Blog


Zatrzymać siebie

Pielęgnując w sobie dawne urazy, potrafimy całymi latami, a nawet wcieleniami, nosić w sobie dawny ból, nie dając szansy uzdrowienie ani sobie, ani tej drugiej stronie, ściągając z niej nasze srogie spojrzenie. Czasami jesteśmy tak zacietrzewieni wobec kogoś, kto nam w naszym mniemaniu zrobił krzywdę, iż nie ważne, co zrobi później druga strona, nie wybaczymy. Zdarza się też, że owszem, wybaczamy, przynajmniej pozornie, by mieć to najczęściej z głowy, niestety, to pozornie, nie przynosi nam jednak spokoju, bo nadal czujemy ból, może mniej świadomie, ale nadal czujemy. I nadal dążymy do wyrównania rachunków, choć nam się wydaje, że odpuściliśmy.

Prawdziwe odpuszczenie, wcale nie wiąże się z wybaczeniem tej drugiej stronie, a z uświadomieniem, jakie tak naparwdę nami kierowały nami intencje, jakie pragnienie mieliśmy nadzieję zaspokoić za pomocą tej osoby lub sytuacji, iż tak bardzo się zawiedliśmy(niezaspokojone pragnienia tak właśnie bolą). Zresztą, tak się dzieje bardzo często, gdy staramy się zaspakajać nasze pragnienia za pomocą innych.
A wystarczyłoby, gdybyśmy zmienili swoje nastawienie, przestali szukać zaspokojenia w naszym otoczeniu a poszukali go w sobie.
Naprawdę, to takie trudne, by samemu obdarzyć siebie miłością? Trzeba zaraz do tego innych?
Rozumiem, że tak się nauczyliśmy, bo tak to było praktykowane w naszym otoczeniu. Tylko, czy to naprawdę o to chodziło? 
Czasami przeaczamy rzeczy bardzo istotne, tworząc sobie w głowie własne wyobrażenia na temat tego, kto i w jaki sposób nas zaspokoi. A później chodzimy z naszymi pragnieniami na wierzchu, szukając spełnienia. I się rozczarowujemy, bo inni okazują się nie tacy, jak trzeba, nie robią tego tak, jakbyśmy pragnęli. Nie są tacy, jakbyśmy chcieli i co najgorsze, nie chcą się dla nas zmienić. Nie chcą dla nas być, nie zależy im tak, jak nam by zależało w podobnej okoliczności, czasami wręcz nie pokazują, by im w ogóle zależało, a to boli. I to boli naprawdę mocno, czasami nawet mocniej niż boli nasze niezaspokojenie. 
Czy oni naprawdę nie widzą naszych pragnień i bólu?
Gdy tak się dzieje, długo potrafimy w sobie tłumić nasz ból i szukać wytłumaczeia, usparwiedliwijąc zachowanie innych i to na wszelkie sposoby. Ale ból nadal nie mija, pragnienie także, a z czasem jest coraz gorzej, aż w końcu coś w nas pęka i krzyczymy dość! Tylko, do kogo my wtedy tak naprawdę krzyczymy? Czy to naprawdę świat wymaga uspokojenia i zatrzymania? A może, to my sami tego potrzebujemy?
Do przemyślenia.

2018-05-17

Małe wielkie zmiany

Gdy dzieje się źle w naszym życiu, jedni będą nam współczuć, inni chcieć pomóc, a jeszcze inni, w szczerym przypływie złośliwości powiedzą, masz na co zasłużyłaś! Lub wymyślą inny sposób, by nam uświadomić, jakimi to złymi jesteśmy ludźmi, bo, inaczej, nie spotkało by nas tyle złego, gdybyśmy słuchali innych, a najlepiej ich. 

Co ciekawsze, w przejawianiu złośliwości, wcale nie jesteśmy lepsi od naszego otoczenia. Także potrafimy krytykować i robimy to dość chętnie, osądzając innych z równą zawziętością, jak i oni potrafią nas krytykować. Tu jednak występuje mała różnica, bowiem, nasza interpretacja cudzego zachowania przeważnie jest uzasadniona, a jak nie, to to znajdziemy odpowiedni argument. Przecież robimy to z czystej troski, nieprawdaż? Inni zaś, cóż, inni są po prostu złośliwi. Tak przynajmniej widzimy ich, my.

Wiele też zależy od naszej samooceny. Jedni wzruszą ramionami, inni się uśmiechną, jeszcze inni będą zdziwieni, ale nie przyłożą do tego większej wagi, ale zdarzą się i tacy, których to rozsierdzi, a wtedy wojna gotowa. Bo nie jest wcale miło słyszeć przykre słowa, choć, prawdę mówiąc, nigdy tak naprawdę nie wiadomo, co nas zrani. 

Dla jednych z nas ważnym będzie postawa i czyny, innym wystarczą słowa, a jeszcze inni poczują się oburzeni brakiem reakcji z naszej strony. Zranić może zatem wszystko, co robimy lub mówimy. Wszystko zależy też od interpretacji naszych słów lub czynów przez osobę, która poczuje się zraniona. W naszej, bowiem, ocenie, to, co robimy wcale nie musi być raniące. Czara goryczy ma jednak swoją pojemność i jeśli przeleje się w danym momencie, wtedy każda ze stron musi przygotować się na konsekwencje. 

W takim przypadku zawsze pomocne jest dążenie do zrozumienia siebie. Dzięki temu, możemy odkryć cały nasz wewnętrzny system przekonań i poglądów, zmienić intencje i nastawienie. Nie zawsze wiemy wtedy, na co mamy je zmienić, ale nie ma się co martwić. Życie pięknie nas skoryguje, pokazując, czy zmiana była dobra, czy też wymaga dalszej korekty. I, jak to mówią, oby nasze życie wymagało ich jak najmniej.

2018-05-15

Twoja niedojrzałość, moja kontrola

Wczoraj pisałam o dojrzałości, jednakże dziś, chciałabym spojrzeć na nią ponownie, ale od innej strony. Od strony, nieświadomej chęci zatrzymywania partnera na poziomie niedojrzałości, w której sami czujemy się bezpiecznie. I nie chodzi jedynie o wybór młodszego partnera/partnerki. Bowiem, wiek wcale nie świadczy o tym, iż partner będzie na poziomie, na którym znajduje się jego ciało. Zdarza się przecież, że młodsze osoby bywają dojrzalsze wewnętrznie i to nie tylko od swoich rówieśników, ale też i od nas. Widok małego starego dziecka, już dawno przestał dziwić, takie dzieci po prostu się rodzą. Ale ja nie o tym.

Budując związek, zapominamy czasami spojrzeć na to, z jakiego pułapu startujemy z jego rozwojem i przemianą. Najczęściej, od razu chcemy, by przejawiał się w nim najwyższy poziom uczuć, a najlepiej, by od razu była jedność. Od razu chcemy idealnego porozumienia na poziomie myśli, emocji, podobnego spojrzenia na świat, ludzi, byśmy mieli podobne poglądy i tak samo reagowali na te same problemy. I nawet, jeśli tylko tego pragniemy, a pragnienia są skryte jest gdzieś tam, głęboko w nas, to i tak to widać w naszej postawie. Nie oszukamy siebie, bo obnaży się to w każdej naszej postawie. 

Dzięki wielu doświadczeniom, które przechodzimy w swoich związkach, gdy popatrzymy na nie z dystansu, z łatwością każdy z nas będzie mógł dostrzec schemat, pewnej powtarzalności swoich postaw, które przejawiamy wobec partnera, jak i powtarzalności wyboru lub tego, na jaki poziom sprowadzamy od razu nasz związek. A sprowadzimy go zazwyczaj na poziom, na którym czujemy się z drugą płcią bezpieczni. I co ciekawsze, nie zawsze będziemy chcieli, by związek się rozwijał, a przynajmniej, by nasz partner zrównał się z nami swoim poziomem rozwoju. W świadomie budowanych relacjach, jest to, oczywiście, jak najbardziej normalne i jest wręcz świadomie wyznaczanym celem, ale to najpierw trzeba samemu osiągnąć pewien poziom świadomości i znaleźć, w miarę świadomego partnera, by tego doświadczyć.

W mniej świadomie budowanych relacjach, a takie tworzymy najczęściej, normą jest, kierowanie się wszystkimi intencjami, dzięki którym chcemy sobie lub komuś coś udowodnić. Co, to już zależy od naszych intencji lub pragnień. Czasami jednak zdarza się anomalia, a wtedy, nagle okazuje się, że nic nie idzie po naszej myśli, partner zaś wymyka się wszystkim wyobrażeniom, które sobie zbudowaliśmy w głowie na temat idealnej miłości. I co teraz? Odejść? Najłatwiej. Zostać? Będzie trudno, ale może jednak warto…hm…aż w głowie się zaczyna kotłować, bo, co tu zrobić? Manipulacje nie działają. Urok osobisty za słaby. Partner wykazuje za dużą tendencję do samodzielności, a nawet wykazuje się brawurą i bezczelnością, pokazując, iż nie działają na niego nasze czary. A my się uparliśmy akurat na niego. Tak…hm…ciężkie wyzwanie dla niektórych dusz, oj ciężkie. 

Teraz nad tym pomyślę, bo mnie tu piękna inspiracja zalewa z zewnątrz;)

 Cdn.

2018-05-11

Wewnętrzne dojrzewanie

Dojrzałość bywa trudna, czasami wręcz niewyobrażalnie trudna, gdy zderza się w naszym umyśle jej negatywne wyobrażenie z pragnieniem wolności, rozumianej często jako przyzwolenie na wieczną zabawę.

Tymczasem, bez oporu wymagamy jej od innych, samemu jej często nie przejawiając lub unikając na wszelkie sposoby. Nie przeszkadza nam to jednak oczekiwać od otoczenia, by ją przejawiało, szczególnie wobec nas.
Patrząc na nią jednak od innej strony, można by powiedzieć, iż niedojrzałość ma w sobie pewien urok, tyle że owszem, gdy sami korzystamy z jej uroku, ale, gdy jest nadużywana przez kogoś, kto próbuje sobie, np. na siłę przedłużać owy stan i poprzez nią nami manipulować, przestaje nam się to podobać, a wręcz zaczyna nas to irytować. Wtedy, nasza postawa się zmienia, zaczynamy wręcz wymagać od tej osoby, by dorosła, czasami jej nawet wprost to mówimy, albo, gdy widzimy, że jest nieroformowalana w swej niedojrzałości, zrywamy więź, szczególnie wtedy, gdy widzimy, iż nasze słowa trafiają w pustkę.
Ciekawym jest to, że gdy sami przejawiamy niedojrzałe zachowanie, potrafimy je sobie to jakoś wytłumaczyć, że na przykład, wynagradzamy sobie jakiś okres dzieciństwa, że w końcu zaspakajamy swoje potrzeby, że nie chcemy brać na siebie odpowiedzialność, że nie jesteśmy gotowi itd. Można by wręcz rzec, ile rodzajów niedojrzałości, tyle też potrafimy wysunąć argumentów, by ją usprawiedliwić w swoim postępowaniu. Dziwimy się też otoczeniu, wręcz zarzucamy innym, iż nas nie rozumieją. Albo mamy żal, że otoczenie nie chce nam pomóc zaspakajać naszych pragnień lub potrzeb, bo tak to często traktujemy. Czasami wręcz zaczynamy walczyć z otoczeniem, które nam wciąż powtarza, dorośnij, zacznij w końcu zachowywać się dojrzale. A nam wydaje się to niezrozumiałe, no bo, jak, jak mamy dorosnąć, i co to jest ta cholerna dojrzałość, której tak wszyscy od nas oczekują, wręcz pragną, byśmy ją przejawili.
Przyglądając się otoczeniu, szczególnie problemom par, bez trudu można zauważyć, że dojrzałość stała się wręcz deficytowa, szczególnie u mężczyzn (tak wiem, spojrzenie kobiety i nie u każdego). Jednakże, patrząc na to, co się dzieje obecnie, i jak głośno, domagamy się, jako kobiety, od was panowie, dojrzałości, coś jest na rzeczy. Zresztą, wasze głosy są podobne, nie lubicie u nas niedojrzałych postaw, chociaż…i tu bywają odstępstwa. I to nie tylko u was, u nas, kobiet, także. Jako dojrzałe kobiety, też lubimy czasami otoczyć się niedojrzałą energią, która może przy nas wzrastać. Gorzej, gdy już nam się nie chce wychowywać delikwenta, a ten nadal nie chce dojrzeć i w dodatku, nie wykazuje najmniejszych oznak jakiejkolwiek chęci. Pojawia się prblem.
Co wtedy zrobić?
Rozstać się, opcja chyba najczęściej wybierana. Czy słuszna? Niekoniecznie, bowiem, dzięki temu, tracimy często pewność siebie. Ale za to zyskujemy coraz większą pewność tego, czego nie chcemy. Wychowywać? Nie zawsze nam się chce albo inaczej, chce nam się do jakiegoś momentu, później zaś smak niedojrzałego owocu, zwyczajnie nie smakuje. No chyba, że ktoś lubi. Ale to rzecz gustu.
Reasumując, gdy zwracamy uwagę na własny stan dojrzałości lub jej brak, każdy z nas może zauważyć, iż nie jest z nami wcale tak źle, jakby się czasami wydawało. Owszem, bywamy niedojrzali, ale, przecież, każdy z nas ma w sobie jakąś i dojrzałą część. Zresztą, nie każda nasza decyzja wymaga pełnej dojrzałości. Czasami, by doświadczyć, trzeba zwyczajnie w coś wejść, zmoczyć się, upaść na tyłek lub dostać klapsa, co jest najczęstszą oznaka niedojrzałych posunięć. Jednak, pomyślcie, jak inaczej rozwiniemy świadomość? Słuchając jedynie cudzych opowieści? Przecież wiadomo, że się nie da.
Co zatem zrobić? Doświadczać i dojrzewać, pomagając przy okazji dojrzewać przy nas naszemu otoczeniu. Jak długo to potrwa? To już zależy od nas. Jedni z nas dojrzeją bardzo szybko, inni będą się ociągać. Każdy jednak musi sam tego doświadczyć i to jest w tym najlepsze.

2018-05-10

Codzienność głębiej rozumiana

Czasami nam się wydaje, iż skoro my coś rozumiemy, inni też powinni to rozumieć, ba, nie tylko rozumieć, ale wręcz widzieć to, i to dokładnie w ten sam sposób. Podobnie dzieje się z widzeniem własnego poziomu rozwoju.

Gdy dochodzimy do jakiegoś etapu i zaczynamy widzieć świat w jaśniejszy sposób, nagle stwierdzamy, po co to wszystko, wystarczy BYĆ: totalnym, w jedności, świadomym, Tu i Teraz i wszystko ładnie pięknie. Zapominamy tylko o jednym, iż to, czym jest to, owo BYĆ, zrozumieliśmy tylko my, inni zaś mają przed sobą jeszcze pewną drogę, by do tego poziomu dotrzeć. Co nie oznacza oczywiście, że nasza droga i zadania już się skończyły, o czym przekonuje się każda osoba, która gdzieś dotarła, choć tak to może być postrzegane, a przynajmniej takie istnieją w tej tematyce wyobrażenia. 

Gdy docieramy do określonego, powiedzmy, dość wysokiego poziomu rozwoju i przez chwilę mamy okazję cieszyć się stanem, który wtedy osiągamy, mówimy naszemu potoczeniu, nie martw się, żyj, ciesz się każdą chwilą. I nam się wydaje to łatwe. No właśnie, nam. Bo otoczenie wcale tego tak nie widzi. Owszem, chwyta wtedy światło, które z nas wypływa, czerpie z nas inspirację, jeśli potrafi to robić i to się chwali, ale i tak każdy musi wrócić do swojej codzienności i uzdrowić wszystko, co wciąż pozostaje do uzdrowienia. Zresztą, my także dalej wędrujemy i poszerzamy swoją świadomość, wykonujemy kolejne zadania. I nie ma w tym nic ani wyjątkowego, ani złego, odbywa się to po prostu w większej skali. Dla wielu może to być oczywiście postrzegane w kategorii większej wyjątkowości, ale, patrząc na to obiektywnie, praca, to praca, kolejny krok, jest tylko kolejnym krokiem. Codzienność dalej jest codziennością. Inaczej się ją widzi, ale nadal się w niej jest. 

Zatem, miłego dnia w tej naszej codzienności. Miłego dnia kochani.

2018-05-10

Cel własnego rozwoju

Nie ważne za czym/kim podążasz, bowiem, to za czym/kim podążasz, zawsze sprawi, iż będziesz chciał się rozwijać, wzrosnąć do poziomu, gdzie będziesz już to mieć, będziesz już w tym stanie, będziesz taki, jak osoba, której poziom chcesz osiągnąć, będziesz odczuwać to, co chcesz odczuć. 

Z jednej strony może wydawać się to piękne, ale z drugiej może przerażać, bowiem, nie zawsze to, za czym chcemy podążać, wybieramy świadomie, choć nawet wtedy, gdy nasz wybór jest mało świadomy, nawet wtedy się rozwijamy. Rozsądek także nie ma tu nic do rzeczy, bowiem lekcje pokory, które ponosimy, gdy rozsądek zawiedzie, potrafią wpłynąć na nasz rozwój bardzo pozytywnie. Nabieramy wtedy po prostu doświadczenia i życiowej mądrości. 

Ci, którzy świadomie stawiają sobie na drodze cele, które mają ich motywować do rozwoju, starają się je równie świadomie osiągać. Takie osoby wiedzą po prostu, czego chcą i osiągają to, traktując każde wyzwanie, trudność, jako element swego rozwoju. Pozostali się męczą, w mniejszym lub większy stopniu, ale męczą. Najbardziej sami ze sobą, czasami zwalają winę na innych, że ich opóźniają, ale to niczego nie zmienia, nadal się męczą. I jakież jest to rozwojowe. Aż człowiek ma ochotę się uśmiechnąć, widząc, jak wielkie wyzwanie postawili sobie na drodze inni. Nie oznacza to, że nasze zadania są mniej ambitne, czasami aż nadto, męczyć się także potrafimy i to ze wszystkim dokoła, nie mówiąc o sobie. I to jest nasz rozwój. Nie omija nas w żadnym momencie. Jakim zaś tempem dojdziemy do wymarzonego poziomu, cóż, tu już bywa różnie, bowiem, jedno życie dla wielu, to naprawdę za mało, ale, co to w sumie za problem? Przecież i tak w końcu dojdziemy tam, dokąd zmierzamy, pozostaje tylko pytanie, kiedy? A to już zależy od wielu czynników, niekoniecznie tylko i wyłącznie od nas, przynajmniej nie do chwili, w której nie wykształcimy sobie własnej woli, przynajmniej na tyle dużej, by mieć poczucie, iż o czymś decydujemy. To już jednak inna historia.

2018-04-24

Ujrzeć rzeczy takimi, jakimi są

 
 
Nadajemy rzeczom różną wartość, im większą, tym cenniejsze jest dla nas to, co wyróżniamy. Podobnie jest z naszym życiem, im cenniejszym jest dla nas dane wydarzenie, osoba, to, co robimy, tym większą wartość temu nadajemy.
Czasami zdarza się, że coś traci dla nas na znaczeniu i wtedy, spada też nadana wartość. I nie ważne, jak cenna się nam to rzeczą wydawało, w naszych oczach nie ma to już takiego znaczenia, jak w chwili zakupu.
Podobnie dzieje się z naszymi relacjami. Na początku próbujemy zawsze oszacować, jak cenna może okazać się dla nas relacja. Nie oznacza to oczywiście, iż jesteśmy tylko i wyłącznie interesowni, nie o to chodzi, no chyba, że komuś tylko o to chodzi.
Daną relację oceniamy nie tylko na poziomie świadomym, ale też na każdym innym i nie jesteśmy tylko interesowni materialnie, wiedza lub obecność danej osoby, jej ciepło, humor mogą być dla nas o wiele cenniejsze niż jej uroda lub status materialny. I jest to jak najbardziej normalne. W przyrodzie i przestrzeni duchowej wymiana energii trwa non stop. Czasami coś/ktoś może powiedzieć STOP, nie oddam mojej energii, czasami ta energia okazuje się nie taka, jakiej oczekiwaliśmy, ale nie unikniemy zainteresowania swoją energią i sami też nie powstrzymamy swojego rozwoju. Trzeba tylko uważać, by przy nadawaniu wartości, nie przecenić danej rzeczy, idei lub osoby, bo łatwiej wtedy o rozczarowanie. A to zdarza nam się cześciej niż przypuszczamy. Warto też zdać sobie sparwę ze swoich pragnień, bo to one najczęściej dokładają wartości, oplatając daną osobę lub rzecz oczekiwaniami i to one prowadzą do tego, że popadamy czasami w stan frustracji, gdy coś nie układa sie po naszej myśli, dana rzecz nie przynosi nam zaspokojenia, dana osoba okazuje sie nie taka, jakiej pragnęliśmy. Gdy to opanujecie, dojrzycie prawdziwą wartość świata i rzeczy wokół was, swoją własną także. Czy może to być rozczarowujące? Może, jak najbardziej, ważnym jest jednak, by dojrzeć coś takim, jakim jest w swojej istocie, bez nadawanie tamu znaczenia, bez oplatania tego oczekiwaniami. Odnajdziecie w tym, wtedy coś znacznie cenniejszego niż w swoich pragnieniach.
 

2018-04-14

Wewnętrzny konflikt interesów

Chcemy, ale jednocześnie się wahamy, pragniemy, ale się boimy, kochamy a jednocześnie czujemy niechęć.

Sprzeczność. 

Ileż razy, stając przed jakimś wyborem, każdy z nas doświadczał konfliktu wewnętrznego, wątpliwości, gdy zaczynało kłócić się w nas to, co racjonalne z marzeniami lub pragnieniami. 

Pójść tą drogą czy inną? Związać się z tą osoba, czy jednak dać sobie spokój? Wejść w tę przyjaźń, czy jednak nie? Walczyć o tę miłość, czy jednak odpuścić? Kupić tę rzecz, czy jednak poczekać?

Konflikt wewnętrzny, którego często doświadczamy, potrafi być ogromny i bardzo dla nas destrukcyjny, może też powodować wewnętrzne rozstrojenie, choroby, doprowadzać nas do łez i histerii. Co wybrać? - pytamy samych siebie. - Co zrobić, by nie spotkało mnie nic złego? Jaką postawę przyjąć, by druga strona nie odebrała tego źle?

Pytań, które mnożą się w naszej głowie, w fazie doświadczania wewnętrznego konfliktu może być bardzo wiele. Stawiamy je, by sobie pomóc, by znaleźć to, które da nam prawidłową odpowiedź, ale rzadko udaje nam się uspokoić wewnętrzną burzę i dopiero życiowe doświadczenie, przekonanie się na własnej skórze, czy wybór był słuszny, pokazuje nam, czym się tak naprawdę pokierowaliśmy, a tu już bywa różnie. Pragnienie potrafi bowiem zaślepić tak mocno, iż nie ważne, jak mocno krzyczy do nas z wnętrza rozsądek, wchodzimy w to i najczęściej obrywamy. Z drugiej strony może pojawić się zbytnia ostrożność, a wtedy z czasem, zdarza się, że zaczynamy żałować, że nie spróbowaliśmy. I tak źle i tak niedobrze. Co zrobić? - krzyczymy w swoich myślach. Czym się pokierować? Intuicją? Ok., ale w takiej chwili, trudno ją nawet usłyszeć. To, co zagłusza nam wewnętrzny głos, potrafi być naprawdę głośne.

Doświadczając wewnętrznej sprzeczności, a doświadczamy jej czasami na każdym kroku, nie zauważamy, iż odbywa się właśnie jedna z ciekawszych lekcji duchowych, kształtująca w nas świadomość rozróżniającą. W tej lekcji, każde doświadczenie jest ważne, każde uczy, każde coś ukazuje, jakiś rodzaj prawdy. Każde prowadzi do jakiegoś finału, ale właśnie dzięki temu się uczymy, dzięki tym wszystkim lekcjom, dzięki każdemu doświadczeniu, bez względu na to, czy jest lekkie czy trudne. To właśnie to nas kształtuje. A wybór? Cóż, bez względu na to, jak wiele mamy wątpliwości i tak coś w końcu wybieramy. Czy był to słuszny wybór? To już pokaże życie.

2018-04-13

Poczucie sensu

Żyjemy często dla rzeczy, które gromadzimy wokół siebie, często dla chęci ich zdobycia, a nie potrafimy jednocześnie dostrzec sensu naszego życia. Powodu, który określamy często pytaniem, po co to wszystko? 

Rzeczy się zużywają, tracą na swej wartości, a my dalej staramy się nadać temu sens, by chcieć wypełniać swoją pzrestrzeń coraz większa ich ilością, by jakoś sobie wytłumaczyć chęć ich gromadzenia. 
Podobnie jest z osobami, którymi wypełniamy swój świat. Na początku to, co robimy wydaje nam się sensowne, tłumacząc sobie, że to nam jest potrzebne, że chcemy, by tak wyglądał nasz świat, ale w pewnej chwili coś się odwraca w naszym patrzeniu i nagle mówimy: To bez sensu, po co mi taki tłum ludzi wokół, po co tracę czas na bezsensowne relacje, po co mi to wszystko? Patrzymy na swoje otoczenie i przestajemy rozumieć, po co nam taka ilość przedmiotów. Nagle wszystko wydaje się bez sensu, nasze postępowanie, postępowanie naszych bliskich, znajomych, naszego otoczenia. 
Następuje zwrot. Odrzucamy starego siebie, kręcimy się w swojej starej skórze, chcąc ją zrzucić i pozwalamy swemu staremu Ja oraz światu, który tak mozolnie zbudowaliśmy umrzeć. 
Rodzimy się na nowo. I choć wyrastamy z tego, co w nas umarło, coś w nas na nowo szuka swojego sensu, sensu w tym, co się dzieje, w swoich ponownych narodzinach, w tym, dlaczego to wszystko jest, jakie jest. Gra rozpoczyna się na nowo. Nie zmieniliśmy się aż nadto, dalej myślimy w podobny sposób, coś za nami podążyło ze starego Ja, coś się przeniosło ze starego świata, a jednak czujemy się inaczej, czujemy głębiej, czujemy, że jesteśmy blisko, czujemy, że to wszystko jednak ma sens.

2018-04-12

Odwaga i jej cienie

Nie wszyscy ją mamy, a jeśli już się pojawi, nie zawsze potrafimy z niej mądrze korzystać. 

Odwaga. 

Niby to takie proste, gdy słyszymy: nie bój się, odważ, zrób to, do dzieła, dasz radę, a w nas wszystko się skręca ze strachu. Żołądek podchodzi nam do gardła i robimy krok w tył. Nie zawsze oczywiście, bowiem zdarza się, że kieruje nami brawura i wtedy robimy coś bez zastanowienia, ale wystarczy, iż mamy w pamięci choć jedno zdarzenie, gdy dostaliśmy odmowę, gdy nas odtrącono, gdy nam się nie udało czegoś dokonać, a nasza reakcja już nie jest tak pewna, zaś to, co się pojawia działa jak sygnał alarmowy, który mówi: uważaj, to znów może się powtórzyć.

Ci, którzy doświadczyli odmowy lub przegranej po wielokroć i się nią przejęli, w swojej postawie zachowują w późniejszym okresie dużo więcej ostrożności aniżeli ci, którzy potraktowali to jedynie jako wyzwanie dla swojej mocy. Nikt się przecież nie chce po raz kolejny sparzyć, choć, jeśli na coś się rzeczywiście uprzemy, to i nie straszna nam odmowa. Zależy też, gdzie i w jakich okolicznościach jej doświadczamy. 

Ktoś. Kto podchodzi do egzaminu na prawo jazdy po raz kolejny, a jest uparty, będzie traktować to, jak wyzwanie. Gorzej, gdy sprawa dotyczy bardziej osobistego życia i uczuć. Odmowa przyjęcia pierścionka zaręczynowego przez kobietę, może zrazić mężczyznę do małżeństwa i to na całe życie. Co nie oznacza, że dla kobiety, ta sytuacja, też nie mogła nosić traumatycznych znamion. Mogła i kobieta, nosząca w sobie pamięć złych doświadczeń, związanych z małżeństwem, nie tylko z obecnego wcielenia, może zwyczajnie nie chcieć już ich powtarzać. 

Co nas zatem może pozbawić odwagi? Ano wszystko, czemu dajemy do tego prawo. W zasadzie, w grę wchodzi każda okoliczność, w której bierzemy udział, gest drugiej osoby, słowa, postawa, mimika, zachowanie, a nawet spojrzenie, wszystko, w czym ulokowaliśmy jakąkolwiek nadzieję. Sami także możemy się jej pozbawić, gdy widzimy na przykład, jak wielu przed nami się nie udało. Na szczęście dysponujemy energią, którą nazywamy determinacją. A im więcej w nas determinacji, tym większy upór i silniejsza wola, by przełamać wszelki opór i lęki. Oczywiście, nie oznacza to od razu, że przybyło nam rozumu, czasami wręcz przeciwnie, nasz upór, gdy nie uczymy się na cudzych błędach, prowadzić może nas prosto do porażki, jak tych przed nami. Kto by jednak zwracał uwagę na cudze błędy. My jesteśmy przecież mądrzejsi? Prawda?

Podsumowując. Czegokolwiek byśmy nie napisali o odwadze, naszym zadaniem jest ją kształtować w sobie mądrze, mądrze też wypełniać jej przestrzeń świadomością. Bo jak się okazuje, nie jest wcale tak łatwo się nią posługiwać. Potrafi bowiem współdziałać z każdą inną energią i działa zarówno wtedy, gdy kieruje nami głupota, jak i wtedy, gdy kieruje nami rozsądek. Co oznacza, że potrzebujemy jedynie wzmocnić swoją wolę, świadomie ustalać intencje i do dzieła. 

2018-04-12

Tuż obok siebie, a jednak we dwoje, czyli o wspólnej podróży przez życie.

 
Oczekiwania, które stawiamy wobec siebie nawzajem potrafią zniechęcić do siebie wiele par. Czasami są tak duże, iż sami zaczynamy mieć wątpliwości, widząc, iż nie sprawdza się to, co sobie wymyśliliśmy, wymarzony partner/partnerka się nie pojawia, a Ci, których przyciągamy rozczarowują nas coraz bardziej. Niektórzy upatrują wtedy winy w sobie, pytając, co jest ze mną nie tak? Inni widzą jedynie winę w drugiej stronie, bo taki, bo siaki, bo nie tak patrzy, siedzi, stoi, mówi, bo nie ta energia duszy, bo niżej wibracyjny, bo mnie ściągnie na jakieś dno, bo się przy nim nie rozwinę...mnożyć tak można bez liku. Problem jednak pozostaje, a nasza samotność wzrasta. I nawet wtedy, gdy się decydujemy na dany układ, związek bądź relację, wielu z nas wciąż pozostaje w rozczarowaniu. Partner/partnerka, jest, owszem, ale jakieś to takie...nijakie?
Patrzymy na siebie nawzajem, w takim układzie i wielu z nas zastanawia się, co ja tu robię? Dlaczego nie poszukam kogoś, przy kim będę mogła/mógł się rozwijać.
Jednakże, czy partner rzeczywiście jest nam potrzebny do rozwoju? Owszem, miło jest wzrastać obok siebie, ale to i tak się przecież odbywa, w różnym tempie, ale odbywa. Ba, tempo partnera potrafi być tak powolne, iż kilka razy bylibyśmy w stanie przebyć tę samą trasę. Zdarza się, że tempo rozwoju naszego partnera/partnerki jest wręcz szybsze od naszego, tylko, czy ja się mam z nim/nią ścigać? Czy raczej skupić na sobie, bo i tak przecież nie doścignę partnera/partnerkę, bo mam po prostu inne zadania, a tylko część związaną w jakiś sposób z nim. On także mnie nie doścignie, gdy idę własnym tempem, szanując jego tempo.
To, w jaki sposób podchodzimy do naszych relacji, wiele o nas mówi. Czasami wyolbrzymiamy siebie, czasami partnera. Czasami mamy dość, a czasami wręcz przeciwnie, łakniemy więcej i więcej. Czasami mówimy też nie, a czasami pozwalamy na zbyt wiele. Ale bywa też i tak, że zaczynamy rozumieć, czym jest relacja, zarówno w kontekście biologicznym, jak i duchowym. I wtedy, gdy opadną nam z oczu wszelkie zasłonki, stajemy pośrodku siebie, pozwalając sobie po prostu być obok partnera i jemu być obok siebie.

2018-04-11

Wychować, czy czekać aż dorośnie?

Nasze wybory potrafią równie mocno zaskakiwać nasze otoczenie, jak i nas samych, gdy nagle spoglądamy w stronę naszego partnera/partnerki i zastanawiamy się, czy aby coś nam się nie pomyliło i...co mną do cholery kierowało, by wybrać sobie tak niedojrzałą osobę na męża. Podobnie potrafi zareagować nasze otoczenie, rodzina, bliscy, gdy widzą, jak pchamy się w niedojrzały związek, gdy starają się nas powstrzymać, a my, nie, my musimy w to wejść. Nie słuchamy nikogo, bo jakaś część nas musi tego doświadczyć i już. 
Jeśli sprawa jest karmiczna, ok. jest to nasze zadanie, choć to wcale nie oznacza, że będzie łatwiej, wręcz przeciwnie, karmiczne związki bywają równie trudne, co te nowo rozpoczęte. I w jednych i w drugich trzeba się wykazać świadomością, mądroscią i rozsądkiem, inaczej, przeciągnie nam się to na kolejne wcielenia. A to wcale nie jest łatwe do przejawienia, szczególnie, gdy w zadaniu jest, by odtworzyć dawną nienawiść do siebie, zazdrość, złość, żal lub inny rodzaj trudnych emocji. I gdy już wszystko nam się odtworzyło, zadanie mówi, okaż mądrość, zmień postawę, odpuść...tak...odpuść - myślimy sobie w duszy. - Łatwo powiedzieć, gdy już mamy delikwenta na widelcu. I tu zaczyna się cała zabawa. Odpuścić, czy nie odpuścić? Być cierpliwym i powoli wychować, czy zająć sobą, bo po co się z kimś męczyć. A może tym razem nie odpuszczać?
Można się normalne zmęczyć przy tych zadaniach.

2018-04-10

Problemy wychowawcze w związku

Albo musisz być słaba, bo to się podoba silnym mężczyznom, albo musisz być silna, decydować za siebie i za nich, a często, dla siebie i dla nich. Dla całego otoczenia.

Nasza słabość rozczula mężczyzn, pozwala im się poczuć przy nas silnymi. Przyjmujemy wtedy rolę małej dziewczynki, zaspakajając przy okazji niedopełnione uczucia ojca. I do póki dwie strony się na to zgadzają, taki układ ról może przetrwać lata. Gorzej, gdy dziewczynka zaczyna w nas dorastać, buntować się, chcieć się bawić w coraz odważniejszy sposób. Druga zaś strona nie chce tej dojrzałości, próbuję zatrzymać w nas rozwój. Tworzy się konflikt. 
W odwrotnej sytuacji, gdy mężczyzna (chłopiec) szuka silnej kobiet, szuka w niej matki. Dwie strony, do pewnego momentu, wydają się być zadowolone z takiego układu sił. Gorzej, gdy chłopiec zaczyna dojrzewać, buntować się. Kobiecie zaś odpowiadała jego niedojrzałość, bo mogła nim sterować i nie zgadza się na jego dojrzałość. Zaczyna się konflikt.
Role, które odgrywamy względem siebie, są niezwykle ważne przy chęci zrozumienia, co się tak naprawdę dzieje w naszych relacjach. Gorzej z chęcią ich przemiany, wpłynięciem na zmianę dziewczynki w sobie, w dojrzałą kobietę. Przecież on to w nas lubi. Nam też to odpowiada, bo mamy jego troskliwość. A nie wiemy, czy nasza dojrzała postawa go nie przerazi.
Temat bardzo trudno, bo niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak bardzo jest ważny w rozwoju i tworzeniu zdrowych relacji. 
A dziś do przemyślenia kilka pytań: 
Jaką rolę odgrywam w swoim związku? 
Czy mój wiek biologiczny i wiek biologiczny mojego partnera, zgadza się z wiekiem psychicznym/duchowym? 
Czy ja naprawdę chcę, by mój partner/partnerka przy mnie dojrzał/a?
I najważniejsze pytanie: Jak go wychować, skoro już wzięłam sobie chłopca za męża? I czy my, kobiety w ogóle chcemy wychowywać naszych partnerów? Odwrotność nie ma znaczenia, bo ta sama sytuacja dzieje się w dwie strony.
A co z własną niedojrzałością, czy najpierw nie powinniśmy przypadkiem wychować siebie?
Pytań można mnożyc bez liku, spróbujcie jednak choć odpowiedzieć sobie na te, które podałam.

2018-04-09

Przekroczenie progu

Przekroczyłeś w życiu pewien próg, nic już nie jest takie samo, poczułeś w sobie zmianę i czujesz potrzebę dokonania też zmian wokół siebie. To, co wydawało ci się kiedyś takie zabawne, już cię nie śmieszy, to, co uważałeś za ważne, czym się kiedyś ekscytowałeś, zaczynasz uznawać za infantylne. Coś się w tobie zmieniło. Jeszcze nie potrafisz tego zdefiniować, ale czujesz wyraźną zmianę. Inaczej patrzysz na siebie, na świat, ludzi. Inaczej postrzegasz rzeczywistość. Przekroczyłeś próg.

Możesz nie mieć tego świadomości, nie jesteś jednak w stanie zaprzeczyć zmianom, szczególnie w sobie. Jakaś część ciebie może chcieć się cofnąć, może nie spodobać ci się to, co zaczniesz widzieć, możesz chcieć temu nawet zaprzeczyć. Nie zatrzymasz jednak zmian, którym podlegasz. Przekroczyłeś próg. Teraz rozpostrzyj skrzydła i leć. Po prostu leć.

2018-04-06

Życie we własnym śnie

Wielu z nas nie chce otrzeźwieć i spojrzeć na swoje życie z perspektywy, która ukaże prawdę, czy to o własnym nieudacznictwie, czy też o iluzji, w której chcemy żyć, wierząc, że stanie się to w końcu prawdą. Bo i po co mielibyśmy się chcieć obudzić ze snu i marzeń o wiecznej i spełnionej miłości, o szczęściu, spokoju wewnętrznym, nirwanie. Rzeczywistość nie jest dość przyjemna, by chcieć patrzeć na nią trzeźwym okiem, a własne życie…cóż, na nie najmniej chce nam się patrzeć. Wolimy swój sen, swoje marzenia, bo bez nich, nie dość, że by było nudno, to jeszcze pozbawilibyśmy się przyjemności. A dzięki temu, mamy szansę nie dopuszczać do siebie prawdy, oddzielać życie w naszych marzeniach, gdzie zawsze czujemy się spełnienie i szczęśliwi, od życia w rzeczywistości, gdzie nie jest już tak pięknie i różowo. Widząc zaś, jak trudno jest przenieść czasami wizję z naszych marzeń do rzeczywistości, wolimy tkwić w marzeniach. Tam przynajmniej zawsze jesteśmy szczęśliwi.

Miłego dnia kochani, a temat do przemyślenia.

2018-04-05

Granice

Dochodzimy do niej i jeśli ją przekroczymy, wiemy, że stanie się coś złego, albo, co gorsza, oszalejemy, puszczą nam nerwy, wybuchniemy płaczem lub zrobimy coś, czego będziemy później żałować.
Granice.
Lubimy je sobie stawiać, innym także, ale i lubimy je przekraczać, choć nie zawsze i nie wszystkie, przynajmniej nie te emocjonalne lub te, które spowodują, iż puszczą nam hamulce i spowodują, że sami się puścimy. Chociaż, to byłby najmniejszy problem, chyba że jesteśmy tak moralni, iż byłby to dla nas koniec świata. Oszaleć, też nie byłoby miło. Wybuchnąć...cóż, tę granicę chyba przekraczamy najczęściej, przynajmniej jeśli chodzi o płacz lub złość. I choćby człowiek już był święty, i emanował spokojem, i był cierpliwy, zawsze znajdzie się jakaś cholera, która pokaże mistrzostwo świata w prowokowaniu.
Cóż...zostaje pomruczeć wtedy...ommmm....

2018-04-04

Brzmienie duszy

Umiejętność słuchania i zachowania uważności podczas rozmowy, to w dzisiejszych czasach prawdziwa sztuka. W dobie, gdzie ilość rozmów, które czasami prowadzimy, szczególnie poprzez komunikatory, wzrosła wielokrotnie, zachowanie uważności podczas rozmowy z drugą osobą, stało się wręcz wyczynem. Ba, potrafimy rozmawiać jednocześnie z kimś przez telefon i odpisywać jednej lub kilku osobom, podtrzymując i owszem komunikację, nie mając świadomości, jak mocno jesteśmy w tym momencie rozproszeni, choć nam się wydaje, że skoro prowadzimy sensowną rozmowę, zachowujemy jakiś tam poziom uważności.

Co się takiego stało, że kontakt i chęć rozwijania jakiejś relacji stało się wręcz nudne. Nudzimy się naszym otoczeniem, nudzimy się też sami sobą i ciągle szukamy. Może ta osoba, może tamta, może tu znajdę odrobinę rozrywki, jakiegoś zainteresowania, może w tym środowisku odnajdę siebie, może ktoś mi coś ciekawego powie, ktoś zajmie na chwilę sobą moją uwagę.

Stajemy się z jednej strony otwarci, ale z drugiej strony wcale nie chcemy otwartości innych. Dlaczego? Bo nie chcemy słuchać o problemach innych ludzi. Dlatego też nasze rozmowy stały się pobieżne, płytkie. Gadamy o głupotach, o rzeczach ekscytujących, ale, czy zdarzyło się wam, tak naprawdę wczuć w drugą osobę. Wysłuchać jej do końca? Poczuć jej duszę?

Wierzcie mi, z wnętrza płynie często zupełnie inny przekaz niż to, co mówimy na głos. Dopiero wtedy można tak naprawdę poznać drugą osobę, gdy wyciszymy sami swoje myśli i posłuchamy jej brzmienia. Nie musi nam się oczywiście podobać, co tam ujrzymy, ale, czyż nie tego właśnie szukamy sami, by nas zaakceptowano, z naszym własnym, wewnętrznym brzmieniem.

A przecież wystarczy jedynie, by pozwolić się komuś przy sobie rozluźnić, a odkryje cały skarb swojego wnętrza. Wystarczy się wsłuchać, najpierw w siebie, by nauczyć słuchać swojego brzmienia, a później w nasze otoczenie. Wystarczy nauczyć się słuchać. 

2018-04-04

Lustro, które widzę w Tobie

Nie zawsze nasze relacje układają się w sposób, w który byśmy sobie życzyli, by się układały. Ale też często nie dokładamy najmniejszych starań, by były takie, jakimi chcielibyśmy je widzieć. Nie zawsze też mamy ochotę na to, by nad daną relacją pracować, bo i po co, nie lepiej wymienić znajomego, partnera, koleżankę, przyjaciela na innego znajomego? Oczywiście, wietrzenie szafy bywa czasami konieczne, jednakże, czy wymiana rzeczy lub osoby na nową musi zaraz oznaczać, że coś się zmieni? Przecież my się nie zmieniliśmy, a może jednak, może to, że wymieniliśmy skład naszych znajomych jest właśnie oznaką zmiany, która się w nas dokonała? Oby, nie zawsze jednak tak jest, a często bywa wręcz odwrotnie. Wymieniamy, bo powtarzamy wciąż ten sam wzorzec, wciąż doprowadzamy do tych samych problemów, do tych samych sytuacji, wciąż prowokujemy te same postawy wobec nas. Ucieczka z relacji, nagłe zerwanie więzów, jest wtedy jedyną drogą, którą widzimy, jedynym postępowaniem, które, w naszym mniemaniu, może uchronić nas od kłopotów. I uciekamy, zrywamy więzy, nie chcemy więcej widzieć danej osoby w naszym życiu, bo jest zbyt wyraźnym lustrem, bo jej zachowanie jest zbyt niewygodne dla naszego wymuskanego mniemania o sobie. Bo po co męczyć się z kimś, z kim nawet nie możemy się porozumieć, po co też o daną relacje walczyć, skoro w nowej może być lepiej, po co coś uzdrawiać…a może jednak?

W którym momencie decydujecie się na zmianę, w swojej przestrzeni relacji? Musi ktoś was naprawdę mocno wcześniej wkurzyć? Czy robicie to z nudów? Częściej decydujecie się uzdrowić relację, czy od razu, won! A może macie tak dużą cierpliwość, iż długo dajecie sobie wchodzić na głowę, staracie się dla tej drugiej strony i doprowadzacie do ostateczności, a wtedy, nie ma, zmiłuj się.

Dziś temat nieco trudniejszy, ale wciąż pozostajemy w przestrzeni związków i relacji. To jak to jest u was?

2018-04-03

W swoim spojrzeniu

Nauczyliśmy się patrzeć na wszystko z zewnątrz, nawet na samego siebie. Tak też siebie samych oceniamy, zewnętrznie, poprzez wygląd, poprzez odbiór percepcyjny, marząc o tym, by dotrzeć do swojego wnętrza, do swojego wewnętrznego Ja, ale, czy ono jest rzeczywiście tak daleko, by się do niego modlić, kierować w jego stronę swoje pragnienie, marzyć o chwili, gdy spojrzymy na świat z jego poziomu. To co zatem robimy, gdy wypowiadamy swoje imię, gdy mówimy, Ja..., gdzie wtedy jest nasza świadomość? 
Wypowiedz na głos Ja, a później swoje imię i poczuj, gdzie wtedy jesteś. To takie małe zadanie na dziś.

2018-03-28

Uśmiech przez łzy

Jak myślisz, co może odczytać Twoje otoczenie z twojej postawy, jaki dziś tak naprawdę masz humor?

Udawanie miłego nie jest być może trudnym zajęciem, przyzwyczailiśmy się przecież do sztuczności, serwowanej nam na co dzień we wszelkich środkach przekazu. Sami także uśmiechamy się często do innych, skrywając w sercu ogromny ból, samotność, żal lub inny rodzaj emocji. Jednakże, choć nie mamy tego świadomości, tak naprawdę, w pierwszej kolejności, zawsze komunikujemy naszemu otoczeniu swój prawdziwy stan. Wysyłamy nieświadomie sygnał, który otoczenie odbierze szybciej aniżeli nasz świadomie wysyłany przekaz, nie wiedząc nawet, iż tak robimy. Nie oznacza to od razu, iż otoczenie zrozumie, co się z nami dzieje. Wręcz przeciwnie, najczęściej nasz podświadomy sygnał jest zbywany, przynajmniej przez większość, co także jest jakimś rodzajem reakcji, dającej nam do zrozumienia, iż inni, za przeproszeniem, mają gdzieś, w jakim dziś jesteśmy nastroju. Bo kogo może obchodzić nasz nastrój i dlaczego ma w ogóle obchodzić nasze otoczenie. Dlaczego inni mają chcieć dbać o to, by było nam dobrze?

Gdyby do naszej świadomości dotarło w końcu, jak ważnym jest, by nasze otoczenie kwitło wokół nas, nasze podejście do własnego nastroju i nastroju otoczenia mogłoby się mocno zmienić, ale to tylko marzenie. Chociaż, w sumie coraz więcej ludzi dociera do tej oczywistej prawdy, iż to nasze otoczenie determinuje nasz rozwój, a skoro tak jest, to i mój rozwój, moja postawa, mój nastrój determinuje lub hamuje rozwój mojego otoczenia.

Tu wypadałoby sobie zadać pytanie: jaka/jaki zatem tak naprawdę jestem dla mojego otoczenia? Czy moje otoczenie może się obok mnie swobodnie rozwijać, czy wręcz przeciwnie, hamuję rozwój moich bliskich, bo wygodnym jest dla mnie jest, by inni tkwili na moim poziomie przekonań.  Czy jest to tylko moje przekonanie, że moja postawa wpływa na rozwój innych, a tak naprawdę projektuję na nie moje lęki, pragnienia, wstyd lub inny rodzaj emocji, czy potrafię jednak dostrzec w moim otoczeniu pozytywne oddziaływanie mojej własnej energii. A co z moim otoczeniem? Kogo do siebie tak naprawdę przyciągam? Osoby, które mnie motywują do rozwoju, czy wręcz przeciwnie, takich, którzy się na mnie uwieszają, którzy mnie hamują lub robią wszystko, bym tylko nie posunęła się do przodu, w rozwoju świadomości, choćby o krok. Bo, co wtedy? Porzucę ich, zobaczę prawdę o ich zamiarach i intencjach? A może to ja się boję, by to inni nie zobaczyli prawdy na temat moich własnych intencji?

Rozejrzycie się proszę dokoła siebie i odpowiedzcie sami sobie, kim się otaczacie? Hamulec czy motywacja? Spójrzcie też na siebie samych, jacy wy jesteście dla swojego otoczenia, jakie środowisko tworzycie dla swojego wzrostu, żyzne, obfitujące w motywację? Czy wręcz przeciwnie, Ci, co przebywają obok was, mogą jedynie posłuchać waszego jęczenia i narzekania.

Do przemyślenia.

2018-03-19