Ciało, zmysły i inne materialne przeszkody...


Po zaakceptowaniu istniejącego stanu rzeczy warto wykonać trochę porządków we własnym stosunku do ciała. Jest ono pierwszą energią, która goszcząc duszę, ukazuje jej wymiar świata materialnego, do dyspozycji dając narzędzia w postaci zmysłów. Nie zawsze jest to jednak mile odbierane przez duszę, bowiem, przyzwyczajona do postrzegania ponadzmysłowego nagle musi ograniczyć swoją percepcję do kilku zmysłów i całkowicie im zaufać, zanim rozwinie swoją świadomość do tego stopnia, by nie znajdować już w ciele żadnych ograniczeń i móc swobodnie korzystać zarówno ze zmysłów, jak i zdolności ponadzmysłowego postrzegania świata materialnego. Zanim jednak nastąpi ten moment dusza przechodzi niezłą drogę z oswajaniem się, ze zmysłami ciała.

Na początku wrażenia, które odbiera dusza mogą ją mocno oszołomić. Na szczęście, w początkowych stadiach rozwoju jej mózg nie jest na tyle rozwinięty, aby jakoś długo się nad tym zastanawiała. problem pojawia się tylko u dusz, które nijak nie mogą przestawić się ze swoich wyższych częstotliwości(szybkich) na wolne. Jeszcze gorzej jest, gdy dusza nie może zanurzyć się w stan materii i zapomnieć o swoim pochodzeniu. Taka otwartość wspomnieniowa od razu naznacza całą ścieżkę duszy i sprawia, że ta, od początku zaczyna szarpać się z ciałem i szuka jedynie w świecie materialnym tego, co choć odrobinę przypomina jej stan, do którego wciąż pozostaje przyzwyczajona i o którym nijak nie potrafi zapomnieć. W ten sposób rodzi się jej wybiórczość w postrzeganiu, a wstyd, którego wtedy doznaje kładzie się cieniem na każdy rodzaj relacji, które tworzy bojąc się, że jej niedoskonałość, a tak postrzega swoje ciało, porównując z tym, co uzewnętrznia swe piękno i doskonałość, zostanie od razu dostrzeżona i w jakiś sposób wykorzystana przeciwko niej.

Ten wstyd, tworzyć będzie później w takiej dusze obsesję na punkcie doskonałości, szukania jej w każdej jednej rzeczy, otaczania się wszystkim, co tylko piękno i doskonałość odzwierciedla. Sama jednak będzie chować się za wstydem bojąc się odkryć przed duszami, wobec których tak bardzo chciałaby swoje piękno ukazać. To sprawi, że jej twarz okryje się wieloma maskami, a każdą strachem będzie przyklejać do twarzy, by nie odpadła i nie ukazała jej prawdziwego oblicza.

W swoim mniemaniu, taka dusza, wciąż piękną się czuje, wciąż tęskni do przestrzeni, w której to piękno tak łatwo było ukazać, nie rozumiejąc, że wystarczyłoby odrobinę zmienić postawę, lekkości jej nadać, swobodę przejawić, a jej natura ukaże się bez siłowania się z tym, co teraz uznaje za swojego wroga.

Nie jest trudno ukazać duszy swe naturalne piękno, jednak, wciąż zawstydzona swą wyobrażeniową niedoskonałością będzie się bać, że nie zostanie dostrzeżone tak, jak ona sama je widzi. To wyobrażenie czasami przeradza się w łaknienie podziwu, bo tylko podziw jest miarą dla duszy, by potwierdzić jej, jej mniemanie o sobie. Testować zatem będzie reakcję otoczenia na każdy przejaw swego o piękna i dziać się to będzie do chwili, gdy zrozumie, iż otacza ją morze dusz, które wstydzą się podobnie jak ona i podobnie jak ona zakładają maski, aby sprawdzić, jaka będzie reakcja otoczenia, gdy ukażą innym którąś z nich. Od razu jednak rozpoznają, gdy ktoś odrzuca maski i ukazuje swoje naturalne oblicze nie bojąc się negatywnych reakcji, wiedząc przy okazji doskonale, że nie wszystko, w przyjmowanej postawie spodoba się innym. Obserwują więc taką duszę i jej otoczenie, czy poradzi sobie ze sobą, czy ugnie się i założy którąś, z akceptowanych przez innych masek.

Naturalność nie boi się krytyki ani ośmieszenia. Dusza, która dociera do tego punktu, objawia na zewnątrz swoją prawdziwą naturę zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, że do chwili przejawienia całkowitej świadomości, wobec wszystkich możliwości ukazania swej prawdziwej natury w świecie fizycznym to, co ukazuje, w jakiś zawsze sposób będzie obarczone energią, z która jeszcze nie znalazła porozumienia. Mając jednak jasno wyznaczony cel, by całą sobą dotrzeć do punktu, w którym jej przejawienie stanie się pełne, ze swej drogi czyni ścieżkę inspiracji dla tych, którzy zmagają się z podobnym problemem. Nie musi bowiem wszystkiego ukazywać od razu, przecież ten świat, dla niej samej, także jest polem nauki. Gdyby dalej wstydziła się siebie, walczyłaby na każdym kroku z pychą, która podpowiadałaby jej, że musi być idealna, bo tylko to jest podziwiane przez innych, a podziw wyrazem tego, czego najbardziej pragnie.

Tu także musi dusza przystanąć i zapytać samej siebie: Czego tak naprawdę pragnę, czy rzeczywiście podziwu? Czy właśnie tego najbardziej mi brakuje w materii, czy tylko to, odzwierciedliło by moje pragnienia, a raczej utwierdziło w tęsknocie do dawnej, duchowej postaci. A Ty, czego tak naprawdę się wstydzisz?