Blog


Przestrzeń

Tworząc przestrzeń dla siebie zastanów się, czy potrafisz świadomie tworzyć miejsce, w którym chętnie chcą przebywać inni?

Jaki jest naprawdę Twój świat? Jest tylko Twój? A może w ogóle Cię to nie interesuje, każdemu pozwalasz w nim zamieszkać, każdy może zrobić w nim, co tylko zechce.

Przyjrzyj się, cały czas ktoś cię otacza, jednych nie zauważasz, inni, jak najbardziej zwracają Twoją uwagę. Jedni Ci się podobają, inni wręcz przeciwnie, jacyś tacy dziwni. Jednymi chętnie byś się otoczył, innych pewnie byś popędził.

To Ty decydujesz…ale czy na pewno?

2017-10-05

We własnym wnętrzu

Jeśli chcesz zrozumieć świat, najpierw musisz zrozumieć samego siebie. Bez zrozumienia swojej własnej natury nie zrozumiesz natury świata.

To, co widzimy dokoła siebie jest jedynie odbiciem tego, przez co przechodzi światło w nas samych. W ten sposób tworzymy obraz samych siebie na zewnątrz, dzięki czemu możemy widzieć samych siebie patrząc i przyglądając się temu, co nas otacza.

Nie wszystko jednak chcemy widzieć, nie wszystko jest miłe dla naszego oka, a mimo to widzimy to. To także jest nasz obraz, obraz naszej nieświadomości, ukazujący nam stopień naszego niezrozumienia, dla tego, co widzimy.

Światło, które wypływa z naszego wnętrza dąży do tego, by nie znajdować na swej drodze żadnego oporu. To, od czego się odbija, nie tylko zatem ukazuje mu jego własny obraz, ale i każdy stopień zakłócenia.

Światło, które przepływa przez rzeczywistość, bez zakłócania jego przepływu, tworzy czyste pole świadomości, co zatem widzimy, gdy mówimy, iż dostrzegamy świat dokoła nas, ano właśnie zakłócenia, które wytwarzają różne siły, oddziałujące na te pole.

To na czym zatrzymuje się zatem nasz wzrok, tworzy powierzchnię lustra, czyli granicę naszej rzeczywistości. Ale, pomiędzy granicą a naszym wewnętrznym Ja, z którego postrzegamy daną rzeczywistość istnieje wiele płaszczyzn, gdzie możemy dostrzegać różne stopnie zakłóceń.

Zanim jednak nasz rozwój pomoże nam osiągnąć punkt, z którego będziemy mogli swobodnie obserwować samych siebie i rzeczywistość, nasza uwaga doświadcza wielu stanów rozproszenia, czyli, najsilniejszych stopni zakłóceń, które tworzą wrażenie oddalenia od wewnętrznego Ja. I choć cały czas je przecież wypowiadamy, mówiąc: Ja jestem, Ja robię, Ja czuję, Ja widzę, poczucie Ja wydaje się być dalekie, jakby pomiędzy tym, co czujemy a mówimy istniało coś, co nie pozwala nam odczuwać tego całym sobą.

Dopiero w chwili, gdy zaczynamy spowalniać do prędkości tego, co zakłóciło w nas przepływ światła, możliwym staje się zrozumienie zarówno natury światła, jak i tego, co je zakłóca, tworząc rzeczywistość-przestrzeń w której możemy badać owe zakłócenia. Zabawy zatem mamy co nie miara, obserwując siebie, naturę rzeczy, które tworzą rzeczywistość, doświadczając przy okazji całej ścieżki zakłóceń, jak i powrotu do wewnętrznej harmonii, gdy nasze Ja powraca do pierwotnego stanu czystości, co może zająć sporo wcieleń.

Inaczej jednak postrzega się to z poziomu, gdy doświadczamy najsilniejszego stopnia zakłóceń i czujemy się wplątani w koło inkarnacyjne, a inaczej już z punktu, gdy doświadczamy stanów wyzwolenia z karmy. Wtedy też możemy dostrzec sens tego, czego doświadczyliśmy wcześniej, jak i doskonałość każdego ze stanów, którego doświadczyliśmy, ujrzeć jego czystą formę. W ten sposób wracamy do punktu obserwacji, nieangażowania uwagi na to, co zakłóca dany stan. W ten sposób nasz wewnętrzny świat znów staje się czysty, my zaś stajemy się na powrót tylko własnym Ja. 

2017-05-30

Momenty, które odmieniają życie

Nazywam je chorągiewkami zdarzeń, czyli punktami, w których nasze życie może odwrócić się o sto osiemdziesiąt stopni, a których każdy z nas doświadcza przynajmniej kilka razy w swoim życiu.

Niektóre z nich są pojedynczymi wydarzeniami, ale zdarza się, że czasami mijamy wręcz cały zakręt i wtedy, w naszym życiu dzieje się rewolucja, przemiany zaś doświadczamy na każdym jednym poziomie życia. I choć możemy się przed tym bronić, krzyczeć: ja nie chcę, nie unikniemy zmian. Jednakże, gdy spojrzymy na to, co się dzieje z trochę innego poziomu, możemy dostrzec plusy i zauważyć to, co naprawdę doprowadziło nas do tego momentu. Nie oznacza to od razu, że coś z tym zrobimy, zmienimy swoje intencje lub dokona się w nas przemiana duchowa. Nie jest to oczywiście wykluczone, ale zdarza się to niezwykle rzadko. Na pewno jednak sytuacja da nam do myślenia i choćby na trochę a zatrzyma nas w miejscu, byśmy zastanowili się nad sobą, swoim postępowaniem i nad dalszym życiem.

Zdarza się też, że zamiast się zastanowić nad sobą, idziemy na żywioł. Krzyczymy, szarpiemy się z sobą, otoczeniem lub przenosimy na kogoś złość, obwiniając tę osobę o to, co się dzieje w naszym życiu.

Jest to dla nas trudny moment, ale nie ważne, jaki jest udział w tych wydarzeniach osób trzecich, w każdym jednym przypadku, zgoda popłynęła od nas. Nie ważne też, że wyraziliśmy ją nieświadomie. To nas nie usprawiedliwia. Stało się. Obwinianie innych też nic nie da, może co najwyżej pomóc nam rozładować złość, wypłakać się, wyżalić i tyle.

Trudne momenty zdarzają się i raczej nie ma osób, które ich nie doświadczają. To część życia i trzeba się do nich przyzwyczaić, choć przecież nie to ważne, co się dzieje, a to, jak my sami do tego podchodzimy. A im mądrzej i rozsądniej do tego podchodzimy, tym większa pewność, że wstaniemy, otrzepiemy się, wyciągniemy z tego, co się wydarzyło wnioski i pójdziemy dalej, doceniając nie tylko swoją postawę, ale i samo doświadczenie, jako coś, co uczyniło nas mądrzejszymi. 

2017-05-25

Ujarzmić samego siebie

Proces wewnętrznej przemiany może wydawać się bardzo trudny i rzeczywiście tak bywa, nawet dla osób, które poświęcają lata na wykształcenie siły swojej woli, co niestety, ale powoduje, iż można się naprawdę mocno sfrustrować w pracy nad sobą. Szczególnie, gdy okazuje się, iż to my jesteśmy swoimi największymi wrogami zaś to, co przypisywaliśmy jako główny powód innym jest tak naprawdę tym, co sami sobie wykreowaliśmy.

Jednym z ciekawszych programów, z którymi przyszło mi się zmierzyć było uczulenie pokarmowe i niemożność trawienia wielu pokarmów, co było dość frustrujące, choć tak naprawdę chroniło mnie przed skłonnościami do spożywania niezdrowych rzeczy. A takie skłonności przeniosłam nie tylko z poprzednich wcieleń, ale i na wszelki wypadek wybrałam sobie rodziców, którzy mieli dość kontrowersyjne nawyki i to nie tylko żywieniowe, od palenia papierosów zacząwszy (tata) po jedzenie surowego mięsa (tatary i podobnego typu jedzenie, mama). Oczywiście moje nawyki były odrobine inne, bowiem, ja znów lubiłam słodkości. Nie mogłam ich zaś jeść, bo większość z nich była wytwarzana na bazie mleka, na co miałam uczulenie, tak więc mając silną skłonność do jedzenia słodyczy, sama na siebie ukręcałam bat, by ich nie jeść, bo przecież nie trawiłam laktozy. A, że skłonności wcale nie znikały pomimo niemożności spożywania produktów mlecznych, wysypką informowałam samą siebie, obwieszczając przy okazji światu moją głupotę, iż dany produkt spożyłam.

Gdy się temu przyjrzałam, okazało się, że wcale nie jestem uczulona na produkty mleczne, a na własną głupotę. Niestety, na cudzą także.  

Pięknie. Nie dość, że denerwowała mnie własna głupota, to jeszcze tępiłam ją publicznie, w sposób dość uciążliwy, za pomocą swędzącej wysypki. Co zaś prowadziło do smutnego wniosku, że stałam się zwyczajnie ofiarą własnego perfekcjonizmu. Mi nie wolno było przecież mieć wad.

Inni mogli, tylko nie ja. Inni mieli prawo do popełniania błędów, tylko nie ja. Wymagano ode mnie, bym była poważna i odpowiedzialna, bym dawała przykład.

Nie ma jak chory własny umysł i otoczenie, które jeszcze wzmacnia w nim ten program.

Myślicie, że łatwo poszło pozbycie się tego programu? Nic bardziej mylnego. Gdy tylko ruszałam coś na jednym poziomie, od razu wychodziło coś na kolejnym. Jakby cała dusza była nim zainfekowana. Nawet teraz zdarza mi się odnajdywać jego działanie, a przecież to, co tak usilnie często staramy się ukryć przed innymi jest jedynie doświadczaniem swej negatywnej strony w duszy.

Nie da się przejść życia nie doświadczając skutków działania różnego rodzaju programów: głupoty, naiwności, strachu, leków itd. W ten sposób się uczymy, traktowanie więc tego, co nas obciąża jako powodu do wstydu może uniemożliwiać nam tak naprawdę wyjście z tego, co nas obciąża.

Dystans do siebie? Oj warto nad nim czasami popracować. Polecam. Bywa pomocny w duchowym rozwoju. Pozwala nie tylko spojrzeć na wszystko z dużej odległości, ale i nabrać właściwego oglądu tego, co się dzieje. A jest to niezbędne, jeśli naprawdę chcemy dokonać w sobie przemiany.

2017-05-24