Blog


Prawda o nas samych

Jak łatwo nam przychodzi sądzić innych? Łatwo. Czasami nawet zbyt łatwo, gdy próbujemy się dowartościować i stawiamy się w roli tych mądrzejszych, choć wystarczyłoby zajrzeć pod podszewkę naszego życia, aby dostrzec, jak często my sami postępowaliśmy naiwnie, a wręcz głupio, robiąc rzeczy, których nawet nie warto wspominać. Jak często bywaliśmy przemądrzali w swym postępowaniu, wykazując się zuchwałością, raniąc przy tym siebie i innych. Jak często nasza bezczelność wobec życia, ukracana była bolesnymi ranami. 

Tak łatwo nam przychodzi sądzić innych, choć nie widzimy przy tym jednego, iż samo już sądzenie kogoś jest objawem naszej niedojrzałości i głupoty. Mądry raczej by spojrzał na doświadczenie danej osoby i zobaczył, jak trudną musi ta dusza przejść drogę do swej mądrości. Jak wiele potrzebuje lekcji pokory, by coś zrozumieć, jak trudną przygotowała sobie ta osoba lekcję, by pozbyć się pychy i dumy. 

Cieszysz się, bo Ty nie potrzebowałeś takich lekcji? Cóż, pewnie potrzebowałeś innych, co nie oznacza, że twoje postepowanie było mniej głupie od postepowania innych, mniej naiwne. Każdy z nas potrzebuje innego zestawu lekcji i doświadczeń, by wykształcić w sobie zrozumienie, co nie oznacza, że moje lekcje życiowej pokory były gorsze od lekcji innych osób. I nie oznacza to, że Twoje lekcje czynią cię w jaki sposób gorszym lub lepszym ode mnie. Są inne, ale równie wartościowe dla ciebie, jak moje, dla mnie. Doceniaj je i ciesz się, że tylko tyle musiało cię w życiu spotkać, byś coś zrozumiał. Pozwól też doświadczać innym, choćby najtrudniejszych lekcji i nie odbieraj im tego prawa, choćbyś się nie zgadzał z postępowaniem tych osób. Coś im musi przecież pomóc dotrzeć do prawdy. Szkoda tylko, że my sami ją tak rzadko widzimy.

2018-10-02

Gadatliwy umysł

Powiadają, iż ci, którzy szukają prawdy, mogą przeczytać tysiące mądrych ksiąg, nie odnajdując jej w żadnym słowie, choć głosić będą słowo, nazywając je prawdą. Ci zaś, którzy odnaleźli ją choć w jednym słowie, posiądą prawdę wszystkich ksiąg i żadna nie skryje już przed nimi swoich tajemnic.

Słowa mogą kryć wiele tajemnic i zazwyczaj kryją, gdy nie potrafimy odczytać intencji osoby, która je wypowiada lub czytamy je w spisanej formie. Nie lubimy tego, a przynajmniej tak głosimy, mówiąc, iż lubimy szczerość, lubimy, by słowa były jasne, by był widoczny, zawarty w nich sens. By ten, który je głosi, nie krył przed nami swych intencji. Z tym zaś bywa już różnie, bowiem rzadko mówimy szczerze, co mamy na myśli, rzadko mówimy to, co naprawdę czujemy, a i wtedy, gdy wydaje nam się, że jesteśmy szczerzy, nawet wtedy kalkulujemy, co powiedzieć, by odniosło to oczekiwany skutek, by zabrzmieć we właściwy sposób. Co ciekawsze, wtedy, gdy najbardziej kalkulujemy, nawet rany potrafimy zadawać z rozmysłem. 

Zdarza się też odwrotnie, kłapiemy językiem bez jakiejkolwiek świadomości tego, co mówimy. Byle tylko kłapać. Nie zastanawiając się nawet nad tym, jak mocno mogą okazać się szkodliwe nasze słowa. Jak bardzo możemy swoim kłapaniem kogoś zranić. Dla nas ważne jest, byle się wygadać, bo mamy ciśnienie, a ono bywa tak silne, iż musimy się wygadać, po prostu musimy. Co ciekawsze, nie zawsze potrzebny jest nam słuchacz, potrafimy go sobie sami stworzyć w umyśle i gadać do siebie. Czasami, to nam się po prostu buzia nie zamyka, tak dużo do siebie gadamy w umyśle. Gorzej, gdy to, co stworzyliśmy w umyśle i do czego mówimy zaczyna nam odpowiadać, wtedy to dopiero potrafimy toczyć boje i dyskusje w sobie. I nie ucichnie nasz umysł ani żaden twór, z którym dyskutujemy, jeśli wciąż będziemy bezmyślnie kłapać. Jak więc chcemy usłyszeć siebie, gdy wciąż gadamy? Jak pokonać umysł, który ma tyle do powiedzenia i w dodatku wie wszystko najlepiej. Jak usłyszeć siebie, gdy sami siebie nie słyszymy? No właśnie, jak?

To tak do zastanowienia na dziś.

2018-09-30

Wewnętrzna moc

Czasami wydaje nam się, że już wiemy, tak wiele rzeczy już doświadczyliśmy w życiu, tak trudną przeszliśmy do tego momentu drogę, tak wiele trudnych doświadczeń nas kształtowało i wydaje nam się, że już wiemy, jak to jest, że wiemy, jak sobie z tym poradzić, a tymczasem, zdarza się kolejny trudny moment w naszym życiu i od razu zaczynamy wątpić, traktować wręcz to, co się dzieje, jako kolejną karę, kolejne złe zrządzenie losu, jakby coś się na nas uwzięło i nie chciało nam pozwolić, byśmy dłużej niż chwilę byli szczęśliwi. Wielu z nas popada wtedy w zwątpienie, zapominamy nagle o tym, czego się nauczyliśmy do tej pory, zapominamy o swej sile wewnętrznej i najchętniej, człowiek zapadłby wtedy w sen, by jakoś przeczekać ten trudny okres. A potem, gdy człowiekowi wydaje się, że zużył już wszystkie siły, przychodzi przebudzenie, zbieramy się w sobie i zaczynamy walczyć, o siebie, swoje szczęście, o swoje życie i robimy to, czasami rzucając wszystko na jedną szalę, ale robimy to, podejmujemy ten ostatni akt desperacji, by przetrwać. Tak jesteśmy przecież ukształtowani, by przetrwać i tak też postępujemy, by przetrwać. I choć nam wydaje się, że to walka na śmierć i życie, nie zauważamy często, iż tuż pod naszym nosem zachodzi przepiękny proces. Wyczerpani bowiem walką z całym światem, zużywając całą energię, pochodzącą z zewnątrz, w akcie desperacji sięgnęliśmy po energię pochodzącą z własnego źródła. Nie widzimy tego, a tak się właśnie dzieje. To właśnie wtedy, gdy brakuje nam sił i nagle skądś przypływają, nie biorą się znikąd, czerpiemy je z własnego źródła. To jest właśnie ten moment, gdy nawiązujemy kontakt z własną, wewnętrzną siłą. Czy jednak jesteśmy w stanie to zauważyć? Niekoniecznie i często, już po chwili, gdy tylko pokonaliśmy pierwszy opór, znów wracamy do starych nawyków, szukając siły na zewnątrz. Własną siłę zaś odstawiając na czas, gdy znów nam zabraknie tych sił zewnętrznych. Ci jednak, co ją dostrzegli, nie zasną już ponownie, połączą się z nią świadomie i czerpać będą z własnego źródła, ci poczują też w sobie własną moc.

2018-09-24

Być zrozumianym

Nie zawsze jesteśmy w stanie zrozumieć tych, którymi się otoczyliśmy, nie rozumiemy ich postępowania, sposobu myślenia, niektórych postaw, myśli, które wyrażają, poglądów. Ale i my sami często wyrażamy postawę, która jest mało zrozumiała dla naszego otoczenia, choć nam samym wydaje się być jasna i oczywista. A przynajmniej tak myślimy, iż to, co mówimy lub robimy jest jasne dla innych. A tymczasem, nasze otoczenie wpatruje się w nas, często z niedowierzaniem, zastanawiając się, o co nam właściwie chodzi, po co tak uparcie chcemy pewne rzeczy udowodnić, choć wydają się beznadziejne. Po co upieramy się na pewne działania, choć z góry wydają się być przegrane.  A my, a my staramy się, udowadniamy, siłujemy z rzeczywistością, sobą, innymi, czasami z całym światem, tylko po co? By ktoś nam powiedział, wspaniale, poradziłaś sobie, cudownie, rób tak dalej lub poklepał nas po ramieniu i dał nam laika?

Sprzedajemy się i kupujemy, wręcz nieustannie, nie zauważając nawet, jak silnie się w tym zatraciliśmy, jak wiele byliśmy i wciąż jesteśmy w stanie poświęcić, by ktoś chciał nas obdarzyć uczuciem. Jak bardzo staliśmy się łakomi na uwagę innych lub tych, na których nam zależy. Jak dużo nas to kosztuje, jak bardzo mocno staliśmy się poprzez to zależni od humorów naszego otoczenia. I jak bardzo my sami uzależniliśmy nasze otoczenie od naszego nastroju. Zdziwieni? Tak, inni także czekają na wasz uśmiech, łakną waszego ciepła, pragną waszej miłości. Inni także gotowi są zrobić wszystko, byle tylko móc się karmić waszymi uczuciami. To ci, którzy dostrzegli w was spełnienie swoich pragnień lub ci, których od siebie celowo uzależniliście, by mieć ich na swoje rozkazy, by byli wam posłuszni. Nie macie takich przy sobie? Rozejrzycie się, przyjrzyjcie uważnie swojemu otoczeniu. Widzicie już? 

Postępując nieświadomie, potrafimy usprawiedliwić wszystko, co robimy, jak i postępowanie innych. Żyjąc świadomie, robimy to samo, tylko bez potrzeby usprawiedliwiania siebie lub innych, po prostu wiemy, czemu to służy, znamy cel, dzielenie zaś, staje się częścią naszego naturalnego postępowania. Samo się dzieje i niech się dzieje. 

2018-09-23

Wewnętrzne brzmienie

Zwracamy się często do ludzi, nie mając pojęcia, jak brzmimy. Jak brzmi nasz głos, jaką przyjmujemy wtedy postawę, jaką energię przekazujemy w wypowiadanych słowach. A później następuje zdziwienie, że nikt nas nie rozumie, że ludzie nie wiedzą, o co nam chodzi, że źle reagują na nasze słowa, postawę. Bo przecież my chcieliśmy dobrze i nie mieliśmy nic złego na myśli. A może jedynie nie wiemy, co mieliśmy na myśli. Może podświadomie chcemy, by do kogoś dotarł nasz żal, nasz gniew, nasza złość, może, o to właśnie nam chodziło, by to, co w nas ukryte, zostało usłyszane. 

Nie potrafiąc ująć w słowa naszych wewnętrznych pretensji, nieświadomie napełniamy nimi brzmienie słów, które wypowiadamy. Nam się może wydawać, iż to, co mówimy, nie zawiera w sobie nic, co by mogło rozzłościć naszego rozmówcę, a on się nagle złości, irytuje, nagle reaguje w sposób, który, o dziwo i w nas potrafi uruchomić lawinę emocjonalnych reakcji. A wtedy kłótnia gotowa. 

Brak świadomości własnego brzmienia, prowadzi często do dość silnych konfliktów z otoczeniem, o czym się zresztą przekonujemy na co dzień. Nie muszą to być zresztą, wypowiedziane werbalnie słowa, możemy je napisać. Kłótnie w komentarzach bywają równie częste, co z naszymi bliskimi, w zwykłej codziennej rozmowie. Co ciekawsze, nie czytamy własnych wypowiedzi i nie zastanawiamy się, jak możemy zostać odebrani. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, mam to gdzieś, co o mnie myślicie. Nie widzimy jednak, że to też jest kłótnia, a przekaz jest wręcz odwrotny, mówiący: Zależy mi na waszym zdaniu, choć chyba bardziej na wsparciu i akceptacji. Mam jednak w sobie tyle żalu i złości, iż nie mogę już wytrzymać sama ze sobą. Takie przekazy nie są tu rzadkością. Swoje żale potrafimy wyrzucać tu dużo częściej niż do swojego bliskiego otoczenia. A wystarczyłoby posłuchać samych siebie, wsłuchać się w swój głos. Nie tylko ten zewnętrzny, ale i wewnętrzny. Wierzcie mi, usłyszycie wtedy dużo więcej niż się wam wydaje.

2018-09-20

Świadome działanie

Gdy podejmujemy jakieś działanie, nasze postępowanie wydaje nam się sensowne. Mamy cel, cel jest dla nas ważny, a im ważniejszy jest dla nas cel, tym uważniej do niego podchodzimy, nie zauważając często chwil, które poświęcamy na jego zrealizowanie, tak bardzo zaangażowaliśmy się w zrealizowanie naszego celu. Jednakże, takich chwil jest bardzo mało w naszym życiu. Większość czasu marnujemy, poświęcając go na bezsensowne wlepianie się w ekran telewizorów, monitorów komputera, podjadanie w trakcie oglądania telewizji, palenie, picie, robienie wszystkiego, byle tylko zając czymś umysł. Ten zaś chce być zajęty cały czas, bo gdy nie jest zajęty, staje się niespokojny. A gdy staje się niespokojny, do głosu dochodzi wszystko, do czego nie chcemy wracać. Kółko się zamyka. 

Co więc robimy, by nie wróciły niechciane myśli, by nie pojawiły się odepchnięte odczucia, emocje lub lęki? Dajemy naszemu umysłowi zajęcie, dajemy mu papierosa, lampkę winą, słodycze lub inne używki, gadamy do niego lub szukamy dla niego jakiejś rozrywki, byle tylko siedział cicho. Ale nasz umysł nie chce siedzieć cicho, to, co go bawiło wcześniej, szybko zaczyna go nudzić, to, co było jeszcze wczoraj ekscytujące, dziś wydaje się zblazowane. Szukamy więc zajęcia dla swojego umysłu, żyjąc w coraz większym strachu przed tym, że przyjdzie dzień, gdy go nie uspokoimy i wtedy dojdzie do głosu to, od czego tak długo udawało nam się uciec. A wtedy nie będzie już tak miło. I nie jest miło. W nas zaś narasta panika. Wróciło. To, od czego tak długo udawało nam się uciec, wróciło, a my nie jesteśmy gotowi, by się z tym zmierzyć. Nieprawda, to jest właśnie ten moment. Sam go zauważysz. To jak z bólem zęba, przez długi czas możesz to ignorować, brać środki przeciwbólowe, ale w pewnej chwili tabletka nie będzie już w stanie wyciszyć bólu, a wtedy dojrzejesz w jednej sekundzie, wstaniesz i po prostu pójdziesz do dentysty, by naprawić ząb lub go usunąć. 

Gdy staniesz się świadomy, nie będziesz musiał dojrzewać do takich chwil, twoja dojrzałość stanie się dbaniem o siebie, twoim wyciszeniem, obserwacją samego siebie. Niczego już nie będziesz musiał w sobie uspokajać, Ty będziesz swoim spokojem. 

2018-09-19

Świadoma reakcja

Nie na wszystko znamy odpowiedź, nie potrafimy też przewidzieć wszystkiego. Wiele rzeczy dzieje się poza zasięgiem naszej woli i świadomości. A my nie mamy na nie wpływu. Możemy jedynie obserwować i reagować. I reagujemy. Najczęściej instynktownie, nie wiedząc nawet, dlaczego zareagowaliśmy w ten a nie inny sposób. Rozwijając swoją świadomość, z czasem zmieniamy układ proporcji i nasze reakcje nie wynikają już z zaskoczenia. Potrafimy się zdystansować do tego, co się dzieje, a nawet przewidzieć czyjąś reakcję. Zareagować na nią wcześniej, zanim się zadzieje i przygotować się, równoważąc w sobie wszelkie reakcje. Prościej rzecz ujmując, ustawić się w punkcie równowagi, by przyjąć neutralną pozycję. Tak się jednak dzieje dopiero wtedy, gdy stajemy się świadomi, świadomi samych siebie, swoich możliwych reakcji. 

Gdy poznajemy siebie, wiele rzeczy może nas, w nas zaskakiwać. Czasami możemy poczuć się wręcz zdziwieni, iż, jak to, my? My jeszcze polegamy tak dużej naiwności lub głupocie? To niemożliwe, przecież jesteśmy tak bystrzy, inteligentni, przezorni, sprytni, ostrożni. Jak to możliwe? A jednak. Ulegliśmy, zrobiliśmy głupotę, daliśmy się nabrać, zaskoczyć, wykorzystać, oberwaliśmy. I co teraz? Uciec, by nikt nie widział naszego potknięcia? Czy zostać i walczyć o swoje dobre imię lub zaprzeczać prawdzie, którą inni mogą nam wytknąć? Co zrobić?

Przy dużej świadomości uśmiechniemy się jedynie do siebie i tej części, która uległa głupocie i postaramy się naprawić błąd, ale to rzadkość. Częściej, gdy świadomość jest niska, stajemy po prostu do walki o własny honor i będziemy zaprzeczać, że, jak to, my jesteśmy czemuś winni? Jeszcze gorzej będzie się dziać przy jej braku, od razu damy komuś w ryj i jeszcze zwalimy winę na te drugą stronę, że nas ten ktoś sprowokował. Bo przecież nie my. Nieprawdaż?

Tylko, w sumie, co tu się rozwodzić, życie w końcu każdego nauczy rozumu. A czy to ważne, w którym wcieleniu?

2018-09-19

Mój wewnętrzny świat

Czegokolwiek doświadczam ja, doświadczysz i Ty. Cokolwiek dzieje się Tobie, spotkać może i mnie. I choć każde z nas potraktuje to, czego doświadcza indywidualnie, to, czego doświadczymy nie będzie się wcale różnić od siebie. Różnicą będzie zatem jedynie ocena tego, co nas indywidualnie spotyka. Podobnie jest z tym, czego się mamy nauczyć. Uczymy się dokładnie tego samego i bez względu na to, jak mocno będą się różnic narzędzia, którymi się będziemy posługiwać, jak i sposoby ich wykorzystania, każdy z nas tak naprawdę dąży do podobnego efektu. Każdy z nas bowiem szuka spełnienia w tym, co robi. 
Co to dla nas oznacza? Cóż, może to zabrzmi altruistycznie, ale w pewnej chwili każdy z nas zda sobie sprawę z tego, jak ważnym jest własny wkład w to, co dzieje się w naszym otoczeniu. I nie chodzi tu o nic politycznego. Chodzi o to, co sami wnosimy do naszego najbliższego otoczenia. O naszą świadomość. 
Im lepiej bowiem będziemy postępować wobec siebie, tym lepszą energię odczuje nasze otoczenie. Natchnione zaś naszą energią, zainspirowane naszym postępowaniem, zmianami, które w sobie dokonujemy, praktycznie na ich oczach, przekaże to dalej, dokonując podobnych zmian wcześniej i w sobie. Przecież lubimy się sobą inspirować. Czyż nie? Niekoniecznie musi to być dobra inspiracja, trudno jednak powiedzieć, co bardziej w nas winne. Dlatego też, mając już świadomość, iż wasze zachowanie wpływa na zachowanie innych, co zrobicie z własnym?

2018-09-10

W głąb duszy

Wszystko, co jest w nas i wokół nas ulega ciągłym przekształceniom. Część z tego, co się dzieje postrzegamy jako zwykły proces, wobec części musimy się mocno wysubtelnić w swym postrzeganiu, by to w ogóle dostrzec, ale są i takie obszary naszej duszy, które dość długo pozostają poza naszymi możliwościami wglądu. Aby było ciekawiej, wszystko dzieje się na naszych oczach, każde oczyszczenie, uzdrowienie, każda zmiana wewnętrzna lub zewnętrzna, problem jednak w tym, iż nasz wzrok skierowany jest jedynie na sprawy zewnętrzne tego świata. Nie oznacza to, oczywiście, iż mamy stać się nagle ślepcami wobec świata zewnętrznego, by skierować wzrok tylko i wyłącznie w stronę swojego wnętrza. Umiejętność patrzenia, wyraża się zarówno w stosunku do tego, co zewnętrzne, jak i w stosunku do tego, co wewnętrzne. A im mocniej rozciągniemy swą świadomość, zarówno w jedną, jak i w drugą stronę, tym więcej dostrzeżemy szczegółów, tego, co się wokół nas i w nas samych dzieje. Na tym jednak nie koniec, wraz ze wzrastającą świadomością, dostrzeżony proces przemiany, nagle wyda nam się intencyjny. Dostrzeżemy w tym po prostu cel, gdzie wszystko dąży do jedności, wyrażając się wcześniej poprzez każdą z form i możliwości. Po to zachodzi każdy proces, którego doświadczamy, choć my widzimy jedynie ułamek tego, co się dzieje i sądzimy według tego ułamka, myśląc, że wiemy już wszystko. Tymczasem, wystarczyłoby, gdybyśmy dostrzegli prawdziwy cel życia, nie wymyślali go, tylko go naprawdę dostrzegli, punkt, do którego to wszystko dąży, a wszystko by się w nas uspokoiło. Wokół nas nadal będzie tętnić życie, my zaś pozostaniemy w spokoju, osiągnęliśmy bowiem punkt, z którego możemy po prostu spokojnie wszystko obserwować lub świadomie uczestniczyć we własnym procesie przemiany. Co już zależy tylko od nas.

2018-09-09

Zmęczeni życiem

Żyjąc pośród zmęczonych życiem ludzi, nauczyliśmy się być zmęczeni jak oni. Pośród marudzących, nauczyliśmy się, jak marudzić, a pośród wojowników walczyć. Poddaliśmy się woli naszego otoczenia, nawet nie wiedząc, kiedy. Kiedy z witalnych, pełnych życia i radości osób, staliśmy się zrzędzącymi starcami, nie fizycznie, choć tu też dopadły nas demony starości i społecznych chorób. Staliśmy się starcami, zanim rzeczywiście zdążyliśmy się zestarzeć. A przecież, nie zawsze tak było, nie zawsze byliśmy zgorzkniali, nie zawsze świat dokoła nas wydawał nam się tak zły. Każdy z nas przecież pamięta chwile, gdy tryskał radością, gdy chcieliście chłonąć życie, żyć pełną piersią, podróżować, zdobywać, wypełniać swoje życie, swoimi pasjami, bawić się, cieszyć, przeżywać i czuć, że żyjecie. I co się nagle stało? Co się stało, iż zapomnieliśmy, jak być szczęśliwymi.
Powiecie pewnie, życie. Tylko, czy to życie ma decydować o moim stanie szczęścia, czy to ja decyduję o swoim własnym nastroju? Nie tym sztucznym, udawanym, pod publiczkę. Tym prawdziwym, szczerym, płynącym z serca. Dlaczego mam się poddawać, dlaczego mam się w ogóle siłować z życiem, podlegać jego wpływowi, przecież to ja mogę nadawać ton mojemu nastrojowi, mogę się uśmiechać i wywoływać uśmiech na twarzach innych. To ja mogę najpierw poczuć szczęście w sobie, bez szukania go w innych, jaki problem? Bo, co? Bo przytłoczyły mnie problemy? Problemy można przecież naprawić, skoro coś do nich doprowadziło to i istnieje droga powrotna, jak i wiele różnych rozwiązań. 
Tkwimy w swoim umyśle, przekonani, że musimy być jak nasze otoczenie, marudni, narzekający wiecznie na polityków, na nasz los, a tymczasem, w sobie, możemy być zupełnie inni, to od nas jedynie zależy czy pełni miłości, czy radości. Możemy być świadomi, budując swoją świadomość stopniowo, bez żalu, że nie jest ona w nas pełna. Pamiętajcie, to droga ma nas cieszyć nie cel. To my decydujemy, czy w umyśle jesteśmy starcami, czy jest w nas młodość.

2018-09-07

Obsesja

Są rzeczy w naszym życiu, którym ulegamy bardziej niż innym. Są osoby w naszym życiu, do których mamy większą słabość niż do innych osób. A jak sami wiemy, to, co czyni nas słabymi, pozbawia nas jednocześnie woli. To zaś, co pozbawia nas woli, czyni nas poddanymi tego czegoś lub kogoś. 

Gdy zaś w końcu dotrze do nas, że już tego nie chcemy, że wcale nie daje nam to takiej przyjemności, jakiej oczekiwaliśmy na początku (inaczej byśmy przecież woli nie złamali), w naszej duszy zaczyna rozgrywać się istny dramat, bowiem, jak tu się pozbyć teraz nałogu lub delikwenta, gdy dusza nadal pragnie i nadal wierzy, że to za przyczyną tejże substancji lub energii tejże duszy spełni swoje pragnienia. I mamy problem. 

Mija bowiem czas, substancji spożywamy czasami coraz więcej, już nie jedna kawa a dwie, już nie chwila na myślenie o tej osobie, a cały dzień pląta nam się delikwent po umyśle, a dusza nadal nie zaspokojona. Taaa…i co tu zrobić, skoro wola słabsza od pragnień. 

Próbujemy, a tu nic, wyrzucamy z umysłu, a ta cholera nadal wraca do naszych myśli i plącze się coraz odważniej. Rzucamy, a to się rzucić nie chce. Nie chce odejść, zostawić nas w spokoju i wraca, wciąż nam przypominając, iż pragnienie w nas nadal niezaspokojone 

Jak zatem wzmocnić wolę? Siłować się z nałogiem/osobą, czy lepiej zmienić pragnienie? Może poszukać gdzie indziej, tylko, przy naszych skłonnościach, pewnie zastąpimy jedną substancję inną, jedną osobę kolejną, co nam może wejść w nawyk, a to już czysta patologia w naszej duszy. 

A gdyby tak porzucić samo pragnienie. Nie pragnąć uczuć tylko stać się uczuciem. Nie pragnąć, by nam ktoś je zaspakajał, a stać się zaspokojeniem. Nie szukać przyjemności w tym, w czym ją upatrujemy a stać się przyjemnością samą w sobie. Przecież czuliśmy ją nie raz, umiemy zatem ją odczuwać. Tak, jak miłość. Ileż to razy ją odczuwaliśmy? Co stoi zatem na przeszkodzie, by nią być? Przecież to proste, odczuwać. A może, to my sami nie chcemy nią być, bo po prostu lubimy ją znajdować w innych, może tak nam jest wygodniej. Hm…do zastanowienia.

2018-08-29

Poszukiwanie ideału

Aby zbudować zdrową, dobrą relację, potrzebujemy nie tylko uczuć, ale przede wszystkim świadomości i to tej wewnętrznej, która nam w pierwszej kolejności pozwoli zrozumieć siebie. Dlatego tak często usłyszycie słowa, zacznij od siebie, zmień siebie, dokonaj w sobie przemiany, zmień swoje intencje, jeśli chcesz zmienić swoje życie. 
Gdy spotykamy na swojej drodze kogoś, kto nam się podoba, w pierwszej kolejności budzą się nasze pragnienia. Ach, krzyczymy w duszy, w końcu pojawił się ktoś ciekawy, w końcu da mi to, czego tak bardzo pragnę. W końcu ktoś o takiej urodzie, która mi odpowiada, idealnie zadbany, elokwentny, szarmancki....i reszty już nie chcemy widzieć. A tymczasem, to właśnie ta reszta zadecyduje o jakości relacji, którą z tą osobą zbudujemy. Tylko, co nam po tej reszcie, skoro możemy w końcu nasycić się tym, co uznajemy w tej osobie za najcudowniejsze. Reszty można przecież umiejętnie nie dostrzegać, możemy częściowo założyć różowe okulary lub oślepnąć częściowo. Najważniejszy, by skupić się na tym, co nam w tej osobie sprawia przyjemność. I się skupiamy, pozwalając z czasem tej drugiej stronie na coraz więcej, by dostać choć odrobinę od niej uczuć lub uwagi, a tymczasem nie widzimy, jak u boku rośnie nam pasożyt lub bachor, który wyczuł naszą naiwność i zamiast się choć odrobinę odwdzięczyć, sam ciągle domaga się coraz większej uwagi. 
Czasami długo potrafimy wytrzymać w takiej relacji, ale przychodzi chwila, gdy i w nas coś pęka, ale nawet wtedy, gdy coś w nas pęka i zaczynamy odważnie wyrażać swoje niezadowolenie, ta druga może popatrzeć na nas zdziwiona, pytając, o co ci tak naparwdę chodzi, przecież chciałaś MNIE, więc masz MNIE i teraz MNIE podziwiaj, dbaj o MNIE. Przecież jestem. 
Trudno jest nam czasami zrozumieć, że to my sami dokonaliśmy takiego wyboru. Jeszcze trudniej dostrzec własne intencje, pragnienia. A już najtrudniej nam zrozumieć, że ta osoba nie chce NAS, nie chce zadbać o NASZE potrzeby, że jesteśmy dla niej tak naprawdę mało ważni, że jedynie wyczuła naszą naiwność i nas zwyczajnie wykorzystała i to za naszym własnym przyzwoleniem.
Jak bardzo potrafimy być naiwni w naszych relacjach, najlepiej pokazuje nam własne życie. Ale, czy to wystarczy, by nabrać rozumu? Cóż, tu już bywa różnie, czasami i tuzin pocałowanych żab nie uczy nas, by w końcu zmienić intencje i poszukać prawdziwego faceta, bo przecież w którymś musi być ten prawdziwy książę. Zresztą, w drugą stronę jest podobnie, nie liczcie więc panowie, że naiwnymi jesteśmy tylko my, panie. Wśród nas też jest wiele księżniczek i żab. Tylko... za którą tu się uznać;)

2018-07-09

Stan szczęścia

Jak duży jest twój szacunek do samego siebie? Robisz to? Przyjmujesz postawę, która wręcz ukazuje, jak bardzo ważną stałeś się dla siebie osobą? Jak bardzo ważnym stało się dla ciebie, by zadbać o komfort swojego życia, by zadbać o swoje ciało, o miejsce pracy, swoje miejsce do spania, swoje relacje, o swój spokój wewnętrzny? Dbasz o sobie? Czy raczej ważniejszym stało się dla ciebie dbanie o innych. Tak, wiem, pomyślisz, co za egoistyczne myślenie. Ale pomyśl, zanim osądzisz, co tak naprawdę dajesz swojemu otoczeniu, gdy widzą cię wyczerpanym walką z codziennością, gdy widzą, że dzielisz się, a sam jesteś zaniedbany psychicznie i fizycznie, gdy tak naprawdę sam potrzebujesz bardziej pomocy, ale wmawiasz innym, że jest dobrze. Czy potrafisz w swoim własnym postępowaniu znajdować inspirację? Czym się tak naprawdę dzielisz z innymi? Co można w Tobie dostrzec? Czy mogłabym dostrzec, kim jesteś? Pokazałbyś mi prawdę? Swoje piękne wnętrze? 

2018-07-06

Serce kontra rozum

Czasami największy konflikt nie dzieje się wcale w naszym życiu, a pomiędzy tym, co wiemy a tym, co czujemy. Serce i rozum. Jedno mówi, przestań, co ty wyprawiasz, drugie krzyczy, ale ja chcę, ja muszę, bo inaczej nie wytrzymam. Jedno mówi, nie widzisz prawdy? Nie widzisz, co się dzieje? Nie widzisz, co wyprawiasz? Drugie krzyczy, widzę, ale muszę to mieć, bo bez tego oszaleję. I szalejemy. Rozum uspakaja, przywraca trzeźwość, duszy o mało nie rozerwie, tak silne potrafią targać nami namiętności. 

Jak wielki potrafi być głód duszy, która pragnie zaspokojenia równie mocno, co nasze ciało, wiedzą tylko ci, którzy stanęli oko w oko z szaleństwem. Głód ciała potrafi pozbawić wszelkich oporów, skłonić do czynów wręcz heroicznych, niestety, głód duszy wcale nie jest gorszy w swym okrucieństwie, potrafi zniżyć nas do poziomu, gdzie nawet instynkt nie jest w stanie sprawić, byśmy w porę się wycofali. I nie ważne, że nam to szkodzi, że widzimy, jak nas zatruwa pragnienie, którego nie potrafimy zaspokoić. Nie zauważamy też momentów, gdy dla zaspokojenia głodu duszy, zaczynamy zaniedbywać kolejne obszary naszego życia, zachowując się, jakbyśmy byli narkomanami, żyjącymi od zażycia działki do zażycia działki. Różnica jest niewielka, w świecie materii mamy substancje, które przyjmujemy w materialnej postaci. W świecie ducha o zaspokojenie proszą pragnienia. Ale, jako że światy się przenikają, namiętnością oplatamy rzeczy materialne i w nich szukamy zaspokojenia duchowych potrzeb, zastępując nimi to, co szuka w nas głębszego spełnienia. Czasami są to ludzie, do których się przywiązujemy a czasami sama przyjemność, czerpana z danej czynności. Czymkolwiek by to nie było, to, co oplatamy namiętnością, po jakimś czasie wypełni nas trucizną do tego stopnia, iż nawet nie poznamy przyczyny swej śmierci.

To tak optymistycznie na dziś i oczywiście z pozdrowieniami dla tych, którzy się jej wyzbywają;) 

2018-06-20

Kształtowanie wewnętrzne

Każdy etap rozwoju, który przechodzimy ma coś w sobie magicznego. Gdy jesteśmy dziećmi, ufamy bezgranicznie, odkrywając poprzez ufność zarówno to, co dobre, jak i to, co złe. Gdy jesteśmy młodzi, wierzymy w swoją siłę, chcemy zmieniać świat i czasami nawet coś nam się tam udaje zrobić.

Gdy jesteśmy dojrzali, nasza mądrość staje się naszym przewodnikiem, już nie chcemy zmieniać świata, choć nadal czujemy potrzebę zmieniania naszego otoczenia, czujemy po prostu potrzebę kształtowania go. I dopiero wtedy, gdy przejdziemy każdą z tych dróg, gdy przekonamy się, że własna siła nijak się nie ma do zamiarów, gdy nasza dojrzałość osiągnie wystarczającą głębię, dociera do nas, że to nie o świat chodziło, nie o nasze otocze a o nas samych, wtedy też właśnie zaczynamy zmieniać siebie. Choć oczywiście nie jest to regułą. Są i tacy, którzy dokonują tego od wczesnych, dziecięcych lat. Są i tacy, którzy oddają kształtowaniu siebie całą młodość i są tacy, którzy odkrywają to dopiero w dojrzałym wieku. Ale, czy to ważne, ile mamy lat? Ważne, że do tego w końcu dojrzeliśmy i choćbyśmy zrobili tylko jedną rzecz dla siebie, by zmienić swoje postrzeganie, to będzie to równie ważna rzecz da naszego rozwoju, jak wtedy, gdy poświęcamy mu całe swoje życie. 

2018-06-18

Odpowiedź, którą znajdziemy tylko w sobie

Pytając innych, liczymy często, iż odpowiedź, którą otrzymamy sprawi, iż od razu ujrzymy sens tego, o co pytamy. Gdy nie otrzymujemy takiej odpowiedzi, irytujemy się, uważając, iż to odpowiadający nie chce udzielić nam odpowiedzi, która by nam rozjaśniła w głowie i wskazała rozwiązanie problemu. Zdarza się też, że znamy odpowiedź, ale i tak wolimy zapytać, by potwierdzić sobie to, o czym dawno wiedzieliśmy. Gorzej, gdy znamy odpowiedź, ale, choć słyszymy potwierdzenie naszych przypuszczeń, potrafimy zaprzeczyć sami sobie, tak bardzo nie chcemy przyjąć czegoś do wiadomości, co już sami wiemy. Czasami, nawet nie czekamy na czyjąś odpowiedź i odpowiadamy sami na swoje pytanie, mówiąc, wiem, ale chciałabym usłyszeć coś innego. To zaś rodzi jeszcze większą frustrację, bowiem, pytając, zapominamy często, iż tymi, do których powinniśmy się zwrócić z pytaniem, jesteśmy my sami. I nawet, jeśli będziemy potrafili sobie odpowiedzieć od razu, zadane pytanie nie zniknie w naszej głowie, będzie tam tkwiło do chwili, aż staniemy się gotowi, by usłyszeć odpowiedź. 

2018-06-17

Ścieżka, którą podążamy

Którą ścieżką teraz podążasz?
Gromadzenia? Dążąc do zaspokojenia swoich pragnień i potrzeb. Czy zastosowania, gdzie chcesz widzieć efekt swoich działań, gdzie szukasz wyzwolenia, za pomocą zastosowania różnych metod. A może bliższa Ci jest ścieżka widzenia prawdziwej natury, gdzie możesz się przyjrzeć i dostrzec to, co jest, co ją tworzy. Czy też medytacji, drogi, która otwiera wewnętrzne wrota lub bardo, gdzie dostrzeżesz to, co poza medytacją można dostrzec-rzeczywiste zrozumienie. 
Którą drogą Ty podążasz? Która Ci jest teraz najbliższa? Już wiesz?

2018-06-14

Poza sferą komfortu

To, że decydujemy się od czegoś/kogoś uwolnić nie sprawi, że poza tą relacją lub sytuacją będziemy szczęśliwi. Choć tak nam się czasami wydaje, iż wystarczy, że dana osoba zniknie z naszego życia, a szczęście samo powróci. Że wystarczy zakończyć jakąś sytuację, a samo się wszystko ułoży.
Nie ułoży, bo nikt nas nie nauczył, jak żyć poza klatką własnego umysłu. Nie potrafimy przejawiać stanu szczęścia, bo skąd niby mielibyśmy wiedzieć, jak tego dokonać, skoro do tej pory wierzyliśmy, iż znajdziemy je w innych. Tego się dopiero musimy nauczyć. Nauczyć dostrzegać możliwości własnego rozwoju. I o tym często zapominamy, oczekując, że stan szczęścia pojawi się sam, wystarczy, że zniknie problem. Szkoda jedynie, że nie widzimy, iż my sami się nie zmieniliśmy...szkoda.

2018-06-14

Wewnętrzny czar

Nawet, jeśli nasze otoczenie jest nieświadome tego, co nam daje, my doskonale wiemy, czego w nim szukamy, jakie pragnienia chcemy za jego przyczyną zaspokoić, jakimi uczuciami się nasycić, ewentualnie, jakie wzbudzić w sobie emocje. Ci, którzy są tego świadomi, a rozsiewają dokoła siebie czar, o ile nie pójdą w stronę negatywnych intencji i nie zaczną tym manipulować, potrafią czynić sobą wiele dobrego w otoczeniu, sprawiając innym naturalną przyjemność, poprzez możliwość obcowania z własną energią. Niestety, takie rzeczy zdarzają się dość rzadko, częściej Ci, którzy są, powiedzmy, wspaniali, inteligentni, piękni, przystojni, umieją się zająć kobietą, dać czułość mężczyźnie…itd. wchodzą na pułap pewnego rodzaju pychy i manipulacji. Ich dawanie nie jest już wynikiem tego, co z nich naturalnie emanuje, a energią handlu. Owi piękni i czuli, zaczynają swoją energią zwyczajnie kupczyć, manipulować i chcieć od ewentualnego partnera coraz więcej. Są też i tacy, którzy unoszą się wtedy wysoko i mówią, ach nie, nie dam ci siebie, nie pozwolę ci uszczknąć z mojego majestatu. A im wyżej stawiamy taką osobę, tym większego oczekujemy od niej szczęścia, a co za tym idzie, jesteśmy w stanie zrobić wiele, by dostać choć kęs energii tej osoby. Czasami zdarza się, że trzeźwiejemy lub przychodzi nam z pomocą rozczarowanie. Jednakże, do póki każdy z nas nie nauczy się czerpać z własnego źródła, być tym, czego pragnie od innych, do tego momentu nasz i cudzy świat będzie się zazębiał o coraz nowsze techniki manipulacyjne, a komu się uda choć odrobinę zaspokoić swoje potrzeby, ten sam siebie ogłosi zwycięzcą. 

2018-06-14

Zatrzymać siebie

Pielęgnując w sobie dawne urazy, potrafimy całymi latami, a nawet wcieleniami, nosić w sobie dawny ból, nie dając szansy uzdrowienie ani sobie, ani tej drugiej stronie, ściągając z niej nasze srogie spojrzenie. Czasami jesteśmy tak zacietrzewieni wobec kogoś, kto nam w naszym mniemaniu zrobił krzywdę, iż nie ważne, co zrobi później druga strona, nie wybaczymy. Zdarza się też, że owszem, wybaczamy, przynajmniej pozornie, by mieć to najczęściej z głowy, niestety, to pozornie, nie przynosi nam jednak spokoju, bo nadal czujemy ból, może mniej świadomie, ale nadal czujemy. I nadal dążymy do wyrównania rachunków, choć nam się wydaje, że odpuściliśmy.

Prawdziwe odpuszczenie, wcale nie wiąże się z wybaczeniem tej drugiej stronie, a z uświadomieniem, jakie tak naparwdę nami kierowały nami intencje, jakie pragnienie mieliśmy nadzieję zaspokoić za pomocą tej osoby lub sytuacji, iż tak bardzo się zawiedliśmy(niezaspokojone pragnienia tak właśnie bolą). Zresztą, tak się dzieje bardzo często, gdy staramy się zaspakajać nasze pragnienia za pomocą innych.
A wystarczyłoby, gdybyśmy zmienili swoje nastawienie, przestali szukać zaspokojenia w naszym otoczeniu a poszukali go w sobie.
Naprawdę, to takie trudne, by samemu obdarzyć siebie miłością? Trzeba zaraz do tego innych?
Rozumiem, że tak się nauczyliśmy, bo tak to było praktykowane w naszym otoczeniu. Tylko, czy to naprawdę o to chodziło? 
Czasami przeaczamy rzeczy bardzo istotne, tworząc sobie w głowie własne wyobrażenia na temat tego, kto i w jaki sposób nas zaspokoi. A później chodzimy z naszymi pragnieniami na wierzchu, szukając spełnienia. I się rozczarowujemy, bo inni okazują się nie tacy, jak trzeba, nie robią tego tak, jakbyśmy pragnęli. Nie są tacy, jakbyśmy chcieli i co najgorsze, nie chcą się dla nas zmienić. Nie chcą dla nas być, nie zależy im tak, jak nam by zależało w podobnej okoliczności, czasami wręcz nie pokazują, by im w ogóle zależało, a to boli. I to boli naprawdę mocno, czasami nawet mocniej niż boli nasze niezaspokojenie. 
Czy oni naprawdę nie widzą naszych pragnień i bólu?
Gdy tak się dzieje, długo potrafimy w sobie tłumić nasz ból i szukać wytłumaczeia, usparwiedliwijąc zachowanie innych i to na wszelkie sposoby. Ale ból nadal nie mija, pragnienie także, a z czasem jest coraz gorzej, aż w końcu coś w nas pęka i krzyczymy dość! Tylko, do kogo my wtedy tak naprawdę krzyczymy? Czy to naprawdę świat wymaga uspokojenia i zatrzymania? A może, to my sami tego potrzebujemy?
Do przemyślenia.

2018-05-17