet zadziwić. Gdy jednak będziesz naprawdę gotowy, ten stan nie minie w tobie, będziesz nim brzmieć, rozpływać się w błogości i dzielić w swoim uśmiechu.

2019-07-13

Rozmowa z córką

- Mamusiu. – Zapytała mnie wczoraj moja córka. – Dlaczego ludzie chcą, bym była dla nich życzliwa? Ja nie lubię wszystkich ludzi, niektórzy mnie denerwują, inni wydają się być wredni. Ja nie chcę być dla wszystkich życzliwa. Dlaczego Ty taka jesteś dla innych?

- Nie jestem taka dla innych – odpowiedziałam spokojnie. – Jestem taka, bo po prostu jestem życzliwa. Moja życzliwość nie ma na celu, by się nią w jakikolwiek sposób posługiwać. Ona wynika z mojej świadomości. Jeśli ukierunkowujesz ją na cel, zaczynasz dążyć do wpływu na innych, a inni mogą tego zwyczajnie nie chcieć i traktować twoją wyuczoną życzliwość, jako chęć manipulowania nimi. Pamiętasz tamto dziecko w sklepie, gdy robiliśmy ostatnio zakupy – kontynuowałam. – Do chwili, gdy nie dostało zabawki, starało się. Przymilało do rodziców i trwało to jedynie do momentu, gdy je dostało. Pamiętasz, co się stało później, gdy dziecku zabrakło już cierpliwości, a chciało jeszcze jedną zabawkę? Rzuciło tą, która dostało wcześniej od rodziców, położyło się na podłodze i zaczęło histeryzować.

- Pamiętam, rodzice mu odmówili. Ale co to ma do życzliwości? – Zapytało moje dziecko.

- Jeśli musisz się starać, by innym okazywać życzliwość, to lepiej sobie daruj – odparłam. -Bo będziesz jak to dziecko, miła do chwili, aż ktoś ci odmówi. 

- Już rozumiem. – Uśmiechnęło się moje dziecko. – Czyli, jak jestem miła na siłę, to tak, jakbym wcale nie była miła, a jedynie grała.

- Dokładnie. Ci, którzy czują cię sercem, wyczują w tobie fałsz. Ale, jeśli jesteś taka, będziesz taka bez względu na to, jaki humor będzie miało twoje otoczenie. Wiesz już zatem, jaka jesteś?

2019-05-24

To, czego chcę

Jeśli ktoś chce, wierzcie mi, znajdzie sposób, by zrealizować swoje marzenia. Ty możesz jedynie go wspomóc, jeśli o to poprosi, nie staraj się jednak chcieć za niego bardziej. Jeśli próbujesz spełniać za niego, jego pragnienia, oznacza to, iż chcesz go zwyczajnie zastąpić, samej czerpać przyjemność ze spełniania czyichś pragnień. Powiesz, ja tylko chciałem dobrze. Tu jednak uważaj, bo twoje uszczęśliwianie, wcale może nie być przyjemne dla innych i to bez względu na to, jak bardzo będziesz się starać. A stąd już prosta droga do twojego rozczarowania. I bez względu na to, co później powiesz, jak wieloma argumentami będziesz uzasadniać swoje staranie się, doświadczysz rozczarowania. Tego jednak nie widzimy, iż za bardzo czasami się staramy, za bardzo chcemy dobrze, za bardzo próbujemy uszczęśliwiać innych, licząc najczęściej na wzajemność, choć mówimy najczęściej, robiłem to z miłości. Czy aby na pewno? Tymczasem, gdy nasz własny świat w końcu zaczyna rozkwitać, gdy dajemy innym szansę zmęczyć się ich chceniem, gdy pozwalamy, by poczuli niewygodę, tak naprawdę pozwalamy im ustalić, czego sami tan naprawdę chcą. Pozwalamy im zwyczajnie obok nas zakwitnąć. I o to przecież chodzi, by byli w naszym życiu pięknymi zjawiskami, pozostawiając w naszej duszy chwile niezapomnianych wrażeń.

2019-05-24

Wolność duszy

Jeśli chcesz poczuć wolność w duszy, musisz nauczyć się żegnać ze starym, pozwalać przeszłości stawać się przeszłością. Ale, jeśli chcesz pofrunąć, musisz puścić dłonie, które ty sam trzymasz lub pozwalasz się trzymać, bo wciąż pewnie wierzysz, że możesz coś zmienić, pomóc, zbawić lub choćby o krok podciągnąć kogoś ku sobie. I gdy już zdecydujesz się puścić te dłonie, wzlecisz, nic już nie będzie krępować twoich skrzydeł. Nie musi to oznaczać, iż znikniesz z życia tych, których kochasz, ty im dałeś tylko wolność od siebie. Ty im pozwoliłeś żyć obok siebie, bez czepiania się ich, bez prób naprawiania ich myślenia na siłę, mówienia im, co mają robić, jak stać, co mają robić, dokąd mają dojść, jak się mają zachowywać, jaką postawę przyjąć w życiu, która…przede wszystkim ciebie ma zadowolić. Bo tak to jest z nami. Wmawiamy sobie często, iż to inni nie pozwalają nam przy sobie rozwinąć skrzydeł, a tymczasem, to my sami boimy się je rozłożyć, bo wciąż czujemy się słabi, zależni od innych. Jakby nic nie mogło się stać w naszym życiu dobrego, bez aprobaty innych. 

Tak, więc…motto na dziś…puść się tego, czego tak się uparcie trzymasz i wzleć, po prostu wzleć. 

2019-05-24

Święto Isztar

Bądź cierpliwy w poznawaniu siebie, bo gdy poznasz już siebie, nie zwiedzie cię twoja świadomość, tak jak zwieść mogą cię twoje zmysły, gdy im ufasz aż za bardzo.

Gdy za bardzo ufasz swoim oczom, one zwiodą cię zachwytem nad pięknem. Oszołomi cię to, na czym zatrzymasz swój wzrok dłużej niż chwilę. Nie dostrzeżesz wtedy prawdy, nie ujrzysz rzeczy taką, jaką jest, ale powiesz, och, to jest cudowne, zachwyciło mnie, chcę tego jeszcze i jeszcze, chcę się zachwycać tym każdego dnia.

Podobnej ekscytacji doświadczysz, dostrzegając jedynie swoją lub cudzą powierzchowność. Nie będziesz chciał nawet jej słyszeć, czuć, smakować, by nic nie zakłóciło ci twojego patrzenia. Będziesz chciał tylko patrzeć i tylko wzrok swój sycić, nie widząc, iż stałeś się ślepcem na to, co mógłbyś naprawdę dostrzec, gdybyś patrzył sercem. 

Nie ufaj też aż nadto swemu słuchowi, bo ten zwiedzie cię, jeśli nie będziesz świadom tego, kto owe dźwięki wypowiada, jego intencji i tego, czym chce cię uwieść, by posiąść twoją uwagę i skupić ją na sobie.

Nie ufaj swemu smakowi, bo ten cię zawsze oszołomi, zmuszając do szukania w spożywanych pokarmach przyjemności. Ale bądź zawsze świadom tego, czego szukasz poprzez ów zmysł, a dowiesz się, czego tak naprawdę pragniesz.

Nie ufaj aż nadto swemu dotykowi, bo ten dostarczy ci chwilowej przyjemności, ale i ból ci zada. Chcąc zaś doznać przyjemności, pozwolisz ów ból sobie zadać poprzez dotyk, tak silne wzbudzić on w tobie może pragnienia.

Nie ufaj więc swoim zmysłom, bo one cię jedynie rozproszą. Jeśli jednak staniesz się ich świadom, przestaną być twoim zniewoleniem, a staną się twym wyzwoleniem, drogą do poznania samego siebie.

Miłego święta Isztar…Ester, jak kto woli.

2019-04-20

Chwile szczęścia

Nigdy tak naprawdę nie wiem, co zastanę w miejscu, w które się udaję, by fotografować. Nigdy nie wiem, jaki uda mi się osiągnąć efekt, ale to jest tak naprawdę najmniej istotne, istotnym jest stan ducha, w którym znajduję się, gdy jadę na miejsce, gdy wyjmuję aparat, gdy w jednej sekundzie rejestruję miliony ustawień, wypełniając się atmosferą panującą w danym miejscu.

Podobnie dzieje się podczas pisania. Zaczynając podróż, wiem jedynie, iż finalnym efektem będzie skończona książka, nie to jest jednak ważne, a podróż przez kolejne chwile, które staram się w niej uwiecznić. To droga mnie cieszy, przeżyte podczas tej podróży chwile, bo to jest właśnie moim szczęściem. Mój stan duszy, w którym się wtedy znajduję. Bo bez tego nie byłoby drogi, nie byłoby chęci, by cokolwiek w ogóle zrobić. To od mojego nastawienia zaczyna się przecież każda podróż. Szczęście zaś, nie jest wyczekiwanym finalnym efektem. Ono jest we mnie, zanim wyruszam w tę podróż. Jest w moim uśmiechu, gdy pakuję aparat do torby. Jest nawet tym małym szaleństwem, gdy staram się zdążyć wyszykować i zdążyć wyszykować rodzinę, gdy chcą ze mną w tym uczestniczyć. Cieszy nawet ich ziewanie, komentarze na temat własnego poświęcenia i szczęście w ich oczach, że jesteśmy tam razem. Reszta, natomiast, dzieje się już po prostu na miejscu.  

Niektórzy z nas tak wysoko stawiają sobie szczęście jako cel, iż dziwne, że w ogóle jest w ich głowach realne, by się tam dostać. Jedni mówią, jeśli nie będę mieć tyle a tyle pieniędzy, nigdy nie będę szczęśliwi, inni: jeśli nie pojawi się w moim życiu ten wymarzony mężczyzna lub kobieta, na pewno nie zaznam szczęścia, jeszcze inni dodają, mnie by uszczęśliwiła tylko jakaś prestiżowa wygrana, pokonanie kogoś, zdobycie szczytu lub coś bardzo drogiego w ich zbiorach. I jakże, są tacy, którzy się starają, którzy nie przestają marzyć o rzeczach wielkich, nie widząc, jak wiele wysiłku wkładają w pokonanie choćby jednego odcinka tej drogi. Nie cieszy ich jednak droga, w niej widzą jedynie trud. – Nie widzisz, jak wiele mnie to kosztowało – mówią, gdy ktoś zazdrości im sukcesu. To, gdzie tu jest miejsce na szczęście? Aż chciałoby się zapytać. Ci, co naprawdę cieszą się drogą, wierzcie mi, nie czują nawet grama zmęczenia, nie widzą upływu czasu, nie ma to dla nich najmniejszego znaczenia, ile go poświecili. Oni mierzą swoją drogę chwilami szczęścia i pełnią jego odczuwania, pozwalając światu brzmieć obok, innym zaś przeżywać swoje chwile szczęścia bądź smutku, na swój własny sposób.

2019-04-08

Maska

Szukałeś kiedyś czyjeś aprobaty? Na pewno. Wszyscy jej przecież w jakiś sposób szukamy, oczekując, iż zostaniemy zaakceptowani przez nasze otoczenie takimi, jakimi jesteśmy. Mało, kiedy jednak widzimy w takiej sytuacji samych siebie i nasze własne zachowanie, a to zmienia się i to diametralnie. Im bardziej, bowiem, staramy się być zaakceptowani, tym silniej potrafimy przyjmować maskę, by się przypodobać tym, od których owej aprobaty oczekujemy. Czasami dzieje się to do takiego stopnia, iż przestajemy być sobą, przyjmując nową tożsamość z taka pewnością, jakby to ona była właśnie odzwierciedleniem naszej prawdziwej natury.

Najlepiej widać to po politykach, którzy, choć osobiście, gdy już nie muszą grać, ukazują zupełnie inne oblicze, publicznie stają się po prostu kimś zupełnie innym. Nie jest to jednak tylko przypisane ich profesji. W każdej sferze, tam, gdzie musimy prezentować publicznie jakiś swój wizerunek, dochodzi do przekłamania. Jakbyśmy nie chcieli, by inni zobaczyli, jacy tak naprawdę jesteśmy. Czasami dzieje się to ze strachu, by nie zostało wykorzystane przez innych, czasami z innego powodu, jak się jednak okazuje, wiele osób stara się wręcz chronić, co by nie powiedzieć, ukrywać swoje prawdziwe Ja przed innymi. I dopiero wtedy, gdy komuś zaczynamy ufać, pokazujemy, jacy jesteśmy naprawdę.  A choć sami bardzo lubimy autentycznych ludzi, którzy nie kryją swojej wartości, jak się okazuje, to wcale nie ułatwia innym poznawanie naszego wnętrza. Bo zwyczajnie nie chcemy go ukazywać każdemu i nie dlatego, że ktoś zapragnie nas wykorzystać, ale dlatego, że sami sobie nie ufamy, nie czujemy często własnej wartości, nie dowierzamy, iż zostaniemy zaakceptowani. I to właśnie dlatego znajomych mamy często od groma, ale tych, którzy znają nasze wnętrze, tylko kilka osób lub nawet mniej. A czasami wolimy nawet być sami, niezrozumiani, nie szukający u nikogo aprobaty i wielu nawet z tym dobrze. Aż każdy z nas przekonuje się, gdzie popełniamy błąd w swoim myśleniu. Coś zaś następuje dalej, tu już najlepiej pokazuje to życie. Wierzcie mi, nie ma lepszego weryfikatora naszych przekonań niż właśnie ono.

2019-04-08

Równowaga w sposobie traktowania

Zdarzyło się wam, iż sami na siebie wrzasnęliście, by się w końcu ocknąć, otrząsnąć z jakiegoś amoku. Penie nie raz. Od innych też pewnie nie raz usłyszeliście, rusz w końcu dupę, zrób coś, przestań tak siedzieć, jęczeć, narzekać.

Gdy słyszymy takie słowa od obcych, zwykle je ignorujemy, no chyba że to ktoś, kogo się boimy lub na kim na zależy. Czasami się zezłościmy na taką, czasami skulimy w sobie, narzekając na złe traktowanie. Najczęściej jednak czujemy żal, bo wydaje nam się, że inni powinni nas właśnie dobrze traktować. Bo na to zasługujemy, a tu okazuje się, że wciąż jednak kogoś potrafimy wykurzyć i to czasami naprawdę byle czym, przynajmniej w naszym mniemaniu. Choć w naszym mniemaniu, inni powinni być dla nas wyrozumiali, a przynajmniej tak nam się wydaje. A tu, okazuje się, iż czasami nasze zachowanie potrafi wyprowadzić innych z równowagi i to naprawdę mocno. My zaś patrzymy szeroko otwartymi oczami, pytając, ale o co chodzi?

Gdy sami denerwujemy się na innych, z naszej perspektywy wygląda to zgoła inaczej. Zależy nam przecież w jakiś sposób na, tych, na których się denerwujemy, gdy chodzi oczywiście, o bliskie nam osoby. Gdy chodzi o obcych, jest już trochę inaczej, wszystko zależy bowiem od tego jak mocno stoją nam na drodze do celu i jak wiele od nich zależy w naszym życiu, czy to zawodowym, czy też innym. Im także może wydawać się, że nie mamy racji lub przesadzamy. I coś w tym może być.

W trzecim przypadku, nasza złość, kierowana jest w naszą własną stronę i to przez nas samych. I myślicie, że sami siebie nie potrafimy zranić? Potrafimy i to jeszcze jak. Czasami tak bardzo potrafimy się na siebie wkurzyć, gdy zrobimy coś głupiego, iż dosłownie wióry lecą, gdy sami na siebie krzyczymy. Albo wtedy, gdy próbujemy się do czegoś zmotywować a nam nie wychodzi. Lub wtedy, gdy próbujemy zmienić jakiś zły nawyk, a wciąż i wciąż do niego wracamy.

Jak więc traktować taką złość? Nie denerwować się na innych, gdy przecież nam na nich zależy? Nie denerwować się na siebie, gdy nam coś nie wychodzi? Zachować spokój i zrobić to samemu, czy okazać cierpliwość i tłumaczyć aż do skutku. 

A jakie cechy wam pomagają w takich chwilach?

2019-04-08

Siłowanie

Niektórzy z nas nie wiedzą, kiedy mają przestać, inni czekają, aż samo minie, jeszcze inni myślą, że druga strona się opamięta jako pierwsza się opamięta, przedłużając czas swojego wewnętrznego gotowania, aż przychodzi moment, gdy nie ma w nas nic, żadnej siły, by coś przedłużyć.

Co sprawia, że brniemy w coś kompletnie bez opamiętania, nie zatrzymując się nawet wtedy, gdy nawet sami widzimy, że idziemy na zderzenie. Co sprawia, że przyzwalamy na czyjeś zachowanie, nawet wtedy, gdy już poziom wrzenia dawno przekroczył w nas stan alarmowy. Gotujemy się, wściekamy czasami na kogoś, ale coś w nas, każde nam dalej to kontynuować. Czasami walka wewnętrzna z sobą lub kimś obok nas jest tak długa i wyczerpująca, aż w końcu padamy ze zmęczenia, ale nie odpuszczamy do samego końca. Bo co? Bo musi być po naszemu? A może, to tylko nam głupio się przyznać, że się pomyliliśmy co do swych pragnień? Może myślimy, skoro dałam radę tylu rzeczom, to dam rade jeszcze i tej. Pokonam w sobie opór, wytrwam w swoim zadaniu, nie ważne, jakim kosztem, ale wytrwam i w tym. W stosunku do związków lub relacji jest dokładnie tak samo. Już nie mamy czasami sił, gotujemy się, ale coś nam mówi, wytrzymaj, nie odpuszczaj lub nie opuszczaj gardy, choć przecież wystarczyłoby odpuścić, by przestać się siłować. A, my? Patrząc na nas, ludzi, można by rzecz, że my się wręcz uwielbiamy siłować. Z sobą, gdy próbujemy siebie samych do czegoś nakłonić lub przekonać. Z innymi, gdy innych próbujemy zmieniać, przekonywać lub nawracać. Z partnerem, gdy staramy się go ułożyć, a ten i tak się stawia i robi po swojemu.

Czy my w ogóle umiemy być obok?

2019-03-29

Umysł

To, o czym ciągle rozmyślasz, co zasiewasz w swoim umyśle, zakorzenia się w Tobie, by w naturalny sposób wzrosnąć i wydać owoc. Jednakże popatrz Tak, jak ziemia nie pyta nasiona, czy jest trujące tak i Twój umysł przyjmie każdą myśl i ideę. A gdy już ją przyjmiesz, bez świadomości tego, co robisz pozostaje ci jedynie czekać, aż wyda to w Tobie owoc. Wtedy go posmakujesz. Czym się okaże? Cóż, czasami potrafi się okazać i sukcesem, choć częściej nasz umysł przypomina istne wysypisko śmieci, gdzie nie dość, że nie ma gdzie wzrastać zdrowa idea, to jeszcze rośnie w nim mnóstwo chwastów. Ale, co ciekawsze, do pewnego momentu rozwoju potrzebujemy ich, by pozwolić objawić się i tym niższym ideom. Z czasem jednak, gdy nasza świadomość wzrasta, naturalną potrzebą staje się, by odchwaścić swój umysł, często swoje otoczenie, czasami wręcz zaczynamy się dusić w starym miejscu zamieszkania i szukamy sobie nowego miejsca do życia, gdzie staramy się zacząć od nowa, nie wiedząc, że zabieramy tak naprawdę do nowego miejsca cały swój śmietnik. 

Niektórzy z nas stają się wtedy jak kukułcze jaja, wciąż staramy się gdzieś podrzucić, gdzieś zasiać, gdzieś znaleźć miejsce dla siebie, w każdym miejscu wytrzymując tylko chwilę. A nie rzadko, powtarzając ten sam schemat, doprowadzają wszystko do tego samego stanu, z którego wcześniej uciekli. To oczywiście skrajna możliwość, niestety, nasze stare nawyki działać będą, gdziekolwiek się udamy, bo udajemy się tam wraz z nimi.

Jak zatem wygląda wasz umysł? Dbacie o to, co w nim zasiewacie? Dbacie o jasność i czystość waszych myśli? A może zabijacie w nim nudę, dając mu do zabawy wszystko, byle tylko się nie odzywał. To jak to jest z wami?

2019-03-29

Droga życia

Czasami całe życie przeżywamy śpiąc, niektórym nawet miło jest w tym ich śnie, marzeniach, w których każde pragnienie od razu dostarcza im pełnego spełnienia.  Przychodzi jednak taki moment, gdy jakaś myśl, słowo, czyjeś spojrzenie, książka, podróż do nieznanego miejsca, spotkanie z drugim człowiekiem, powoduje, iż się budzimy. Nie, nie w całej duszy. Na początku otwieramy tylko jedną powiekę, ale to nam wystarczy, by już nie chcieć więcej zasypiać. 

Ci, którzy nigdy się nie obudzili, mówią zazwyczaj pod koniec życia. Przespałem je. Przespałem całe moje życie, tyle chwil mnie ominęło. Mogłem żyć, mogłem cieszyć się nim, bawić, podróżować.

Inni dużo szybciej dostrzegają, iż coś ich w ich życiu ominęło. Coś przegapili, jakąś chwilę, moment, gdy stali przed uchylonymi drzwiami, ale nie przeszli przez nie, nie mieli tyle odwagi, by zacząć działać, by otworzyć się na nowy związek, by coś zrobić ze swoim życiem.

Ale są i tacy, którzy już niby się pozornie obudzili, działają, rozwijają się, przynajmniej tak mówią i dalej chcą śnić, śnić sen o swoim księciu lub książnice, o cudownej, spełnionej miłości, o podróżach, o bogactwie, o wszystkim, czego pragnęli, a czego nie doznali w życiu. I wiesz, co. Oni jedni lubią swoje sny, bo w nich czują się naprawdę szczęśliwi, dlaczego mieliby więc się z nich chcieć budzić? W ich marzeniach, każda podróż jest piękna, miłość wręcz idealna, wyśniony kochanek, po prostu cudowny. Po co zatem wracać do rzeczywistości i sprawiać, by choć odrobinę upodobnić swoje życie do swych marzeń? Czyż nie lepiej im w swoim śnie?

Są też i wśród nas przebudzeni. Ci, bez względu na to, kiedy się obudzili, mówią, to był właściwy moment. Oni doceniają zarówno tamtą, jak i ta chwilę. Dla nich wszystko jest ważne, bo wszystko niesie im zrozumienie. Nie negują zatem okresu snu, nie żałują, iż jakąś część życia spali. Wręcz przeciwnie, doceniają każde, zdobyte wtedy doświadczenie, gdyż wiedzą, jak ważny był to okres w ich rozwoju. Oni nie czekają też na nikogo, idą sami. Nie oglądają się też na nikogo, bo wiedzą, iż każdy ma swoją ścieżkę, swoje tempo podróżowania. A jednak, są jak najbardziej widoczni i obecni wśród nas, wystarczy tylko uważnie popatrzeć, by ich dostrzec.

A Ty, do której grupy należysz?

2019-03-20

Stan równowagi

Przyjemnie jest być świadomym, świadomie oddziaływać na otoczenie, z poziomu równowagi wypełniać swoje i cudze myśli spokojem…tyle z marzeń, bo do tej pełnej świadomości, każdemu z nas jeszcze kawałek zostało i nie ma co marudzić, tylko trzeba ją rozwijać. Zanim jednak to nastąpi, w wewnętrznym świecie naszej duszy, jak i naszym otoczeniu zachodzić potrafią jeszcze ciekawe zjawiska i o jednym z nich chciałam dziś wam opowiedzieć. 

Pamiętacie wczorajszy post? Pisałam w nim o poddawaniu się nastrojowi swojego partnera, wręcz uzależnieniu od niego, gdy sami nie potrafimy stworzyć w sobie pozytywności, bo dopiero, gdy innym jest przyjemnie, to i nam może być przyjemnie, gdy inni się śmieją, to i my dopiero możemy być weseli. Odniosłam to wprawdzie do partnerstwa, bowiem, w tym środowisku możemy zobaczyć, jak głęboko uzależniającą od siebie nawzajem może przybrać to skalę, dlatego też, dziś chciałam spojrzeć na temat od naszej strony i naszego, często humorystycznego oddziaływania na partnera i nasze otoczenie. 

Wkurzyliście kiedyś kogoś do takiego stopnia, iż miała was ta osoba dość? Albo coś lepszego, użalaliście się nad sobą, na głos, licząc na wspólne użalanie? A może to będzie lepsze, wywołaliście kiedyś z premedytacją kłótnię, doprowadzając kogoś do wybuchu? Tylko, proszę, nie mówcie teraz, ojej, miałam powód, by się wkurzyć. Wkurzyć, tak, ale mi chodzi o to, czy specjalnie rozdrażnialiście kogoś w swoim otoczeniu, by samemu móc się wyładować? Tak? Wspaniale. To idźmy dalej. Czy zauważyliście kiedyś, by ktoś się was autentycznie bał? By ta osoba patrzyła ze strachem, w jakim jesteście nastroju? Widzieliście kiedyś oczekiwanie w oczach kogoś wam bliskiego, aż wam przejdzie? I nie chodzi tylko o złość, ale o każdy inny nastrój, który nie pozwalał wam okazać innym uczuć. Trudny temat, prawda? Trudno jest też czasami sobie z nim poradzić, a w odpowiedzi, często można usłyszeć, a dlaczego ja mam dbać o to, by innym było dobrze, by inni byli zadowoleni, uśmiechnięci. Ja też zasługuję na czułość i miłość. Czy tylko ja mam się starać o zadowolenie innych? Znane jest to wam skądś?

Zadam wam zatem pytanie jeszcze inaczej. Czy umiecie sprawić, by inni się przy was odprężyli, by was dobry nastrój udzielił się innym, by wasz uśmiech rozjaśnił twarze waszych bliskich. Pamiętacie, w jakim znajdowaliście się wtedy stanie? Pomyślcie. Jest taki bowiem stan, który nie wymaga żadnego wysiłku, by przepływał przez nas spokój, radość, miłość.

Jest taki stan, w którym widzimy wszystkie możliwości, droga zaś zawsze układa się prosto. 

Już wiecie o czym mówię? To w takim razie do zobaczenia w tym stanie…oczywiście, na plaży;)

2019-03-19

Prawo do szczęścia

Niby nie jesteśmy niczemu winni, a jednak czujemy się winni i odpowiedzialni. Znacie to? 
Gdy każda wasza decyzja okraszona była myślami: a co inni by o tym powiedzieli? Czy to, co robię, planuję, spodoba się moim bliskim? Czy, gdy ja będę szczęśliwa, a innym jest tak źle, oznacza, że jestem egoistką? Czy stawianie moich własnych pragnień na pierwszym miejscu, przed zaspokojeniem potrzeb moich bliskich rzeczywiście tak źle o mnie świadczy?
Gdzie w tym wszystkim zatem jestem Ja? Gdzie jest moje? Czy naprawdę, aż muszę się wykłócać z całym światem, by mieć prawo do własnego szczęścia, do robienia rzeczy, które mi go dają? Naprawdę, świat musi brać wtedy za mnie jakąś odpowiedzialność, jak mówią w takich wypadkach inni. A może, to my się bardziej boimy, iż inni poniosą jakieś konsekwencje za nasze wybory, a może ich wręcz nimi unieszczęśliwimy. I co wtedy? 
Czy naprawdę musimy się ze wszystkiego tłumaczyć? Walczyć o prawo do swojego życia? Czuć za wszystkich odpowiedzialni, za ich szczęście?
I niby mówimy, nie. Każdy sam decyduje o własnym życiu, a jednak niesiemy odpowiedzialność za los naszego otoczenia. I nie tylko go niesiemy, przygniatamy się nim. Potrafimy za jego przyczyną zabić własne marzenia. A później, rozgoryczeni, sfrustrowani wyżalamy się w duszy lub do innych, iż zmarnowaliśmy życie, a trzeba było się bawić, trzeba było kochać, żyć, podróżować, robić więcej rzeczy dla siebie. 
Jak zatem żyjesz? W poczuciu winy, czy pełnią życia? Przejmując się wszystkim i wszystkimi dookoła, choć nic przypuszczalnie nie robisz, by to zmienić, czy podejmujesz działania, by dać przykład. Gdzie jesteś tak naprawdę duszo w tym swoim wędrowaniu?

2019-03-13