Blog


Rozmowa z córką

- Mamusiu. – Zapytała mnie wczoraj moja córka. – Dlaczego ludzie chcą, bym była dla nich życzliwa? Ja nie lubię wszystkich ludzi, niektórzy mnie denerwują, inni wydają się być wredni. Ja nie chcę być dla wszystkich życzliwa. Dlaczego Ty taka jesteś dla innych?

- Nie jestem taka dla innych – odpowiedziałam spokojnie. – Jestem taka, bo po prostu jestem życzliwa. Moja życzliwość nie ma na celu, by się nią w jakikolwiek sposób posługiwać. Ona wynika z mojej świadomości. Jeśli ukierunkowujesz ją na cel, zaczynasz dążyć do wpływu na innych, a inni mogą tego zwyczajnie nie chcieć i traktować twoją wyuczoną życzliwość, jako chęć manipulowania nimi. Pamiętasz tamto dziecko w sklepie, gdy robiliśmy ostatnio zakupy – kontynuowałam. – Do chwili, gdy nie dostało zabawki, starało się. Przymilało do rodziców i trwało to jedynie do momentu, gdy je dostało. Pamiętasz, co się stało później, gdy dziecku zabrakło już cierpliwości, a chciało jeszcze jedną zabawkę? Rzuciło tą, która dostało wcześniej od rodziców, położyło się na podłodze i zaczęło histeryzować.

- Pamiętam, rodzice mu odmówili. Ale co to ma do życzliwości? – Zapytało moje dziecko.

- Jeśli musisz się starać, by innym okazywać życzliwość, to lepiej sobie daruj – odparłam. -Bo będziesz jak to dziecko, miła do chwili, aż ktoś ci odmówi. 

- Już rozumiem. – Uśmiechnęło się moje dziecko. – Czyli, jak jestem miła na siłę, to tak, jakbym wcale nie była miła, a jedynie grała.

- Dokładnie. Ci, którzy czują cię sercem, wyczują w tobie fałsz. Ale, jeśli jesteś taka, będziesz taka bez względu na to, jaki humor będzie miało twoje otoczenie. Wiesz już zatem, jaka jesteś?

2019-05-24

To, czego chcę

Jeśli ktoś chce, wierzcie mi, znajdzie sposób, by zrealizować swoje marzenia. Ty możesz jedynie go wspomóc, jeśli o to poprosi, nie staraj się jednak chcieć za niego bardziej. Jeśli próbujesz spełniać za niego, jego pragnienia, oznacza to, iż chcesz go zwyczajnie zastąpić, samej czerpać przyjemność ze spełniania czyichś pragnień. Powiesz, ja tylko chciałem dobrze. Tu jednak uważaj, bo twoje uszczęśliwianie, wcale może nie być przyjemne dla innych i to bez względu na to, jak bardzo będziesz się starać. A stąd już prosta droga do twojego rozczarowania. I bez względu na to, co później powiesz, jak wieloma argumentami będziesz uzasadniać swoje staranie się, doświadczysz rozczarowania. Tego jednak nie widzimy, iż za bardzo czasami się staramy, za bardzo chcemy dobrze, za bardzo próbujemy uszczęśliwiać innych, licząc najczęściej na wzajemność, choć mówimy najczęściej, robiłem to z miłości. Czy aby na pewno? Tymczasem, gdy nasz własny świat w końcu zaczyna rozkwitać, gdy dajemy innym szansę zmęczyć się ich chceniem, gdy pozwalamy, by poczuli niewygodę, tak naprawdę pozwalamy im ustalić, czego sami tan naprawdę chcą. Pozwalamy im zwyczajnie obok nas zakwitnąć. I o to przecież chodzi, by byli w naszym życiu pięknymi zjawiskami, pozostawiając w naszej duszy chwile niezapomnianych wrażeń.

2019-05-24

Wolność duszy

Jeśli chcesz poczuć wolność w duszy, musisz nauczyć się żegnać ze starym, pozwalać przeszłości stawać się przeszłością. Ale, jeśli chcesz pofrunąć, musisz puścić dłonie, które ty sam trzymasz lub pozwalasz się trzymać, bo wciąż pewnie wierzysz, że możesz coś zmienić, pomóc, zbawić lub choćby o krok podciągnąć kogoś ku sobie. I gdy już zdecydujesz się puścić te dłonie, wzlecisz, nic już nie będzie krępować twoich skrzydeł. Nie musi to oznaczać, iż znikniesz z życia tych, których kochasz, ty im dałeś tylko wolność od siebie. Ty im pozwoliłeś żyć obok siebie, bez czepiania się ich, bez prób naprawiania ich myślenia na siłę, mówienia im, co mają robić, jak stać, co mają robić, dokąd mają dojść, jak się mają zachowywać, jaką postawę przyjąć w życiu, która…przede wszystkim ciebie ma zadowolić. Bo tak to jest z nami. Wmawiamy sobie często, iż to inni nie pozwalają nam przy sobie rozwinąć skrzydeł, a tymczasem, to my sami boimy się je rozłożyć, bo wciąż czujemy się słabi, zależni od innych. Jakby nic nie mogło się stać w naszym życiu dobrego, bez aprobaty innych. 

Tak, więc…motto na dziś…puść się tego, czego tak się uparcie trzymasz i wzleć, po prostu wzleć. 

2019-05-24

Święto Isztar

Bądź cierpliwy w poznawaniu siebie, bo gdy poznasz już siebie, nie zwiedzie cię twoja świadomość, tak jak zwieść mogą cię twoje zmysły, gdy im ufasz aż za bardzo.

Gdy za bardzo ufasz swoim oczom, one zwiodą cię zachwytem nad pięknem. Oszołomi cię to, na czym zatrzymasz swój wzrok dłużej niż chwilę. Nie dostrzeżesz wtedy prawdy, nie ujrzysz rzeczy taką, jaką jest, ale powiesz, och, to jest cudowne, zachwyciło mnie, chcę tego jeszcze i jeszcze, chcę się zachwycać tym każdego dnia.

Podobnej ekscytacji doświadczysz, dostrzegając jedynie swoją lub cudzą powierzchowność. Nie będziesz chciał nawet jej słyszeć, czuć, smakować, by nic nie zakłóciło ci twojego patrzenia. Będziesz chciał tylko patrzeć i tylko wzrok swój sycić, nie widząc, iż stałeś się ślepcem na to, co mógłbyś naprawdę dostrzec, gdybyś patrzył sercem. 

Nie ufaj też aż nadto swemu słuchowi, bo ten zwiedzie cię, jeśli nie będziesz świadom tego, kto owe dźwięki wypowiada, jego intencji i tego, czym chce cię uwieść, by posiąść twoją uwagę i skupić ją na sobie.

Nie ufaj swemu smakowi, bo ten cię zawsze oszołomi, zmuszając do szukania w spożywanych pokarmach przyjemności. Ale bądź zawsze świadom tego, czego szukasz poprzez ów zmysł, a dowiesz się, czego tak naprawdę pragniesz.

Nie ufaj aż nadto swemu dotykowi, bo ten dostarczy ci chwilowej przyjemności, ale i ból ci zada. Chcąc zaś doznać przyjemności, pozwolisz ów ból sobie zadać poprzez dotyk, tak silne wzbudzić on w tobie może pragnienia.

Nie ufaj więc swoim zmysłom, bo one cię jedynie rozproszą. Jeśli jednak staniesz się ich świadom, przestaną być twoim zniewoleniem, a staną się twym wyzwoleniem, drogą do poznania samego siebie.

Miłego święta Isztar…Ester, jak kto woli.

2019-04-20

Chwile szczęścia

Nigdy tak naprawdę nie wiem, co zastanę w miejscu, w które się udaję, by fotografować. Nigdy nie wiem, jaki uda mi się osiągnąć efekt, ale to jest tak naprawdę najmniej istotne, istotnym jest stan ducha, w którym znajduję się, gdy jadę na miejsce, gdy wyjmuję aparat, gdy w jednej sekundzie rejestruję miliony ustawień, wypełniając się atmosferą panującą w danym miejscu.

Podobnie dzieje się podczas pisania. Zaczynając podróż, wiem jedynie, iż finalnym efektem będzie skończona książka, nie to jest jednak ważne, a podróż przez kolejne chwile, które staram się w niej uwiecznić. To droga mnie cieszy, przeżyte podczas tej podróży chwile, bo to jest właśnie moim szczęściem. Mój stan duszy, w którym się wtedy znajduję. Bo bez tego nie byłoby drogi, nie byłoby chęci, by cokolwiek w ogóle zrobić. To od mojego nastawienia zaczyna się przecież każda podróż. Szczęście zaś, nie jest wyczekiwanym finalnym efektem. Ono jest we mnie, zanim wyruszam w tę podróż. Jest w moim uśmiechu, gdy pakuję aparat do torby. Jest nawet tym małym szaleństwem, gdy staram się zdążyć wyszykować i zdążyć wyszykować rodzinę, gdy chcą ze mną w tym uczestniczyć. Cieszy nawet ich ziewanie, komentarze na temat własnego poświęcenia i szczęście w ich oczach, że jesteśmy tam razem. Reszta, natomiast, dzieje się już po prostu na miejscu.  

Niektórzy z nas tak wysoko stawiają sobie szczęście jako cel, iż dziwne, że w ogóle jest w ich głowach realne, by się tam dostać. Jedni mówią, jeśli nie będę mieć tyle a tyle pieniędzy, nigdy nie będę szczęśliwi, inni: jeśli nie pojawi się w moim życiu ten wymarzony mężczyzna lub kobieta, na pewno nie zaznam szczęścia, jeszcze inni dodają, mnie by uszczęśliwiła tylko jakaś prestiżowa wygrana, pokonanie kogoś, zdobycie szczytu lub coś bardzo drogiego w ich zbiorach. I jakże, są tacy, którzy się starają, którzy nie przestają marzyć o rzeczach wielkich, nie widząc, jak wiele wysiłku wkładają w pokonanie choćby jednego odcinka tej drogi. Nie cieszy ich jednak droga, w niej widzą jedynie trud. – Nie widzisz, jak wiele mnie to kosztowało – mówią, gdy ktoś zazdrości im sukcesu. To, gdzie tu jest miejsce na szczęście? Aż chciałoby się zapytać. Ci, co naprawdę cieszą się drogą, wierzcie mi, nie czują nawet grama zmęczenia, nie widzą upływu czasu, nie ma to dla nich najmniejszego znaczenia, ile go poświecili. Oni mierzą swoją drogę chwilami szczęścia i pełnią jego odczuwania, pozwalając światu brzmieć obok, innym zaś przeżywać swoje chwile szczęścia bądź smutku, na swój własny sposób.

2019-04-08

Maska

Szukałeś kiedyś czyjeś aprobaty? Na pewno. Wszyscy jej przecież w jakiś sposób szukamy, oczekując, iż zostaniemy zaakceptowani przez nasze otoczenie takimi, jakimi jesteśmy. Mało, kiedy jednak widzimy w takiej sytuacji samych siebie i nasze własne zachowanie, a to zmienia się i to diametralnie. Im bardziej, bowiem, staramy się być zaakceptowani, tym silniej potrafimy przyjmować maskę, by się przypodobać tym, od których owej aprobaty oczekujemy. Czasami dzieje się to do takiego stopnia, iż przestajemy być sobą, przyjmując nową tożsamość z taka pewnością, jakby to ona była właśnie odzwierciedleniem naszej prawdziwej natury.

Najlepiej widać to po politykach, którzy, choć osobiście, gdy już nie muszą grać, ukazują zupełnie inne oblicze, publicznie stają się po prostu kimś zupełnie innym. Nie jest to jednak tylko przypisane ich profesji. W każdej sferze, tam, gdzie musimy prezentować publicznie jakiś swój wizerunek, dochodzi do przekłamania. Jakbyśmy nie chcieli, by inni zobaczyli, jacy tak naprawdę jesteśmy. Czasami dzieje się to ze strachu, by nie zostało wykorzystane przez innych, czasami z innego powodu, jak się jednak okazuje, wiele osób stara się wręcz chronić, co by nie powiedzieć, ukrywać swoje prawdziwe Ja przed innymi. I dopiero wtedy, gdy komuś zaczynamy ufać, pokazujemy, jacy jesteśmy naprawdę.  A choć sami bardzo lubimy autentycznych ludzi, którzy nie kryją swojej wartości, jak się okazuje, to wcale nie ułatwia innym poznawanie naszego wnętrza. Bo zwyczajnie nie chcemy go ukazywać każdemu i nie dlatego, że ktoś zapragnie nas wykorzystać, ale dlatego, że sami sobie nie ufamy, nie czujemy często własnej wartości, nie dowierzamy, iż zostaniemy zaakceptowani. I to właśnie dlatego znajomych mamy często od groma, ale tych, którzy znają nasze wnętrze, tylko kilka osób lub nawet mniej. A czasami wolimy nawet być sami, niezrozumiani, nie szukający u nikogo aprobaty i wielu nawet z tym dobrze. Aż każdy z nas przekonuje się, gdzie popełniamy błąd w swoim myśleniu. Coś zaś następuje dalej, tu już najlepiej pokazuje to życie. Wierzcie mi, nie ma lepszego weryfikatora naszych przekonań niż właśnie ono.

2019-04-08

Równowaga w sposobie traktowania

Zdarzyło się wam, iż sami na siebie wrzasnęliście, by się w końcu ocknąć, otrząsnąć z jakiegoś amoku. Penie nie raz. Od innych też pewnie nie raz usłyszeliście, rusz w końcu dupę, zrób coś, przestań tak siedzieć, jęczeć, narzekać.

Gdy słyszymy takie słowa od obcych, zwykle je ignorujemy, no chyba że to ktoś, kogo się boimy lub na kim na zależy. Czasami się zezłościmy na taką, czasami skulimy w sobie, narzekając na złe traktowanie. Najczęściej jednak czujemy żal, bo wydaje nam się, że inni powinni nas właśnie dobrze traktować. Bo na to zasługujemy, a tu okazuje się, że wciąż jednak kogoś potrafimy wykurzyć i to czasami naprawdę byle czym, przynajmniej w naszym mniemaniu. Choć w naszym mniemaniu, inni powinni być dla nas wyrozumiali, a przynajmniej tak nam się wydaje. A tu, okazuje się, iż czasami nasze zachowanie potrafi wyprowadzić innych z równowagi i to naprawdę mocno. My zaś patrzymy szeroko otwartymi oczami, pytając, ale o co chodzi?

Gdy sami denerwujemy się na innych, z naszej perspektywy wygląda to zgoła inaczej. Zależy nam przecież w jakiś sposób na, tych, na których się denerwujemy, gdy chodzi oczywiście, o bliskie nam osoby. Gdy chodzi o obcych, jest już trochę inaczej, wszystko zależy bowiem od tego jak mocno stoją nam na drodze do celu i jak wiele od nich zależy w naszym życiu, czy to zawodowym, czy też innym. Im także może wydawać się, że nie mamy racji lub przesadzamy. I coś w tym może być.

W trzecim przypadku, nasza złość, kierowana jest w naszą własną stronę i to przez nas samych. I myślicie, że sami siebie nie potrafimy zranić? Potrafimy i to jeszcze jak. Czasami tak bardzo potrafimy się na siebie wkurzyć, gdy zrobimy coś głupiego, iż dosłownie wióry lecą, gdy sami na siebie krzyczymy. Albo wtedy, gdy próbujemy się do czegoś zmotywować a nam nie wychodzi. Lub wtedy, gdy próbujemy zmienić jakiś zły nawyk, a wciąż i wciąż do niego wracamy.

Jak więc traktować taką złość? Nie denerwować się na innych, gdy przecież nam na nich zależy? Nie denerwować się na siebie, gdy nam coś nie wychodzi? Zachować spokój i zrobić to samemu, czy okazać cierpliwość i tłumaczyć aż do skutku. 

A jakie cechy wam pomagają w takich chwilach?

2019-04-08

Siłowanie

Niektórzy z nas nie wiedzą, kiedy mają przestać, inni czekają, aż samo minie, jeszcze inni myślą, że druga strona się opamięta jako pierwsza się opamięta, przedłużając czas swojego wewnętrznego gotowania, aż przychodzi moment, gdy nie ma w nas nic, żadnej siły, by coś przedłużyć.

Co sprawia, że brniemy w coś kompletnie bez opamiętania, nie zatrzymując się nawet wtedy, gdy nawet sami widzimy, że idziemy na zderzenie. Co sprawia, że przyzwalamy na czyjeś zachowanie, nawet wtedy, gdy już poziom wrzenia dawno przekroczył w nas stan alarmowy. Gotujemy się, wściekamy czasami na kogoś, ale coś w nas, każde nam dalej to kontynuować. Czasami walka wewnętrzna z sobą lub kimś obok nas jest tak długa i wyczerpująca, aż w końcu padamy ze zmęczenia, ale nie odpuszczamy do samego końca. Bo co? Bo musi być po naszemu? A może, to tylko nam głupio się przyznać, że się pomyliliśmy co do swych pragnień? Może myślimy, skoro dałam radę tylu rzeczom, to dam rade jeszcze i tej. Pokonam w sobie opór, wytrwam w swoim zadaniu, nie ważne, jakim kosztem, ale wytrwam i w tym. W stosunku do związków lub relacji jest dokładnie tak samo. Już nie mamy czasami sił, gotujemy się, ale coś nam mówi, wytrzymaj, nie odpuszczaj lub nie opuszczaj gardy, choć przecież wystarczyłoby odpuścić, by przestać się siłować. A, my? Patrząc na nas, ludzi, można by rzecz, że my się wręcz uwielbiamy siłować. Z sobą, gdy próbujemy siebie samych do czegoś nakłonić lub przekonać. Z innymi, gdy innych próbujemy zmieniać, przekonywać lub nawracać. Z partnerem, gdy staramy się go ułożyć, a ten i tak się stawia i robi po swojemu.

Czy my w ogóle umiemy być obok?

2019-03-29

Umysł

To, o czym ciągle rozmyślasz, co zasiewasz w swoim umyśle, zakorzenia się w Tobie, by w naturalny sposób wzrosnąć i wydać owoc. Jednakże popatrz Tak, jak ziemia nie pyta nasiona, czy jest trujące tak i Twój umysł przyjmie każdą myśl i ideę. A gdy już ją przyjmiesz, bez świadomości tego, co robisz pozostaje ci jedynie czekać, aż wyda to w Tobie owoc. Wtedy go posmakujesz. Czym się okaże? Cóż, czasami potrafi się okazać i sukcesem, choć częściej nasz umysł przypomina istne wysypisko śmieci, gdzie nie dość, że nie ma gdzie wzrastać zdrowa idea, to jeszcze rośnie w nim mnóstwo chwastów. Ale, co ciekawsze, do pewnego momentu rozwoju potrzebujemy ich, by pozwolić objawić się i tym niższym ideom. Z czasem jednak, gdy nasza świadomość wzrasta, naturalną potrzebą staje się, by odchwaścić swój umysł, często swoje otoczenie, czasami wręcz zaczynamy się dusić w starym miejscu zamieszkania i szukamy sobie nowego miejsca do życia, gdzie staramy się zacząć od nowa, nie wiedząc, że zabieramy tak naprawdę do nowego miejsca cały swój śmietnik. 

Niektórzy z nas stają się wtedy jak kukułcze jaja, wciąż staramy się gdzieś podrzucić, gdzieś zasiać, gdzieś znaleźć miejsce dla siebie, w każdym miejscu wytrzymując tylko chwilę. A nie rzadko, powtarzając ten sam schemat, doprowadzają wszystko do tego samego stanu, z którego wcześniej uciekli. To oczywiście skrajna możliwość, niestety, nasze stare nawyki działać będą, gdziekolwiek się udamy, bo udajemy się tam wraz z nimi.

Jak zatem wygląda wasz umysł? Dbacie o to, co w nim zasiewacie? Dbacie o jasność i czystość waszych myśli? A może zabijacie w nim nudę, dając mu do zabawy wszystko, byle tylko się nie odzywał. To jak to jest z wami?

2019-03-29

Droga życia

Czasami całe życie przeżywamy śpiąc, niektórym nawet miło jest w tym ich śnie, marzeniach, w których każde pragnienie od razu dostarcza im pełnego spełnienia.  Przychodzi jednak taki moment, gdy jakaś myśl, słowo, czyjeś spojrzenie, książka, podróż do nieznanego miejsca, spotkanie z drugim człowiekiem, powoduje, iż się budzimy. Nie, nie w całej duszy. Na początku otwieramy tylko jedną powiekę, ale to nam wystarczy, by już nie chcieć więcej zasypiać. 

Ci, którzy nigdy się nie obudzili, mówią zazwyczaj pod koniec życia. Przespałem je. Przespałem całe moje życie, tyle chwil mnie ominęło. Mogłem żyć, mogłem cieszyć się nim, bawić, podróżować.

Inni dużo szybciej dostrzegają, iż coś ich w ich życiu ominęło. Coś przegapili, jakąś chwilę, moment, gdy stali przed uchylonymi drzwiami, ale nie przeszli przez nie, nie mieli tyle odwagi, by zacząć działać, by otworzyć się na nowy związek, by coś zrobić ze swoim życiem.

Ale są i tacy, którzy już niby się pozornie obudzili, działają, rozwijają się, przynajmniej tak mówią i dalej chcą śnić, śnić sen o swoim księciu lub książnice, o cudownej, spełnionej miłości, o podróżach, o bogactwie, o wszystkim, czego pragnęli, a czego nie doznali w życiu. I wiesz, co. Oni jedni lubią swoje sny, bo w nich czują się naprawdę szczęśliwi, dlaczego mieliby więc się z nich chcieć budzić? W ich marzeniach, każda podróż jest piękna, miłość wręcz idealna, wyśniony kochanek, po prostu cudowny. Po co zatem wracać do rzeczywistości i sprawiać, by choć odrobinę upodobnić swoje życie do swych marzeń? Czyż nie lepiej im w swoim śnie?

Są też i wśród nas przebudzeni. Ci, bez względu na to, kiedy się obudzili, mówią, to był właściwy moment. Oni doceniają zarówno tamtą, jak i ta chwilę. Dla nich wszystko jest ważne, bo wszystko niesie im zrozumienie. Nie negują zatem okresu snu, nie żałują, iż jakąś część życia spali. Wręcz przeciwnie, doceniają każde, zdobyte wtedy doświadczenie, gdyż wiedzą, jak ważny był to okres w ich rozwoju. Oni nie czekają też na nikogo, idą sami. Nie oglądają się też na nikogo, bo wiedzą, iż każdy ma swoją ścieżkę, swoje tempo podróżowania. A jednak, są jak najbardziej widoczni i obecni wśród nas, wystarczy tylko uważnie popatrzeć, by ich dostrzec.

A Ty, do której grupy należysz?

2019-03-20

Stan równowagi

Przyjemnie jest być świadomym, świadomie oddziaływać na otoczenie, z poziomu równowagi wypełniać swoje i cudze myśli spokojem…tyle z marzeń, bo do tej pełnej świadomości, każdemu z nas jeszcze kawałek zostało i nie ma co marudzić, tylko trzeba ją rozwijać. Zanim jednak to nastąpi, w wewnętrznym świecie naszej duszy, jak i naszym otoczeniu zachodzić potrafią jeszcze ciekawe zjawiska i o jednym z nich chciałam dziś wam opowiedzieć. 

Pamiętacie wczorajszy post? Pisałam w nim o poddawaniu się nastrojowi swojego partnera, wręcz uzależnieniu od niego, gdy sami nie potrafimy stworzyć w sobie pozytywności, bo dopiero, gdy innym jest przyjemnie, to i nam może być przyjemnie, gdy inni się śmieją, to i my dopiero możemy być weseli. Odniosłam to wprawdzie do partnerstwa, bowiem, w tym środowisku możemy zobaczyć, jak głęboko uzależniającą od siebie nawzajem może przybrać to skalę, dlatego też, dziś chciałam spojrzeć na temat od naszej strony i naszego, często humorystycznego oddziaływania na partnera i nasze otoczenie. 

Wkurzyliście kiedyś kogoś do takiego stopnia, iż miała was ta osoba dość? Albo coś lepszego, użalaliście się nad sobą, na głos, licząc na wspólne użalanie? A może to będzie lepsze, wywołaliście kiedyś z premedytacją kłótnię, doprowadzając kogoś do wybuchu? Tylko, proszę, nie mówcie teraz, ojej, miałam powód, by się wkurzyć. Wkurzyć, tak, ale mi chodzi o to, czy specjalnie rozdrażnialiście kogoś w swoim otoczeniu, by samemu móc się wyładować? Tak? Wspaniale. To idźmy dalej. Czy zauważyliście kiedyś, by ktoś się was autentycznie bał? By ta osoba patrzyła ze strachem, w jakim jesteście nastroju? Widzieliście kiedyś oczekiwanie w oczach kogoś wam bliskiego, aż wam przejdzie? I nie chodzi tylko o złość, ale o każdy inny nastrój, który nie pozwalał wam okazać innym uczuć. Trudny temat, prawda? Trudno jest też czasami sobie z nim poradzić, a w odpowiedzi, często można usłyszeć, a dlaczego ja mam dbać o to, by innym było dobrze, by inni byli zadowoleni, uśmiechnięci. Ja też zasługuję na czułość i miłość. Czy tylko ja mam się starać o zadowolenie innych? Znane jest to wam skądś?

Zadam wam zatem pytanie jeszcze inaczej. Czy umiecie sprawić, by inni się przy was odprężyli, by was dobry nastrój udzielił się innym, by wasz uśmiech rozjaśnił twarze waszych bliskich. Pamiętacie, w jakim znajdowaliście się wtedy stanie? Pomyślcie. Jest taki bowiem stan, który nie wymaga żadnego wysiłku, by przepływał przez nas spokój, radość, miłość.

Jest taki stan, w którym widzimy wszystkie możliwości, droga zaś zawsze układa się prosto. 

Już wiecie o czym mówię? To w takim razie do zobaczenia w tym stanie…oczywiście, na plaży;)

2019-03-19

Prawo do szczęścia

Niby nie jesteśmy niczemu winni, a jednak czujemy się winni i odpowiedzialni. Znacie to? 
Gdy każda wasza decyzja okraszona była myślami: a co inni by o tym powiedzieli? Czy to, co robię, planuję, spodoba się moim bliskim? Czy, gdy ja będę szczęśliwa, a innym jest tak źle, oznacza, że jestem egoistką? Czy stawianie moich własnych pragnień na pierwszym miejscu, przed zaspokojeniem potrzeb moich bliskich rzeczywiście tak źle o mnie świadczy?
Gdzie w tym wszystkim zatem jestem Ja? Gdzie jest moje? Czy naprawdę, aż muszę się wykłócać z całym światem, by mieć prawo do własnego szczęścia, do robienia rzeczy, które mi go dają? Naprawdę, świat musi brać wtedy za mnie jakąś odpowiedzialność, jak mówią w takich wypadkach inni. A może, to my się bardziej boimy, iż inni poniosą jakieś konsekwencje za nasze wybory, a może ich wręcz nimi unieszczęśliwimy. I co wtedy? 
Czy naprawdę musimy się ze wszystkiego tłumaczyć? Walczyć o prawo do swojego życia? Czuć za wszystkich odpowiedzialni, za ich szczęście?
I niby mówimy, nie. Każdy sam decyduje o własnym życiu, a jednak niesiemy odpowiedzialność za los naszego otoczenia. I nie tylko go niesiemy, przygniatamy się nim. Potrafimy za jego przyczyną zabić własne marzenia. A później, rozgoryczeni, sfrustrowani wyżalamy się w duszy lub do innych, iż zmarnowaliśmy życie, a trzeba było się bawić, trzeba było kochać, żyć, podróżować, robić więcej rzeczy dla siebie. 
Jak zatem żyjesz? W poczuciu winy, czy pełnią życia? Przejmując się wszystkim i wszystkimi dookoła, choć nic przypuszczalnie nie robisz, by to zmienić, czy podejmujesz działania, by dać przykład. Gdzie jesteś tak naprawdę duszo w tym swoim wędrowaniu?

2019-03-13

Kamienie na drodze do szczęścia

Czy mogę kopnąć kamień, który leży mi na drodze? Oczywiście, że mogę, tylko, co mi to da? Rozładuję w ten sposób napięcie, które się zgromadziło w mojej duszy? W sumie, to też jakiś sposób, by je rozładować, dlaczego by nie? Ale, czy to coś zmieni? Kamień potoczy się i zajmie inne miejsce, ale nadal będzie kamieniem, zaś moje zachowanie nie sprawi wcale, iż problem, który wywołał we mnie napięcie i skłonił do kopnięcia kamienia pozostanie w jakikolwiek sposób rozwiązany. Podobnie dzieje się, gdy zaczynamy uważać, iż to inni stoją nam na drodze do szczęścia i najpierw musimy zmienić ich samych, pomóc im naprawić ich życie, by dopiero na końcu zająć się sobą. A to potrafi zrodzić frustrację i to naprawdę dużą. Bo inni wcale nie muszą myśleć tak, jak my. Nie muszą iść tym samym tempem rozwoju, interesować się tymi samymi rzeczami. Co więc robić? Czekać na nich? Usuwać z drogi? Siłować się z nimi? Czy raczej cofnąć się o krok, przyjrzeć swoim zamiarom i tu dokonać zmiany. Może to nie w nich tkwi problem a w naszych własnych intencjach, w naszej wiecznej potrzebie zasługiwania na zbawienie. 
Mam zatem dla ciebie zadanie: Pomyśl, co musisz jeszcze uczynić (kogo zbawić, kogo wyciągnąć z jego piekła lub błędnych przekonań, dla kogo się poświęcić), by zasłużyć na swój raj. I jaką cenę musisz zapłacić najpierw, by zyskać życiowy spokój? 

2019-03-12

Bez mojej woli

Czy, jeśli nie chcesz, ktoś rzeczywiście może sprawić, że go pokochasz?

Jeśli inni zmuszają cię do tego, byś się z nimi zadawał, co robisz? Zapewne uciekasz lub bronisz się. Podobnie jest pewnie i z Twoimi związkami, nie jesteś w stanie kogoś pokochać na siłę, choćby ta osoba pragnęła tego najbardziej na świecie. Ale, zobacz, co się dzieje, gdy to my się w kimś zakochujemy, a ta osoba nie chce nas zwyczajnie pokochać? Mówimy, nie rozumiem, dlaczego? Przecież jestem taka fajna/fajny. Dlaczego więc nie chcesz mnie pokochać? Czasami płaczemy, krzyczymy, innym razem się obrażamy. Skala reakcji może być naprawdę ogromna. Ale, ja nie o tym.

Interesuje mnie i zastanawia coś innego. Skoro, nikt nie jest w stanie zmusić nas do pokochania siebie, dlaczego zatem tak często zwalamy winę na innych, że to oni zaniżyli nam samoocenę. Dlaczego w tym wypadku, winni są najczęściej inni? Czyżby znaleźli sposób, by nas zmusić do znienawidzenia siebie? Nie zrozumiałeś? No to odwróć pytanie. Czy ktoś może cię zmusić do pokochania go? Penie, nie. A do pokochania samego siebie? Pewnie nie. Dlaczego zatem tak łatwo dałeś sobie wmówić, że nie jesteś nic wart? Dokładnie, bo nikt ci tego tak naprawdę nie wmówił, sam myślisz o sobie w ten sposób. 

Jeśli przyjmujesz słowa innych za pewnik, znajdujesz jedynie w nich, odbicie swoich własnych myśli i mniemania o sobie. Chcesz to sprawdzić? Zatem, od dziś masz siebie nie lubić i to tak naprawdę nie lubić. Jak myślisz, uda mi się ci to wmówić? Pewnie od razu się na mnie obrazisz. No to idźmy w pozytywną stronę. Od dziś masz siebie kochać bezwarunkowo. Jak myślisz, dam radę ci wmówić, jeśli nie jest zgodne z Twoją wolą? 

Dokładnie, nie dam rady.

Nie ważne, zatem, co wmawiają ci inni, to Twoje myślenie o sobie sprawia, że albo coś sobie potwierdzasz w słowach innych, albo to odrzucasz. I nie wiń proszę innych za swoją samoocenę. Inni naprawdę mogą sobie chcieć i próbować, ale, tak jak nie jesteś w stanie nikogo pokochać na siłę, tak nie jesteś w stanie uwierzyć w nic, co nie jest zgodne z twoim własnym myśleniem o sobie.

2019-03-06

Prawdziwi my

Czy bycie sobą w świecie, gdzie dominuje kult podporządkowania, jest rzeczywiście możliwe? Czy rzeczywiście potrafimy ukazywać swoje cechy, wartości, zdolności lub umiejętności bez strachu przed odrzuceniem? Czy raczej, owszem, staramy się, ale wystarczy jedna negująca reakcja naszego otoczenia, a już chowamy głowę do swojej skorupy, czekając bardziej przychylnych czasów. 
Niektórzy mówią - bądź sobą, wyrwij się spod wpływu społecznych norm, pokaż siebie, nie pozwalaj sobą rządzić, myśl twórczo, otwarcie, a my patrzymy na tę osobę, krzycząc, tak, od dziś będę sobą…czyli, kim? – Czyli, sobą, odpowiadają, zapytani. 
I tu można zamknąć dyskusję, bo my przecież wiemy, kim jesteśmy? Ale, czy na pewno? 
Naprawdę to wiesz, czujesz i pokazujesz bez skrępowania?
Przyjrzyj się zatem temu, jak cię ukształtowano, byś był twórczy, czy uległy? Byśmy kroczyli własną drogą, czy, raczej, byśmy przynosili chwałę swojemu otoczeniu, by inni byli z nas dumni. Naprawdę nagradzano cię, gdy w przypływie kreatywności zrobiłeś coś, w swoim mniemaniu twórczego, a, jak się później okazywało, niekoniecznie to takim wyglądało w oczach innych. Naprawdę pozwalano ci być sobą? Czy raczej, w systemie kar i nagród, które stosowano wobec ciebie, nauczono cię, że uległość jest fajna, bo rodzice tylko wtedy są w stanie okazać ci uczucia, reszta zaś podlega pod system kar, bo nikt nie chciał się z tobą użerać i z twoją potrzebą ruchu, wyładowywania nadmiaru swoich sił lub twórczą ekspresją. Jak myślisz zatem, czego się nauczyłeś? Naprawdę tego, jak być sobą? Czy raczej tego, jak chronić swoją wrażliwość i ukrywać przed innymi siebie? Że jesteś fajny? Inny? Bardziej kreatywny? 
To przyjrzyj się proszę sobie i temu, jak często, robiąc cokolwiek, myślisz rzeczywiście o sobie, a jak często nagradzasz się w myślach cudzymi pochwałami i brawami.
Jaki więc jesteś? I nie chodzi mi o twoją maskę, a o to, jaki jesteś naprawdę? 
A wierz mi, warto tam zajrzeć, bo gdy już się odważysz ją odrzucić, zdziwisz się, co pod nią odkryjesz. Jesteś gotów?

 

2019-03-05

Nasz własny ogród

Tworząc swój własny ogród, zapewne, chciałbyś, aby wszystkie rośliny, które w nim zasadzić tworzyły zdrowe i harmonijne środowisko, ale czy tak jest w istocie? Czy to, co tworzymy w swoim życiu, jest dokładnie tym, czego pragniemy? Dlaczego więc, choć wyrażamy tak jasno swoje pragnienia, iż chcielibyśmy żyć w innymi w harmonii, w naszym ogrodzie jest tyle toksycznie oddziałujących na nas roślin. A może to tylko my nie znamy ich przeznaczenia i nie wiemy, jak pozytywnie wykorzystać ich energię. Jednakże, pozwalamy im rosnąć obok nas, ba, czasami sami wręcz ich zapraszamy i żywimy, w przekonaniu, iż ta roślina cudownie ubarwi naszą przestrzeń, aż do chwili, gdy stwierdzamy, że coś jest nie tak, a to, co tak pięknie się zapowiadało okazuje się być iluzją, której przestrzeń jest dla nas trująca.

Specjalnie przyrównuję teraz świat naszych relacji, do ogrodu, bowiem, duchowo, tak to właśnie wygląda. Nasza przestrzeń jest ogrodem, w którego środowisku, które przecież sami tworzymy, wzrastamy, bądź umieramy, zatruci tym, czym się otoczyliśmy, tym, co pobieramy z naszego środowiska. Ale, choć zapewne mamy o sobie doskonałe mniemanie, także często bywamy trującymi roślinami dla innych, ba, czasami wręcz chcemy, by inni się na nas długo nie pożywili, by sami opuścili nasze środowisko, gdy widzimy, jak złą tworzymy z nimi relację.  

Zatem, czego pozostaje nam życzyć? Świadomości moi kochani, bowiem i trująca roślina może okazać się lekarstwem, jeśli właściwie użyjemy jej energii, zaś, świadomość tego, co zasiewamy we własnym ogrodzie, może naprawdę pomóc nam szybko wzrosnąć, jeśli równie świadomie popatrzymy na jej wpływ na nas.

Zatem, twórzmy piękne ogrody, byśmy nie tylko my sami, ale i inni, by mogli swobodnie przy nas wzrastać. 

2019-03-04

Ja, mój przewodnik

Gdy odwracają się od ciebie obcy ci ludzie, przez chwilę może zwrócić to twoją uwagę, ale…skrzywisz się, może nawet się zastanowisz, o co chodzi i pójdziesz dalej.

Gdy odwracają się od ciebie znajomi, daje ci to już do myślenia. Zastanawiasz się, co jest nie tak, może jestem mało sympatyczną osobą, może powinienem się więcej śmiać, być bardziej otwarty. Pomyślisz, pomyślisz, jak coś wykalkulujesz, jest dobrze, może i nawet to naprawisz, albo zmienisz towarzystwo, co też może być naprawcze, ale idziesz dalej.

Gdy odwracają się od ciebie przyjaciele, ból staje się znacznie większy, bo przecież otworzyłeś serce, dałeś tyle z siebie a oni chcą już zmiany, chcą już iść dalej, Ty zaś chcesz, by wciąż było tak samo. Tu, czasami, nawet nie wiesz, co zrobić, bo więź została zerwana i albo idziesz dalej, albo szukasz sposobu, by to naprawić. I jedna i druga droga na pewno coś ci pokaże.

Gdy odwraca się od ciebie rodzina, czasami wręcz się cieszysz, że masz ich już z głowy, a czasami to boli bardziej niż cokolwiek innego. Walka może trwać latami a nawet przenosić się na kolejne pokolenia, nie mówiąc o wcieleniach. I nie rozumiesz i starasz się to sobie jakoś wytłumaczyć, i się poddajesz, i w końcu idziesz dalej, bo co innego możesz czasami zrobić?

Gdy odwraca się od ciebie ukochany/ukochana, wtedy wali się cały Twój świat. Nic nie ma sensu, dusza aż wyje czasami z bólu, bo nie rozumie, dlaczego ją to spotkało, dlaczego nie może czuć tego nadal? Ale, jak to z bólem bywa, poboli, poboli i albo wyrwiesz z korzeniem, albo wstawiasz nowy, czyli, zakochujesz się w nowym partnerze i znów wierzysz, że będzie to trwać wiecznie. 

Najgorzej jest jednak, gdy to my odwracamy się sami od siebie, gdy zaczynamy sobą gardzić, gdy mamy do siebie żal, wstydzimy się siebie, gdy nijak nie potrafimy okazać sobie uczuć. Gdy nie wyciągamy sami do siebie pomocnej dłoni, pozostawiając swoją duszę zamkniętą na cztery spusty pilnując, by nic nie wypłynęło z niej i nic do nas nie dotarło.

Gdy zamykamy się sami na siebie, stajemy się sami sobie wrogami, wiecznie źli na swoje postępowanie, wiecznie niezadowoleni ze swojego wyglądu, z tego, co osiągnęliśmy. 

To dlatego tak ważnym jest, by przywrócić łączność samemu ze sobą, by otworzyć się na kontakt ze sobą, by się od siebie przestać w końcu odwracać, by wejść ze sobą w jedność, bowiem, skoro wszystko wiesz lepiej od siebie, to może, zamiast marudzić na swoje postępowanie, zwyczajnie je napraw, a jak nie wiesz, jak, sam sobie to pokaż.

2019-02-25

Bez-myślność

Jak często nam się po prostu wydaje? Myśleliśmy, że coś jest inaczej, a okazuje się być inaczej. Myśleliśmy, że ktoś nas lubi, a okazuje się, że ta osoba tylko chciała skorzystać z naszej energii. Myśleliśmy, że on/ona nas kocha, a okazało się, że tylko chciała nas ta osoba posiąść, zdobyć, zaliczyć (jak zwał tak zwał). Myśleliśmy, że dana rzecz, którą kupiliśmy, wybudowaliśmy, stworzyliśmy istnieć będzie wiecznie (no może dłużej niż przeciętnie), a okazuje się, że jest bardziej nietrwała, niż zakładaliśmy. 

Jak często, takie ,,myśleliśmy” potrafi nas rozczarować? Bo myśleliśmy, że będzie inaczej, że będzie lepiej, lżej, łatwiej, a prawda okazuje się być inna. Niestety, często dla nas nie tylko rozczarowująca, ale i bolesna. Bo przecież myśleliśmy…

No dobrze, tylko, o czym my w takich chwilach myślimy? Że jakoś to będzie, że się samo zrobi? Że wystarczy raz i więcej nic nie trzeba będzie robić? 

A może inaczej powinnam zadać pytanie? Czy my w ogóle w takich chwilach myślimy? Mamy nadzieję, to na pewno. Łudzimy się, to też już pewniejsze, ale…myślimy? O czym? I… co to za myśli, skoro ich skutkiem jest rozczarowanie, a nie rzadko i cierpienie. Aż strach pomyśleć, czym są w nas, owe myśli, tak naprawdę wypełnione. A może, to, w owym ,,masz pusto w głowie” tkwi odpowiedź? Wiem, młodzież ma na to swoje określenie. Tylko, co z tego, że ma. My, dorośli też mamy na to wiele określeń, a i tak…myśleliśmy, że…

Ech…życie…

2019-02-20

Zobaczyć siebie w sobie

Chcąc poznać świat wokół siebie, najpierw musisz go dostrzec lub to, co chcesz w nim poznać. Podobnie jest z własną energią, jak chcesz poznać siebie, skoro nawet nie dostrzegasz siebie, ba, nawet nie starasz się czasami siebie dostrzegać, tak zniechęcać cię może już pierwszy widok. Ale, jeśli coś przyciągnie w Tobie, Twój wzrok, powędrujesz za nim, by następnie zastanowić się i zadać sobie pytanie, czym to jest, co tak mocno przyciąga mój wzrok. Czym jest we mnie owo zjawisko? Czy jest chwilowe, czy może czymś bardziej stałym lub powtarzalnym?

Wtedy zaczynasz szukać i rozmyślać nad naturą tego, co dostrzegłeś, następnie czujesz, że chcesz dotrzeć do głębi tego, zrozumieć naturę tego zjawiska, chcesz zobaczyć, co je inicjuje. A dążąc, w końcu dotrzesz do jego istoty i wtedy je pojmujesz, rozumiesz już, czym jest i jaki ma na ciebie wpływ. I jeśli ci nie zagraża, otwierasz się na doznanie całym sobą. Stapiasz się z jego naturą, czego efektem jest nasycenie. Czujesz się spełniony.

A prościej rzecz ujmując;)…patrzysz na coś/siebie i mówisz…wow…to jestem Ja.

2019-02-19

Koncentracja

W życiu, jak i przy wykonywaniu fotografii, potrzebne jest skupienie. Wie to doskonale każdy, kto choć raz wszedł w jedność z tym, co właśnie robi, gdy w danym momencie, poza tą właśnie czynnością, nie istnieje dla naszego umysłu nic więcej. Nic nas nie jest w stanie rozproszyć, nic nie jest w stanie nam zakłócić doświadczania tego, co się dzieje, a doświadczamy wtedy całą duszą, całym ciałem stając się niejako tym, co robimy.

Zdarza się też i tak, że bardzo się staramy skupić, a wciąż nas coś rozprasza. A to kręci w nosie, a to, gdzieś swędzi, a to przypływa zwątpienie, czy nam się to uda lub zniechęcamy się, marudząc, iż coś jest trudne i prawie niemożliwe do wykonania. A to sił nam brak i boimy się, czy wytrwamy do końca, a to myślimy o wszystkim, tylko nie o tym, bo wokół jest dużo więcej ciekawych rzeczy, które nas poruszają niż właśnie to, co teraz robimy. I nie ma nas. Nie czujemy tego, irytujemy się i milion razy chcemy daną czynność porzucić. Aż przychodzi moment, gdy własna wytrwałość wyzwala nas z owej niecierpliwości i nagle, to, co robimy nabiera innego znaczenia, nagle ma sens, nagle widzimy, iż możemy czerpać z tego przyjemność, wręcz rozkosz. Nagle, to, co robimy staje się dla nas źródłem twórczej pracy. 

Jeśli tego doświadczyłeś, brawo. Osiągnąłeś właśnie stan prawdziwego skupienia. A teraz spróbuj to rozciągnąć na inne sfery życia. A…zapomniałabym…powodzenia;)

2019-02-18