Blog


Świadome działanie

Gdy podejmujemy jakieś działanie, nasze postępowanie wydaje nam się sensowne. Mamy cel, cel jest dla nas ważny, a im ważniejszy jest dla nas cel, tym uważniej do niego podchodzimy, nie zauważając często chwil, które poświęcamy na jego zrealizowanie, tak bardzo zaangażowaliśmy się w zrealizowanie naszego celu. Jednakże, takich chwil jest bardzo mało w naszym życiu. Większość czasu marnujemy, poświęcając go na bezsensowne wlepianie się w ekran telewizorów, monitorów komputera, podjadanie w trakcie oglądania telewizji, palenie, picie, robienie wszystkiego, byle tylko zając czymś umysł. Ten zaś chce być zajęty cały czas, bo gdy nie jest zajęty, staje się niespokojny. A gdy staje się niespokojny, do głosu dochodzi wszystko, do czego nie chcemy wracać. Kółko się zamyka. 

Co więc robimy, by nie wróciły niechciane myśli, by nie pojawiły się odepchnięte odczucia, emocje lub lęki? Dajemy naszemu umysłowi zajęcie, dajemy mu papierosa, lampkę winą, słodycze lub inne używki, gadamy do niego lub szukamy dla niego jakiejś rozrywki, byle tylko siedział cicho. Ale nasz umysł nie chce siedzieć cicho, to, co go bawiło wcześniej, szybko zaczyna go nudzić, to, co było jeszcze wczoraj ekscytujące, dziś wydaje się zblazowane. Szukamy więc zajęcia dla swojego umysłu, żyjąc w coraz większym strachu przed tym, że przyjdzie dzień, gdy go nie uspokoimy i wtedy dojdzie do głosu to, od czego tak długo udawało nam się uciec. A wtedy nie będzie już tak miło. I nie jest miło. W nas zaś narasta panika. Wróciło. To, od czego tak długo udawało nam się uciec, wróciło, a my nie jesteśmy gotowi, by się z tym zmierzyć. Nieprawda, to jest właśnie ten moment. Sam go zauważysz. To jak z bólem zęba, przez długi czas możesz to ignorować, brać środki przeciwbólowe, ale w pewnej chwili tabletka nie będzie już w stanie wyciszyć bólu, a wtedy dojrzejesz w jednej sekundzie, wstaniesz i po prostu pójdziesz do dentysty, by naprawić ząb lub go usunąć. 

Gdy staniesz się świadomy, nie będziesz musiał dojrzewać do takich chwil, twoja dojrzałość stanie się dbaniem o siebie, twoim wyciszeniem, obserwacją samego siebie. Niczego już nie będziesz musiał w sobie uspokajać, Ty będziesz swoim spokojem. 

2018-09-19

Świadoma reakcja

Nie na wszystko znamy odpowiedź, nie potrafimy też przewidzieć wszystkiego. Wiele rzeczy dzieje się poza zasięgiem naszej woli i świadomości. A my nie mamy na nie wpływu. Możemy jedynie obserwować i reagować. I reagujemy. Najczęściej instynktownie, nie wiedząc nawet, dlaczego zareagowaliśmy w ten a nie inny sposób. Rozwijając swoją świadomość, z czasem zmieniamy układ proporcji i nasze reakcje nie wynikają już z zaskoczenia. Potrafimy się zdystansować do tego, co się dzieje, a nawet przewidzieć czyjąś reakcję. Zareagować na nią wcześniej, zanim się zadzieje i przygotować się, równoważąc w sobie wszelkie reakcje. Prościej rzecz ujmując, ustawić się w punkcie równowagi, by przyjąć neutralną pozycję. Tak się jednak dzieje dopiero wtedy, gdy stajemy się świadomi, świadomi samych siebie, swoich możliwych reakcji. 

Gdy poznajemy siebie, wiele rzeczy może nas, w nas zaskakiwać. Czasami możemy poczuć się wręcz zdziwieni, iż, jak to, my? My jeszcze polegamy tak dużej naiwności lub głupocie? To niemożliwe, przecież jesteśmy tak bystrzy, inteligentni, przezorni, sprytni, ostrożni. Jak to możliwe? A jednak. Ulegliśmy, zrobiliśmy głupotę, daliśmy się nabrać, zaskoczyć, wykorzystać, oberwaliśmy. I co teraz? Uciec, by nikt nie widział naszego potknięcia? Czy zostać i walczyć o swoje dobre imię lub zaprzeczać prawdzie, którą inni mogą nam wytknąć? Co zrobić?

Przy dużej świadomości uśmiechniemy się jedynie do siebie i tej części, która uległa głupocie i postaramy się naprawić błąd, ale to rzadkość. Częściej, gdy świadomość jest niska, stajemy po prostu do walki o własny honor i będziemy zaprzeczać, że, jak to, my jesteśmy czemuś winni? Jeszcze gorzej będzie się dziać przy jej braku, od razu damy komuś w ryj i jeszcze zwalimy winę na te drugą stronę, że nas ten ktoś sprowokował. Bo przecież nie my. Nieprawdaż?

Tylko, w sumie, co tu się rozwodzić, życie w końcu każdego nauczy rozumu. A czy to ważne, w którym wcieleniu?

2018-09-19

Mój wewnętrzny świat

Czegokolwiek doświadczam ja, doświadczysz i Ty. Cokolwiek dzieje się Tobie, spotkać może i mnie. I choć każde z nas potraktuje to, czego doświadcza indywidualnie, to, czego doświadczymy nie będzie się wcale różnić od siebie. Różnicą będzie zatem jedynie ocena tego, co nas indywidualnie spotyka. Podobnie jest z tym, czego się mamy nauczyć. Uczymy się dokładnie tego samego i bez względu na to, jak mocno będą się różnic narzędzia, którymi się będziemy posługiwać, jak i sposoby ich wykorzystania, każdy z nas tak naprawdę dąży do podobnego efektu. Każdy z nas bowiem szuka spełnienia w tym, co robi. 
Co to dla nas oznacza? Cóż, może to zabrzmi altruistycznie, ale w pewnej chwili każdy z nas zda sobie sprawę z tego, jak ważnym jest własny wkład w to, co dzieje się w naszym otoczeniu. I nie chodzi tu o nic politycznego. Chodzi o to, co sami wnosimy do naszego najbliższego otoczenia. O naszą świadomość. 
Im lepiej bowiem będziemy postępować wobec siebie, tym lepszą energię odczuje nasze otoczenie. Natchnione zaś naszą energią, zainspirowane naszym postępowaniem, zmianami, które w sobie dokonujemy, praktycznie na ich oczach, przekaże to dalej, dokonując podobnych zmian wcześniej i w sobie. Przecież lubimy się sobą inspirować. Czyż nie? Niekoniecznie musi to być dobra inspiracja, trudno jednak powiedzieć, co bardziej w nas winne. Dlatego też, mając już świadomość, iż wasze zachowanie wpływa na zachowanie innych, co zrobicie z własnym?

2018-09-10

W głąb duszy

Wszystko, co jest w nas i wokół nas ulega ciągłym przekształceniom. Część z tego, co się dzieje postrzegamy jako zwykły proces, wobec części musimy się mocno wysubtelnić w swym postrzeganiu, by to w ogóle dostrzec, ale są i takie obszary naszej duszy, które dość długo pozostają poza naszymi możliwościami wglądu. Aby było ciekawiej, wszystko dzieje się na naszych oczach, każde oczyszczenie, uzdrowienie, każda zmiana wewnętrzna lub zewnętrzna, problem jednak w tym, iż nasz wzrok skierowany jest jedynie na sprawy zewnętrzne tego świata. Nie oznacza to, oczywiście, iż mamy stać się nagle ślepcami wobec świata zewnętrznego, by skierować wzrok tylko i wyłącznie w stronę swojego wnętrza. Umiejętność patrzenia, wyraża się zarówno w stosunku do tego, co zewnętrzne, jak i w stosunku do tego, co wewnętrzne. A im mocniej rozciągniemy swą świadomość, zarówno w jedną, jak i w drugą stronę, tym więcej dostrzeżemy szczegółów, tego, co się wokół nas i w nas samych dzieje. Na tym jednak nie koniec, wraz ze wzrastającą świadomością, dostrzeżony proces przemiany, nagle wyda nam się intencyjny. Dostrzeżemy w tym po prostu cel, gdzie wszystko dąży do jedności, wyrażając się wcześniej poprzez każdą z form i możliwości. Po to zachodzi każdy proces, którego doświadczamy, choć my widzimy jedynie ułamek tego, co się dzieje i sądzimy według tego ułamka, myśląc, że wiemy już wszystko. Tymczasem, wystarczyłoby, gdybyśmy dostrzegli prawdziwy cel życia, nie wymyślali go, tylko go naprawdę dostrzegli, punkt, do którego to wszystko dąży, a wszystko by się w nas uspokoiło. Wokół nas nadal będzie tętnić życie, my zaś pozostaniemy w spokoju, osiągnęliśmy bowiem punkt, z którego możemy po prostu spokojnie wszystko obserwować lub świadomie uczestniczyć we własnym procesie przemiany. Co już zależy tylko od nas.

2018-09-09

Zmęczeni życiem

Żyjąc pośród zmęczonych życiem ludzi, nauczyliśmy się być zmęczeni jak oni. Pośród marudzących, nauczyliśmy się, jak marudzić, a pośród wojowników walczyć. Poddaliśmy się woli naszego otoczenia, nawet nie wiedząc, kiedy. Kiedy z witalnych, pełnych życia i radości osób, staliśmy się zrzędzącymi starcami, nie fizycznie, choć tu też dopadły nas demony starości i społecznych chorób. Staliśmy się starcami, zanim rzeczywiście zdążyliśmy się zestarzeć. A przecież, nie zawsze tak było, nie zawsze byliśmy zgorzkniali, nie zawsze świat dokoła nas wydawał nam się tak zły. Każdy z nas przecież pamięta chwile, gdy tryskał radością, gdy chcieliście chłonąć życie, żyć pełną piersią, podróżować, zdobywać, wypełniać swoje życie, swoimi pasjami, bawić się, cieszyć, przeżywać i czuć, że żyjecie. I co się nagle stało? Co się stało, iż zapomnieliśmy, jak być szczęśliwymi.
Powiecie pewnie, życie. Tylko, czy to życie ma decydować o moim stanie szczęścia, czy to ja decyduję o swoim własnym nastroju? Nie tym sztucznym, udawanym, pod publiczkę. Tym prawdziwym, szczerym, płynącym z serca. Dlaczego mam się poddawać, dlaczego mam się w ogóle siłować z życiem, podlegać jego wpływowi, przecież to ja mogę nadawać ton mojemu nastrojowi, mogę się uśmiechać i wywoływać uśmiech na twarzach innych. To ja mogę najpierw poczuć szczęście w sobie, bez szukania go w innych, jaki problem? Bo, co? Bo przytłoczyły mnie problemy? Problemy można przecież naprawić, skoro coś do nich doprowadziło to i istnieje droga powrotna, jak i wiele różnych rozwiązań. 
Tkwimy w swoim umyśle, przekonani, że musimy być jak nasze otoczenie, marudni, narzekający wiecznie na polityków, na nasz los, a tymczasem, w sobie, możemy być zupełnie inni, to od nas jedynie zależy czy pełni miłości, czy radości. Możemy być świadomi, budując swoją świadomość stopniowo, bez żalu, że nie jest ona w nas pełna. Pamiętajcie, to droga ma nas cieszyć nie cel. To my decydujemy, czy w umyśle jesteśmy starcami, czy jest w nas młodość.

2018-09-07

Obsesja

Są rzeczy w naszym życiu, którym ulegamy bardziej niż innym. Są osoby w naszym życiu, do których mamy większą słabość niż do innych osób. A jak sami wiemy, to, co czyni nas słabymi, pozbawia nas jednocześnie woli. To zaś, co pozbawia nas woli, czyni nas poddanymi tego czegoś lub kogoś. 

Gdy zaś w końcu dotrze do nas, że już tego nie chcemy, że wcale nie daje nam to takiej przyjemności, jakiej oczekiwaliśmy na początku (inaczej byśmy przecież woli nie złamali), w naszej duszy zaczyna rozgrywać się istny dramat, bowiem, jak tu się pozbyć teraz nałogu lub delikwenta, gdy dusza nadal pragnie i nadal wierzy, że to za przyczyną tejże substancji lub energii tejże duszy spełni swoje pragnienia. I mamy problem. 

Mija bowiem czas, substancji spożywamy czasami coraz więcej, już nie jedna kawa a dwie, już nie chwila na myślenie o tej osobie, a cały dzień pląta nam się delikwent po umyśle, a dusza nadal nie zaspokojona. Taaa…i co tu zrobić, skoro wola słabsza od pragnień. 

Próbujemy, a tu nic, wyrzucamy z umysłu, a ta cholera nadal wraca do naszych myśli i plącze się coraz odważniej. Rzucamy, a to się rzucić nie chce. Nie chce odejść, zostawić nas w spokoju i wraca, wciąż nam przypominając, iż pragnienie w nas nadal niezaspokojone 

Jak zatem wzmocnić wolę? Siłować się z nałogiem/osobą, czy lepiej zmienić pragnienie? Może poszukać gdzie indziej, tylko, przy naszych skłonnościach, pewnie zastąpimy jedną substancję inną, jedną osobę kolejną, co nam może wejść w nawyk, a to już czysta patologia w naszej duszy. 

A gdyby tak porzucić samo pragnienie. Nie pragnąć uczuć tylko stać się uczuciem. Nie pragnąć, by nam ktoś je zaspakajał, a stać się zaspokojeniem. Nie szukać przyjemności w tym, w czym ją upatrujemy a stać się przyjemnością samą w sobie. Przecież czuliśmy ją nie raz, umiemy zatem ją odczuwać. Tak, jak miłość. Ileż to razy ją odczuwaliśmy? Co stoi zatem na przeszkodzie, by nią być? Przecież to proste, odczuwać. A może, to my sami nie chcemy nią być, bo po prostu lubimy ją znajdować w innych, może tak nam jest wygodniej. Hm…do zastanowienia.

2018-08-29

Poszukiwanie ideału

Aby zbudować zdrową, dobrą relację, potrzebujemy nie tylko uczuć, ale przede wszystkim świadomości i to tej wewnętrznej, która nam w pierwszej kolejności pozwoli zrozumieć siebie. Dlatego tak często usłyszycie słowa, zacznij od siebie, zmień siebie, dokonaj w sobie przemiany, zmień swoje intencje, jeśli chcesz zmienić swoje życie. 
Gdy spotykamy na swojej drodze kogoś, kto nam się podoba, w pierwszej kolejności budzą się nasze pragnienia. Ach, krzyczymy w duszy, w końcu pojawił się ktoś ciekawy, w końcu da mi to, czego tak bardzo pragnę. W końcu ktoś o takiej urodzie, która mi odpowiada, idealnie zadbany, elokwentny, szarmancki....i reszty już nie chcemy widzieć. A tymczasem, to właśnie ta reszta zadecyduje o jakości relacji, którą z tą osobą zbudujemy. Tylko, co nam po tej reszcie, skoro możemy w końcu nasycić się tym, co uznajemy w tej osobie za najcudowniejsze. Reszty można przecież umiejętnie nie dostrzegać, możemy częściowo założyć różowe okulary lub oślepnąć częściowo. Najważniejszy, by skupić się na tym, co nam w tej osobie sprawia przyjemność. I się skupiamy, pozwalając z czasem tej drugiej stronie na coraz więcej, by dostać choć odrobinę od niej uczuć lub uwagi, a tymczasem nie widzimy, jak u boku rośnie nam pasożyt lub bachor, który wyczuł naszą naiwność i zamiast się choć odrobinę odwdzięczyć, sam ciągle domaga się coraz większej uwagi. 
Czasami długo potrafimy wytrzymać w takiej relacji, ale przychodzi chwila, gdy i w nas coś pęka, ale nawet wtedy, gdy coś w nas pęka i zaczynamy odważnie wyrażać swoje niezadowolenie, ta druga może popatrzeć na nas zdziwiona, pytając, o co ci tak naparwdę chodzi, przecież chciałaś MNIE, więc masz MNIE i teraz MNIE podziwiaj, dbaj o MNIE. Przecież jestem. 
Trudno jest nam czasami zrozumieć, że to my sami dokonaliśmy takiego wyboru. Jeszcze trudniej dostrzec własne intencje, pragnienia. A już najtrudniej nam zrozumieć, że ta osoba nie chce NAS, nie chce zadbać o NASZE potrzeby, że jesteśmy dla niej tak naprawdę mało ważni, że jedynie wyczuła naszą naiwność i nas zwyczajnie wykorzystała i to za naszym własnym przyzwoleniem.
Jak bardzo potrafimy być naiwni w naszych relacjach, najlepiej pokazuje nam własne życie. Ale, czy to wystarczy, by nabrać rozumu? Cóż, tu już bywa różnie, czasami i tuzin pocałowanych żab nie uczy nas, by w końcu zmienić intencje i poszukać prawdziwego faceta, bo przecież w którymś musi być ten prawdziwy książę. Zresztą, w drugą stronę jest podobnie, nie liczcie więc panowie, że naiwnymi jesteśmy tylko my, panie. Wśród nas też jest wiele księżniczek i żab. Tylko... za którą tu się uznać;)

2018-07-09

Stan szczęścia

Jak duży jest twój szacunek do samego siebie? Robisz to? Przyjmujesz postawę, która wręcz ukazuje, jak bardzo ważną stałeś się dla siebie osobą? Jak bardzo ważnym stało się dla ciebie, by zadbać o komfort swojego życia, by zadbać o swoje ciało, o miejsce pracy, swoje miejsce do spania, swoje relacje, o swój spokój wewnętrzny? Dbasz o sobie? Czy raczej ważniejszym stało się dla ciebie dbanie o innych. Tak, wiem, pomyślisz, co za egoistyczne myślenie. Ale pomyśl, zanim osądzisz, co tak naprawdę dajesz swojemu otoczeniu, gdy widzą cię wyczerpanym walką z codziennością, gdy widzą, że dzielisz się, a sam jesteś zaniedbany psychicznie i fizycznie, gdy tak naprawdę sam potrzebujesz bardziej pomocy, ale wmawiasz innym, że jest dobrze. Czy potrafisz w swoim własnym postępowaniu znajdować inspirację? Czym się tak naprawdę dzielisz z innymi? Co można w Tobie dostrzec? Czy mogłabym dostrzec, kim jesteś? Pokazałbyś mi prawdę? Swoje piękne wnętrze? 

2018-07-06

Serce kontra rozum

Czasami największy konflikt nie dzieje się wcale w naszym życiu, a pomiędzy tym, co wiemy a tym, co czujemy. Serce i rozum. Jedno mówi, przestań, co ty wyprawiasz, drugie krzyczy, ale ja chcę, ja muszę, bo inaczej nie wytrzymam. Jedno mówi, nie widzisz prawdy? Nie widzisz, co się dzieje? Nie widzisz, co wyprawiasz? Drugie krzyczy, widzę, ale muszę to mieć, bo bez tego oszaleję. I szalejemy. Rozum uspakaja, przywraca trzeźwość, duszy o mało nie rozerwie, tak silne potrafią targać nami namiętności. 

Jak wielki potrafi być głód duszy, która pragnie zaspokojenia równie mocno, co nasze ciało, wiedzą tylko ci, którzy stanęli oko w oko z szaleństwem. Głód ciała potrafi pozbawić wszelkich oporów, skłonić do czynów wręcz heroicznych, niestety, głód duszy wcale nie jest gorszy w swym okrucieństwie, potrafi zniżyć nas do poziomu, gdzie nawet instynkt nie jest w stanie sprawić, byśmy w porę się wycofali. I nie ważne, że nam to szkodzi, że widzimy, jak nas zatruwa pragnienie, którego nie potrafimy zaspokoić. Nie zauważamy też momentów, gdy dla zaspokojenia głodu duszy, zaczynamy zaniedbywać kolejne obszary naszego życia, zachowując się, jakbyśmy byli narkomanami, żyjącymi od zażycia działki do zażycia działki. Różnica jest niewielka, w świecie materii mamy substancje, które przyjmujemy w materialnej postaci. W świecie ducha o zaspokojenie proszą pragnienia. Ale, jako że światy się przenikają, namiętnością oplatamy rzeczy materialne i w nich szukamy zaspokojenia duchowych potrzeb, zastępując nimi to, co szuka w nas głębszego spełnienia. Czasami są to ludzie, do których się przywiązujemy a czasami sama przyjemność, czerpana z danej czynności. Czymkolwiek by to nie było, to, co oplatamy namiętnością, po jakimś czasie wypełni nas trucizną do tego stopnia, iż nawet nie poznamy przyczyny swej śmierci.

To tak optymistycznie na dziś i oczywiście z pozdrowieniami dla tych, którzy się jej wyzbywają;) 

2018-06-20

Kształtowanie wewnętrzne

Każdy etap rozwoju, który przechodzimy ma coś w sobie magicznego. Gdy jesteśmy dziećmi, ufamy bezgranicznie, odkrywając poprzez ufność zarówno to, co dobre, jak i to, co złe. Gdy jesteśmy młodzi, wierzymy w swoją siłę, chcemy zmieniać świat i czasami nawet coś nam się tam udaje zrobić.

Gdy jesteśmy dojrzali, nasza mądrość staje się naszym przewodnikiem, już nie chcemy zmieniać świata, choć nadal czujemy potrzebę zmieniania naszego otoczenia, czujemy po prostu potrzebę kształtowania go. I dopiero wtedy, gdy przejdziemy każdą z tych dróg, gdy przekonamy się, że własna siła nijak się nie ma do zamiarów, gdy nasza dojrzałość osiągnie wystarczającą głębię, dociera do nas, że to nie o świat chodziło, nie o nasze otocze a o nas samych, wtedy też właśnie zaczynamy zmieniać siebie. Choć oczywiście nie jest to regułą. Są i tacy, którzy dokonują tego od wczesnych, dziecięcych lat. Są i tacy, którzy oddają kształtowaniu siebie całą młodość i są tacy, którzy odkrywają to dopiero w dojrzałym wieku. Ale, czy to ważne, ile mamy lat? Ważne, że do tego w końcu dojrzeliśmy i choćbyśmy zrobili tylko jedną rzecz dla siebie, by zmienić swoje postrzeganie, to będzie to równie ważna rzecz da naszego rozwoju, jak wtedy, gdy poświęcamy mu całe swoje życie. 

2018-06-18

Odpowiedź, którą znajdziemy tylko w sobie

Pytając innych, liczymy często, iż odpowiedź, którą otrzymamy sprawi, iż od razu ujrzymy sens tego, o co pytamy. Gdy nie otrzymujemy takiej odpowiedzi, irytujemy się, uważając, iż to odpowiadający nie chce udzielić nam odpowiedzi, która by nam rozjaśniła w głowie i wskazała rozwiązanie problemu. Zdarza się też, że znamy odpowiedź, ale i tak wolimy zapytać, by potwierdzić sobie to, o czym dawno wiedzieliśmy. Gorzej, gdy znamy odpowiedź, ale, choć słyszymy potwierdzenie naszych przypuszczeń, potrafimy zaprzeczyć sami sobie, tak bardzo nie chcemy przyjąć czegoś do wiadomości, co już sami wiemy. Czasami, nawet nie czekamy na czyjąś odpowiedź i odpowiadamy sami na swoje pytanie, mówiąc, wiem, ale chciałabym usłyszeć coś innego. To zaś rodzi jeszcze większą frustrację, bowiem, pytając, zapominamy często, iż tymi, do których powinniśmy się zwrócić z pytaniem, jesteśmy my sami. I nawet, jeśli będziemy potrafili sobie odpowiedzieć od razu, zadane pytanie nie zniknie w naszej głowie, będzie tam tkwiło do chwili, aż staniemy się gotowi, by usłyszeć odpowiedź. 

2018-06-17

Ścieżka, którą podążamy

Którą ścieżką teraz podążasz?
Gromadzenia? Dążąc do zaspokojenia swoich pragnień i potrzeb. Czy zastosowania, gdzie chcesz widzieć efekt swoich działań, gdzie szukasz wyzwolenia, za pomocą zastosowania różnych metod. A może bliższa Ci jest ścieżka widzenia prawdziwej natury, gdzie możesz się przyjrzeć i dostrzec to, co jest, co ją tworzy. Czy też medytacji, drogi, która otwiera wewnętrzne wrota lub bardo, gdzie dostrzeżesz to, co poza medytacją można dostrzec-rzeczywiste zrozumienie. 
Którą drogą Ty podążasz? Która Ci jest teraz najbliższa? Już wiesz?

2018-06-14

Poza sferą komfortu

To, że decydujemy się od czegoś/kogoś uwolnić nie sprawi, że poza tą relacją lub sytuacją będziemy szczęśliwi. Choć tak nam się czasami wydaje, iż wystarczy, że dana osoba zniknie z naszego życia, a szczęście samo powróci. Że wystarczy zakończyć jakąś sytuację, a samo się wszystko ułoży.
Nie ułoży, bo nikt nas nie nauczył, jak żyć poza klatką własnego umysłu. Nie potrafimy przejawiać stanu szczęścia, bo skąd niby mielibyśmy wiedzieć, jak tego dokonać, skoro do tej pory wierzyliśmy, iż znajdziemy je w innych. Tego się dopiero musimy nauczyć. Nauczyć dostrzegać możliwości własnego rozwoju. I o tym często zapominamy, oczekując, że stan szczęścia pojawi się sam, wystarczy, że zniknie problem. Szkoda jedynie, że nie widzimy, iż my sami się nie zmieniliśmy...szkoda.

2018-06-14

Wewnętrzny czar

Nawet, jeśli nasze otoczenie jest nieświadome tego, co nam daje, my doskonale wiemy, czego w nim szukamy, jakie pragnienia chcemy za jego przyczyną zaspokoić, jakimi uczuciami się nasycić, ewentualnie, jakie wzbudzić w sobie emocje. Ci, którzy są tego świadomi, a rozsiewają dokoła siebie czar, o ile nie pójdą w stronę negatywnych intencji i nie zaczną tym manipulować, potrafią czynić sobą wiele dobrego w otoczeniu, sprawiając innym naturalną przyjemność, poprzez możliwość obcowania z własną energią. Niestety, takie rzeczy zdarzają się dość rzadko, częściej Ci, którzy są, powiedzmy, wspaniali, inteligentni, piękni, przystojni, umieją się zająć kobietą, dać czułość mężczyźnie…itd. wchodzą na pułap pewnego rodzaju pychy i manipulacji. Ich dawanie nie jest już wynikiem tego, co z nich naturalnie emanuje, a energią handlu. Owi piękni i czuli, zaczynają swoją energią zwyczajnie kupczyć, manipulować i chcieć od ewentualnego partnera coraz więcej. Są też i tacy, którzy unoszą się wtedy wysoko i mówią, ach nie, nie dam ci siebie, nie pozwolę ci uszczknąć z mojego majestatu. A im wyżej stawiamy taką osobę, tym większego oczekujemy od niej szczęścia, a co za tym idzie, jesteśmy w stanie zrobić wiele, by dostać choć kęs energii tej osoby. Czasami zdarza się, że trzeźwiejemy lub przychodzi nam z pomocą rozczarowanie. Jednakże, do póki każdy z nas nie nauczy się czerpać z własnego źródła, być tym, czego pragnie od innych, do tego momentu nasz i cudzy świat będzie się zazębiał o coraz nowsze techniki manipulacyjne, a komu się uda choć odrobinę zaspokoić swoje potrzeby, ten sam siebie ogłosi zwycięzcą. 

2018-06-14

Zatrzymać siebie

Pielęgnując w sobie dawne urazy, potrafimy całymi latami, a nawet wcieleniami, nosić w sobie dawny ból, nie dając szansy uzdrowienie ani sobie, ani tej drugiej stronie, ściągając z niej nasze srogie spojrzenie. Czasami jesteśmy tak zacietrzewieni wobec kogoś, kto nam w naszym mniemaniu zrobił krzywdę, iż nie ważne, co zrobi później druga strona, nie wybaczymy. Zdarza się też, że owszem, wybaczamy, przynajmniej pozornie, by mieć to najczęściej z głowy, niestety, to pozornie, nie przynosi nam jednak spokoju, bo nadal czujemy ból, może mniej świadomie, ale nadal czujemy. I nadal dążymy do wyrównania rachunków, choć nam się wydaje, że odpuściliśmy.

Prawdziwe odpuszczenie, wcale nie wiąże się z wybaczeniem tej drugiej stronie, a z uświadomieniem, jakie tak naparwdę nami kierowały nami intencje, jakie pragnienie mieliśmy nadzieję zaspokoić za pomocą tej osoby lub sytuacji, iż tak bardzo się zawiedliśmy(niezaspokojone pragnienia tak właśnie bolą). Zresztą, tak się dzieje bardzo często, gdy staramy się zaspakajać nasze pragnienia za pomocą innych.
A wystarczyłoby, gdybyśmy zmienili swoje nastawienie, przestali szukać zaspokojenia w naszym otoczeniu a poszukali go w sobie.
Naprawdę, to takie trudne, by samemu obdarzyć siebie miłością? Trzeba zaraz do tego innych?
Rozumiem, że tak się nauczyliśmy, bo tak to było praktykowane w naszym otoczeniu. Tylko, czy to naprawdę o to chodziło? 
Czasami przeaczamy rzeczy bardzo istotne, tworząc sobie w głowie własne wyobrażenia na temat tego, kto i w jaki sposób nas zaspokoi. A później chodzimy z naszymi pragnieniami na wierzchu, szukając spełnienia. I się rozczarowujemy, bo inni okazują się nie tacy, jak trzeba, nie robią tego tak, jakbyśmy pragnęli. Nie są tacy, jakbyśmy chcieli i co najgorsze, nie chcą się dla nas zmienić. Nie chcą dla nas być, nie zależy im tak, jak nam by zależało w podobnej okoliczności, czasami wręcz nie pokazują, by im w ogóle zależało, a to boli. I to boli naprawdę mocno, czasami nawet mocniej niż boli nasze niezaspokojenie. 
Czy oni naprawdę nie widzą naszych pragnień i bólu?
Gdy tak się dzieje, długo potrafimy w sobie tłumić nasz ból i szukać wytłumaczeia, usparwiedliwijąc zachowanie innych i to na wszelkie sposoby. Ale ból nadal nie mija, pragnienie także, a z czasem jest coraz gorzej, aż w końcu coś w nas pęka i krzyczymy dość! Tylko, do kogo my wtedy tak naprawdę krzyczymy? Czy to naprawdę świat wymaga uspokojenia i zatrzymania? A może, to my sami tego potrzebujemy?
Do przemyślenia.

2018-05-17

Małe wielkie zmiany

Gdy dzieje się źle w naszym życiu, jedni będą nam współczuć, inni chcieć pomóc, a jeszcze inni, w szczerym przypływie złośliwości powiedzą, masz na co zasłużyłaś! Lub wymyślą inny sposób, by nam uświadomić, jakimi to złymi jesteśmy ludźmi, bo, inaczej, nie spotkało by nas tyle złego, gdybyśmy słuchali innych, a najlepiej ich. 

Co ciekawsze, w przejawianiu złośliwości, wcale nie jesteśmy lepsi od naszego otoczenia. Także potrafimy krytykować i robimy to dość chętnie, osądzając innych z równą zawziętością, jak i oni potrafią nas krytykować. Tu jednak występuje mała różnica, bowiem, nasza interpretacja cudzego zachowania przeważnie jest uzasadniona, a jak nie, to to znajdziemy odpowiedni argument. Przecież robimy to z czystej troski, nieprawdaż? Inni zaś, cóż, inni są po prostu złośliwi. Tak przynajmniej widzimy ich, my.

Wiele też zależy od naszej samooceny. Jedni wzruszą ramionami, inni się uśmiechną, jeszcze inni będą zdziwieni, ale nie przyłożą do tego większej wagi, ale zdarzą się i tacy, których to rozsierdzi, a wtedy wojna gotowa. Bo nie jest wcale miło słyszeć przykre słowa, choć, prawdę mówiąc, nigdy tak naprawdę nie wiadomo, co nas zrani. 

Dla jednych z nas ważnym będzie postawa i czyny, innym wystarczą słowa, a jeszcze inni poczują się oburzeni brakiem reakcji z naszej strony. Zranić może zatem wszystko, co robimy lub mówimy. Wszystko zależy też od interpretacji naszych słów lub czynów przez osobę, która poczuje się zraniona. W naszej, bowiem, ocenie, to, co robimy wcale nie musi być raniące. Czara goryczy ma jednak swoją pojemność i jeśli przeleje się w danym momencie, wtedy każda ze stron musi przygotować się na konsekwencje. 

W takim przypadku zawsze pomocne jest dążenie do zrozumienia siebie. Dzięki temu, możemy odkryć cały nasz wewnętrzny system przekonań i poglądów, zmienić intencje i nastawienie. Nie zawsze wiemy wtedy, na co mamy je zmienić, ale nie ma się co martwić. Życie pięknie nas skoryguje, pokazując, czy zmiana była dobra, czy też wymaga dalszej korekty. I, jak to mówią, oby nasze życie wymagało ich jak najmniej.

2018-05-15

Twoja niedojrzałość, moja kontrola

Wczoraj pisałam o dojrzałości, jednakże dziś, chciałabym spojrzeć na nią ponownie, ale od innej strony. Od strony, nieświadomej chęci zatrzymywania partnera na poziomie niedojrzałości, w której sami czujemy się bezpiecznie. I nie chodzi jedynie o wybór młodszego partnera/partnerki. Bowiem, wiek wcale nie świadczy o tym, iż partner będzie na poziomie, na którym znajduje się jego ciało. Zdarza się przecież, że młodsze osoby bywają dojrzalsze wewnętrznie i to nie tylko od swoich rówieśników, ale też i od nas. Widok małego starego dziecka, już dawno przestał dziwić, takie dzieci po prostu się rodzą. Ale ja nie o tym.

Budując związek, zapominamy czasami spojrzeć na to, z jakiego pułapu startujemy z jego rozwojem i przemianą. Najczęściej, od razu chcemy, by przejawiał się w nim najwyższy poziom uczuć, a najlepiej, by od razu była jedność. Od razu chcemy idealnego porozumienia na poziomie myśli, emocji, podobnego spojrzenia na świat, ludzi, byśmy mieli podobne poglądy i tak samo reagowali na te same problemy. I nawet, jeśli tylko tego pragniemy, a pragnienia są skryte jest gdzieś tam, głęboko w nas, to i tak to widać w naszej postawie. Nie oszukamy siebie, bo obnaży się to w każdej naszej postawie. 

Dzięki wielu doświadczeniom, które przechodzimy w swoich związkach, gdy popatrzymy na nie z dystansu, z łatwością każdy z nas będzie mógł dostrzec schemat, pewnej powtarzalności swoich postaw, które przejawiamy wobec partnera, jak i powtarzalności wyboru lub tego, na jaki poziom sprowadzamy od razu nasz związek. A sprowadzimy go zazwyczaj na poziom, na którym czujemy się z drugą płcią bezpieczni. I co ciekawsze, nie zawsze będziemy chcieli, by związek się rozwijał, a przynajmniej, by nasz partner zrównał się z nami swoim poziomem rozwoju. W świadomie budowanych relacjach, jest to, oczywiście, jak najbardziej normalne i jest wręcz świadomie wyznaczanym celem, ale to najpierw trzeba samemu osiągnąć pewien poziom świadomości i znaleźć, w miarę świadomego partnera, by tego doświadczyć.

W mniej świadomie budowanych relacjach, a takie tworzymy najczęściej, normą jest, kierowanie się wszystkimi intencjami, dzięki którym chcemy sobie lub komuś coś udowodnić. Co, to już zależy od naszych intencji lub pragnień. Czasami jednak zdarza się anomalia, a wtedy, nagle okazuje się, że nic nie idzie po naszej myśli, partner zaś wymyka się wszystkim wyobrażeniom, które sobie zbudowaliśmy w głowie na temat idealnej miłości. I co teraz? Odejść? Najłatwiej. Zostać? Będzie trudno, ale może jednak warto…hm…aż w głowie się zaczyna kotłować, bo, co tu zrobić? Manipulacje nie działają. Urok osobisty za słaby. Partner wykazuje za dużą tendencję do samodzielności, a nawet wykazuje się brawurą i bezczelnością, pokazując, iż nie działają na niego nasze czary. A my się uparliśmy akurat na niego. Tak…hm…ciężkie wyzwanie dla niektórych dusz, oj ciężkie. 

Teraz nad tym pomyślę, bo mnie tu piękna inspiracja zalewa z zewnątrz;)

 Cdn.

2018-05-11

Wewnętrzne dojrzewanie

Dojrzałość bywa trudna, czasami wręcz niewyobrażalnie trudna, gdy zderza się w naszym umyśle jej negatywne wyobrażenie z pragnieniem wolności, rozumianej często jako przyzwolenie na wieczną zabawę.

Tymczasem, bez oporu wymagamy jej od innych, samemu jej często nie przejawiając lub unikając na wszelkie sposoby. Nie przeszkadza nam to jednak oczekiwać od otoczenia, by ją przejawiało, szczególnie wobec nas.
Patrząc na nią jednak od innej strony, można by powiedzieć, iż niedojrzałość ma w sobie pewien urok, tyle że owszem, gdy sami korzystamy z jej uroku, ale, gdy jest nadużywana przez kogoś, kto próbuje sobie, np. na siłę przedłużać owy stan i poprzez nią nami manipulować, przestaje nam się to podobać, a wręcz zaczyna nas to irytować. Wtedy, nasza postawa się zmienia, zaczynamy wręcz wymagać od tej osoby, by dorosła, czasami jej nawet wprost to mówimy, albo, gdy widzimy, że jest nieroformowalana w swej niedojrzałości, zrywamy więź, szczególnie wtedy, gdy widzimy, iż nasze słowa trafiają w pustkę.
Ciekawym jest to, że gdy sami przejawiamy niedojrzałe zachowanie, potrafimy je sobie to jakoś wytłumaczyć, że na przykład, wynagradzamy sobie jakiś okres dzieciństwa, że w końcu zaspakajamy swoje potrzeby, że nie chcemy brać na siebie odpowiedzialność, że nie jesteśmy gotowi itd. Można by wręcz rzec, ile rodzajów niedojrzałości, tyle też potrafimy wysunąć argumentów, by ją usprawiedliwić w swoim postępowaniu. Dziwimy się też otoczeniu, wręcz zarzucamy innym, iż nas nie rozumieją. Albo mamy żal, że otoczenie nie chce nam pomóc zaspakajać naszych pragnień lub potrzeb, bo tak to często traktujemy. Czasami wręcz zaczynamy walczyć z otoczeniem, które nam wciąż powtarza, dorośnij, zacznij w końcu zachowywać się dojrzale. A nam wydaje się to niezrozumiałe, no bo, jak, jak mamy dorosnąć, i co to jest ta cholerna dojrzałość, której tak wszyscy od nas oczekują, wręcz pragną, byśmy ją przejawili.
Przyglądając się otoczeniu, szczególnie problemom par, bez trudu można zauważyć, że dojrzałość stała się wręcz deficytowa, szczególnie u mężczyzn (tak wiem, spojrzenie kobiety i nie u każdego). Jednakże, patrząc na to, co się dzieje obecnie, i jak głośno, domagamy się, jako kobiety, od was panowie, dojrzałości, coś jest na rzeczy. Zresztą, wasze głosy są podobne, nie lubicie u nas niedojrzałych postaw, chociaż…i tu bywają odstępstwa. I to nie tylko u was, u nas, kobiet, także. Jako dojrzałe kobiety, też lubimy czasami otoczyć się niedojrzałą energią, która może przy nas wzrastać. Gorzej, gdy już nam się nie chce wychowywać delikwenta, a ten nadal nie chce dojrzeć i w dodatku, nie wykazuje najmniejszych oznak jakiejkolwiek chęci. Pojawia się prblem.
Co wtedy zrobić?
Rozstać się, opcja chyba najczęściej wybierana. Czy słuszna? Niekoniecznie, bowiem, dzięki temu, tracimy często pewność siebie. Ale za to zyskujemy coraz większą pewność tego, czego nie chcemy. Wychowywać? Nie zawsze nam się chce albo inaczej, chce nam się do jakiegoś momentu, później zaś smak niedojrzałego owocu, zwyczajnie nie smakuje. No chyba, że ktoś lubi. Ale to rzecz gustu.
Reasumując, gdy zwracamy uwagę na własny stan dojrzałości lub jej brak, każdy z nas może zauważyć, iż nie jest z nami wcale tak źle, jakby się czasami wydawało. Owszem, bywamy niedojrzali, ale, przecież, każdy z nas ma w sobie jakąś i dojrzałą część. Zresztą, nie każda nasza decyzja wymaga pełnej dojrzałości. Czasami, by doświadczyć, trzeba zwyczajnie w coś wejść, zmoczyć się, upaść na tyłek lub dostać klapsa, co jest najczęstszą oznaka niedojrzałych posunięć. Jednak, pomyślcie, jak inaczej rozwiniemy świadomość? Słuchając jedynie cudzych opowieści? Przecież wiadomo, że się nie da.
Co zatem zrobić? Doświadczać i dojrzewać, pomagając przy okazji dojrzewać przy nas naszemu otoczeniu. Jak długo to potrwa? To już zależy od nas. Jedni z nas dojrzeją bardzo szybko, inni będą się ociągać. Każdy jednak musi sam tego doświadczyć i to jest w tym najlepsze.

2018-05-10

Codzienność głębiej rozumiana

Czasami nam się wydaje, iż skoro my coś rozumiemy, inni też powinni to rozumieć, ba, nie tylko rozumieć, ale wręcz widzieć to, i to dokładnie w ten sam sposób. Podobnie dzieje się z widzeniem własnego poziomu rozwoju.

Gdy dochodzimy do jakiegoś etapu i zaczynamy widzieć świat w jaśniejszy sposób, nagle stwierdzamy, po co to wszystko, wystarczy BYĆ: totalnym, w jedności, świadomym, Tu i Teraz i wszystko ładnie pięknie. Zapominamy tylko o jednym, iż to, czym jest to, owo BYĆ, zrozumieliśmy tylko my, inni zaś mają przed sobą jeszcze pewną drogę, by do tego poziomu dotrzeć. Co nie oznacza oczywiście, że nasza droga i zadania już się skończyły, o czym przekonuje się każda osoba, która gdzieś dotarła, choć tak to może być postrzegane, a przynajmniej takie istnieją w tej tematyce wyobrażenia. 

Gdy docieramy do określonego, powiedzmy, dość wysokiego poziomu rozwoju i przez chwilę mamy okazję cieszyć się stanem, który wtedy osiągamy, mówimy naszemu potoczeniu, nie martw się, żyj, ciesz się każdą chwilą. I nam się wydaje to łatwe. No właśnie, nam. Bo otoczenie wcale tego tak nie widzi. Owszem, chwyta wtedy światło, które z nas wypływa, czerpie z nas inspirację, jeśli potrafi to robić i to się chwali, ale i tak każdy musi wrócić do swojej codzienności i uzdrowić wszystko, co wciąż pozostaje do uzdrowienia. Zresztą, my także dalej wędrujemy i poszerzamy swoją świadomość, wykonujemy kolejne zadania. I nie ma w tym nic ani wyjątkowego, ani złego, odbywa się to po prostu w większej skali. Dla wielu może to być oczywiście postrzegane w kategorii większej wyjątkowości, ale, patrząc na to obiektywnie, praca, to praca, kolejny krok, jest tylko kolejnym krokiem. Codzienność dalej jest codziennością. Inaczej się ją widzi, ale nadal się w niej jest. 

Zatem, miłego dnia w tej naszej codzienności. Miłego dnia kochani.

2018-05-10

Cel własnego rozwoju

Nie ważne za czym/kim podążasz, bowiem, to za czym/kim podążasz, zawsze sprawi, iż będziesz chciał się rozwijać, wzrosnąć do poziomu, gdzie będziesz już to mieć, będziesz już w tym stanie, będziesz taki, jak osoba, której poziom chcesz osiągnąć, będziesz odczuwać to, co chcesz odczuć. 

Z jednej strony może wydawać się to piękne, ale z drugiej może przerażać, bowiem, nie zawsze to, za czym chcemy podążać, wybieramy świadomie, choć nawet wtedy, gdy nasz wybór jest mało świadomy, nawet wtedy się rozwijamy. Rozsądek także nie ma tu nic do rzeczy, bowiem lekcje pokory, które ponosimy, gdy rozsądek zawiedzie, potrafią wpłynąć na nasz rozwój bardzo pozytywnie. Nabieramy wtedy po prostu doświadczenia i życiowej mądrości. 

Ci, którzy świadomie stawiają sobie na drodze cele, które mają ich motywować do rozwoju, starają się je równie świadomie osiągać. Takie osoby wiedzą po prostu, czego chcą i osiągają to, traktując każde wyzwanie, trudność, jako element swego rozwoju. Pozostali się męczą, w mniejszym lub większy stopniu, ale męczą. Najbardziej sami ze sobą, czasami zwalają winę na innych, że ich opóźniają, ale to niczego nie zmienia, nadal się męczą. I jakież jest to rozwojowe. Aż człowiek ma ochotę się uśmiechnąć, widząc, jak wielkie wyzwanie postawili sobie na drodze inni. Nie oznacza to, że nasze zadania są mniej ambitne, czasami aż nadto, męczyć się także potrafimy i to ze wszystkim dokoła, nie mówiąc o sobie. I to jest nasz rozwój. Nie omija nas w żadnym momencie. Jakim zaś tempem dojdziemy do wymarzonego poziomu, cóż, tu już bywa różnie, bowiem, jedno życie dla wielu, to naprawdę za mało, ale, co to w sumie za problem? Przecież i tak w końcu dojdziemy tam, dokąd zmierzamy, pozostaje tylko pytanie, kiedy? A to już zależy od wielu czynników, niekoniecznie tylko i wyłącznie od nas, przynajmniej nie do chwili, w której nie wykształcimy sobie własnej woli, przynajmniej na tyle dużej, by mieć poczucie, iż o czymś decydujemy. To już jednak inna historia.

2018-04-24