Czas odosobnienia


Każdemu potrzebny jest czas, gdy musi wszystko przemyśleć, poukładać sobie w głowie i po prostu pobyć ze sobą, w swoim własnym towarzystwie. Nie mając tej możliwości, człowiek szybko wpada we frustrację i zaczyna wręcz krzyczeć na otoczenie, by wszyscy dali mu święty spokój. Inni stają się wręcz agresywni i niemili dla otoczenia mając nadzieję, że w ten sposób otoczenie przestanie, ciągle czegoś od nich chcieć. Jeszcze inni, jako sposób wymyślają ucieczkę, na przykład w gry lub chorobę, nie zdając sobie często sprawy z tego, że i jego i drugie może być pułapką i uzależnieniem od tego, czym zastępują odosobnienie.

Każdy sposób, który wybieramy, by choć chwilę pobyć ze sobą jest ważny dla duszy. Pokazuje nam to bowiem, ile wysiłku czasami musimy włożyć w to, by wyrwać się więzi z innymi ludźmi, którzy chcą organizować nam cały wolny czas, chcą mieć nas w tym właśnie czasie dla siebie, chcą korzystać z naszej energii, a gdy im odmawiamy, gdy wyrywamy się ich wpływowi, zaczynają o nas walczyć. Gdy to nie pomaga zaczynają walczyć z nami i stają przeciwko nam.

Żyjąc w świecie, w którym uzależnienie jest podstawową forma więzi, wielu osobom coraz trudniej znaleźć miejsce odosobnienia, gdzie mogliby pobyć sami ze sobą. Pobyt na wakacjach, przypomina częściej walkę o byt, aniżeli urlop, szczególnie, gdy walczymy z tłumem o miejsce w restauracji, albo o leżak na plaży lub o dostęp do rzeczy, których nie mamy na co dzień. A gdy już ktoś znajdzie swoje miejsce, zasypia często ze zmęczenia, gdyż trud, jaki trzeba sobie zadać, by gdzieś dotrzeć i móc się tym później pochwalić przed innymi, bywa większy aniżeli satysfakcja osiągana podczas pobytu. Dopiero zazdrość i podziw znajomych, są nam w stanie wynagrodzić odrobinę własne niezadowolenie, wynikłe z niemożności poukładania wewnętrznej energii, w czasie, gdy powinniśmy szukać odosobnienia.

Szukając odosobnienia, zagłębiamy się w samotność. To czas dla nas, czas na przemyślenie codziennych spraw. Czas, w którym dusza pokonuję największą drogę do jedności. Bo właśnie wtedy, gdy poświęcamy choć chwilę dla siebie, łączymy się w jedno sami ze sobą.

Choć dla niektórych samotność kojarzy się z samotnictwem, ucieczką od świata i ludzi, to właśnie o tę ucieczkę tak naprawdę chodzi. Przywiązani do nadmiernej i często, przekraczającej nasze siły aktywności, nie dajemy sobie szansy na odpoczynek. Choć aktywny wypoczynek, jest obecnie bardzo propagowany jako ten, który powinien funkcjonować w naszym podstawowym pojęciu o możliwości spędzania wolnego czasu, to nie zawsze jest on dobry dla kogoś, kto potrzebuje zwyczajnie się zatrzymać i pomyśleć. Ciało nie utraci swojej aktywności wewnętrznej, jeśli nie będzie cały czas w ruchu, jeśli nie będzie pobudzane aktywnością stymulowaną zewnętrznie. Serce nadal będzie biło, krew będzie krążyć i nadal będziemy oddychać.

Jeśli ktoś ma w sobie dużo niepokoju, będzie oczywiście potrzebować ruchu jako sposobu na zajęcie ciała w chwili, gdy będzie myśleć. Innym będzie wystarczać spacer, a innym siedzenie w jakimś odosobnionym miejscu i wpatrywanie się w zachód słońca. Ale, gdy już uspokoimy ciało i znajdziemy czas dla siebie, gdy udamy się w nasze ulubione miejsce, gdzie najlepiej i najprzyjemniej nam się myśli i wypoczywa, wtedy dokonuje się w nas rozwój. Podążamy do przestrzeni myśli i z tego poziomu zaczynamy obserwować siebie, swoje ciało, życie, układając w głowie wszystko to, co pozostawało niepoukładane. Wtedy przychodzi nam do głowy najwięcej pomysłów, znajdujemy rozwiązanie dla wielu problemów, a to, co zawikłane może wydać nam się nagle jasne i zrozumiałe.

Pewnie nie raz słyszeliście, gdy ktoś chciał rozwiązać jakiś problem, że potrzebuje czasu, aby pomyśleć. To oznacza, że wewnętrznie ta osoba chce udać się do miejsca odosobnienia i daje sygnał otoczeniu, by nie oczekiwało odpowiedzi już teraz, natychmiast, bo pewne sprawy trzeba po prostu w głowie poukładać.

Jako dziecko uwielbiałam tworzyć dla siebie czas odosobnienia, udając się w miejsce, które sprzyjało wewnętrznemu rozmyślaniu. Pisałam już o tym miejscu, w jakimś innym artykule.

W dzieciństwie mieszkałam w niezwykłym miejscu, bardzo blisko jeziora. W pobliżu był pałac i zespół parkowy po dawnych właścicielach jeziora i tych terenów. Dalej, na półwyspie znajdowało się na jego końcu miejsce, jeszcze niezwyklejsze niż pałac. Było tam wzniesienie, oddzielone od lądu wgłębieniem, przypominającym fosę, później był krąg, wał ziemi, otaczający wzgórze niczym pierścień i znów wgłębienie.

Bardzo dawno temu znajdował się tam gród. Kiedyś znajdowało się tam stanowisko archeologiczne i wiem, że wykopano tak siekierkę sprzed kilku tysięcy lat, znajdowano tam szczątki spalonego węgla, ognisk i ceramikę. I to właśnie, to miejsce przyciągało mnie najmocniej. Czułam się z nim związana duchowo i karmicznie.

Gdy wracam tam co jakiś czas, nie wracam do samej miejscowości, ale do miejsca, gdzie znajdował się gród. Jest tam moje drzewo, moja zwalona wierzba, gdzie siadałam w dzieciństwie i obserwowałam przyrodę.

Potrafię docenić każdy i stan i miejsce, gdzie się znajduję, ale okres dzieciństwa i możliwość kształtowania mojej dzikiej, kobiecej natury, świadomości jedności z przyrodą i otaczającym mnie światem wciąż pozostaje w mojej duszy, jako najważniejszy okres mojego życia, który mnie, tak naprawdę ukształtował wewnętrznie. Bo choć wszyscy chcą, bym się dostosowała, bym się nie wychylała, bym była normalna i taka, jak inni, ja nie potrafię się podporządkować. Moja dzika natura wciąż dochodzi do głosu i mówi, biegnij, tańcz, rozpuść włosy, zdejmij buty i biegnij wśród łąk, ciesz się wiatrem i słońcem, bądź wolna, jak zawsze czułaś się wolna.

Czasami słyszę: jesteś niepokorna, nikogo nie słuchasz, nie chcesz się podporządkować normom społecznym i moralnym. Piszesz o najintymniejszych kobiecych doznaniach. Nie masz za grosz wstydu i wychylasz się ciągle chcąc iść swoją własną drogą. Czasami inni krzyczą na mnie, grożą mi, że mnie wciągną do stada, ujarzmią, pozbawią mojej wewnętrznej siły, mojej dzikości. Jednak nie wiedzą, że każdą krytykę przyjmę z pokorą i zrozumieniem. Tylko słabi krytykują, tylko Ci, co się boją, choć im nic złego nie zrobiłam, będą chcieli pozbawiać mnie mojej siły, bo się jej boją, bo kobietom nie wolno w dzisiejszych czasach ciec być wolnymi i dzikimi. Nie wolno nam pragnąć, biegać boso po łąkach, tańczyć w świetle księżyca, bo to gusła, bo jesteśmy wtedy niemoralne i bezwstydne. Tylko pomyślcie, kto to mówi? Ko nam chce tego wciąż zabraniać?

Jeśli chcecie tak mówić o mnie, że jestem inna, mówcie, tylko po co marnować czas na mnie, gdy własne życie się sypie. Odwracanie uwagi i skupianie gniewu na kimś, kto się wyzwolił z iluzji życia, w zniewoleniu wewnętrznym nic wam nie da. Zrodzi jeszcze większą frustrację, bo własne życie nie naprawi się, jeśli będziecie wyładowywać gniew na innych.

Przed waszą krytyką pierwsza w pokorze schylę czoło, bo rozumiem jej przyczynę, ale, to mnie nie zmieni, nie złamie mojego ducha, bo duch rodzi się z siły, która wypływa z mojej duszy. I pierwsza przyznam wam rację, tak, jestem dzika, prymitywna, mało współczesna, jeśli ktoś chce mnie tak nazwać. I jestem sobą.

W kulturze i historii wiele jest przykładów kobiet dzikich, świadomych swej kobiecej natury, które przeważnie kończyły źle, bo gdy tylko się wychylały, były zwyczajnie mordowane, topione i palone na stosie. Oczywiście są kultury, w których kobiety dzikie są poważane a ich wiedza ceniona, ale te kultury nie są po prostu jeszcze skażone współczesnością i strachem przed naturalnością kobiecej energii.

Kiedyś sama usłyszałam od pewnej osoby, że gdyby tylko miała większą władzę, już dawno bym spłonęła na stosie. Odpowiedziałam, że i owszem, pewnie by tak było, gdyby miała większą władzę, ale i tak bym się odrodziła i nie ważne, jak często by mnie zabijała i tak bym się odrodziła, czekając, aż się zwyczajnie zmęczy.

Moc każdej duszy tkwi w jej wnętrzu, nie w poważaniu innych osób, nie w dyplomach kolejnych uczelni, nie w awansie i stanowisku. To siła, która pozwala podnieść się i odrodzić. To siła wewnętrzna wynikająca ze świadomości jej posiadania.

Przez długi czas kobiety pozwalały się spychać w stan, gdy nabierały przekonania, że nie mogą obcować ze swoją kobiecą naturą, nie mogą być sobą, bo ich seksualność gorszy innych. Ale, my takie właśnie jesteśmy, a seksualność to najistotniejsza część naszej natury. Tym zostałyśmy obdarzone cieleśnie w swej wewnętrznej i zewnętrznej budowie. To, z tą częścią nas zespala się męska energia, to w nas dokonuje się akt stworzenia. To w nas dojrzewa życie i to my je wydajemy na świat. Nie mówię, że energia męska nie jest ważna. Jest, ale równowaga tych sił w ostatnich czasach, niestety bardzo mocno została zachwiana. Obserwując kobiety, można wręcz zobaczyć, że stają się bardziej męskie od mężczyzn. Pozbawiamy was waszej siły, abyście wy przestali tłumić nasz seksualny, kobiecy potencjał. Niestety, dzieje się to trochę zbyt agresywnie i coraz częściej doświadczamy skutków tego, w postaci waszego odrzucenia, bowiem przestajecie panowie nas zwyczajnie potrzebować, wybierając częstokroć energię własnej płci, która staje się znów, mocno kobieca przejmując nasz pierwiastek. Wszystko się miesza ze sobą i aby odzyskać równowagę dwie strony muszą na powrót zwrócić się do swej dzikości i odnaleźć w sobie jej pierwotne źródło.

Jedna z moich znajomych, dzwoni do mnie często i żali się, że szukając mężczyzny zaczęła wpadać w paranoję, bo każdą rozmowę, z nowo poznanym mężczyzną, od razu zaczyna od pytania, czy jest gejem, męską dziwką sprzedającą się w internecie, lub ma żonę i tylko chce się rozerwać? Jej doświadczenie uczyniło ją czujną i z każdym miesiącem poszukiwań pozbawiało złudzeń, że spotka kogoś normalnego. Wybierając Internet, jako łatwy sposób poznawania ludzi, wpadła w pułapkę nieufności. Głos takich kobiet, które doświadczają strachu przed kontaktem z energią męską i jeszcze większego, ze jej nie znajdą jest coraz liczniejszy wśród kobiet.

Oddaliliśmy się od swojej naturalnej energii. Jedna strona zaczyna przypominać drugą. Kobiety walczą dziś niczym mężczyźni a mężczyźni stają się delikatni i słabi. Kobiety robią karierę i chodzą na polowania, wybierając przyjemność zakupów zamiast pielęgnacji swojej energii.

Stałyśmy się wojowniczkami, pozbawiając się tym samym możliwości dotknięcia w sobie tego, co wydaje się być kruche, ale gdy już się dotrze do istoty tej energii wyzwala ona w nas ogromną siłą, dając większe możliwości przetrwania, niż energii męskiej.

Czy nastąpi w końcu w nas zmiana? Nastąpi, bowiem natura zna wiele sposobów na wyrównywanie stanów nierównowagi. Mężczyźni oddalający się od energii kobiecej poczują w pewnej chwili samotność, wynikającą z poczucia niespełnienia, czego obrazem będzie odpychanie tego, czym wypełnili swój świat. Kobiety poczuję dokładnie tę samą samotność, nie mogąc upchnąć kolejnego przedmiotu, szminki, perfum, ubrań, które miały zastąpić im stan spełnienia. Przestrzeń każdej ze stron w pewnej chwili zapełni się, a wtedy, każda zatrzyma się, zastanawiając, co rozbić dalej i to będzie moment, gdy do głosu dojdzie zew przyrody, gdy usłyszycie głos, który będzie was przywoływać ze swego wnętrza.

Wtedy to zróbcie, znajdźcie odosobnione miejsce i obudźcie w sobie swą dzikość. Gdy zniknie świat, który was złapał w swoją pułapkę zobaczycie, że zaczniecie tańczyć, biec. Zdejmiecie buty, choćby te najdroższe i zechcecie poczuć stopami ziemię, przebiec się po trawie. Poczuć to, co tak długo w sobie tłumiliście i odrzucaliście myśląc, że współczesne życie i postęp da wam to, czego nie znajdowaliście w sobie przez wieki, ale mam nadzieję, że, gdy przyjdzie taki czas nie będziecie musieli walczyć o jedyny ocalały kawałek zieleni, waszą dziką część duszy.

Nie bójcie się udać w głąb siebie, by zapytać, kim tak naprawdę jestem? Gdy przełamiecie swój strach odnajdziecie coś więcej, niż tylko swoją tożsamość, a wtedy nagle zobaczycie obraz całości i nie wystarczą wam już pochwały, publiczne uwielbienie, zazdrość, nie wystarczy wam też przekonanie, że jesteście tylko ludźmi, będziecie chcieli poznać swoją prawdziwą naturę a czas, w którym dacie sobie na to, by pomyśleć i wyciszyć się, poprowadzi was, poprzez myśli do jedności.