Blog


Porozumienie na poziomie duszy

- Posłuchaj mnie! – mówimy, gdy chcemy do kogoś dotrzeć.

- Czy Ty w ogóle mnie słuchasz?! – irytujemy się, gdy czujemy, że uwaga drogiej strony jest rozproszona.

- Czy Ty rozumiesz w ogóle, co ja do ciebie mówię?! – denerwujemy się, widząc, że nasze słowa trafiają w pustkę.

Jak często nasz dialog z drugą osobą, wygląda właśnie w ten sposób? 

Mówimy do kogoś, licząc na to, że będziemy wysłuchani. Czasami, oprócz wysłuchania, liczymy jeszcze na zrozumienie, z tym jednak jest gorzej, gdy nasz rozmówca jest kompletnie rozkojarzony lub przebywa, w swoim własnym świecie. Jeszcze bardziej nas irytuje, gdy ten, do którego mówimy, zaczyna demonstracyjnie sprawdzać przy nas pocztę w telefonie, lub robi coś równie denerwującego, pokazując nam, że w sumie ma gdzieś to, co do niego mówimy.

Zrozumiałym oczywiście jest, gdy nasz rozmówca mówi głupoty i nie jesteśmy ich w stanie znieść. Pouczeń także nikt nie lubi. Żalenia się? Tu już bywa różnie, bo do jakiegoś stopnia, jeszcze jesteśmy w stanie to wytrzymać, ale, jak długo? Krytyki? Zależy od świadomości krytykującego i otwartości słuchającego krytyki. Jeśli jest konstruktywna, nawet da się jej wysłuchać i wyciągnąć jakieś wnioski. Przekleństw lub narzekania? Tu także bywa różnie, bo i my czasami lubimy ponarzekać w specyficzny sposób.

Rzadko jednak się zdarza, iż naprawdę rozumiemy tego, który do nas mówi, ale się zdarza i warto to w sobie pielęgnować i rozwijać. Dzieje się zaś to wtedy, gdy nasze rozumienie rozwija się najpierw w stosunku do nas samych. Wtedy to właśnie, gdy sami siebie jesteśmy w stanie usłyszeć i nie uciekamy od siebie samych w światy marzeń, używek, wirtualnych gier lub Internetu, wtedy to możemy w końcu usłyszeć swój wewnętrzny głos, a także wewnętrzny głos innych ludzi. Wtedy też możemy poczuć własną obecność i obecność innych wokół nas, prawdziwą obecność. Wtedy właśnie spotykamy się na poziomie duszy, nasz dialog jest dużo głębszy, nasze słowa płyną prosto z serca, wtedy możemy naprawdę poczuć siebie.

2018-10-24

Chciejstwo a rzeczywistość

Zawsze, gdy spodziewamy się czegoś innego, świat zdaje się coraz bardziej nas zaskakiwać. I rzeczywiście nas zaskakuje, ale tylko wtedy, gdy spodziewamy się czegoś bardziej zgodnego z naszymi pragnieniami niż tym, co się rzeczywiście może zdarzyć. 

Gdy dochodzi już do konkretnej sytuacji, okazuje się, że wszystko przebiega zupełnie inaczej niż w naszej głowie. A im silniejsze kierują nami pragnienia, by coś przebiegło zgodnie z nimi, tym większego potrafimy doświadczyć rozczarowania. My zaś nie umiemy tego często pojąć, bo jak to, dlaczego nie może być tak, jak my chcemy? Dlaczego nic nie idzie zgodnie, po naszej myśli? Dlaczego ten świat jedynie chce nas karać, odbierając szansę na szczęście? 

Pytań można postawić oczywiście więcej, ale, zastanówmy się, czy świat rzeczywiście musi spełniać nasze zachcianki i czy zawsze musi być tak, jak to sobie zaplanowaliśmy? A może to, co się dzieje, jest jedynie lustrem i pokazuje nam, jak niska jest nasza świadomość, a poprzez to, jak niski mamy wpływ na owe zdarzenia. Zobaczcie, co się z nami dzieje, gdy nie dzieje się tak, jak byśmy sobie tego życzyli, jak ogromnej frustracji potrafimy wtedy doświadczyć, z rzucaniem przedmiotami włącznie. Jak silną wtedy wyzwalamy chęć zniszczenia czegoś, rozbicia jakiejś struktury. Jak silne targają nami wtedy emocje. Bo musi być po naszemu i już, bo jak, nie, to…tu już samo sobie dopiszcie, co wtedy robicie. Ale, skoro po burzy potrafi wyjść słońce i przyjść spokój, w nas także dokonuje się podobne zjawisko.

Na to także zwróćcie uwagę, na moment, gdy do was samych zaczyna docierać świadomość i zaczynacie zadawać sobie pytanie, po co się tym tak mocno przejmuję? Dlaczego mnie to tak frustruje? Naprawdę nie przyjmę niczego, co nie jest zgodne z moim widzimisię? Naprawdę wszystko musi być po mojemu?

No właśnie…musi?

2018-10-23

Pokonać wojownika

Chcąc dotrzeć do celu, potrafimy wykorzystać nie tylko swój upór, ale i inne cechy, które torują nam drogę, choć nie zawsze jest to prosta droga. Czasami bowiem, gdy nasze poglądy i przekonania są tak skostniałe i można powiedzieć, że stworzyliśmy w sobie beton, musimy przebijać się przez każdą strukturę, każdy stworzony podświadomie opór, iż sami możemy zacząć zadawać sobie w duszy pytanie, czy warto?
W drugą stronę dzieje się podobnie, gdy wierzymy, że zmienimy kogoś, a umysł tej osoby wydaje się być nie do przebicia. Co wtedy zrobić? Tu już wszystko zależy od naszej woli i od tego, jak bardzo nam zależy na relacji z tą osobą. Jeśli zależy, będziemy kopać, kruszyć beton w jej podświadomości, poświęcając na to czas i życie. A im bardziej nam na tej osobie będzie zależeć, tym więcej włożymy w to wysiłku, czasami będziemy to czynić nawet, kosztem własnego zdrowia.
Ciekawe, że w stosunku do siebie nie potrafimy wykazać już tyle determinacji. Tak naprawdę, częściej odpuszczamy, gdy chodzi o nas samych niż wtedy, gdy chodzi o kogoś, kogo kochamy. My sami musimy dopiero przegrać, dostać naprawdę po tyłku, stanąć pod ścianą, być pozbawieni wszystkich sił, które zgromadziliśmy do walki. I dopiero wtedy, gdy już wojownik w nas leży pokonany, dopiero wtedy potrafimy zebrać się, by wszystko poukładać od nowa. Wojownik, jednak musi naprawdę zostać w nas najpierw pokonany, inaczej, szybko wyliże rany i dalej będzie walczyć. Dalej będzie szukać wrogów, dalej będzie żyć w nas, w ciągłej gotowości do walki i dalej będzie nas zagrzewać do boju.
A co ciekawsze, choć jest w nas, choć kieruje naszym życiem, my go często nie widzimy i nawet nie chcemy go widzieć. Ale bywa i tak, że nie tylko go widzimy, ale i jesteśmy wręcz dumni ze swojej wojowniczości i dopiero większa klęska pokazuje nam, dokąd prowadzi nas ta rola i czy warto było się jej poddać, iść za nią. A tu już bywa różnie, choć najczęściej się jej poddajemy i idziemy, i walczymy, i czasami wygrywamy a czasami przegrywamy. Nie oznacza to, oczywiście, że czegoś nas to nauczyło, że beton w naszym umyśle się skruszył, że zyskaliśmy choć odrobinę pokory, patrząc zaś, jak szybko potrafimy wrócić do tej roli, można powiedzieć, że trudniej ją w sobie uśmiercić niż cokolwiek innego. Pozostaje jedynie pytanie, czy my tego w ogóle chcemy? Czy naprawdę jesteśmy gotowi w życiu na zmiany? Czy jesteśmy gotowi przestać walczyć, doprowadzać życie do skraju wycieńczenia. No właśnie, co tak naprawdę jest nas w stanie zawrócić z tej ścieżki? A może powinnam inaczej zadać pytanie, co Ciebie było dopiero w stanie zmienić, zawrócić, spowodować, byś przestał niszczyć siebie, swoje zdrowie, jakąś relację lub swoje życie?
To tak do przemyślenia na dziś. Miłego dnia kochani

2018-10-19

Piękno wewnętrzne

To, w czym oko widzi piękno, dusza widzi harmonię. I choć dla wielu z nas piękno to rzecz umowna, dla tego, który widzi, ciało jest czymś więcej, jest tylko zewnętrznym wyrazem wewnętrznej jedności z duszą. 

No dobrze, to tyle od strony duchowej. Zanim jednak dochodzimy do poziomu, na którym ową jedność jesteśmy w stanie uzewnętrznić bez żadnych zakłóceń, przechodzimy przez swoisty proces tworzenia substytutów piękna. I choć sami tego nie lubimy u innych, u siebie trudniej jest nam to zobaczyć i ocenić, ale u innych tak, jak najbardziej widzimy wszelkie niedoskonałości i przeróbki. Ale, żeby nie było tak, że tylko my kobiety u siebie nawzajem coś widzimy lub staramy się nie widzieć, by nie zazdrościć, między płciami wcale nie jest lepiej. Bowiem, co my, kobiety, nazywamy delikatnym upiększaniem, wy, panowie, potraficie nazwać tak dziwnie roboczo, tapetowaniem lub szpachlowaniem albo jeszcze gorzej, choć nazw mi teraz zabrakło. Ja tam nie mówię zaraz o operacjach plastycznych, bo i takie sposoby uzyskania piękna są powszechne, ale o drobnych zabiegach, by je ukazać, a lubimy je ukazywać, wy zresztą także. Wszak, każdy z nas jest wrażliwy na piękno, czyż nie? Mamy to przecież wpisane w genach. A jakąż nam to potrafi sprawić przyjemność, gdy patrzymy na piękno wyrażane zewnętrznie i wewnętrznie. I jakąż trudność, gdy nasze mniemanie o sobie, nie pokrywa się z naszym poczuciem własnej wartości, zaś temu, co wyrażamy na zewnątrz, jakoś tak daleko od tego, co byśmy chcieli wyrażać. A jeszcze inni nam to wytykają, my zresztą im także, ale to już inna sprawa, bo nam przecież wolno. My wszak tylko prawdę widzimy, nieprawdaż?!

Podsumowując, a może jednak nie będę podsumowywać, wszak wszyscy przecież jesteśmy piękni, na swój sposób, ale jednak. Jak nie wierzycie, zapytajcie fotografów, malarzy, pisarzy, poetów, oni wiedzą, jak je z was wydobyć. No…to skończyłam na dziś i idę sobie teraz strzelić tapetę;) Miłego dnia kochani. Z tapetą na buzi lub nie i tak was kocham.

2018-10-18

Być miłością

Nie zakochuj się w sobie, po potraktujesz siebie, jak kochanka. Będziesz siebie pożądać, zafascynujesz się tym, jak wyglądasz, tym, co robisz, a nawet tym, kim jesteś. Ale będzie to tylko zafascynowanie. Założysz różowe okulary i oślepniesz, robiąc wszystko, by nie widzieć prawdy. I na jakiś czas ci to rzeczywiście wystarczy, ale zachwyt mija, fascynacja również, a ty co najwyżej będziesz szarpać się z sobą, by utrzymać swój stan zakochania.

Nie zakochuj się w życiu, bo potraktujesz je podobnie, jak siebie. Przez chwilę się pozachwycasz, zrobisz kilka selfie i szybko zgaśniesz w swoim zachwycie, gdy zacznie przytłaczać cię rzeczywistość. 

Stań się miłością. Połącz się z tą wibracją, a nie będziesz się musiał w nikim ani w niczym zakochiwać. Będziesz nią wypełniać kolejne przestrzenie w sobie, a przez to będziesz ją czuć w sobie przez cały czas. A wtedy, nie zatęsknisz już nigdy za nią, bo jak można tęsknić za czymś, czym się samemu wypełnia swoją duszę. Nie będziesz się też musieć wysilać, by ją poczuć, będziesz nią przecież wypełniony, a gdy spojrzysz, wypełnionymi miłością oczami na świat, będziesz czuć siebie jako miłość.

Stan zakochania każe ci patrzeć na świat z zewnątrz, oddziela cię od tego, do czego chcesz się tak bardzo zbliżyć. Pomiędzy tobą a tym, którego będziesz chciał w sobie pokochać, istnieć będzie zawsze świat emocji, poglądów, przekonań, negatywnej chęci wykorzystania swoich uczuć. Zawsze będziesz oddzielony i zawsze będziesz pragnąć pokonać te barierę. Patrząc z wewnątrz, gdy to Ty promieniujesz miłością, nic cię nie oddziela od siebie samego. Czujesz różnicę?

2018-10-16

Jak w bajce

A potem żyli długo i szczęśliwie…koniec bajki. – A potem czekało ich dużo pracy nad sobą, by przetrwać w środowisku, które stworzyli z nowym partnerem - dodałabym od siebie - Czeka ich także rozwój, zmiana wielu nawyków, sposobów myślenia, poglądów, przekonań, przeprogramowanie tego, co zakodowali sobie od rodziców, na temat związków i sposobów wpływania na siebie nawzajem (czytaj, manipulowania sobą nawzajem). Czekają ich momenty wytężonej pracy, by zdołać się od partnera nauczyć tego, czego się mają od niego nauczyć, choć pewnie mało, kto na to w ogóle zwróci uwagę, bo związek ma być idealny i już, i to od samego początku. A tu się nie da i trzeba czekać aż partner dojrzeje lub wróci ze swoich wypraw. Czasami nie wraca lub nie dojrzewa w takim tempie, jakbyśmy chciały. I nie da się przyśpieszyć jego rozwoju, a on wciąż niedojrzały, gdy my tak bardzo pragniemy już tego, by poczuć się przy nim bezpiecznie. A jego dalej nosi, więc nas też nosi, tylko że z innych powodów. Aż w końcu padamy ze zmęczenia, nie widząc sposobu, by tę naszą słodką żabkę reformować. I co teraz? Bo przecież kochamy tę żabkę. No może już nie żabkę a ropucha, ale kochamy, jak najbardziej każda z nas powie, że dalej kocha. Tylko, co z tego, skoro to niereformowalne, a nasza cierpliwość już się skończyła. 

Odważne powiedzą, jaki problem i pobiegną dalej, szukać nowego partnera, kolejną słodką żabkę, misiaczka, kiciusia lub inną zwierzynę dającą się oswoić, co już może być trudniejsze, bo czasy, jakby trochę inne i kiciusiów, jakby trochę mniej w przyrodzie. A przy dzisiejszym tempie zużywania energii, to trzeba się naprawdę śpieszyć, bo baterie takiemu szybko wysiadają, a my coraz głodniejsze. 

No dobrze, tak sobie bredzę, a prawda jest dużo prostsza niż nam się wydaje. Nie ma ludzi idealnych, same też nie jesteśmy idealne, więc, jakim cudem możemy stworzyć idealny związek? Nie możemy i trzeba to po prostu przyjąć do wiadomości, ale możemy się rozwijać, zmieniać, wzrastać w swej świadomości i kto powiedział, że nie możemy dążyć do zbudowania fajnego związku? Acha, zapomniałabym dodać, że to się samo też nie zbuduje i wymaga pracy. Ciągłej i ustawicznej i to nad sobą samym i w tym tkwi tajemnica dobrego związku, zmieńmy się najpierw sami, dopiero później oczekujmy czegoś od naszych partnerów.

Miłego dnia dla wszystkich par, u których się tyle dzieje i dla tych, u których nic się nie dzieje, aby chcieli.

2018-10-15

Równowaga

Gdy dwie osoby, które tworzą związek, osiągają równowagę we wszystkich elementach, ich relacja staje się harmonijna. Ich moc zaczyna wtedy wzrastać, czują, że są razem, są silni we dwoje, pewnie siebie samych, swych uczuć i świadomi w sobie, świadomi wyrażanych przez siebie intencji. Taką też tworzą relację. Ale to wtedy, gdy są świadomi. W przeciwnym razie, każdy element, który nie osiągnął jeszcze stanu równowagi pomiędzy partnerami, będzie wywoływać zjawiska, na które oboje, nie zawsze będą gotowi, a prościej mówiąc, będą ze sobą walczyć. 

Tam, gdzie osiągamy równowagę, tam doświadczamy harmonii. Tam też może rozrastać się świadomość

Zapamiętajcie to, bo to podstawa rozwoju. Bez względu na to, czy dotyczy on was indywidualnie, czy tworzonej przez was relacji. Szukajcie stanów równowagi, dążcie do niej w swoim życiu, by nie była tylko sporadycznym doświadczeniem, a świadomie utrzymywanym przez was stanem. I szukajcie jej przede wszystkim w sobie, bo od tego miejsca rozrasta się wasza świadomość. Nie liczcie na to, że partner się domyśli, on nie musi wiedzieć, o co wam chodzi, bo, czyż sami to wiecie? A to tu rodzi się spokój. Spokój, który możecie przekazać swojemu partnerowi. 

Chcecie mieć spokojny, pełen miłości związek, nic prostszego, najpierw osiągnijcie spokój i poziom miłości, którą chcecie otrzymywać w sobie, apotem tym promieniujcie na partnera. To, co się od niego odbije, wróci do was i odczujecie to, jako otrzymaną miłość, wzmocnioną tym, co przekaże wam partner. Nic prostszego prawda? 

2018-10-13

Zrozumieć siebie

- Mężczyzna też człowiek – mawia często moja koleżanka, podczas naszych spotkań. – Naprawdę – dodaje po chwili, gdy widzi moją rozbawioną minę. – Oni mają uczucia. 

- A kim są dla ciebie? – pytam, chcąc przesunąć rozmowę na głębsze tory myślenia. – Kogo w nich widzisz?

- W kim?

- W mężczyznach – odpowiadam, samej zadając sobie w duszy to pytanie. – Kogo w nich widzisz?

Pytanie okazało się jednak za trudne, bo nie usłyszałam odpowiedzi. A czy sama na nie odpowiedziałam? Cóż…

W sumie, całą drogę do domu, po spotkaniu, starałam się odpowiedzieć w myślach na pytanie, czy da się zrozumieć mężczyzn? Hmm…, zapewne da, choć pewnie wy, panowie, patrzycie na nas z takim samym niedowierzaniem, z jakim my patrzymy na was, gdy chodzi o zrozumienie siebie nawzajem. Dlaczego? Ano dlatego, że związki budujemy nie na zrozumieniu siebie samych, a bardziej na oczekiwaniu, byśmy byli dla siebie jacyś, byśmy zaspakajali wzajemnie swoje pragnienia i potrzeby, byśmy uzupełniali w sobie nawzajem braki z różnych okresów życia, gdy czuliśmy się mniej kochani lub kompletnie nierozumiani przez naszych bliskich, znajomych, nasze otoczenie.

Podstawą zaś jest zrozumienie siebie samego. Gdy rozumiemy siebie, druga strona nie stanowi dla nas najmniejszych tajemnic, bo widzimy w niej porostu odbicie. I to powinno być celem naszego wewnętrznego rozwoju, skupienie na sobie, chęć poznania swojego własnego wnętrza, które, zapewniam, nie zawiedzie was swoją barwnością. A co my robimy zamiast tego, staramy się zmieniać naszego partnera, dostosowywać go do siebie. A gdy się stawia, krzyczymy, że nas nie rozumie, uciekamy i szukamy kogoś, kto nas bardziej zrozumie. A później, wiadomo, kolejny scenariusz zawiedzenia i kolejny, i kilku by się jeszcze dorzuciło. A przecież odpowiedź jest bliżej niż myślimy, w nas samych. Stąd, po zastanowieniu, skoro piszę jako kobieta, nie należało by zadać pytanie sobie samej, czy Ty Aniu rozumiesz w ogóle siebie?

2018-10-12

Przemiana

Gdy buntujemy się przeciwko innym, zwykle nasz bunt wydaje się nam uzasadniony, niekoniecznie tym, przeciwko którym się buntujemy, nam jednak wydaje się, że słusznie czynimy, buntując się. Chcemy przecież zmiany, niekoniecznie wiemy, jakiej, ale chcemy by było inaczej niż jest teraz. Tego jesteśmy pewni. 

Jak daleko jesteśmy przy tym posunąć się w stronę destrukcji tego, co jest? Oj potrafimy. Lubimy niszczyć to, co stare i budować od nowa. I nie jest to wcale jakaś kosmiczna filozofia. Proces śmierci, niszczenia, rozkładu i ponownych narodzin, dzieje się w naturze od początku istnienia. A skoro coś się dzieje dokoła nas, dzieje się i w nas samych. Stąd umiłowanie do nowości. Lubimy, jak w naszej głowie rodzą się nowe pomysły, w naszym życiu pojawiają nowe osoby i przedmioty. Lubimy zmieniać, wymieniać, porzucać i uciekać od tego, co w nas zastałe. Lubimy niszczyć, choć my sami tak tego pewnie nie postrzegamy. Niszczyć? My? Przecież my lubimy budować, ale niszczyć? Przecież to takie nieprzyjemne. I to jak! A jednak to robimy i to przez cały czas, a jak nie my, to otoczenie wokół nas niszy w nas to, do czego się przywiązujemy, czasami nasze marzenia, czasami plany, czego oczywiście bardzo nie lubimy, ale to się dzieje cały czas. A po co się dzieje? Ano po to, byśmy się nie przywiązywali do jednego stanu i zrównali się tempem rozwoju swojej świadomości z procesem przemiany, który zachodzi w nas i wokół nas.

Trudne do zrozumienia? Niekoniecznie, chyba, że jesteśmy inni, powiedzmy bardziej oryginalni niż reszta i gnamy swoimi myślami za wiatrem, jesteśmy niecierpliwi i liczymy tylko na efekt. 

Gdy sami kierujemy przeciwko sobie jakąkolwiek energię, nazywa się to autodestrukcją. Gdy przeciwko innym, destrukcją. Wokół można zbudować, oczywiście wiele innych definicji, ale nam niech wystarczy w tym momencie, ta. Bo to dotyka nas na co dzień, bo często z tego powodu płaczemy, nie godzimy się z tym, co umiera w nas i wokół nas. Nie godzimy się na kres danego doświadczenia. A im szczęśliwsze było dla nas owe doświadczenie, tym ból większy. A to i tak się dzieje. Możemy się z tym nie zgadzać, buntować, a i tak się zdarzy. Możemy starać się też zatrzymać nasze szczęście, a ono i tak po chwili przemija. I tego najbardziej nie chcemy zrozumieć, jak i włączyć się w ów proces, by z niego korzystać. A można z niego skorzystać, a wtedy, z destrukcji, ów proces staje się procesem przemiany wewnętrznej. A, gdy już dokona się przemiana wewnątrz nas, dokona się i wokół nas. To zaś, co przynosiło nam do tej pory ból, stanie się ścieżką do wyzwolenia.

2018-10-11

Wola

Ciągle się czymś rozpraszamy, żyjemy problemami, różnymi sprawami, życiem wszystkich dokoła nas, tylko nie swoim własnym. Tacy też jesteśmy dla innych, powierzchowni, pilnując, by nikt nie przekroczył progu naszego wewnętrznego świata. Bo i po co? Po co wpuszczać innych do swojego świata, skoro sami nie chcemy tam zaglądać, choć tylko tak możemy dotrzeć do prawdy. A jest ona nam niezbędna i potrzebna, by wykształcić własną wewnętrzną wolę, inaczej, wciąż będziemy podlegli temu, co nas rozprasza, to zaś będzie nie tylko rządzić naszym życiem, ale i kierować nas w stronę coraz większego uzależnienia od owego rozproszenia. 

Aby wykształcić swoją wewnętrzną wolę potrzebny jest czas (ćwiczenie), a nawet sama wola. Nie wystarczy, że powiesz, od dziś, nie będę, nie pozwolę, nie dam. By wykonać to, co powiedziałeś, potrzebna jest wola. Na chwilę możesz się i owszem, sprężyć. Na chwilę możesz poczuć się panem swojego życia, ale czy w tym wytrwasz? To jak z rzucaniem papierosów, tylko ci, co świadomie potrafią użyć swojej woli, wytrwają w tym i rzeczywiście uwolnią się od nałogu. Reszta powróci do niego w pierwszej chwili słabości. Tak samo jest z jedzeniem, słodyczami i innymi używkami. Ze wszystkim, co nas uzależnia. Weźmy np. jedzenie lub uzależnienie od słodyczy. Jeśli sam nie dajesz rady przejść na dietę, prosisz innych o pomoc i starasz się w tym wytrwać, ale, wystarczy, że schudniesz do określonej wagi a stanie się coś, co cię zdenerwuje, a pewnie się stanie, od razu znajdziesz powód do powrotu, do starych nawyków. Będziesz je później różnie tłumaczył, oszukiwał bardziej niż do tej pory i to nie tylko siebie. Ale to jest właśnie prawda o Tobie. Twoja wola jest słaba. I nie ważne, jak będziesz zaprzeczać, nie wzmocnisz jej buntując się. Nie wzmocnisz jej także, irytując się na tych, którzy poświecili czas i życie na to, by ją w sobie wyćwiczyć, a widać to od razu, czy człowiek jest słaby, czy wewnętrznie świadomy swej mocy. Czujemy to instynktownie i instynktownie podążamy za przewodnikiem stada. Silni nas przyciągają i to nie dlatego, że są silni, ale dlatego, że się od nich chcemy uczyć. Chcemy przy nich wykształcić swoją siłę, chcemy być, jak oni. Niekoniecznie iść ich drogą, tylko być jak oni. A z tym jest już różnie, bo i ci silni czasami się potkają lub zwodzą resztę, nakładając maskę siły, a tak naprawdę, gdy ucichną już brawa i znikną światła reflektorów, wyłania się słaby człowiek, który kryje się przed innymi nie chcąc, by ktoś zobaczył jego słabość lub złe nawyki. 

Pamiętajcie, słabość także jest naszą siłą, bo tym ją możemy uczynić. Możemy wyciągać przecież wnioski ze swych doświadczeń, nawet tych najgorszych. Nawet tych, co tak innych bawią wokół nas. Nawet tych najbardziej łamiących naszą wolę. Bo, gdy już wyczerpujemy siłę zewnętrzną, gdy czujemy, że nie damy rady dalej iść, odnajdujemy w sobie zawsze coś cennego, naszą siłę wewnętrzną. I to jest właśnie to, o to w tym wszystkim chodziło, by tam dotrzeć, do swojej własnej siły. O to, by ją obudzić i zacząć z niej czerpać, a w końcu, by stać się z nią jednością. Bo wtedy dopiero możemy poczuć się sobą.

2018-10-10

Odpuszczenie

Już dawno moglibyśmy odpuścić wielu sprawom, osobom, ale nie odpuszczamy, przedłużając czasami moment rozwiązania problemu w nieskończoność. Ciekawe bywa też wtedy nasze tłumaczenie, gdzie ,,bo” przybiera tak różne formy, iż sami dla siebie zaczynamy stanowić nie lada problemy, a nawet zagadkę i to o takim stopniu skomplikowania, iż w zasadzie, sami nie umiemy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego? Szczerość także nie jest wtedy naszą mocną stroną. W takich momentach bywamy tak pokrętni w swych odpowiedziach, iż to cud, że cokolwiek z tego rozumiemy, a może w tym tkwi właśnie problem, że nie rozumiemy, choć, tu nie o rozumienie innych chodzi a o rozumienie siebie. Może dlatego dajemy innym kolejną szansę, choć wszystko dawno zdechło, bo nie rozumiemy, iż sami możemy być tym, czego tak usilnie od nich pragniemy. Może dlatego tak mocno trzymamy się pewnych postaw, wiary, gdyż wciąż upatrujemy w tym spełnienia. Może dlatego tak bardzo nam na tym zależy, bo nie widzimy niczego innego, innej drogi. A może wręcz przeciwnie, widzimy ją, widzimy, że byłoby nam lepiej bez tego, ale na własne życzenie ślepniemy, bo…no właśnie, dlaczego?

Taka mała zagwozdka na dziś, dlaczego nie odpuszczamy?

2018-10-04

Prawda o nas samych

Jak łatwo nam przychodzi sądzić innych? Łatwo. Czasami nawet zbyt łatwo, gdy próbujemy się dowartościować i stawiamy się w roli tych mądrzejszych, choć wystarczyłoby zajrzeć pod podszewkę naszego życia, aby dostrzec, jak często my sami postępowaliśmy naiwnie, a wręcz głupio, robiąc rzeczy, których nawet nie warto wspominać. Jak często bywaliśmy przemądrzali w swym postępowaniu, wykazując się zuchwałością, raniąc przy tym siebie i innych. Jak często nasza bezczelność wobec życia, ukracana była bolesnymi ranami. 

Tak łatwo nam przychodzi sądzić innych, choć nie widzimy przy tym jednego, iż samo już sądzenie kogoś jest objawem naszej niedojrzałości i głupoty. Mądry raczej by spojrzał na doświadczenie danej osoby i zobaczył, jak trudną musi ta dusza przejść drogę do swej mądrości. Jak wiele potrzebuje lekcji pokory, by coś zrozumieć, jak trudną przygotowała sobie ta osoba lekcję, by pozbyć się pychy i dumy. 

Cieszysz się, bo Ty nie potrzebowałeś takich lekcji? Cóż, pewnie potrzebowałeś innych, co nie oznacza, że twoje postepowanie było mniej głupie od postepowania innych, mniej naiwne. Każdy z nas potrzebuje innego zestawu lekcji i doświadczeń, by wykształcić w sobie zrozumienie, co nie oznacza, że moje lekcje życiowej pokory były gorsze od lekcji innych osób. I nie oznacza to, że Twoje lekcje czynią cię w jaki sposób gorszym lub lepszym ode mnie. Są inne, ale równie wartościowe dla ciebie, jak moje, dla mnie. Doceniaj je i ciesz się, że tylko tyle musiało cię w życiu spotkać, byś coś zrozumiał. Pozwól też doświadczać innym, choćby najtrudniejszych lekcji i nie odbieraj im tego prawa, choćbyś się nie zgadzał z postępowaniem tych osób. Coś im musi przecież pomóc dotrzeć do prawdy. Szkoda tylko, że my sami ją tak rzadko widzimy.

2018-10-02

Gadatliwy umysł

Powiadają, iż ci, którzy szukają prawdy, mogą przeczytać tysiące mądrych ksiąg, nie odnajdując jej w żadnym słowie, choć głosić będą słowo, nazywając je prawdą. Ci zaś, którzy odnaleźli ją choć w jednym słowie, posiądą prawdę wszystkich ksiąg i żadna nie skryje już przed nimi swoich tajemnic.

Słowa mogą kryć wiele tajemnic i zazwyczaj kryją, gdy nie potrafimy odczytać intencji osoby, która je wypowiada lub czytamy je w spisanej formie. Nie lubimy tego, a przynajmniej tak głosimy, mówiąc, iż lubimy szczerość, lubimy, by słowa były jasne, by był widoczny, zawarty w nich sens. By ten, który je głosi, nie krył przed nami swych intencji. Z tym zaś bywa już różnie, bowiem rzadko mówimy szczerze, co mamy na myśli, rzadko mówimy to, co naprawdę czujemy, a i wtedy, gdy wydaje nam się, że jesteśmy szczerzy, nawet wtedy kalkulujemy, co powiedzieć, by odniosło to oczekiwany skutek, by zabrzmieć we właściwy sposób. Co ciekawsze, wtedy, gdy najbardziej kalkulujemy, nawet rany potrafimy zadawać z rozmysłem. 

Zdarza się też odwrotnie, kłapiemy językiem bez jakiejkolwiek świadomości tego, co mówimy. Byle tylko kłapać. Nie zastanawiając się nawet nad tym, jak mocno mogą okazać się szkodliwe nasze słowa. Jak bardzo możemy swoim kłapaniem kogoś zranić. Dla nas ważne jest, byle się wygadać, bo mamy ciśnienie, a ono bywa tak silne, iż musimy się wygadać, po prostu musimy. Co ciekawsze, nie zawsze potrzebny jest nam słuchacz, potrafimy go sobie sami stworzyć w umyśle i gadać do siebie. Czasami, to nam się po prostu buzia nie zamyka, tak dużo do siebie gadamy w umyśle. Gorzej, gdy to, co stworzyliśmy w umyśle i do czego mówimy zaczyna nam odpowiadać, wtedy to dopiero potrafimy toczyć boje i dyskusje w sobie. I nie ucichnie nasz umysł ani żaden twór, z którym dyskutujemy, jeśli wciąż będziemy bezmyślnie kłapać. Jak więc chcemy usłyszeć siebie, gdy wciąż gadamy? Jak pokonać umysł, który ma tyle do powiedzenia i w dodatku wie wszystko najlepiej. Jak usłyszeć siebie, gdy sami siebie nie słyszymy? No właśnie, jak?

To tak do zastanowienia na dziś.

2018-09-30

Wewnętrzna moc

Czasami wydaje nam się, że już wiemy, tak wiele rzeczy już doświadczyliśmy w życiu, tak trudną przeszliśmy do tego momentu drogę, tak wiele trudnych doświadczeń nas kształtowało i wydaje nam się, że już wiemy, jak to jest, że wiemy, jak sobie z tym poradzić, a tymczasem, zdarza się kolejny trudny moment w naszym życiu i od razu zaczynamy wątpić, traktować wręcz to, co się dzieje, jako kolejną karę, kolejne złe zrządzenie losu, jakby coś się na nas uwzięło i nie chciało nam pozwolić, byśmy dłużej niż chwilę byli szczęśliwi. Wielu z nas popada wtedy w zwątpienie, zapominamy nagle o tym, czego się nauczyliśmy do tej pory, zapominamy o swej sile wewnętrznej i najchętniej, człowiek zapadłby wtedy w sen, by jakoś przeczekać ten trudny okres. A potem, gdy człowiekowi wydaje się, że zużył już wszystkie siły, przychodzi przebudzenie, zbieramy się w sobie i zaczynamy walczyć, o siebie, swoje szczęście, o swoje życie i robimy to, czasami rzucając wszystko na jedną szalę, ale robimy to, podejmujemy ten ostatni akt desperacji, by przetrwać. Tak jesteśmy przecież ukształtowani, by przetrwać i tak też postępujemy, by przetrwać. I choć nam wydaje się, że to walka na śmierć i życie, nie zauważamy często, iż tuż pod naszym nosem zachodzi przepiękny proces. Wyczerpani bowiem walką z całym światem, zużywając całą energię, pochodzącą z zewnątrz, w akcie desperacji sięgnęliśmy po energię pochodzącą z własnego źródła. Nie widzimy tego, a tak się właśnie dzieje. To właśnie wtedy, gdy brakuje nam sił i nagle skądś przypływają, nie biorą się znikąd, czerpiemy je z własnego źródła. To jest właśnie ten moment, gdy nawiązujemy kontakt z własną, wewnętrzną siłą. Czy jednak jesteśmy w stanie to zauważyć? Niekoniecznie i często, już po chwili, gdy tylko pokonaliśmy pierwszy opór, znów wracamy do starych nawyków, szukając siły na zewnątrz. Własną siłę zaś odstawiając na czas, gdy znów nam zabraknie tych sił zewnętrznych. Ci jednak, co ją dostrzegli, nie zasną już ponownie, połączą się z nią świadomie i czerpać będą z własnego źródła, ci poczują też w sobie własną moc.

2018-09-24

Być zrozumianym

Nie zawsze jesteśmy w stanie zrozumieć tych, którymi się otoczyliśmy, nie rozumiemy ich postępowania, sposobu myślenia, niektórych postaw, myśli, które wyrażają, poglądów. Ale i my sami często wyrażamy postawę, która jest mało zrozumiała dla naszego otoczenia, choć nam samym wydaje się być jasna i oczywista. A przynajmniej tak myślimy, iż to, co mówimy lub robimy jest jasne dla innych. A tymczasem, nasze otoczenie wpatruje się w nas, często z niedowierzaniem, zastanawiając się, o co nam właściwie chodzi, po co tak uparcie chcemy pewne rzeczy udowodnić, choć wydają się beznadziejne. Po co upieramy się na pewne działania, choć z góry wydają się być przegrane.  A my, a my staramy się, udowadniamy, siłujemy z rzeczywistością, sobą, innymi, czasami z całym światem, tylko po co? By ktoś nam powiedział, wspaniale, poradziłaś sobie, cudownie, rób tak dalej lub poklepał nas po ramieniu i dał nam laika?

Sprzedajemy się i kupujemy, wręcz nieustannie, nie zauważając nawet, jak silnie się w tym zatraciliśmy, jak wiele byliśmy i wciąż jesteśmy w stanie poświęcić, by ktoś chciał nas obdarzyć uczuciem. Jak bardzo staliśmy się łakomi na uwagę innych lub tych, na których nam zależy. Jak dużo nas to kosztuje, jak bardzo mocno staliśmy się poprzez to zależni od humorów naszego otoczenia. I jak bardzo my sami uzależniliśmy nasze otoczenie od naszego nastroju. Zdziwieni? Tak, inni także czekają na wasz uśmiech, łakną waszego ciepła, pragną waszej miłości. Inni także gotowi są zrobić wszystko, byle tylko móc się karmić waszymi uczuciami. To ci, którzy dostrzegli w was spełnienie swoich pragnień lub ci, których od siebie celowo uzależniliście, by mieć ich na swoje rozkazy, by byli wam posłuszni. Nie macie takich przy sobie? Rozejrzycie się, przyjrzyjcie uważnie swojemu otoczeniu. Widzicie już? 

Postępując nieświadomie, potrafimy usprawiedliwić wszystko, co robimy, jak i postępowanie innych. Żyjąc świadomie, robimy to samo, tylko bez potrzeby usprawiedliwiania siebie lub innych, po prostu wiemy, czemu to służy, znamy cel, dzielenie zaś, staje się częścią naszego naturalnego postępowania. Samo się dzieje i niech się dzieje. 

2018-09-23

Wewnętrzne brzmienie

Zwracamy się często do ludzi, nie mając pojęcia, jak brzmimy. Jak brzmi nasz głos, jaką przyjmujemy wtedy postawę, jaką energię przekazujemy w wypowiadanych słowach. A później następuje zdziwienie, że nikt nas nie rozumie, że ludzie nie wiedzą, o co nam chodzi, że źle reagują na nasze słowa, postawę. Bo przecież my chcieliśmy dobrze i nie mieliśmy nic złego na myśli. A może jedynie nie wiemy, co mieliśmy na myśli. Może podświadomie chcemy, by do kogoś dotarł nasz żal, nasz gniew, nasza złość, może, o to właśnie nam chodziło, by to, co w nas ukryte, zostało usłyszane. 

Nie potrafiąc ująć w słowa naszych wewnętrznych pretensji, nieświadomie napełniamy nimi brzmienie słów, które wypowiadamy. Nam się może wydawać, iż to, co mówimy, nie zawiera w sobie nic, co by mogło rozzłościć naszego rozmówcę, a on się nagle złości, irytuje, nagle reaguje w sposób, który, o dziwo i w nas potrafi uruchomić lawinę emocjonalnych reakcji. A wtedy kłótnia gotowa. 

Brak świadomości własnego brzmienia, prowadzi często do dość silnych konfliktów z otoczeniem, o czym się zresztą przekonujemy na co dzień. Nie muszą to być zresztą, wypowiedziane werbalnie słowa, możemy je napisać. Kłótnie w komentarzach bywają równie częste, co z naszymi bliskimi, w zwykłej codziennej rozmowie. Co ciekawsze, nie czytamy własnych wypowiedzi i nie zastanawiamy się, jak możemy zostać odebrani. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, mam to gdzieś, co o mnie myślicie. Nie widzimy jednak, że to też jest kłótnia, a przekaz jest wręcz odwrotny, mówiący: Zależy mi na waszym zdaniu, choć chyba bardziej na wsparciu i akceptacji. Mam jednak w sobie tyle żalu i złości, iż nie mogę już wytrzymać sama ze sobą. Takie przekazy nie są tu rzadkością. Swoje żale potrafimy wyrzucać tu dużo częściej niż do swojego bliskiego otoczenia. A wystarczyłoby posłuchać samych siebie, wsłuchać się w swój głos. Nie tylko ten zewnętrzny, ale i wewnętrzny. Wierzcie mi, usłyszycie wtedy dużo więcej niż się wam wydaje.

2018-09-20

Świadome działanie

Gdy podejmujemy jakieś działanie, nasze postępowanie wydaje nam się sensowne. Mamy cel, cel jest dla nas ważny, a im ważniejszy jest dla nas cel, tym uważniej do niego podchodzimy, nie zauważając często chwil, które poświęcamy na jego zrealizowanie, tak bardzo zaangażowaliśmy się w zrealizowanie naszego celu. Jednakże, takich chwil jest bardzo mało w naszym życiu. Większość czasu marnujemy, poświęcając go na bezsensowne wlepianie się w ekran telewizorów, monitorów komputera, podjadanie w trakcie oglądania telewizji, palenie, picie, robienie wszystkiego, byle tylko zając czymś umysł. Ten zaś chce być zajęty cały czas, bo gdy nie jest zajęty, staje się niespokojny. A gdy staje się niespokojny, do głosu dochodzi wszystko, do czego nie chcemy wracać. Kółko się zamyka. 

Co więc robimy, by nie wróciły niechciane myśli, by nie pojawiły się odepchnięte odczucia, emocje lub lęki? Dajemy naszemu umysłowi zajęcie, dajemy mu papierosa, lampkę winą, słodycze lub inne używki, gadamy do niego lub szukamy dla niego jakiejś rozrywki, byle tylko siedział cicho. Ale nasz umysł nie chce siedzieć cicho, to, co go bawiło wcześniej, szybko zaczyna go nudzić, to, co było jeszcze wczoraj ekscytujące, dziś wydaje się zblazowane. Szukamy więc zajęcia dla swojego umysłu, żyjąc w coraz większym strachu przed tym, że przyjdzie dzień, gdy go nie uspokoimy i wtedy dojdzie do głosu to, od czego tak długo udawało nam się uciec. A wtedy nie będzie już tak miło. I nie jest miło. W nas zaś narasta panika. Wróciło. To, od czego tak długo udawało nam się uciec, wróciło, a my nie jesteśmy gotowi, by się z tym zmierzyć. Nieprawda, to jest właśnie ten moment. Sam go zauważysz. To jak z bólem zęba, przez długi czas możesz to ignorować, brać środki przeciwbólowe, ale w pewnej chwili tabletka nie będzie już w stanie wyciszyć bólu, a wtedy dojrzejesz w jednej sekundzie, wstaniesz i po prostu pójdziesz do dentysty, by naprawić ząb lub go usunąć. 

Gdy staniesz się świadomy, nie będziesz musiał dojrzewać do takich chwil, twoja dojrzałość stanie się dbaniem o siebie, twoim wyciszeniem, obserwacją samego siebie. Niczego już nie będziesz musiał w sobie uspokajać, Ty będziesz swoim spokojem. 

2018-09-19

Świadoma reakcja

Nie na wszystko znamy odpowiedź, nie potrafimy też przewidzieć wszystkiego. Wiele rzeczy dzieje się poza zasięgiem naszej woli i świadomości. A my nie mamy na nie wpływu. Możemy jedynie obserwować i reagować. I reagujemy. Najczęściej instynktownie, nie wiedząc nawet, dlaczego zareagowaliśmy w ten a nie inny sposób. Rozwijając swoją świadomość, z czasem zmieniamy układ proporcji i nasze reakcje nie wynikają już z zaskoczenia. Potrafimy się zdystansować do tego, co się dzieje, a nawet przewidzieć czyjąś reakcję. Zareagować na nią wcześniej, zanim się zadzieje i przygotować się, równoważąc w sobie wszelkie reakcje. Prościej rzecz ujmując, ustawić się w punkcie równowagi, by przyjąć neutralną pozycję. Tak się jednak dzieje dopiero wtedy, gdy stajemy się świadomi, świadomi samych siebie, swoich możliwych reakcji. 

Gdy poznajemy siebie, wiele rzeczy może nas, w nas zaskakiwać. Czasami możemy poczuć się wręcz zdziwieni, iż, jak to, my? My jeszcze polegamy tak dużej naiwności lub głupocie? To niemożliwe, przecież jesteśmy tak bystrzy, inteligentni, przezorni, sprytni, ostrożni. Jak to możliwe? A jednak. Ulegliśmy, zrobiliśmy głupotę, daliśmy się nabrać, zaskoczyć, wykorzystać, oberwaliśmy. I co teraz? Uciec, by nikt nie widział naszego potknięcia? Czy zostać i walczyć o swoje dobre imię lub zaprzeczać prawdzie, którą inni mogą nam wytknąć? Co zrobić?

Przy dużej świadomości uśmiechniemy się jedynie do siebie i tej części, która uległa głupocie i postaramy się naprawić błąd, ale to rzadkość. Częściej, gdy świadomość jest niska, stajemy po prostu do walki o własny honor i będziemy zaprzeczać, że, jak to, my jesteśmy czemuś winni? Jeszcze gorzej będzie się dziać przy jej braku, od razu damy komuś w ryj i jeszcze zwalimy winę na te drugą stronę, że nas ten ktoś sprowokował. Bo przecież nie my. Nieprawdaż?

Tylko, w sumie, co tu się rozwodzić, życie w końcu każdego nauczy rozumu. A czy to ważne, w którym wcieleniu?

2018-09-19

Mój wewnętrzny świat

Czegokolwiek doświadczam ja, doświadczysz i Ty. Cokolwiek dzieje się Tobie, spotkać może i mnie. I choć każde z nas potraktuje to, czego doświadcza indywidualnie, to, czego doświadczymy nie będzie się wcale różnić od siebie. Różnicą będzie zatem jedynie ocena tego, co nas indywidualnie spotyka. Podobnie jest z tym, czego się mamy nauczyć. Uczymy się dokładnie tego samego i bez względu na to, jak mocno będą się różnic narzędzia, którymi się będziemy posługiwać, jak i sposoby ich wykorzystania, każdy z nas tak naprawdę dąży do podobnego efektu. Każdy z nas bowiem szuka spełnienia w tym, co robi. 
Co to dla nas oznacza? Cóż, może to zabrzmi altruistycznie, ale w pewnej chwili każdy z nas zda sobie sprawę z tego, jak ważnym jest własny wkład w to, co dzieje się w naszym otoczeniu. I nie chodzi tu o nic politycznego. Chodzi o to, co sami wnosimy do naszego najbliższego otoczenia. O naszą świadomość. 
Im lepiej bowiem będziemy postępować wobec siebie, tym lepszą energię odczuje nasze otoczenie. Natchnione zaś naszą energią, zainspirowane naszym postępowaniem, zmianami, które w sobie dokonujemy, praktycznie na ich oczach, przekaże to dalej, dokonując podobnych zmian wcześniej i w sobie. Przecież lubimy się sobą inspirować. Czyż nie? Niekoniecznie musi to być dobra inspiracja, trudno jednak powiedzieć, co bardziej w nas winne. Dlatego też, mając już świadomość, iż wasze zachowanie wpływa na zachowanie innych, co zrobicie z własnym?

2018-09-10

W głąb duszy

Wszystko, co jest w nas i wokół nas ulega ciągłym przekształceniom. Część z tego, co się dzieje postrzegamy jako zwykły proces, wobec części musimy się mocno wysubtelnić w swym postrzeganiu, by to w ogóle dostrzec, ale są i takie obszary naszej duszy, które dość długo pozostają poza naszymi możliwościami wglądu. Aby było ciekawiej, wszystko dzieje się na naszych oczach, każde oczyszczenie, uzdrowienie, każda zmiana wewnętrzna lub zewnętrzna, problem jednak w tym, iż nasz wzrok skierowany jest jedynie na sprawy zewnętrzne tego świata. Nie oznacza to, oczywiście, iż mamy stać się nagle ślepcami wobec świata zewnętrznego, by skierować wzrok tylko i wyłącznie w stronę swojego wnętrza. Umiejętność patrzenia, wyraża się zarówno w stosunku do tego, co zewnętrzne, jak i w stosunku do tego, co wewnętrzne. A im mocniej rozciągniemy swą świadomość, zarówno w jedną, jak i w drugą stronę, tym więcej dostrzeżemy szczegółów, tego, co się wokół nas i w nas samych dzieje. Na tym jednak nie koniec, wraz ze wzrastającą świadomością, dostrzeżony proces przemiany, nagle wyda nam się intencyjny. Dostrzeżemy w tym po prostu cel, gdzie wszystko dąży do jedności, wyrażając się wcześniej poprzez każdą z form i możliwości. Po to zachodzi każdy proces, którego doświadczamy, choć my widzimy jedynie ułamek tego, co się dzieje i sądzimy według tego ułamka, myśląc, że wiemy już wszystko. Tymczasem, wystarczyłoby, gdybyśmy dostrzegli prawdziwy cel życia, nie wymyślali go, tylko go naprawdę dostrzegli, punkt, do którego to wszystko dąży, a wszystko by się w nas uspokoiło. Wokół nas nadal będzie tętnić życie, my zaś pozostaniemy w spokoju, osiągnęliśmy bowiem punkt, z którego możemy po prostu spokojnie wszystko obserwować lub świadomie uczestniczyć we własnym procesie przemiany. Co już zależy tylko od nas.

2018-09-09