Blog


Odwaga i jej cienie

Nie wszyscy ją mamy, a jeśli już się pojawi, nie zawsze potrafimy z niej mądrze korzystać. 

Odwaga. 

Niby to takie proste, gdy słyszymy: nie bój się, odważ, zrób to, do dzieła, dasz radę, a w nas wszystko się skręca ze strachu. Żołądek podchodzi nam do gardła i robimy krok w tył. Nie zawsze oczywiście, bowiem zdarza się, że kieruje nami brawura i wtedy robimy coś bez zastanowienia, ale wystarczy, iż mamy w pamięci choć jedno zdarzenie, gdy dostaliśmy odmowę, gdy nas odtrącono, gdy nam się nie udało czegoś dokonać, a nasza reakcja już nie jest tak pewna, zaś to, co się pojawia działa jak sygnał alarmowy, który mówi: uważaj, to znów może się powtórzyć.

Ci, którzy doświadczyli odmowy lub przegranej po wielokroć i się nią przejęli, w swojej postawie zachowują w późniejszym okresie dużo więcej ostrożności aniżeli ci, którzy potraktowali to jedynie jako wyzwanie dla swojej mocy. Nikt się przecież nie chce po raz kolejny sparzyć, choć, jeśli na coś się rzeczywiście uprzemy, to i nie straszna nam odmowa. Zależy też, gdzie i w jakich okolicznościach jej doświadczamy. 

Ktoś. Kto podchodzi do egzaminu na prawo jazdy po raz kolejny, a jest uparty, będzie traktować to, jak wyzwanie. Gorzej, gdy sprawa dotyczy bardziej osobistego życia i uczuć. Odmowa przyjęcia pierścionka zaręczynowego przez kobietę, może zrazić mężczyznę do małżeństwa i to na całe życie. Co nie oznacza, że dla kobiety, ta sytuacja, też nie mogła nosić traumatycznych znamion. Mogła i kobieta, nosząca w sobie pamięć złych doświadczeń, związanych z małżeństwem, nie tylko z obecnego wcielenia, może zwyczajnie nie chcieć już ich powtarzać. 

Co nas zatem może pozbawić odwagi? Ano wszystko, czemu dajemy do tego prawo. W zasadzie, w grę wchodzi każda okoliczność, w której bierzemy udział, gest drugiej osoby, słowa, postawa, mimika, zachowanie, a nawet spojrzenie, wszystko, w czym ulokowaliśmy jakąkolwiek nadzieję. Sami także możemy się jej pozbawić, gdy widzimy na przykład, jak wielu przed nami się nie udało. Na szczęście dysponujemy energią, którą nazywamy determinacją. A im więcej w nas determinacji, tym większy upór i silniejsza wola, by przełamać wszelki opór i lęki. Oczywiście, nie oznacza to od razu, że przybyło nam rozumu, czasami wręcz przeciwnie, nasz upór, gdy nie uczymy się na cudzych błędach, prowadzić może nas prosto do porażki, jak tych przed nami. Kto by jednak zwracał uwagę na cudze błędy. My jesteśmy przecież mądrzejsi? Prawda?

Podsumowując. Czegokolwiek byśmy nie napisali o odwadze, naszym zadaniem jest ją kształtować w sobie mądrze, mądrze też wypełniać jej przestrzeń świadomością. Bo jak się okazuje, nie jest wcale tak łatwo się nią posługiwać. Potrafi bowiem współdziałać z każdą inną energią i działa zarówno wtedy, gdy kieruje nami głupota, jak i wtedy, gdy kieruje nami rozsądek. Co oznacza, że potrzebujemy jedynie wzmocnić swoją wolę, świadomie ustalać intencje i do dzieła. 

2018-04-12

Tuż obok siebie, a jednak we dwoje, czyli o wspólnej podróży przez życie.

 
Oczekiwania, które stawiamy wobec siebie nawzajem potrafią zniechęcić do siebie wiele par. Czasami są tak duże, iż sami zaczynamy mieć wątpliwości, widząc, iż nie sprawdza się to, co sobie wymyśliliśmy, wymarzony partner/partnerka się nie pojawia, a Ci, których przyciągamy rozczarowują nas coraz bardziej. Niektórzy upatrują wtedy winy w sobie, pytając, co jest ze mną nie tak? Inni widzą jedynie winę w drugiej stronie, bo taki, bo siaki, bo nie tak patrzy, siedzi, stoi, mówi, bo nie ta energia duszy, bo niżej wibracyjny, bo mnie ściągnie na jakieś dno, bo się przy nim nie rozwinę...mnożyć tak można bez liku. Problem jednak pozostaje, a nasza samotność wzrasta. I nawet wtedy, gdy się decydujemy na dany układ, związek bądź relację, wielu z nas wciąż pozostaje w rozczarowaniu. Partner/partnerka, jest, owszem, ale jakieś to takie...nijakie?
Patrzymy na siebie nawzajem, w takim układzie i wielu z nas zastanawia się, co ja tu robię? Dlaczego nie poszukam kogoś, przy kim będę mogła/mógł się rozwijać.
Jednakże, czy partner rzeczywiście jest nam potrzebny do rozwoju? Owszem, miło jest wzrastać obok siebie, ale to i tak się przecież odbywa, w różnym tempie, ale odbywa. Ba, tempo partnera potrafi być tak powolne, iż kilka razy bylibyśmy w stanie przebyć tę samą trasę. Zdarza się, że tempo rozwoju naszego partnera/partnerki jest wręcz szybsze od naszego, tylko, czy ja się mam z nim/nią ścigać? Czy raczej skupić na sobie, bo i tak przecież nie doścignę partnera/partnerkę, bo mam po prostu inne zadania, a tylko część związaną w jakiś sposób z nim. On także mnie nie doścignie, gdy idę własnym tempem, szanując jego tempo.
To, w jaki sposób podchodzimy do naszych relacji, wiele o nas mówi. Czasami wyolbrzymiamy siebie, czasami partnera. Czasami mamy dość, a czasami wręcz przeciwnie, łakniemy więcej i więcej. Czasami mówimy też nie, a czasami pozwalamy na zbyt wiele. Ale bywa też i tak, że zaczynamy rozumieć, czym jest relacja, zarówno w kontekście biologicznym, jak i duchowym. I wtedy, gdy opadną nam z oczu wszelkie zasłonki, stajemy pośrodku siebie, pozwalając sobie po prostu być obok partnera i jemu być obok siebie.

2018-04-11

Wychować, czy czekać aż dorośnie?

Nasze wybory potrafią równie mocno zaskakiwać nasze otoczenie, jak i nas samych, gdy nagle spoglądamy w stronę naszego partnera/partnerki i zastanawiamy się, czy aby coś nam się nie pomyliło i...co mną do cholery kierowało, by wybrać sobie tak niedojrzałą osobę na męża. Podobnie potrafi zareagować nasze otoczenie, rodzina, bliscy, gdy widzą, jak pchamy się w niedojrzały związek, gdy starają się nas powstrzymać, a my, nie, my musimy w to wejść. Nie słuchamy nikogo, bo jakaś część nas musi tego doświadczyć i już. 
Jeśli sprawa jest karmiczna, ok. jest to nasze zadanie, choć to wcale nie oznacza, że będzie łatwiej, wręcz przeciwnie, karmiczne związki bywają równie trudne, co te nowo rozpoczęte. I w jednych i w drugich trzeba się wykazać świadomością, mądroscią i rozsądkiem, inaczej, przeciągnie nam się to na kolejne wcielenia. A to wcale nie jest łatwe do przejawienia, szczególnie, gdy w zadaniu jest, by odtworzyć dawną nienawiść do siebie, zazdrość, złość, żal lub inny rodzaj trudnych emocji. I gdy już wszystko nam się odtworzyło, zadanie mówi, okaż mądrość, zmień postawę, odpuść...tak...odpuść - myślimy sobie w duszy. - Łatwo powiedzieć, gdy już mamy delikwenta na widelcu. I tu zaczyna się cała zabawa. Odpuścić, czy nie odpuścić? Być cierpliwym i powoli wychować, czy zająć sobą, bo po co się z kimś męczyć. A może tym razem nie odpuszczać?
Można się normalne zmęczyć przy tych zadaniach.

2018-04-10

Problemy wychowawcze w związku

Albo musisz być słaba, bo to się podoba silnym mężczyznom, albo musisz być silna, decydować za siebie i za nich, a często, dla siebie i dla nich. Dla całego otoczenia.

Nasza słabość rozczula mężczyzn, pozwala im się poczuć przy nas silnymi. Przyjmujemy wtedy rolę małej dziewczynki, zaspakajając przy okazji niedopełnione uczucia ojca. I do póki dwie strony się na to zgadzają, taki układ ról może przetrwać lata. Gorzej, gdy dziewczynka zaczyna w nas dorastać, buntować się, chcieć się bawić w coraz odważniejszy sposób. Druga zaś strona nie chce tej dojrzałości, próbuję zatrzymać w nas rozwój. Tworzy się konflikt. 
W odwrotnej sytuacji, gdy mężczyzna (chłopiec) szuka silnej kobiet, szuka w niej matki. Dwie strony, do pewnego momentu, wydają się być zadowolone z takiego układu sił. Gorzej, gdy chłopiec zaczyna dojrzewać, buntować się. Kobiecie zaś odpowiadała jego niedojrzałość, bo mogła nim sterować i nie zgadza się na jego dojrzałość. Zaczyna się konflikt.
Role, które odgrywamy względem siebie, są niezwykle ważne przy chęci zrozumienia, co się tak naprawdę dzieje w naszych relacjach. Gorzej z chęcią ich przemiany, wpłynięciem na zmianę dziewczynki w sobie, w dojrzałą kobietę. Przecież on to w nas lubi. Nam też to odpowiada, bo mamy jego troskliwość. A nie wiemy, czy nasza dojrzała postawa go nie przerazi.
Temat bardzo trudno, bo niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak bardzo jest ważny w rozwoju i tworzeniu zdrowych relacji. 
A dziś do przemyślenia kilka pytań: 
Jaką rolę odgrywam w swoim związku? 
Czy mój wiek biologiczny i wiek biologiczny mojego partnera, zgadza się z wiekiem psychicznym/duchowym? 
Czy ja naprawdę chcę, by mój partner/partnerka przy mnie dojrzał/a?
I najważniejsze pytanie: Jak go wychować, skoro już wzięłam sobie chłopca za męża? I czy my, kobiety w ogóle chcemy wychowywać naszych partnerów? Odwrotność nie ma znaczenia, bo ta sama sytuacja dzieje się w dwie strony.
A co z własną niedojrzałością, czy najpierw nie powinniśmy przypadkiem wychować siebie?
Pytań można mnożyc bez liku, spróbujcie jednak choć odpowiedzieć sobie na te, które podałam.

2018-04-09

Przekroczenie progu

Przekroczyłeś w życiu pewien próg, nic już nie jest takie samo, poczułeś w sobie zmianę i czujesz potrzebę dokonania też zmian wokół siebie. To, co wydawało ci się kiedyś takie zabawne, już cię nie śmieszy, to, co uważałeś za ważne, czym się kiedyś ekscytowałeś, zaczynasz uznawać za infantylne. Coś się w tobie zmieniło. Jeszcze nie potrafisz tego zdefiniować, ale czujesz wyraźną zmianę. Inaczej patrzysz na siebie, na świat, ludzi. Inaczej postrzegasz rzeczywistość. Przekroczyłeś próg.

Możesz nie mieć tego świadomości, nie jesteś jednak w stanie zaprzeczyć zmianom, szczególnie w sobie. Jakaś część ciebie może chcieć się cofnąć, może nie spodobać ci się to, co zaczniesz widzieć, możesz chcieć temu nawet zaprzeczyć. Nie zatrzymasz jednak zmian, którym podlegasz. Przekroczyłeś próg. Teraz rozpostrzyj skrzydła i leć. Po prostu leć.

2018-04-06

Życie we własnym śnie

Wielu z nas nie chce otrzeźwieć i spojrzeć na swoje życie z perspektywy, która ukaże prawdę, czy to o własnym nieudacznictwie, czy też o iluzji, w której chcemy żyć, wierząc, że stanie się to w końcu prawdą. Bo i po co mielibyśmy się chcieć obudzić ze snu i marzeń o wiecznej i spełnionej miłości, o szczęściu, spokoju wewnętrznym, nirwanie. Rzeczywistość nie jest dość przyjemna, by chcieć patrzeć na nią trzeźwym okiem, a własne życie…cóż, na nie najmniej chce nam się patrzeć. Wolimy swój sen, swoje marzenia, bo bez nich, nie dość, że by było nudno, to jeszcze pozbawilibyśmy się przyjemności. A dzięki temu, mamy szansę nie dopuszczać do siebie prawdy, oddzielać życie w naszych marzeniach, gdzie zawsze czujemy się spełnienie i szczęśliwi, od życia w rzeczywistości, gdzie nie jest już tak pięknie i różowo. Widząc zaś, jak trudno jest przenieść czasami wizję z naszych marzeń do rzeczywistości, wolimy tkwić w marzeniach. Tam przynajmniej zawsze jesteśmy szczęśliwi.

Miłego dnia kochani, a temat do przemyślenia.

2018-04-05

Granice

Dochodzimy do niej i jeśli ją przekroczymy, wiemy, że stanie się coś złego, albo, co gorsza, oszalejemy, puszczą nam nerwy, wybuchniemy płaczem lub zrobimy coś, czego będziemy później żałować.
Granice.
Lubimy je sobie stawiać, innym także, ale i lubimy je przekraczać, choć nie zawsze i nie wszystkie, przynajmniej nie te emocjonalne lub te, które spowodują, iż puszczą nam hamulce i spowodują, że sami się puścimy. Chociaż, to byłby najmniejszy problem, chyba że jesteśmy tak moralni, iż byłby to dla nas koniec świata. Oszaleć, też nie byłoby miło. Wybuchnąć...cóż, tę granicę chyba przekraczamy najczęściej, przynajmniej jeśli chodzi o płacz lub złość. I choćby człowiek już był święty, i emanował spokojem, i był cierpliwy, zawsze znajdzie się jakaś cholera, która pokaże mistrzostwo świata w prowokowaniu.
Cóż...zostaje pomruczeć wtedy...ommmm....

2018-04-04

Brzmienie duszy

Umiejętność słuchania i zachowania uważności podczas rozmowy, to w dzisiejszych czasach prawdziwa sztuka. W dobie, gdzie ilość rozmów, które czasami prowadzimy, szczególnie poprzez komunikatory, wzrosła wielokrotnie, zachowanie uważności podczas rozmowy z drugą osobą, stało się wręcz wyczynem. Ba, potrafimy rozmawiać jednocześnie z kimś przez telefon i odpisywać jednej lub kilku osobom, podtrzymując i owszem komunikację, nie mając świadomości, jak mocno jesteśmy w tym momencie rozproszeni, choć nam się wydaje, że skoro prowadzimy sensowną rozmowę, zachowujemy jakiś tam poziom uważności.

Co się takiego stało, że kontakt i chęć rozwijania jakiejś relacji stało się wręcz nudne. Nudzimy się naszym otoczeniem, nudzimy się też sami sobą i ciągle szukamy. Może ta osoba, może tamta, może tu znajdę odrobinę rozrywki, jakiegoś zainteresowania, może w tym środowisku odnajdę siebie, może ktoś mi coś ciekawego powie, ktoś zajmie na chwilę sobą moją uwagę.

Stajemy się z jednej strony otwarci, ale z drugiej strony wcale nie chcemy otwartości innych. Dlaczego? Bo nie chcemy słuchać o problemach innych ludzi. Dlatego też nasze rozmowy stały się pobieżne, płytkie. Gadamy o głupotach, o rzeczach ekscytujących, ale, czy zdarzyło się wam, tak naprawdę wczuć w drugą osobę. Wysłuchać jej do końca? Poczuć jej duszę?

Wierzcie mi, z wnętrza płynie często zupełnie inny przekaz niż to, co mówimy na głos. Dopiero wtedy można tak naprawdę poznać drugą osobę, gdy wyciszymy sami swoje myśli i posłuchamy jej brzmienia. Nie musi nam się oczywiście podobać, co tam ujrzymy, ale, czyż nie tego właśnie szukamy sami, by nas zaakceptowano, z naszym własnym, wewnętrznym brzmieniem.

A przecież wystarczy jedynie, by pozwolić się komuś przy sobie rozluźnić, a odkryje cały skarb swojego wnętrza. Wystarczy się wsłuchać, najpierw w siebie, by nauczyć słuchać swojego brzmienia, a później w nasze otoczenie. Wystarczy nauczyć się słuchać. 

2018-04-04

Lustro, które widzę w Tobie

Nie zawsze nasze relacje układają się w sposób, w który byśmy sobie życzyli, by się układały. Ale też często nie dokładamy najmniejszych starań, by były takie, jakimi chcielibyśmy je widzieć. Nie zawsze też mamy ochotę na to, by nad daną relacją pracować, bo i po co, nie lepiej wymienić znajomego, partnera, koleżankę, przyjaciela na innego znajomego? Oczywiście, wietrzenie szafy bywa czasami konieczne, jednakże, czy wymiana rzeczy lub osoby na nową musi zaraz oznaczać, że coś się zmieni? Przecież my się nie zmieniliśmy, a może jednak, może to, że wymieniliśmy skład naszych znajomych jest właśnie oznaką zmiany, która się w nas dokonała? Oby, nie zawsze jednak tak jest, a często bywa wręcz odwrotnie. Wymieniamy, bo powtarzamy wciąż ten sam wzorzec, wciąż doprowadzamy do tych samych problemów, do tych samych sytuacji, wciąż prowokujemy te same postawy wobec nas. Ucieczka z relacji, nagłe zerwanie więzów, jest wtedy jedyną drogą, którą widzimy, jedynym postępowaniem, które, w naszym mniemaniu, może uchronić nas od kłopotów. I uciekamy, zrywamy więzy, nie chcemy więcej widzieć danej osoby w naszym życiu, bo jest zbyt wyraźnym lustrem, bo jej zachowanie jest zbyt niewygodne dla naszego wymuskanego mniemania o sobie. Bo po co męczyć się z kimś, z kim nawet nie możemy się porozumieć, po co też o daną relacje walczyć, skoro w nowej może być lepiej, po co coś uzdrawiać…a może jednak?

W którym momencie decydujecie się na zmianę, w swojej przestrzeni relacji? Musi ktoś was naprawdę mocno wcześniej wkurzyć? Czy robicie to z nudów? Częściej decydujecie się uzdrowić relację, czy od razu, won! A może macie tak dużą cierpliwość, iż długo dajecie sobie wchodzić na głowę, staracie się dla tej drugiej strony i doprowadzacie do ostateczności, a wtedy, nie ma, zmiłuj się.

Dziś temat nieco trudniejszy, ale wciąż pozostajemy w przestrzeni związków i relacji. To jak to jest u was?

2018-04-03

W swoim spojrzeniu

Nauczyliśmy się patrzeć na wszystko z zewnątrz, nawet na samego siebie. Tak też siebie samych oceniamy, zewnętrznie, poprzez wygląd, poprzez odbiór percepcyjny, marząc o tym, by dotrzeć do swojego wnętrza, do swojego wewnętrznego Ja, ale, czy ono jest rzeczywiście tak daleko, by się do niego modlić, kierować w jego stronę swoje pragnienie, marzyć o chwili, gdy spojrzymy na świat z jego poziomu. To co zatem robimy, gdy wypowiadamy swoje imię, gdy mówimy, Ja..., gdzie wtedy jest nasza świadomość? 
Wypowiedz na głos Ja, a później swoje imię i poczuj, gdzie wtedy jesteś. To takie małe zadanie na dziś.

2018-03-28

Uśmiech przez łzy

Jak myślisz, co może odczytać Twoje otoczenie z twojej postawy, jaki dziś tak naprawdę masz humor?

Udawanie miłego nie jest być może trudnym zajęciem, przyzwyczailiśmy się przecież do sztuczności, serwowanej nam na co dzień we wszelkich środkach przekazu. Sami także uśmiechamy się często do innych, skrywając w sercu ogromny ból, samotność, żal lub inny rodzaj emocji. Jednakże, choć nie mamy tego świadomości, tak naprawdę, w pierwszej kolejności, zawsze komunikujemy naszemu otoczeniu swój prawdziwy stan. Wysyłamy nieświadomie sygnał, który otoczenie odbierze szybciej aniżeli nasz świadomie wysyłany przekaz, nie wiedząc nawet, iż tak robimy. Nie oznacza to od razu, iż otoczenie zrozumie, co się z nami dzieje. Wręcz przeciwnie, najczęściej nasz podświadomy sygnał jest zbywany, przynajmniej przez większość, co także jest jakimś rodzajem reakcji, dającej nam do zrozumienia, iż inni, za przeproszeniem, mają gdzieś, w jakim dziś jesteśmy nastroju. Bo kogo może obchodzić nasz nastrój i dlaczego ma w ogóle obchodzić nasze otoczenie. Dlaczego inni mają chcieć dbać o to, by było nam dobrze?

Gdyby do naszej świadomości dotarło w końcu, jak ważnym jest, by nasze otoczenie kwitło wokół nas, nasze podejście do własnego nastroju i nastroju otoczenia mogłoby się mocno zmienić, ale to tylko marzenie. Chociaż, w sumie coraz więcej ludzi dociera do tej oczywistej prawdy, iż to nasze otoczenie determinuje nasz rozwój, a skoro tak jest, to i mój rozwój, moja postawa, mój nastrój determinuje lub hamuje rozwój mojego otoczenia.

Tu wypadałoby sobie zadać pytanie: jaka/jaki zatem tak naprawdę jestem dla mojego otoczenia? Czy moje otoczenie może się obok mnie swobodnie rozwijać, czy wręcz przeciwnie, hamuję rozwój moich bliskich, bo wygodnym jest dla mnie jest, by inni tkwili na moim poziomie przekonań.  Czy jest to tylko moje przekonanie, że moja postawa wpływa na rozwój innych, a tak naprawdę projektuję na nie moje lęki, pragnienia, wstyd lub inny rodzaj emocji, czy potrafię jednak dostrzec w moim otoczeniu pozytywne oddziaływanie mojej własnej energii. A co z moim otoczeniem? Kogo do siebie tak naprawdę przyciągam? Osoby, które mnie motywują do rozwoju, czy wręcz przeciwnie, takich, którzy się na mnie uwieszają, którzy mnie hamują lub robią wszystko, bym tylko nie posunęła się do przodu, w rozwoju świadomości, choćby o krok. Bo, co wtedy? Porzucę ich, zobaczę prawdę o ich zamiarach i intencjach? A może to ja się boję, by to inni nie zobaczyli prawdy na temat moich własnych intencji?

Rozejrzycie się proszę dokoła siebie i odpowiedzcie sami sobie, kim się otaczacie? Hamulec czy motywacja? Spójrzcie też na siebie samych, jacy wy jesteście dla swojego otoczenia, jakie środowisko tworzycie dla swojego wzrostu, żyzne, obfitujące w motywację? Czy wręcz przeciwnie, Ci, co przebywają obok was, mogą jedynie posłuchać waszego jęczenia i narzekania.

Do przemyślenia.

2018-03-19

Przyzwolenie w relacji

To, na co przyzwalasz swojemu partnerowi lub innym ludziom, sprawi, iż tak Cię właśnie będą traktować, jak traktują. 
To my sprawiamy, iż inni nabierają wobec nas pewnej odwagi. To my gasimy w sobie swoją własną odwagę, by powiedzieć drugiej stronie, przestań! Powód może być różny, ale dość często nie chcemy zwyczajnie zranić naszego partnera lub osoby, z którymi chcemy stworzyć dany rodzaj relacji. Jednakże, nie zdajemy sobie często sprawy z tego, iż w takich sytuacjach nasza dobroć może być odebrana zupełnie odrwrotnie, jako przyzwolenie na gorsze traktowanie. Dlaczego tak się dzieje? Powód jest prosty, nie chcemy stracić uczuć naszego partnera, utracić łączności na tym poziomie z innymi i wydaje nam się, iż, im bardziej będziemy pozwalać na rozładowanie się na nas, tym silniejszą stworzymy z danym partnerem lub ludźmi więź. Na szczęście, każdy z nas ma własną granicę przyzwalania i wystarczy, iż partner lub jakaś inna osoba ją przekroczy, a zaczyna się wojna. I to wojna, która może trwać całe życie. Tę granicę buduje nasza duma, którą można w łatwy sposób urazić. Jest nam to jednak potrzebne, gdyż tylko tak możemy sprawdzać, jak silną mamy wolę, jak bardzo jesteśmy świadomi swojej wewnętrznej wartości. A to ona buduje podstawę naszych relacji, a gdy dodamy do tego jeszcze świadomość, nasze relacje będą się stawać nie tylko wartościowe, ale i takie, jakie sobie wymarzyliśmy.

2018-03-18

Intencje

Traktujemy je jak piąte koło u wozu i ciągle chcemy się ich pozbywać, nawet nie starając się zrozumieć ich natury.
Intencje, bo o nich mowa, potrafią dać nam się zarówno we znaki, jak i być przyczyną wielu negatywnych zdarzeń, ale, czy są rzeczywiście aż takie złe? A może nie wszystko od nich zależy, a bardziej od pragnień, którymi je nakręcamy i może warto się nad tym zastanowić.
Gdy w naszym życiu dzieje się coś złego, zwykle słyszymy, zmień intencje...tylko jakie....i.. na jakie? Tu odpowiedź wydaje się być prosta, złe, czyli te, które doprowadziły do obecnej sytuacji na dobre, czyli takie, które mają doprowadzić do pozytywnego rezultatu. Tylko, czy to jest takie proste, jak się wydaje? Czy łatwo jest zmienić to, czym się naprawdę kierowaliśmy, czyli nasze pragnienia? Przecież nie pragniemy czegoś bez przyczyny, pragnienie jest dla nas ważne, ciągle chcemy je sobie uświadamiać, ciągle słyszymy wokół: uświadom sobie, czego tak naprawdę pragniesz i to spełniaj, tylko wtedy naprawdę będziesz szczęśliwy, ale...czyż my tego właśnie nie robiliśmy i to z tej przyczyny, wpadliśmy przypadkiem w kłopoty? A może by je spełniać, ale z mniejszą zachłannością? Może, nie za wszelką cenę. Może tu tkwi rozwiazanie?
Powiedzcie mi, jak rozpoznajecie swoje intencje, jak je rozróżniacie i jak je zmieniacie? Czy to rzeczywiście aż tak wielki problem, by je zmienić?

2018-03-06

Różne oblicza motywacji

Motywować mogą nas różne rzeczy, a my nie zawsze musimy odbierać je pozytywnie, ale, jeśli tę właśnie drogę wybieramy, ten sposób motywacji, bo tylko to na nas w tym momencie zadziałało, to jest to dla nas dobre, tą droga właśnie mieliśmy pójść. Nie każda droga jest prosta, nie każda motywacja pozytywna, czasami naszym największym sprzymierzeńcem bywa lęk, który powstrzymuje nas przed zrobieniem jakiejś głupoty i dobrze, jeśli temu ma służyć, jeśli jest jedyną energią, która nas powstrzymuje lub zmusza do podjęcia działania.
Nie oceniajcie energii, tylko dlatego, że odczuwanie jej jest niemiłe. Nie walczcie z nią i nie siłujcie się, tylko dostrzeżcie, jak wiele dla was uczyniła dobrego, a stanie się waszym sprzymierzeńcem.
Pamiętajcie, nie ten, którego czynimy wrogiem, ale ten, który wrogiem uczyniony, staje się nam pomocny, jest właśnie tym, którego cenić w sobie powinniśmy.

2018-03-05

Chorągiewki zdarzeń

Nie zawsze zwracamy na nie uwagę, ale są, pojawiają się na naszej drodze, prowadząc nas, jak po utartej ścieżce, przyciągając często naszą uwagę niczym magnes. 
Znaki, symbole, chorągiewki zdarzeń, bo o nich mowa, pojawiają się na naszej drodze niczym lampiony. I choć nie zawsze jesteśmy świadomi ich znaczenia, nikt z nas nie przechodzi obok nich obojętnie, bowiem, gdy trafiamy na dany znak, gdy mijamy chorągiewkę zdarzeń nasze życie, potrafi zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni. Czasami ową choragiewką jest wydarzenie, czasami osoba, ale może być nim cokolwiek, symbol, kształt, dźwięk, słowo wypowiedziane przez kogoś, coś, co przeczytaliśmy, usłyszeliśmy. I oto w naszym życiu następuje zmiana, zwrot, coś, czemu nie zawsze się chętnie poddajemy, ale następuje. Przeprowadzamy się wtedy do innego miasta, zmieniamy pracę, poznajemy osobę, dzięki której zaczynamy rozwijać się duchowo lub kogoś, kto otwiera nam oczy na jakąś prawdę i nagle przed nami otwiera się nowa droga. Czasami z niej zawracamy, czasami buntujemy się, nie chcąc poddać się życiowym zmianom, jednakże, cokolwiek planujemy w takich momentach zrobić, życie i tak popchnie nas do przodu i tak nastąpią w nim zmiany.
Którą drogę wybierzemy? To już zależy od nas, każda w końcu i tak przywiedzie nas przecież do jakiegoś celu. Czy będzie to cel, który wybraliśmy świadomie, cóż, tu już każdy z nas musi przekonać się sam.

2018-03-05

Obserwator samego siebie

Im bardziej niespokojny jest nasz umysł, tym większą czujemy potrzebę robienia czegoś. Ciągle musimy się ruszać, wykonywać jakąś czynność, wstawać, chodzić, biegać, rozmawiać, otwierać komputer, zaglądać do telefonu, sprawdzać czy ktoś coś do nas napisał. I ciągle wydaje nam się, że o czymś zapomnieliśmy, czegoś nie dopilnowaliśmy, ciągle nas nosi, ciągle potrzebujemy biec, choćby w myślach.

Nie chodzi o to, iż mamy się nie ruszać, trwać w stanie medytacyjnym, nie robić nic. Chodzi o umysł, o jego potrzebę gnania, nawet w myślach. Gdy jesteś w stanie medytacji, wykonujesz wszystkie czynności, jak dawniej, w niczym Ci to nie przeszkadza, zmienia się jedynie to, w jaki sposób postrzegasz sam siebie i to, co cię otacza. Nie musisz nigdzie uciekać, by mieć chwilę spokoju, nie musisz przyjmować specjalnych pozycji. Spokój już jest w Tobie, czujesz go w każdej chwili, nawet, gdy otacza Cię tłum ludzi. Obserwujesz. Nie ekscytujesz się tym, o czym Ci ludzie rozmawiają, nie ma w Tobie żadnych emocji ani uczuć w stosunku do nich. Jesteś uważnym widzem. Obserwujesz tłum i widzisz energię poruszających się postaci, widzisz zjawiska, które między nimi zachodzą, interakcje, Ciebie to jednak nie dotyczy, nie bierzesz już udziału w ich grze, stałeś się widzem. Obserwujesz. Na początku z większą ciekawością, aż wyczerpie się i ta energia w Tobie, co powoduje, iż możesz spokojnie zmienić obiekt obserwacji, ale też przenieść swoją uważność dużo głębiej, by w końcu stać się tym, który obserwuje sam siebie. 

2018-01-28

Wewnętrzne bogactwo

Wewnętrzna podróż nigdy nie jest nudna, to, co dzieje się w naszym wnętrzu jest tak fascynujące, iż to raczej świat zewnętrzny wydaje się być skromnym przy możliwościach, które kryją się w przestrzeni naszej duszy. On tylko przejawia to, co chcemy dostrzec, co zwróciło naszą uwagę. W wewnętrznym świecie dzieje się magia, każda chwila przesycona jest nieskończoną ilością zjawisk, każda myśl, sunąca falą przez nasz wewnętrzny świat wywołuje w nim takie poruszenie, iż samo podążanie za nią potrafi zaabsorbować całą naszą uwagę. Nasz wewnętrzny świat jest nie tylko bogaty w zdarzenia, ale i wartościowy, nie odbiegający swym bogactwem od najobfitszych przejawów życia. Ten wewnętrzny świat jest w każdym z nas, i tylko od nas zależy, czy zechcemy go zauważyć, czy nasz wzrok wciąż będzie skierowany na zewnątrz, by to w nim szukać potwierdzenia swojej własnej wartości. Nie trzeba go też w żaden sposób upiększać, dodawać mu splendoru, sam w sobie, bowiem, zawiera wszystko co najcenniejsze, najwartościowsze, najobfitsze, najbardziej świetliste. Pamiętaj. Sam w sobie jesteś tym, czego szukasz na zewnątrz. I nie trzeba wiele, wystarczy chwila uważności, by to dostrzec. Wystarczy skierować uwagę do wewnątrz. To jest właśnie twoja medytacja, moment, gdy nic Ci nie przeszkadza w obserwowaniu siebie. 

2018-01-25

Zmiana we własnym myśleniu

Przekonani do swoich racji, potrafimy tkwić w nich bardzo głęboko, walcząc z każdym, kto choćby w minimalnym stopniu, byłby w stanie nam je podważyć. I nagle pojawia się sytuacja w życiu, która udowadnia nam, że się mylimy. To, w co wierzyliśmy okazuje się nie mieć sensu, to, co wyznawaliśmy, okazuje się być bez znaczenia, tam, gdzie jeszcze tkwkiło w nas przekonanie, iż to właśnie jest to, znajdujemy rozczarowanie.
Pojawia się strach, strach przed zmianą, przed przyznaniem, że się pomyliliśmy i najsilniejszy, przed rozpoczęciem czegoś od nowa. I nie chodzi o całe życie, a często o zmianę jakiegoś sposobu myślenia.
Szarpiemy się, przekonujemy, szukamy na nowo potwierdzenia słuszności swoich racji, usprawiedliwienia swoich wyborów, bo, przecież nie mogliśmy się mylić. Nie aż tak. A jednak.
Patrzymy na życie, na miejsce, gdzie w nim dotarliśmy i często się zastanawiamy, gdzie popełniłem błąd? Przecież chciałem dobrze? Ale, czy aby na pewno chciałem dobrze? A jeśli już, to dla kogo? Komu tak naprawdę chciałem sprawić w życiu przyjemność? Komu cały czas ulegałem, choć często nie podobało mi się to, co ta osoba robiła, to, w jaki sposób mnie traktowała, to, jak się do mnie zwracała?
Patrzymy na swoje życie i możemy tak patrzeć długo, bo to wcale nie oznacza, iż cokolwiek złego dostrzeżemy w swoim myśleniu lub postępowaniu. A jest to podstawa zmiany. 
To właśnie nasze błędne myślenie, wyrządza nam w życiu najwięcej szkody. I wystarczyłoby tylko je skorygować, i przestać tak uparcie całemu światu udowadniać swoją rację, ale, no właśnie, wtedy trzeba by było przyznać, że się jej nie miało.
Ciekawe, że to, czego najmniej rozumiemy, zawsze wydaje nam się jedyne, słuszne i prawdziwe. Na szczęście, życie potrafi to naprawdę pięknie skorygować. I czegóż chcieć więcej?

2018-01-25

Emanujące światło

Gdy widzimy piękną rzecz, bez względu na to, czy nas na nią stać, zwykle chcemy ją mieć w swoim posiadaniu. Podobnie dzieje się z naszymi relacjami, widząc w jakiejś osobie światło, piękno lub jakiś inny rodzaj energii, która nam się podoba często chcemy ją posiąść, mieć na własność lub chociażby mieć do niej stały dostęp. Osoby, które rozwijają się duchowo lub w inny sposób, często mogą zauważyć, jak silnie wrasta popyt na ich energię, gdy tylko dotkną w sobie jej źródła. Stają się przyjemne dla otoczenia, a my lubimy to, co nam sprawia przyjemność lub syci nasze zmysły. Lubimy się tym karmić, wystawiać swoją twarz, niczym do słońca. I nie ma w tym też niczego złego, o ile jedna i strona strona godzi się oczywiście na taką wymianę, co już bywa kłopotliwe. Bowiem, jedna i druga strona mogą równie mocno przegiąć, gdy jedna zaczyna na siłę razić innych swoją radością, w jej wyobrażeniu ,,miłością" lub czymś innym, czyniąc z tego często swoją życiową misję, druga zaś wykazuje się często sprytem, starając się zawłaszczyć energię pierwszej, manipulować nią, skłaniać do uległości, by dostać jej więcej niż ta pierwsza chce jej dać. I tu pojawia się problem, który łatwo możemy dostrzec, w przegięciu własnego lub cudzego zachowania. 
A, że, cudze przegięcia łatwiej jest dostrzec, swoje zaś najtrudniej, dlatego też, częściej chcemy naprawiać intencje naszego otoczenia, własne...jakie własne? My zawsze chcemy dobrze. Nieprawdaż? 
Dlatego też, gdy już rozpoczniecie własną, wewnętrzną przemianę, gdy zaczniecie porządkować swój wewnętrzny i zewnętrzny świat, sami zobaczycie, jak wielu energiom daliście złudną nadzieję, chcąc oczywiście jak najlepiej dla nich, to pozostaje bezsprzeczne;), i jak wielu z tych, którzy chcą mieć was na własność, wcale nie patrzy w waszym kierunku, tylko w kierunku tego, czym pragną się w was sycić.
To zaś, czy będziecie chcieli tym emanować dla otoczenia, pomimo licznych manipulacji, z którymi się naturalnie zetkniecie, pozostaje już w waszej gestii. Pamiętajcie, że naturalnie emanujące z was światło, nigdy nie straci choćby grama z tego, co już wypromieniowało, bez względu na ilość wpatrzonych w was oczu.

2018-01-25

Przejrzystość myśli

Im bardziej przejrzyste stają się moje myśli, tym lepiej mogę zrozumieć siebie, mogę też łatwo dostrzec to, co poprzez nie kreuję. Podobnie jest z moimi intencjami, im czystsze się stają, tym bardziej przejrzyste staje się moje życie, relacje, praca. Dzięki temu, z łatwością odkrywam prawdziwy stan, w którym jestem, a wtedy pojawia się zrozumienie. 
Żyjąc w stanie zagmatwania, wydaje nam się, że owo zagmatwanie jest naszym życiem i tak się też dzieje. 
Nawet nie zauważamy, jak wiele nas wtedy ogranicza, nie dostrzegamy też tego, w co zamieniamy swoje życie, siłując się już nie tylko ze sobą, ale i z całym otaczającym nas światem. Szukamy sposobu, by się z tego wyrwać, szarpiemy się, ale to nic nie daje, nasze zagmatwanie wydaje się nie mieć końca, nie widać też z niego wyjścia. Nam, natomiast, coraz trudniej jest patrzeć na własne życie, siebie, na nasze ralecje, na naszych bliskich, jakby wszystko, co nas otacza było jedynie dowodem naszych win. Ale się nie poddajemy, walczymy i jeszcze bardziej gmatwamy swój los, powtarzając sobie, jeszcze nie przegrałem, to jeszcze nie koniec. Muszę wstać i walczyć dalej. Muszę znaleźć na to siły. Nie mogę się poddać, bo jak się poddam, to będzie mój koniec. I czasami, tu właśnie znajdujemy rozwiazanie, w chwili, gdy coś w naszym życiu dobiega już końca. Gdy czujemy, że nie da sie tego uratować, gdy musimy ogłosić swoją przegraną. Boli. Czasami boli jak cholera, gdy trzeba się cofnąć, porzucić stary tok myślenia i zacząć na nowo składać swój świat. Ale, to właśnie wtedy dostajemy tę jedyną, cudowną szansę na to, by go poskładać w bardziej mądrzejszy sposób, by go uczynić bardziej jasnym i przejrzystym, byśmy sami mogli widzieć w nim, co i gdzie się znajduje. Byśmy w końcu mogli dostrzec jego szczegóły.
Czasami warto pomyśleć, nadać myślom jasny ton, byśmy nie tylko dla siebie stali się zrozumiali, ale dla innych.

2018-01-25