Blog


Zmiana we własnym myśleniu

Przekonani do swoich racji, potrafimy tkwić w nich bardzo głęboko, walcząc z każdym, kto choćby w minimalnym stopniu, byłby w stanie nam je podważyć. I nagle pojawia się sytuacja w życiu, która udowadnia nam, że się mylimy. To, w co wierzyliśmy okazuje się nie mieć sensu, to, co wyznawaliśmy, okazuje się być bez znaczenia, tam, gdzie jeszcze tkwkiło w nas przekonanie, iż to właśnie jest to, znajdujemy rozczarowanie.
Pojawia się strach, strach przed zmianą, przed przyznaniem, że się pomyliliśmy i najsilniejszy, przed rozpoczęciem czegoś od nowa. I nie chodzi o całe życie, a często o zmianę jakiegoś sposobu myślenia.
Szarpiemy się, przekonujemy, szukamy na nowo potwierdzenia słuszności swoich racji, usprawiedliwienia swoich wyborów, bo, przecież nie mogliśmy się mylić. Nie aż tak. A jednak.
Patrzymy na życie, na miejsce, gdzie w nim dotarliśmy i często się zastanawiamy, gdzie popełniłem błąd? Przecież chciałem dobrze? Ale, czy aby na pewno chciałem dobrze? A jeśli już, to dla kogo? Komu tak naprawdę chciałem sprawić w życiu przyjemność? Komu cały czas ulegałem, choć często nie podobało mi się to, co ta osoba robiła, to, w jaki sposób mnie traktowała, to, jak się do mnie zwracała?
Patrzymy na swoje życie i możemy tak patrzeć długo, bo to wcale nie oznacza, iż cokolwiek złego dostrzeżemy w swoim myśleniu lub postępowaniu. A jest to podstawa zmiany. 
To właśnie nasze błędne myślenie, wyrządza nam w życiu najwięcej szkody. I wystarczyłoby tylko je skorygować, i przestać tak uparcie całemu światu udowadniać swoją rację, ale, no właśnie, wtedy trzeba by było przyznać, że się jej nie miało.
Ciekawe, że to, czego najmniej rozumiemy, zawsze wydaje nam się jedyne, słuszne i prawdziwe. Na szczęście, życie potrafi to naprawdę pięknie skorygować. I czegóż chcieć więcej?

2018-01-25

Emanujące światło

Gdy widzimy piękną rzecz, bez względu na to, czy nas na nią stać, zwykle chcemy ją mieć w swoim posiadaniu. Podobnie dzieje się z naszymi relacjami, widząc w jakiejś osobie światło, piękno lub jakiś inny rodzaj energii, która nam się podoba często chcemy ją posiąść, mieć na własność lub chociażby mieć do niej stały dostęp. Osoby, które rozwijają się duchowo lub w inny sposób, często mogą zauważyć, jak silnie wrasta popyt na ich energię, gdy tylko dotkną w sobie jej źródła. Stają się przyjemne dla otoczenia, a my lubimy to, co nam sprawia przyjemność lub syci nasze zmysły. Lubimy się tym karmić, wystawiać swoją twarz, niczym do słońca. I nie ma w tym też niczego złego, o ile jedna i strona strona godzi się oczywiście na taką wymianę, co już bywa kłopotliwe. Bowiem, jedna i druga strona mogą równie mocno przegiąć, gdy jedna zaczyna na siłę razić innych swoją radością, w jej wyobrażeniu ,,miłością" lub czymś innym, czyniąc z tego często swoją życiową misję, druga zaś wykazuje się często sprytem, starając się zawłaszczyć energię pierwszej, manipulować nią, skłaniać do uległości, by dostać jej więcej niż ta pierwsza chce jej dać. I tu pojawia się problem, który łatwo możemy dostrzec, w przegięciu własnego lub cudzego zachowania. 
A, że, cudze przegięcia łatwiej jest dostrzec, swoje zaś najtrudniej, dlatego też, częściej chcemy naprawiać intencje naszego otoczenia, własne...jakie własne? My zawsze chcemy dobrze. Nieprawdaż? 
Dlatego też, gdy już rozpoczniecie własną, wewnętrzną przemianę, gdy zaczniecie porządkować swój wewnętrzny i zewnętrzny świat, sami zobaczycie, jak wielu energiom daliście złudną nadzieję, chcąc oczywiście jak najlepiej dla nich, to pozostaje bezsprzeczne;), i jak wielu z tych, którzy chcą mieć was na własność, wcale nie patrzy w waszym kierunku, tylko w kierunku tego, czym pragną się w was sycić.
To zaś, czy będziecie chcieli tym emanować dla otoczenia, pomimo licznych manipulacji, z którymi się naturalnie zetkniecie, pozostaje już w waszej gestii. Pamiętajcie, że naturalnie emanujące z was światło, nigdy nie straci choćby grama z tego, co już wypromieniowało, bez względu na ilość wpatrzonych w was oczu.

2018-01-25

Przejrzystość myśli

Im bardziej przejrzyste stają się moje myśli, tym lepiej mogę zrozumieć siebie, mogę też łatwo dostrzec to, co poprzez nie kreuję. Podobnie jest z moimi intencjami, im czystsze się stają, tym bardziej przejrzyste staje się moje życie, relacje, praca. Dzięki temu, z łatwością odkrywam prawdziwy stan, w którym jestem, a wtedy pojawia się zrozumienie. 
Żyjąc w stanie zagmatwania, wydaje nam się, że owo zagmatwanie jest naszym życiem i tak się też dzieje. 
Nawet nie zauważamy, jak wiele nas wtedy ogranicza, nie dostrzegamy też tego, w co zamieniamy swoje życie, siłując się już nie tylko ze sobą, ale i z całym otaczającym nas światem. Szukamy sposobu, by się z tego wyrwać, szarpiemy się, ale to nic nie daje, nasze zagmatwanie wydaje się nie mieć końca, nie widać też z niego wyjścia. Nam, natomiast, coraz trudniej jest patrzeć na własne życie, siebie, na nasze ralecje, na naszych bliskich, jakby wszystko, co nas otacza było jedynie dowodem naszych win. Ale się nie poddajemy, walczymy i jeszcze bardziej gmatwamy swój los, powtarzając sobie, jeszcze nie przegrałem, to jeszcze nie koniec. Muszę wstać i walczyć dalej. Muszę znaleźć na to siły. Nie mogę się poddać, bo jak się poddam, to będzie mój koniec. I czasami, tu właśnie znajdujemy rozwiazanie, w chwili, gdy coś w naszym życiu dobiega już końca. Gdy czujemy, że nie da sie tego uratować, gdy musimy ogłosić swoją przegraną. Boli. Czasami boli jak cholera, gdy trzeba się cofnąć, porzucić stary tok myślenia i zacząć na nowo składać swój świat. Ale, to właśnie wtedy dostajemy tę jedyną, cudowną szansę na to, by go poskładać w bardziej mądrzejszy sposób, by go uczynić bardziej jasnym i przejrzystym, byśmy sami mogli widzieć w nim, co i gdzie się znajduje. Byśmy w końcu mogli dostrzec jego szczegóły.
Czasami warto pomyśleć, nadać myślom jasny ton, byśmy nie tylko dla siebie stali się zrozumiali, ale dla innych.

2018-01-25

Moja własna przestrzeń

Nie ważne, jak wiele osób będzie Ci towarzyszyć w życiu, jak bogatą stworzysz przestrzeń wokół siebie, w drodze do poznania swojego Ja, podążać będziesz zawsze sam. To niezwykła podróż, choć na początku możesz poczuć strach. Doświadczysz także po wielokroć zniechęcenia, każda przeszkoda będzie się wydawać nie do przejścia, każdy problem możesz traktować, jak przeciwność losu, ale będziesz iść dalej, nabierając coraz większej świadomości, by w końcu poczuć radość, właśnie wynikającą z samotności, która wyda Ci się najlepszą na świecie. To, co na początku wydawało Ci się niemożliwe, teraz stanie się mało istotne. Poczujesz wolność i docenisz to, że nikogo tu nie ma oprócz Ciebie, nikt Ci nie zawraca głowy, nikt Ci nie przeszkadza, choć cały świat wokół Ciebie nadal będzie brzęczał, czyniąc rzeczy mniej lub bardziej ważnymi. Ty, pozostający sam w sobie, poczujesz w końcu przestrzeń, Twoja radość rozbrzmi w końcu w Tobie i będziesz ją wyrażać w każdy, możliwie swobodny sposób. Jeśli będziesz mieć ochotę tańczyć w sobie, będziesz tańczyć, jeśli będziesz mieć ochotę śpiewać, będziesz śpiewać. Odkrycie swojej własnej przestrzeni, wolność, swoboda, której doświadczysz, to jest właśnie to, co pozwoli Ci na doznanie bycia sobą. Doświadczysz stanu, którym jesteś. 

2018-01-25

Wypełniając szczęściem siebie.

Szukając szczęścia na zewnątrz wierzymy, iż uszczęśliwi nas każde spełnione pragnienie. Poszukujemy więc pośród przedmiotów, ludzi, miejsc, scen i różnych sytuacji wierząc, iż warto ich szukać, by choćby na chwilę je poczuć.
Gdy zaczynamy rozumieć, czym ono jest, zaś nasza uwaga skieruje się do wnętrza, uszczęśliwi nas nawet mrugnięcie własnego oka, najdrobniejszy gest, który wykonamy.
Uzależniając szczęście od świata zewnętrznego, wciąż będziemy go pragnąć i poszukiwać w innych. Odnajdując w sobie jego źródło, uczynimy szczęśliwym świat dokoła siebie.

2017-10-23

Galeria handlowa, godziny szczytu.

Staję przed jedną z witryn, zastanawiając się czy wejść, czy rzeczywiście w tym sklepie jest coś, co chciałabym kupić, gdy nagle obok staje jakieś małżeństwo z sześcioletnim chłopcem. 
- Mamo, już wypiłem sok, gdzie jest kosz? - pyta chłopiec.
Matka dyskutuje o czymś z mężem nie zwracając uwagi na dziecko. Gdy chłopiec ponawia pytanie, odtrąca go, jakby odganiała się od muchy i dalej rozmawia żywo z mężem. - Mamo, chcę wyrzucić tylko tę cholerną butelkę - mówi pełnym żalu głosem chłopiec.
- Kosz stoi tam - wskazuję chłopcu miejsce, gdzie ustawione są kosze na różne odpady i uśmiecham się do niego ciepło.
- W końcu ktoś mnie widzi - mruczy niezadowolony chłopiec i odrywa siłą rękę, z matki dłoni, by iść wyrzucić butelkę po napoju.
Przyglądałam się chwilę scenie, obserwując, jak chłopiec powraca do rodziców, zajmując grzecznie swoje miejsce i przyszła mi do głowy mała refleksja na temat tej sytuacji. Ile z tego, na co patrzymy rzeczywiście dostrzegamy? 
Budujemy naszą rzeczywistość z wybranych form, które nas w jakiś sposób zaciekawiły, ale, ile tak naprawdę z tego, z czego zbudowaliśmy swoje życie zauważamy?

2017-10-23

Perspektywa wobec własnego życia

Niekiedy nasze życie jest tak rozpędzone, iż musi zdarzyć się coś nieoczekiwanego, byśmy się zatrzymali w miejscu i zastanowili, czy aby zmierzamy we właściwym kierunku? Zwykle nie lubimy takich chwil, przypominają bowiem zderzenie z murem, a im bardziej jesteśmy rozpędzeni, tym boleśniejsze bywa zderzenie. Mało kiedy też tworzymy wystarczającą perspektywę wobec własnego życia, by móc dostrzec, jak wiele kolizyjnych kursów obraliśmy i choć czasami przeczuwamy, że to, co robimy może zakończyć się źle, mało kiedy jesteśmy w stanie przeciwstawić się samym sobie, by zmienić własne myślenie, Ci zaś, którzy tego dokonali lub właśnie w tym momencie dokonują doskonale wiedzą, jak trudno jest powiedzieć sobie STOP, a jeszcze trudniej nadać sobie właściwy kierunek, bez strachu, iż będzie on podobny do poprzedniego.

Co zatem wami kieruje? Ufacie, wierzycie, a może świadomie wyznaczacie sobie cel i do niego zmierzacie. A co wtedy, gdy zderzenie następuje pomimo wiary? Intuicja zawiodła, siły wyższe nie znalazły do was dostępu? Czy to w sobie zawsze widzicie problem.

Czym się kierujecie w życiu?

2017-10-23

Przestrzeń

Tworząc przestrzeń dla siebie zastanów się, czy potrafisz świadomie tworzyć miejsce, w którym chętnie chcą przebywać inni?

Jaki jest naprawdę Twój świat? Jest tylko Twój? A może w ogóle Cię to nie interesuje, każdemu pozwalasz w nim zamieszkać, każdy może zrobić w nim, co tylko zechce.

Przyjrzyj się, cały czas ktoś cię otacza, jednych nie zauważasz, inni, jak najbardziej zwracają Twoją uwagę. Jedni Ci się podobają, inni wręcz przeciwnie, jacyś tacy dziwni. Jednymi chętnie byś się otoczył, innych pewnie byś popędził.

To Ty decydujesz…ale czy na pewno?

2017-10-05

We własnym wnętrzu

Jeśli chcesz zrozumieć świat, najpierw musisz zrozumieć samego siebie. Bez zrozumienia swojej własnej natury nie zrozumiesz natury świata.

To, co widzimy dokoła siebie jest jedynie odbiciem tego, przez co przechodzi światło w nas samych. W ten sposób tworzymy obraz samych siebie na zewnątrz, dzięki czemu możemy widzieć samych siebie patrząc i przyglądając się temu, co nas otacza.

Nie wszystko jednak chcemy widzieć, nie wszystko jest miłe dla naszego oka, a mimo to widzimy to. To także jest nasz obraz, obraz naszej nieświadomości, ukazujący nam stopień naszego niezrozumienia, dla tego, co widzimy.

Światło, które wypływa z naszego wnętrza dąży do tego, by nie znajdować na swej drodze żadnego oporu. To, od czego się odbija, nie tylko zatem ukazuje mu jego własny obraz, ale i każdy stopień zakłócenia.

Światło, które przepływa przez rzeczywistość, bez zakłócania jego przepływu, tworzy czyste pole świadomości, co zatem widzimy, gdy mówimy, iż dostrzegamy świat dokoła nas, ano właśnie zakłócenia, które wytwarzają różne siły, oddziałujące na te pole.

To na czym zatrzymuje się zatem nasz wzrok, tworzy powierzchnię lustra, czyli granicę naszej rzeczywistości. Ale, pomiędzy granicą a naszym wewnętrznym Ja, z którego postrzegamy daną rzeczywistość istnieje wiele płaszczyzn, gdzie możemy dostrzegać różne stopnie zakłóceń.

Zanim jednak nasz rozwój pomoże nam osiągnąć punkt, z którego będziemy mogli swobodnie obserwować samych siebie i rzeczywistość, nasza uwaga doświadcza wielu stanów rozproszenia, czyli, najsilniejszych stopni zakłóceń, które tworzą wrażenie oddalenia od wewnętrznego Ja. I choć cały czas je przecież wypowiadamy, mówiąc: Ja jestem, Ja robię, Ja czuję, Ja widzę, poczucie Ja wydaje się być dalekie, jakby pomiędzy tym, co czujemy a mówimy istniało coś, co nie pozwala nam odczuwać tego całym sobą.

Dopiero w chwili, gdy zaczynamy spowalniać do prędkości tego, co zakłóciło w nas przepływ światła, możliwym staje się zrozumienie zarówno natury światła, jak i tego, co je zakłóca, tworząc rzeczywistość-przestrzeń w której możemy badać owe zakłócenia. Zabawy zatem mamy co nie miara, obserwując siebie, naturę rzeczy, które tworzą rzeczywistość, doświadczając przy okazji całej ścieżki zakłóceń, jak i powrotu do wewnętrznej harmonii, gdy nasze Ja powraca do pierwotnego stanu czystości, co może zająć sporo wcieleń.

Inaczej jednak postrzega się to z poziomu, gdy doświadczamy najsilniejszego stopnia zakłóceń i czujemy się wplątani w koło inkarnacyjne, a inaczej już z punktu, gdy doświadczamy stanów wyzwolenia z karmy. Wtedy też możemy dostrzec sens tego, czego doświadczyliśmy wcześniej, jak i doskonałość każdego ze stanów, którego doświadczyliśmy, ujrzeć jego czystą formę. W ten sposób wracamy do punktu obserwacji, nieangażowania uwagi na to, co zakłóca dany stan. W ten sposób nasz wewnętrzny świat znów staje się czysty, my zaś stajemy się na powrót tylko własnym Ja. 

2017-05-30

Momenty, które odmieniają życie

Nazywam je chorągiewkami zdarzeń, czyli punktami, w których nasze życie może odwrócić się o sto osiemdziesiąt stopni, a których każdy z nas doświadcza przynajmniej kilka razy w swoim życiu.

Niektóre z nich są pojedynczymi wydarzeniami, ale zdarza się, że czasami mijamy wręcz cały zakręt i wtedy, w naszym życiu dzieje się rewolucja, przemiany zaś doświadczamy na każdym jednym poziomie życia. I choć możemy się przed tym bronić, krzyczeć: ja nie chcę, nie unikniemy zmian. Jednakże, gdy spojrzymy na to, co się dzieje z trochę innego poziomu, możemy dostrzec plusy i zauważyć to, co naprawdę doprowadziło nas do tego momentu. Nie oznacza to od razu, że coś z tym zrobimy, zmienimy swoje intencje lub dokona się w nas przemiana duchowa. Nie jest to oczywiście wykluczone, ale zdarza się to niezwykle rzadko. Na pewno jednak sytuacja da nam do myślenia i choćby na trochę a zatrzyma nas w miejscu, byśmy zastanowili się nad sobą, swoim postępowaniem i nad dalszym życiem.

Zdarza się też, że zamiast się zastanowić nad sobą, idziemy na żywioł. Krzyczymy, szarpiemy się z sobą, otoczeniem lub przenosimy na kogoś złość, obwiniając tę osobę o to, co się dzieje w naszym życiu.

Jest to dla nas trudny moment, ale nie ważne, jaki jest udział w tych wydarzeniach osób trzecich, w każdym jednym przypadku, zgoda popłynęła od nas. Nie ważne też, że wyraziliśmy ją nieświadomie. To nas nie usprawiedliwia. Stało się. Obwinianie innych też nic nie da, może co najwyżej pomóc nam rozładować złość, wypłakać się, wyżalić i tyle.

Trudne momenty zdarzają się i raczej nie ma osób, które ich nie doświadczają. To część życia i trzeba się do nich przyzwyczaić, choć przecież nie to ważne, co się dzieje, a to, jak my sami do tego podchodzimy. A im mądrzej i rozsądniej do tego podchodzimy, tym większa pewność, że wstaniemy, otrzepiemy się, wyciągniemy z tego, co się wydarzyło wnioski i pójdziemy dalej, doceniając nie tylko swoją postawę, ale i samo doświadczenie, jako coś, co uczyniło nas mądrzejszymi. 

2017-05-25

Ujarzmić samego siebie

Proces wewnętrznej przemiany może wydawać się bardzo trudny i rzeczywiście tak bywa, nawet dla osób, które poświęcają lata na wykształcenie siły swojej woli, co niestety, ale powoduje, iż można się naprawdę mocno sfrustrować w pracy nad sobą. Szczególnie, gdy okazuje się, iż to my jesteśmy swoimi największymi wrogami zaś to, co przypisywaliśmy jako główny powód innym jest tak naprawdę tym, co sami sobie wykreowaliśmy.

Jednym z ciekawszych programów, z którymi przyszło mi się zmierzyć było uczulenie pokarmowe i niemożność trawienia wielu pokarmów, co było dość frustrujące, choć tak naprawdę chroniło mnie przed skłonnościami do spożywania niezdrowych rzeczy. A takie skłonności przeniosłam nie tylko z poprzednich wcieleń, ale i na wszelki wypadek wybrałam sobie rodziców, którzy mieli dość kontrowersyjne nawyki i to nie tylko żywieniowe, od palenia papierosów zacząwszy (tata) po jedzenie surowego mięsa (tatary i podobnego typu jedzenie, mama). Oczywiście moje nawyki były odrobine inne, bowiem, ja znów lubiłam słodkości. Nie mogłam ich zaś jeść, bo większość z nich była wytwarzana na bazie mleka, na co miałam uczulenie, tak więc mając silną skłonność do jedzenia słodyczy, sama na siebie ukręcałam bat, by ich nie jeść, bo przecież nie trawiłam laktozy. A, że skłonności wcale nie znikały pomimo niemożności spożywania produktów mlecznych, wysypką informowałam samą siebie, obwieszczając przy okazji światu moją głupotę, iż dany produkt spożyłam.

Gdy się temu przyjrzałam, okazało się, że wcale nie jestem uczulona na produkty mleczne, a na własną głupotę. Niestety, na cudzą także.  

Pięknie. Nie dość, że denerwowała mnie własna głupota, to jeszcze tępiłam ją publicznie, w sposób dość uciążliwy, za pomocą swędzącej wysypki. Co zaś prowadziło do smutnego wniosku, że stałam się zwyczajnie ofiarą własnego perfekcjonizmu. Mi nie wolno było przecież mieć wad.

Inni mogli, tylko nie ja. Inni mieli prawo do popełniania błędów, tylko nie ja. Wymagano ode mnie, bym była poważna i odpowiedzialna, bym dawała przykład.

Nie ma jak chory własny umysł i otoczenie, które jeszcze wzmacnia w nim ten program.

Myślicie, że łatwo poszło pozbycie się tego programu? Nic bardziej mylnego. Gdy tylko ruszałam coś na jednym poziomie, od razu wychodziło coś na kolejnym. Jakby cała dusza była nim zainfekowana. Nawet teraz zdarza mi się odnajdywać jego działanie, a przecież to, co tak usilnie często staramy się ukryć przed innymi jest jedynie doświadczaniem swej negatywnej strony w duszy.

Nie da się przejść życia nie doświadczając skutków działania różnego rodzaju programów: głupoty, naiwności, strachu, leków itd. W ten sposób się uczymy, traktowanie więc tego, co nas obciąża jako powodu do wstydu może uniemożliwiać nam tak naprawdę wyjście z tego, co nas obciąża.

Dystans do siebie? Oj warto nad nim czasami popracować. Polecam. Bywa pomocny w duchowym rozwoju. Pozwala nie tylko spojrzeć na wszystko z dużej odległości, ale i nabrać właściwego oglądu tego, co się dzieje. A jest to niezbędne, jeśli naprawdę chcemy dokonać w sobie przemiany.

2017-05-24