Blog


Poszukiwanie ideału

Aby zbudować zdrową, dobrą relację, potrzebujemy nie tylko uczuć, ale przede wszystkim świadomości i to tej wewnętrznej, która nam w pierwszej kolejności pozwoli zrozumieć siebie. Dlatego tak często usłyszycie słowa, zacznij od siebie, zmień siebie, dokonaj w sobie przemiany, zmień swoje intencje, jeśli chcesz zmienić swoje życie. 
Gdy spotykamy na swojej drodze kogoś, kto nam się podoba, w pierwszej kolejności budzą się nasze pragnienia. Ach, krzyczymy w duszy, w końcu pojawił się ktoś ciekawy, w końcu da mi to, czego tak bardzo pragnę. W końcu ktoś o takiej urodzie, która mi odpowiada, idealnie zadbany, elokwentny, szarmancki....i reszty już nie chcemy widzieć. A tymczasem, to właśnie ta reszta zadecyduje o jakości relacji, którą z tą osobą zbudujemy. Tylko, co nam po tej reszcie, skoro możemy w końcu nasycić się tym, co uznajemy w tej osobie za najcudowniejsze. Reszty można przecież umiejętnie nie dostrzegać, możemy częściowo założyć różowe okulary lub oślepnąć częściowo. Najważniejszy, by skupić się na tym, co nam w tej osobie sprawia przyjemność. I się skupiamy, pozwalając z czasem tej drugiej stronie na coraz więcej, by dostać choć odrobinę od niej uczuć lub uwagi, a tymczasem nie widzimy, jak u boku rośnie nam pasożyt lub bachor, który wyczuł naszą naiwność i zamiast się choć odrobinę odwdzięczyć, sam ciągle domaga się coraz większej uwagi. 
Czasami długo potrafimy wytrzymać w takiej relacji, ale przychodzi chwila, gdy i w nas coś pęka, ale nawet wtedy, gdy coś w nas pęka i zaczynamy odważnie wyrażać swoje niezadowolenie, ta druga może popatrzeć na nas zdziwiona, pytając, o co ci tak naparwdę chodzi, przecież chciałaś MNIE, więc masz MNIE i teraz MNIE podziwiaj, dbaj o MNIE. Przecież jestem. 
Trudno jest nam czasami zrozumieć, że to my sami dokonaliśmy takiego wyboru. Jeszcze trudniej dostrzec własne intencje, pragnienia. A już najtrudniej nam zrozumieć, że ta osoba nie chce NAS, nie chce zadbać o NASZE potrzeby, że jesteśmy dla niej tak naprawdę mało ważni, że jedynie wyczuła naszą naiwność i nas zwyczajnie wykorzystała i to za naszym własnym przyzwoleniem.
Jak bardzo potrafimy być naiwni w naszych relacjach, najlepiej pokazuje nam własne życie. Ale, czy to wystarczy, by nabrać rozumu? Cóż, tu już bywa różnie, czasami i tuzin pocałowanych żab nie uczy nas, by w końcu zmienić intencje i poszukać prawdziwego faceta, bo przecież w którymś musi być ten prawdziwy książę. Zresztą, w drugą stronę jest podobnie, nie liczcie więc panowie, że naiwnymi jesteśmy tylko my, panie. Wśród nas też jest wiele księżniczek i żab. Tylko... za którą tu się uznać;)

2018-07-09

Stan szczęścia

Jak duży jest twój szacunek do samego siebie? Robisz to? Przyjmujesz postawę, która wręcz ukazuje, jak bardzo ważną stałeś się dla siebie osobą? Jak bardzo ważnym stało się dla ciebie, by zadbać o komfort swojego życia, by zadbać o swoje ciało, o miejsce pracy, swoje miejsce do spania, swoje relacje, o swój spokój wewnętrzny? Dbasz o sobie? Czy raczej ważniejszym stało się dla ciebie dbanie o innych. Tak, wiem, pomyślisz, co za egoistyczne myślenie. Ale pomyśl, zanim osądzisz, co tak naprawdę dajesz swojemu otoczeniu, gdy widzą cię wyczerpanym walką z codziennością, gdy widzą, że dzielisz się, a sam jesteś zaniedbany psychicznie i fizycznie, gdy tak naprawdę sam potrzebujesz bardziej pomocy, ale wmawiasz innym, że jest dobrze. Czy potrafisz w swoim własnym postępowaniu znajdować inspirację? Czym się tak naprawdę dzielisz z innymi? Co można w Tobie dostrzec? Czy mogłabym dostrzec, kim jesteś? Pokazałbyś mi prawdę? Swoje piękne wnętrze? 

2018-07-06

Serce kontra rozum

Czasami największy konflikt nie dzieje się wcale w naszym życiu, a pomiędzy tym, co wiemy a tym, co czujemy. Serce i rozum. Jedno mówi, przestań, co ty wyprawiasz, drugie krzyczy, ale ja chcę, ja muszę, bo inaczej nie wytrzymam. Jedno mówi, nie widzisz prawdy? Nie widzisz, co się dzieje? Nie widzisz, co wyprawiasz? Drugie krzyczy, widzę, ale muszę to mieć, bo bez tego oszaleję. I szalejemy. Rozum uspakaja, przywraca trzeźwość, duszy o mało nie rozerwie, tak silne potrafią targać nami namiętności. 

Jak wielki potrafi być głód duszy, która pragnie zaspokojenia równie mocno, co nasze ciało, wiedzą tylko ci, którzy stanęli oko w oko z szaleństwem. Głód ciała potrafi pozbawić wszelkich oporów, skłonić do czynów wręcz heroicznych, niestety, głód duszy wcale nie jest gorszy w swym okrucieństwie, potrafi zniżyć nas do poziomu, gdzie nawet instynkt nie jest w stanie sprawić, byśmy w porę się wycofali. I nie ważne, że nam to szkodzi, że widzimy, jak nas zatruwa pragnienie, którego nie potrafimy zaspokoić. Nie zauważamy też momentów, gdy dla zaspokojenia głodu duszy, zaczynamy zaniedbywać kolejne obszary naszego życia, zachowując się, jakbyśmy byli narkomanami, żyjącymi od zażycia działki do zażycia działki. Różnica jest niewielka, w świecie materii mamy substancje, które przyjmujemy w materialnej postaci. W świecie ducha o zaspokojenie proszą pragnienia. Ale, jako że światy się przenikają, namiętnością oplatamy rzeczy materialne i w nich szukamy zaspokojenia duchowych potrzeb, zastępując nimi to, co szuka w nas głębszego spełnienia. Czasami są to ludzie, do których się przywiązujemy a czasami sama przyjemność, czerpana z danej czynności. Czymkolwiek by to nie było, to, co oplatamy namiętnością, po jakimś czasie wypełni nas trucizną do tego stopnia, iż nawet nie poznamy przyczyny swej śmierci.

To tak optymistycznie na dziś i oczywiście z pozdrowieniami dla tych, którzy się jej wyzbywają;) 

2018-06-20

Kształtowanie wewnętrzne

Każdy etap rozwoju, który przechodzimy ma coś w sobie magicznego. Gdy jesteśmy dziećmi, ufamy bezgranicznie, odkrywając poprzez ufność zarówno to, co dobre, jak i to, co złe. Gdy jesteśmy młodzi, wierzymy w swoją siłę, chcemy zmieniać świat i czasami nawet coś nam się tam udaje zrobić.

Gdy jesteśmy dojrzali, nasza mądrość staje się naszym przewodnikiem, już nie chcemy zmieniać świata, choć nadal czujemy potrzebę zmieniania naszego otoczenia, czujemy po prostu potrzebę kształtowania go. I dopiero wtedy, gdy przejdziemy każdą z tych dróg, gdy przekonamy się, że własna siła nijak się nie ma do zamiarów, gdy nasza dojrzałość osiągnie wystarczającą głębię, dociera do nas, że to nie o świat chodziło, nie o nasze otocze a o nas samych, wtedy też właśnie zaczynamy zmieniać siebie. Choć oczywiście nie jest to regułą. Są i tacy, którzy dokonują tego od wczesnych, dziecięcych lat. Są i tacy, którzy oddają kształtowaniu siebie całą młodość i są tacy, którzy odkrywają to dopiero w dojrzałym wieku. Ale, czy to ważne, ile mamy lat? Ważne, że do tego w końcu dojrzeliśmy i choćbyśmy zrobili tylko jedną rzecz dla siebie, by zmienić swoje postrzeganie, to będzie to równie ważna rzecz da naszego rozwoju, jak wtedy, gdy poświęcamy mu całe swoje życie. 

2018-06-18

Odpowiedź, którą znajdziemy tylko w sobie

Pytając innych, liczymy często, iż odpowiedź, którą otrzymamy sprawi, iż od razu ujrzymy sens tego, o co pytamy. Gdy nie otrzymujemy takiej odpowiedzi, irytujemy się, uważając, iż to odpowiadający nie chce udzielić nam odpowiedzi, która by nam rozjaśniła w głowie i wskazała rozwiązanie problemu. Zdarza się też, że znamy odpowiedź, ale i tak wolimy zapytać, by potwierdzić sobie to, o czym dawno wiedzieliśmy. Gorzej, gdy znamy odpowiedź, ale, choć słyszymy potwierdzenie naszych przypuszczeń, potrafimy zaprzeczyć sami sobie, tak bardzo nie chcemy przyjąć czegoś do wiadomości, co już sami wiemy. Czasami, nawet nie czekamy na czyjąś odpowiedź i odpowiadamy sami na swoje pytanie, mówiąc, wiem, ale chciałabym usłyszeć coś innego. To zaś rodzi jeszcze większą frustrację, bowiem, pytając, zapominamy często, iż tymi, do których powinniśmy się zwrócić z pytaniem, jesteśmy my sami. I nawet, jeśli będziemy potrafili sobie odpowiedzieć od razu, zadane pytanie nie zniknie w naszej głowie, będzie tam tkwiło do chwili, aż staniemy się gotowi, by usłyszeć odpowiedź. 

2018-06-17

Ścieżka, którą podążamy

Którą ścieżką teraz podążasz?
Gromadzenia? Dążąc do zaspokojenia swoich pragnień i potrzeb. Czy zastosowania, gdzie chcesz widzieć efekt swoich działań, gdzie szukasz wyzwolenia, za pomocą zastosowania różnych metod. A może bliższa Ci jest ścieżka widzenia prawdziwej natury, gdzie możesz się przyjrzeć i dostrzec to, co jest, co ją tworzy. Czy też medytacji, drogi, która otwiera wewnętrzne wrota lub bardo, gdzie dostrzeżesz to, co poza medytacją można dostrzec-rzeczywiste zrozumienie. 
Którą drogą Ty podążasz? Która Ci jest teraz najbliższa? Już wiesz?

2018-06-14

Poza sferą komfortu

To, że decydujemy się od czegoś/kogoś uwolnić nie sprawi, że poza tą relacją lub sytuacją będziemy szczęśliwi. Choć tak nam się czasami wydaje, iż wystarczy, że dana osoba zniknie z naszego życia, a szczęście samo powróci. Że wystarczy zakończyć jakąś sytuację, a samo się wszystko ułoży.
Nie ułoży, bo nikt nas nie nauczył, jak żyć poza klatką własnego umysłu. Nie potrafimy przejawiać stanu szczęścia, bo skąd niby mielibyśmy wiedzieć, jak tego dokonać, skoro do tej pory wierzyliśmy, iż znajdziemy je w innych. Tego się dopiero musimy nauczyć. Nauczyć dostrzegać możliwości własnego rozwoju. I o tym często zapominamy, oczekując, że stan szczęścia pojawi się sam, wystarczy, że zniknie problem. Szkoda jedynie, że nie widzimy, iż my sami się nie zmieniliśmy...szkoda.

2018-06-14

Wewnętrzny czar

Nawet, jeśli nasze otoczenie jest nieświadome tego, co nam daje, my doskonale wiemy, czego w nim szukamy, jakie pragnienia chcemy za jego przyczyną zaspokoić, jakimi uczuciami się nasycić, ewentualnie, jakie wzbudzić w sobie emocje. Ci, którzy są tego świadomi, a rozsiewają dokoła siebie czar, o ile nie pójdą w stronę negatywnych intencji i nie zaczną tym manipulować, potrafią czynić sobą wiele dobrego w otoczeniu, sprawiając innym naturalną przyjemność, poprzez możliwość obcowania z własną energią. Niestety, takie rzeczy zdarzają się dość rzadko, częściej Ci, którzy są, powiedzmy, wspaniali, inteligentni, piękni, przystojni, umieją się zająć kobietą, dać czułość mężczyźnie…itd. wchodzą na pułap pewnego rodzaju pychy i manipulacji. Ich dawanie nie jest już wynikiem tego, co z nich naturalnie emanuje, a energią handlu. Owi piękni i czuli, zaczynają swoją energią zwyczajnie kupczyć, manipulować i chcieć od ewentualnego partnera coraz więcej. Są też i tacy, którzy unoszą się wtedy wysoko i mówią, ach nie, nie dam ci siebie, nie pozwolę ci uszczknąć z mojego majestatu. A im wyżej stawiamy taką osobę, tym większego oczekujemy od niej szczęścia, a co za tym idzie, jesteśmy w stanie zrobić wiele, by dostać choć kęs energii tej osoby. Czasami zdarza się, że trzeźwiejemy lub przychodzi nam z pomocą rozczarowanie. Jednakże, do póki każdy z nas nie nauczy się czerpać z własnego źródła, być tym, czego pragnie od innych, do tego momentu nasz i cudzy świat będzie się zazębiał o coraz nowsze techniki manipulacyjne, a komu się uda choć odrobinę zaspokoić swoje potrzeby, ten sam siebie ogłosi zwycięzcą. 

2018-06-14

Zatrzymać siebie

Pielęgnując w sobie dawne urazy, potrafimy całymi latami, a nawet wcieleniami, nosić w sobie dawny ból, nie dając szansy uzdrowienie ani sobie, ani tej drugiej stronie, ściągając z niej nasze srogie spojrzenie. Czasami jesteśmy tak zacietrzewieni wobec kogoś, kto nam w naszym mniemaniu zrobił krzywdę, iż nie ważne, co zrobi później druga strona, nie wybaczymy. Zdarza się też, że owszem, wybaczamy, przynajmniej pozornie, by mieć to najczęściej z głowy, niestety, to pozornie, nie przynosi nam jednak spokoju, bo nadal czujemy ból, może mniej świadomie, ale nadal czujemy. I nadal dążymy do wyrównania rachunków, choć nam się wydaje, że odpuściliśmy.

Prawdziwe odpuszczenie, wcale nie wiąże się z wybaczeniem tej drugiej stronie, a z uświadomieniem, jakie tak naparwdę nami kierowały nami intencje, jakie pragnienie mieliśmy nadzieję zaspokoić za pomocą tej osoby lub sytuacji, iż tak bardzo się zawiedliśmy(niezaspokojone pragnienia tak właśnie bolą). Zresztą, tak się dzieje bardzo często, gdy staramy się zaspakajać nasze pragnienia za pomocą innych.
A wystarczyłoby, gdybyśmy zmienili swoje nastawienie, przestali szukać zaspokojenia w naszym otoczeniu a poszukali go w sobie.
Naprawdę, to takie trudne, by samemu obdarzyć siebie miłością? Trzeba zaraz do tego innych?
Rozumiem, że tak się nauczyliśmy, bo tak to było praktykowane w naszym otoczeniu. Tylko, czy to naprawdę o to chodziło? 
Czasami przeaczamy rzeczy bardzo istotne, tworząc sobie w głowie własne wyobrażenia na temat tego, kto i w jaki sposób nas zaspokoi. A później chodzimy z naszymi pragnieniami na wierzchu, szukając spełnienia. I się rozczarowujemy, bo inni okazują się nie tacy, jak trzeba, nie robią tego tak, jakbyśmy pragnęli. Nie są tacy, jakbyśmy chcieli i co najgorsze, nie chcą się dla nas zmienić. Nie chcą dla nas być, nie zależy im tak, jak nam by zależało w podobnej okoliczności, czasami wręcz nie pokazują, by im w ogóle zależało, a to boli. I to boli naprawdę mocno, czasami nawet mocniej niż boli nasze niezaspokojenie. 
Czy oni naprawdę nie widzą naszych pragnień i bólu?
Gdy tak się dzieje, długo potrafimy w sobie tłumić nasz ból i szukać wytłumaczeia, usparwiedliwijąc zachowanie innych i to na wszelkie sposoby. Ale ból nadal nie mija, pragnienie także, a z czasem jest coraz gorzej, aż w końcu coś w nas pęka i krzyczymy dość! Tylko, do kogo my wtedy tak naprawdę krzyczymy? Czy to naprawdę świat wymaga uspokojenia i zatrzymania? A może, to my sami tego potrzebujemy?
Do przemyślenia.

2018-05-17

Małe wielkie zmiany

Gdy dzieje się źle w naszym życiu, jedni będą nam współczuć, inni chcieć pomóc, a jeszcze inni, w szczerym przypływie złośliwości powiedzą, masz na co zasłużyłaś! Lub wymyślą inny sposób, by nam uświadomić, jakimi to złymi jesteśmy ludźmi, bo, inaczej, nie spotkało by nas tyle złego, gdybyśmy słuchali innych, a najlepiej ich. 

Co ciekawsze, w przejawianiu złośliwości, wcale nie jesteśmy lepsi od naszego otoczenia. Także potrafimy krytykować i robimy to dość chętnie, osądzając innych z równą zawziętością, jak i oni potrafią nas krytykować. Tu jednak występuje mała różnica, bowiem, nasza interpretacja cudzego zachowania przeważnie jest uzasadniona, a jak nie, to to znajdziemy odpowiedni argument. Przecież robimy to z czystej troski, nieprawdaż? Inni zaś, cóż, inni są po prostu złośliwi. Tak przynajmniej widzimy ich, my.

Wiele też zależy od naszej samooceny. Jedni wzruszą ramionami, inni się uśmiechną, jeszcze inni będą zdziwieni, ale nie przyłożą do tego większej wagi, ale zdarzą się i tacy, których to rozsierdzi, a wtedy wojna gotowa. Bo nie jest wcale miło słyszeć przykre słowa, choć, prawdę mówiąc, nigdy tak naprawdę nie wiadomo, co nas zrani. 

Dla jednych z nas ważnym będzie postawa i czyny, innym wystarczą słowa, a jeszcze inni poczują się oburzeni brakiem reakcji z naszej strony. Zranić może zatem wszystko, co robimy lub mówimy. Wszystko zależy też od interpretacji naszych słów lub czynów przez osobę, która poczuje się zraniona. W naszej, bowiem, ocenie, to, co robimy wcale nie musi być raniące. Czara goryczy ma jednak swoją pojemność i jeśli przeleje się w danym momencie, wtedy każda ze stron musi przygotować się na konsekwencje. 

W takim przypadku zawsze pomocne jest dążenie do zrozumienia siebie. Dzięki temu, możemy odkryć cały nasz wewnętrzny system przekonań i poglądów, zmienić intencje i nastawienie. Nie zawsze wiemy wtedy, na co mamy je zmienić, ale nie ma się co martwić. Życie pięknie nas skoryguje, pokazując, czy zmiana była dobra, czy też wymaga dalszej korekty. I, jak to mówią, oby nasze życie wymagało ich jak najmniej.

2018-05-15

Twoja niedojrzałość, moja kontrola

Wczoraj pisałam o dojrzałości, jednakże dziś, chciałabym spojrzeć na nią ponownie, ale od innej strony. Od strony, nieświadomej chęci zatrzymywania partnera na poziomie niedojrzałości, w której sami czujemy się bezpiecznie. I nie chodzi jedynie o wybór młodszego partnera/partnerki. Bowiem, wiek wcale nie świadczy o tym, iż partner będzie na poziomie, na którym znajduje się jego ciało. Zdarza się przecież, że młodsze osoby bywają dojrzalsze wewnętrznie i to nie tylko od swoich rówieśników, ale też i od nas. Widok małego starego dziecka, już dawno przestał dziwić, takie dzieci po prostu się rodzą. Ale ja nie o tym.

Budując związek, zapominamy czasami spojrzeć na to, z jakiego pułapu startujemy z jego rozwojem i przemianą. Najczęściej, od razu chcemy, by przejawiał się w nim najwyższy poziom uczuć, a najlepiej, by od razu była jedność. Od razu chcemy idealnego porozumienia na poziomie myśli, emocji, podobnego spojrzenia na świat, ludzi, byśmy mieli podobne poglądy i tak samo reagowali na te same problemy. I nawet, jeśli tylko tego pragniemy, a pragnienia są skryte jest gdzieś tam, głęboko w nas, to i tak to widać w naszej postawie. Nie oszukamy siebie, bo obnaży się to w każdej naszej postawie. 

Dzięki wielu doświadczeniom, które przechodzimy w swoich związkach, gdy popatrzymy na nie z dystansu, z łatwością każdy z nas będzie mógł dostrzec schemat, pewnej powtarzalności swoich postaw, które przejawiamy wobec partnera, jak i powtarzalności wyboru lub tego, na jaki poziom sprowadzamy od razu nasz związek. A sprowadzimy go zazwyczaj na poziom, na którym czujemy się z drugą płcią bezpieczni. I co ciekawsze, nie zawsze będziemy chcieli, by związek się rozwijał, a przynajmniej, by nasz partner zrównał się z nami swoim poziomem rozwoju. W świadomie budowanych relacjach, jest to, oczywiście, jak najbardziej normalne i jest wręcz świadomie wyznaczanym celem, ale to najpierw trzeba samemu osiągnąć pewien poziom świadomości i znaleźć, w miarę świadomego partnera, by tego doświadczyć.

W mniej świadomie budowanych relacjach, a takie tworzymy najczęściej, normą jest, kierowanie się wszystkimi intencjami, dzięki którym chcemy sobie lub komuś coś udowodnić. Co, to już zależy od naszych intencji lub pragnień. Czasami jednak zdarza się anomalia, a wtedy, nagle okazuje się, że nic nie idzie po naszej myśli, partner zaś wymyka się wszystkim wyobrażeniom, które sobie zbudowaliśmy w głowie na temat idealnej miłości. I co teraz? Odejść? Najłatwiej. Zostać? Będzie trudno, ale może jednak warto…hm…aż w głowie się zaczyna kotłować, bo, co tu zrobić? Manipulacje nie działają. Urok osobisty za słaby. Partner wykazuje za dużą tendencję do samodzielności, a nawet wykazuje się brawurą i bezczelnością, pokazując, iż nie działają na niego nasze czary. A my się uparliśmy akurat na niego. Tak…hm…ciężkie wyzwanie dla niektórych dusz, oj ciężkie. 

Teraz nad tym pomyślę, bo mnie tu piękna inspiracja zalewa z zewnątrz;)

 Cdn.

2018-05-11

Wewnętrzne dojrzewanie

Dojrzałość bywa trudna, czasami wręcz niewyobrażalnie trudna, gdy zderza się w naszym umyśle jej negatywne wyobrażenie z pragnieniem wolności, rozumianej często jako przyzwolenie na wieczną zabawę.

Tymczasem, bez oporu wymagamy jej od innych, samemu jej często nie przejawiając lub unikając na wszelkie sposoby. Nie przeszkadza nam to jednak oczekiwać od otoczenia, by ją przejawiało, szczególnie wobec nas.
Patrząc na nią jednak od innej strony, można by powiedzieć, iż niedojrzałość ma w sobie pewien urok, tyle że owszem, gdy sami korzystamy z jej uroku, ale, gdy jest nadużywana przez kogoś, kto próbuje sobie, np. na siłę przedłużać owy stan i poprzez nią nami manipulować, przestaje nam się to podobać, a wręcz zaczyna nas to irytować. Wtedy, nasza postawa się zmienia, zaczynamy wręcz wymagać od tej osoby, by dorosła, czasami jej nawet wprost to mówimy, albo, gdy widzimy, że jest nieroformowalana w swej niedojrzałości, zrywamy więź, szczególnie wtedy, gdy widzimy, iż nasze słowa trafiają w pustkę.
Ciekawym jest to, że gdy sami przejawiamy niedojrzałe zachowanie, potrafimy je sobie to jakoś wytłumaczyć, że na przykład, wynagradzamy sobie jakiś okres dzieciństwa, że w końcu zaspakajamy swoje potrzeby, że nie chcemy brać na siebie odpowiedzialność, że nie jesteśmy gotowi itd. Można by wręcz rzec, ile rodzajów niedojrzałości, tyle też potrafimy wysunąć argumentów, by ją usprawiedliwić w swoim postępowaniu. Dziwimy się też otoczeniu, wręcz zarzucamy innym, iż nas nie rozumieją. Albo mamy żal, że otoczenie nie chce nam pomóc zaspakajać naszych pragnień lub potrzeb, bo tak to często traktujemy. Czasami wręcz zaczynamy walczyć z otoczeniem, które nam wciąż powtarza, dorośnij, zacznij w końcu zachowywać się dojrzale. A nam wydaje się to niezrozumiałe, no bo, jak, jak mamy dorosnąć, i co to jest ta cholerna dojrzałość, której tak wszyscy od nas oczekują, wręcz pragną, byśmy ją przejawili.
Przyglądając się otoczeniu, szczególnie problemom par, bez trudu można zauważyć, że dojrzałość stała się wręcz deficytowa, szczególnie u mężczyzn (tak wiem, spojrzenie kobiety i nie u każdego). Jednakże, patrząc na to, co się dzieje obecnie, i jak głośno, domagamy się, jako kobiety, od was panowie, dojrzałości, coś jest na rzeczy. Zresztą, wasze głosy są podobne, nie lubicie u nas niedojrzałych postaw, chociaż…i tu bywają odstępstwa. I to nie tylko u was, u nas, kobiet, także. Jako dojrzałe kobiety, też lubimy czasami otoczyć się niedojrzałą energią, która może przy nas wzrastać. Gorzej, gdy już nam się nie chce wychowywać delikwenta, a ten nadal nie chce dojrzeć i w dodatku, nie wykazuje najmniejszych oznak jakiejkolwiek chęci. Pojawia się prblem.
Co wtedy zrobić?
Rozstać się, opcja chyba najczęściej wybierana. Czy słuszna? Niekoniecznie, bowiem, dzięki temu, tracimy często pewność siebie. Ale za to zyskujemy coraz większą pewność tego, czego nie chcemy. Wychowywać? Nie zawsze nam się chce albo inaczej, chce nam się do jakiegoś momentu, później zaś smak niedojrzałego owocu, zwyczajnie nie smakuje. No chyba, że ktoś lubi. Ale to rzecz gustu.
Reasumując, gdy zwracamy uwagę na własny stan dojrzałości lub jej brak, każdy z nas może zauważyć, iż nie jest z nami wcale tak źle, jakby się czasami wydawało. Owszem, bywamy niedojrzali, ale, przecież, każdy z nas ma w sobie jakąś i dojrzałą część. Zresztą, nie każda nasza decyzja wymaga pełnej dojrzałości. Czasami, by doświadczyć, trzeba zwyczajnie w coś wejść, zmoczyć się, upaść na tyłek lub dostać klapsa, co jest najczęstszą oznaka niedojrzałych posunięć. Jednak, pomyślcie, jak inaczej rozwiniemy świadomość? Słuchając jedynie cudzych opowieści? Przecież wiadomo, że się nie da.
Co zatem zrobić? Doświadczać i dojrzewać, pomagając przy okazji dojrzewać przy nas naszemu otoczeniu. Jak długo to potrwa? To już zależy od nas. Jedni z nas dojrzeją bardzo szybko, inni będą się ociągać. Każdy jednak musi sam tego doświadczyć i to jest w tym najlepsze.

2018-05-10

Codzienność głębiej rozumiana

Czasami nam się wydaje, iż skoro my coś rozumiemy, inni też powinni to rozumieć, ba, nie tylko rozumieć, ale wręcz widzieć to, i to dokładnie w ten sam sposób. Podobnie dzieje się z widzeniem własnego poziomu rozwoju.

Gdy dochodzimy do jakiegoś etapu i zaczynamy widzieć świat w jaśniejszy sposób, nagle stwierdzamy, po co to wszystko, wystarczy BYĆ: totalnym, w jedności, świadomym, Tu i Teraz i wszystko ładnie pięknie. Zapominamy tylko o jednym, iż to, czym jest to, owo BYĆ, zrozumieliśmy tylko my, inni zaś mają przed sobą jeszcze pewną drogę, by do tego poziomu dotrzeć. Co nie oznacza oczywiście, że nasza droga i zadania już się skończyły, o czym przekonuje się każda osoba, która gdzieś dotarła, choć tak to może być postrzegane, a przynajmniej takie istnieją w tej tematyce wyobrażenia. 

Gdy docieramy do określonego, powiedzmy, dość wysokiego poziomu rozwoju i przez chwilę mamy okazję cieszyć się stanem, który wtedy osiągamy, mówimy naszemu potoczeniu, nie martw się, żyj, ciesz się każdą chwilą. I nam się wydaje to łatwe. No właśnie, nam. Bo otoczenie wcale tego tak nie widzi. Owszem, chwyta wtedy światło, które z nas wypływa, czerpie z nas inspirację, jeśli potrafi to robić i to się chwali, ale i tak każdy musi wrócić do swojej codzienności i uzdrowić wszystko, co wciąż pozostaje do uzdrowienia. Zresztą, my także dalej wędrujemy i poszerzamy swoją świadomość, wykonujemy kolejne zadania. I nie ma w tym nic ani wyjątkowego, ani złego, odbywa się to po prostu w większej skali. Dla wielu może to być oczywiście postrzegane w kategorii większej wyjątkowości, ale, patrząc na to obiektywnie, praca, to praca, kolejny krok, jest tylko kolejnym krokiem. Codzienność dalej jest codziennością. Inaczej się ją widzi, ale nadal się w niej jest. 

Zatem, miłego dnia w tej naszej codzienności. Miłego dnia kochani.

2018-05-10

Cel własnego rozwoju

Nie ważne za czym/kim podążasz, bowiem, to za czym/kim podążasz, zawsze sprawi, iż będziesz chciał się rozwijać, wzrosnąć do poziomu, gdzie będziesz już to mieć, będziesz już w tym stanie, będziesz taki, jak osoba, której poziom chcesz osiągnąć, będziesz odczuwać to, co chcesz odczuć. 

Z jednej strony może wydawać się to piękne, ale z drugiej może przerażać, bowiem, nie zawsze to, za czym chcemy podążać, wybieramy świadomie, choć nawet wtedy, gdy nasz wybór jest mało świadomy, nawet wtedy się rozwijamy. Rozsądek także nie ma tu nic do rzeczy, bowiem lekcje pokory, które ponosimy, gdy rozsądek zawiedzie, potrafią wpłynąć na nasz rozwój bardzo pozytywnie. Nabieramy wtedy po prostu doświadczenia i życiowej mądrości. 

Ci, którzy świadomie stawiają sobie na drodze cele, które mają ich motywować do rozwoju, starają się je równie świadomie osiągać. Takie osoby wiedzą po prostu, czego chcą i osiągają to, traktując każde wyzwanie, trudność, jako element swego rozwoju. Pozostali się męczą, w mniejszym lub większy stopniu, ale męczą. Najbardziej sami ze sobą, czasami zwalają winę na innych, że ich opóźniają, ale to niczego nie zmienia, nadal się męczą. I jakież jest to rozwojowe. Aż człowiek ma ochotę się uśmiechnąć, widząc, jak wielkie wyzwanie postawili sobie na drodze inni. Nie oznacza to, że nasze zadania są mniej ambitne, czasami aż nadto, męczyć się także potrafimy i to ze wszystkim dokoła, nie mówiąc o sobie. I to jest nasz rozwój. Nie omija nas w żadnym momencie. Jakim zaś tempem dojdziemy do wymarzonego poziomu, cóż, tu już bywa różnie, bowiem, jedno życie dla wielu, to naprawdę za mało, ale, co to w sumie za problem? Przecież i tak w końcu dojdziemy tam, dokąd zmierzamy, pozostaje tylko pytanie, kiedy? A to już zależy od wielu czynników, niekoniecznie tylko i wyłącznie od nas, przynajmniej nie do chwili, w której nie wykształcimy sobie własnej woli, przynajmniej na tyle dużej, by mieć poczucie, iż o czymś decydujemy. To już jednak inna historia.

2018-04-24

Ujrzeć rzeczy takimi, jakimi są

 
 
Nadajemy rzeczom różną wartość, im większą, tym cenniejsze jest dla nas to, co wyróżniamy. Podobnie jest z naszym życiem, im cenniejszym jest dla nas dane wydarzenie, osoba, to, co robimy, tym większą wartość temu nadajemy.
Czasami zdarza się, że coś traci dla nas na znaczeniu i wtedy, spada też nadana wartość. I nie ważne, jak cenna się nam to rzeczą wydawało, w naszych oczach nie ma to już takiego znaczenia, jak w chwili zakupu.
Podobnie dzieje się z naszymi relacjami. Na początku próbujemy zawsze oszacować, jak cenna może okazać się dla nas relacja. Nie oznacza to oczywiście, iż jesteśmy tylko i wyłącznie interesowni, nie o to chodzi, no chyba, że komuś tylko o to chodzi.
Daną relację oceniamy nie tylko na poziomie świadomym, ale też na każdym innym i nie jesteśmy tylko interesowni materialnie, wiedza lub obecność danej osoby, jej ciepło, humor mogą być dla nas o wiele cenniejsze niż jej uroda lub status materialny. I jest to jak najbardziej normalne. W przyrodzie i przestrzeni duchowej wymiana energii trwa non stop. Czasami coś/ktoś może powiedzieć STOP, nie oddam mojej energii, czasami ta energia okazuje się nie taka, jakiej oczekiwaliśmy, ale nie unikniemy zainteresowania swoją energią i sami też nie powstrzymamy swojego rozwoju. Trzeba tylko uważać, by przy nadawaniu wartości, nie przecenić danej rzeczy, idei lub osoby, bo łatwiej wtedy o rozczarowanie. A to zdarza nam się cześciej niż przypuszczamy. Warto też zdać sobie sparwę ze swoich pragnień, bo to one najczęściej dokładają wartości, oplatając daną osobę lub rzecz oczekiwaniami i to one prowadzą do tego, że popadamy czasami w stan frustracji, gdy coś nie układa sie po naszej myśli, dana rzecz nie przynosi nam zaspokojenia, dana osoba okazuje sie nie taka, jakiej pragnęliśmy. Gdy to opanujecie, dojrzycie prawdziwą wartość świata i rzeczy wokół was, swoją własną także. Czy może to być rozczarowujące? Może, jak najbardziej, ważnym jest jednak, by dojrzeć coś takim, jakim jest w swojej istocie, bez nadawanie tamu znaczenia, bez oplatania tego oczekiwaniami. Odnajdziecie w tym, wtedy coś znacznie cenniejszego niż w swoich pragnieniach.
 

2018-04-14

Wewnętrzny konflikt interesów

Chcemy, ale jednocześnie się wahamy, pragniemy, ale się boimy, kochamy a jednocześnie czujemy niechęć.

Sprzeczność. 

Ileż razy, stając przed jakimś wyborem, każdy z nas doświadczał konfliktu wewnętrznego, wątpliwości, gdy zaczynało kłócić się w nas to, co racjonalne z marzeniami lub pragnieniami. 

Pójść tą drogą czy inną? Związać się z tą osoba, czy jednak dać sobie spokój? Wejść w tę przyjaźń, czy jednak nie? Walczyć o tę miłość, czy jednak odpuścić? Kupić tę rzecz, czy jednak poczekać?

Konflikt wewnętrzny, którego często doświadczamy, potrafi być ogromny i bardzo dla nas destrukcyjny, może też powodować wewnętrzne rozstrojenie, choroby, doprowadzać nas do łez i histerii. Co wybrać? - pytamy samych siebie. - Co zrobić, by nie spotkało mnie nic złego? Jaką postawę przyjąć, by druga strona nie odebrała tego źle?

Pytań, które mnożą się w naszej głowie, w fazie doświadczania wewnętrznego konfliktu może być bardzo wiele. Stawiamy je, by sobie pomóc, by znaleźć to, które da nam prawidłową odpowiedź, ale rzadko udaje nam się uspokoić wewnętrzną burzę i dopiero życiowe doświadczenie, przekonanie się na własnej skórze, czy wybór był słuszny, pokazuje nam, czym się tak naprawdę pokierowaliśmy, a tu już bywa różnie. Pragnienie potrafi bowiem zaślepić tak mocno, iż nie ważne, jak mocno krzyczy do nas z wnętrza rozsądek, wchodzimy w to i najczęściej obrywamy. Z drugiej strony może pojawić się zbytnia ostrożność, a wtedy z czasem, zdarza się, że zaczynamy żałować, że nie spróbowaliśmy. I tak źle i tak niedobrze. Co zrobić? - krzyczymy w swoich myślach. Czym się pokierować? Intuicją? Ok., ale w takiej chwili, trudno ją nawet usłyszeć. To, co zagłusza nam wewnętrzny głos, potrafi być naprawdę głośne.

Doświadczając wewnętrznej sprzeczności, a doświadczamy jej czasami na każdym kroku, nie zauważamy, iż odbywa się właśnie jedna z ciekawszych lekcji duchowych, kształtująca w nas świadomość rozróżniającą. W tej lekcji, każde doświadczenie jest ważne, każde uczy, każde coś ukazuje, jakiś rodzaj prawdy. Każde prowadzi do jakiegoś finału, ale właśnie dzięki temu się uczymy, dzięki tym wszystkim lekcjom, dzięki każdemu doświadczeniu, bez względu na to, czy jest lekkie czy trudne. To właśnie to nas kształtuje. A wybór? Cóż, bez względu na to, jak wiele mamy wątpliwości i tak coś w końcu wybieramy. Czy był to słuszny wybór? To już pokaże życie.

2018-04-13

Poczucie sensu

Żyjemy często dla rzeczy, które gromadzimy wokół siebie, często dla chęci ich zdobycia, a nie potrafimy jednocześnie dostrzec sensu naszego życia. Powodu, który określamy często pytaniem, po co to wszystko? 

Rzeczy się zużywają, tracą na swej wartości, a my dalej staramy się nadać temu sens, by chcieć wypełniać swoją pzrestrzeń coraz większa ich ilością, by jakoś sobie wytłumaczyć chęć ich gromadzenia. 
Podobnie jest z osobami, którymi wypełniamy swój świat. Na początku to, co robimy wydaje nam się sensowne, tłumacząc sobie, że to nam jest potrzebne, że chcemy, by tak wyglądał nasz świat, ale w pewnej chwili coś się odwraca w naszym patrzeniu i nagle mówimy: To bez sensu, po co mi taki tłum ludzi wokół, po co tracę czas na bezsensowne relacje, po co mi to wszystko? Patrzymy na swoje otoczenie i przestajemy rozumieć, po co nam taka ilość przedmiotów. Nagle wszystko wydaje się bez sensu, nasze postępowanie, postępowanie naszych bliskich, znajomych, naszego otoczenia. 
Następuje zwrot. Odrzucamy starego siebie, kręcimy się w swojej starej skórze, chcąc ją zrzucić i pozwalamy swemu staremu Ja oraz światu, który tak mozolnie zbudowaliśmy umrzeć. 
Rodzimy się na nowo. I choć wyrastamy z tego, co w nas umarło, coś w nas na nowo szuka swojego sensu, sensu w tym, co się dzieje, w swoich ponownych narodzinach, w tym, dlaczego to wszystko jest, jakie jest. Gra rozpoczyna się na nowo. Nie zmieniliśmy się aż nadto, dalej myślimy w podobny sposób, coś za nami podążyło ze starego Ja, coś się przeniosło ze starego świata, a jednak czujemy się inaczej, czujemy głębiej, czujemy, że jesteśmy blisko, czujemy, że to wszystko jednak ma sens.

2018-04-12

Odwaga i jej cienie

Nie wszyscy ją mamy, a jeśli już się pojawi, nie zawsze potrafimy z niej mądrze korzystać. 

Odwaga. 

Niby to takie proste, gdy słyszymy: nie bój się, odważ, zrób to, do dzieła, dasz radę, a w nas wszystko się skręca ze strachu. Żołądek podchodzi nam do gardła i robimy krok w tył. Nie zawsze oczywiście, bowiem zdarza się, że kieruje nami brawura i wtedy robimy coś bez zastanowienia, ale wystarczy, iż mamy w pamięci choć jedno zdarzenie, gdy dostaliśmy odmowę, gdy nas odtrącono, gdy nam się nie udało czegoś dokonać, a nasza reakcja już nie jest tak pewna, zaś to, co się pojawia działa jak sygnał alarmowy, który mówi: uważaj, to znów może się powtórzyć.

Ci, którzy doświadczyli odmowy lub przegranej po wielokroć i się nią przejęli, w swojej postawie zachowują w późniejszym okresie dużo więcej ostrożności aniżeli ci, którzy potraktowali to jedynie jako wyzwanie dla swojej mocy. Nikt się przecież nie chce po raz kolejny sparzyć, choć, jeśli na coś się rzeczywiście uprzemy, to i nie straszna nam odmowa. Zależy też, gdzie i w jakich okolicznościach jej doświadczamy. 

Ktoś. Kto podchodzi do egzaminu na prawo jazdy po raz kolejny, a jest uparty, będzie traktować to, jak wyzwanie. Gorzej, gdy sprawa dotyczy bardziej osobistego życia i uczuć. Odmowa przyjęcia pierścionka zaręczynowego przez kobietę, może zrazić mężczyznę do małżeństwa i to na całe życie. Co nie oznacza, że dla kobiety, ta sytuacja, też nie mogła nosić traumatycznych znamion. Mogła i kobieta, nosząca w sobie pamięć złych doświadczeń, związanych z małżeństwem, nie tylko z obecnego wcielenia, może zwyczajnie nie chcieć już ich powtarzać. 

Co nas zatem może pozbawić odwagi? Ano wszystko, czemu dajemy do tego prawo. W zasadzie, w grę wchodzi każda okoliczność, w której bierzemy udział, gest drugiej osoby, słowa, postawa, mimika, zachowanie, a nawet spojrzenie, wszystko, w czym ulokowaliśmy jakąkolwiek nadzieję. Sami także możemy się jej pozbawić, gdy widzimy na przykład, jak wielu przed nami się nie udało. Na szczęście dysponujemy energią, którą nazywamy determinacją. A im więcej w nas determinacji, tym większy upór i silniejsza wola, by przełamać wszelki opór i lęki. Oczywiście, nie oznacza to od razu, że przybyło nam rozumu, czasami wręcz przeciwnie, nasz upór, gdy nie uczymy się na cudzych błędach, prowadzić może nas prosto do porażki, jak tych przed nami. Kto by jednak zwracał uwagę na cudze błędy. My jesteśmy przecież mądrzejsi? Prawda?

Podsumowując. Czegokolwiek byśmy nie napisali o odwadze, naszym zadaniem jest ją kształtować w sobie mądrze, mądrze też wypełniać jej przestrzeń świadomością. Bo jak się okazuje, nie jest wcale tak łatwo się nią posługiwać. Potrafi bowiem współdziałać z każdą inną energią i działa zarówno wtedy, gdy kieruje nami głupota, jak i wtedy, gdy kieruje nami rozsądek. Co oznacza, że potrzebujemy jedynie wzmocnić swoją wolę, świadomie ustalać intencje i do dzieła. 

2018-04-12

Tuż obok siebie, a jednak we dwoje, czyli o wspólnej podróży przez życie.

 
Oczekiwania, które stawiamy wobec siebie nawzajem potrafią zniechęcić do siebie wiele par. Czasami są tak duże, iż sami zaczynamy mieć wątpliwości, widząc, iż nie sprawdza się to, co sobie wymyśliliśmy, wymarzony partner/partnerka się nie pojawia, a Ci, których przyciągamy rozczarowują nas coraz bardziej. Niektórzy upatrują wtedy winy w sobie, pytając, co jest ze mną nie tak? Inni widzą jedynie winę w drugiej stronie, bo taki, bo siaki, bo nie tak patrzy, siedzi, stoi, mówi, bo nie ta energia duszy, bo niżej wibracyjny, bo mnie ściągnie na jakieś dno, bo się przy nim nie rozwinę...mnożyć tak można bez liku. Problem jednak pozostaje, a nasza samotność wzrasta. I nawet wtedy, gdy się decydujemy na dany układ, związek bądź relację, wielu z nas wciąż pozostaje w rozczarowaniu. Partner/partnerka, jest, owszem, ale jakieś to takie...nijakie?
Patrzymy na siebie nawzajem, w takim układzie i wielu z nas zastanawia się, co ja tu robię? Dlaczego nie poszukam kogoś, przy kim będę mogła/mógł się rozwijać.
Jednakże, czy partner rzeczywiście jest nam potrzebny do rozwoju? Owszem, miło jest wzrastać obok siebie, ale to i tak się przecież odbywa, w różnym tempie, ale odbywa. Ba, tempo partnera potrafi być tak powolne, iż kilka razy bylibyśmy w stanie przebyć tę samą trasę. Zdarza się, że tempo rozwoju naszego partnera/partnerki jest wręcz szybsze od naszego, tylko, czy ja się mam z nim/nią ścigać? Czy raczej skupić na sobie, bo i tak przecież nie doścignę partnera/partnerkę, bo mam po prostu inne zadania, a tylko część związaną w jakiś sposób z nim. On także mnie nie doścignie, gdy idę własnym tempem, szanując jego tempo.
To, w jaki sposób podchodzimy do naszych relacji, wiele o nas mówi. Czasami wyolbrzymiamy siebie, czasami partnera. Czasami mamy dość, a czasami wręcz przeciwnie, łakniemy więcej i więcej. Czasami mówimy też nie, a czasami pozwalamy na zbyt wiele. Ale bywa też i tak, że zaczynamy rozumieć, czym jest relacja, zarówno w kontekście biologicznym, jak i duchowym. I wtedy, gdy opadną nam z oczu wszelkie zasłonki, stajemy pośrodku siebie, pozwalając sobie po prostu być obok partnera i jemu być obok siebie.

2018-04-11

Wychować, czy czekać aż dorośnie?

Nasze wybory potrafią równie mocno zaskakiwać nasze otoczenie, jak i nas samych, gdy nagle spoglądamy w stronę naszego partnera/partnerki i zastanawiamy się, czy aby coś nam się nie pomyliło i...co mną do cholery kierowało, by wybrać sobie tak niedojrzałą osobę na męża. Podobnie potrafi zareagować nasze otoczenie, rodzina, bliscy, gdy widzą, jak pchamy się w niedojrzały związek, gdy starają się nas powstrzymać, a my, nie, my musimy w to wejść. Nie słuchamy nikogo, bo jakaś część nas musi tego doświadczyć i już. 
Jeśli sprawa jest karmiczna, ok. jest to nasze zadanie, choć to wcale nie oznacza, że będzie łatwiej, wręcz przeciwnie, karmiczne związki bywają równie trudne, co te nowo rozpoczęte. I w jednych i w drugich trzeba się wykazać świadomością, mądroscią i rozsądkiem, inaczej, przeciągnie nam się to na kolejne wcielenia. A to wcale nie jest łatwe do przejawienia, szczególnie, gdy w zadaniu jest, by odtworzyć dawną nienawiść do siebie, zazdrość, złość, żal lub inny rodzaj trudnych emocji. I gdy już wszystko nam się odtworzyło, zadanie mówi, okaż mądrość, zmień postawę, odpuść...tak...odpuść - myślimy sobie w duszy. - Łatwo powiedzieć, gdy już mamy delikwenta na widelcu. I tu zaczyna się cała zabawa. Odpuścić, czy nie odpuścić? Być cierpliwym i powoli wychować, czy zająć sobą, bo po co się z kimś męczyć. A może tym razem nie odpuszczać?
Można się normalne zmęczyć przy tych zadaniach.

2018-04-10