Iluzja pragnień


Dzikie zwierzę, które złapie się we wyki, potrafi odgryźć swoją kończynę, byle tylko uwolnić się z niewoli. A jak jest z nami? Do czego potrafimy się posunąć, by uwolnić się z jakiejś relacji? Jak daleko potrafimy pójść w swojej destrukcji, byle tylko odzyskać wolność? A potrafimy i robimy to, kończąc zniewalające nas lub, jak je nazywamy często, toksyczne znajomości, rzucając pracę lub wyjeżdżając gdzieś, gdzie nie mamy bliskiego kontaktu z rodziną. Potrafimy niszczyć, zrywać więzy, potrafimy też walczyć i przeciwstawiać się, gdy coś jest dla nas niszczące. Czasami wręcz z premedytacją wykorzystujemy ową niszczącą siłę, w której upatrujemy czasami wręcz ostateczny ratunek i możliwość utraconej wolności.

A tak przecież było fajnie na początku, tyle marzeń, planów, tak wiele potrafiliśmy z siebie dać. I nagle jakaś relacja zaczyna nas uwierać, nazywamy ją destrukcyjną, starając się z niej uciec. Podobnie jest z miejscem, w którym postanowiliśmy zamieszkać. Na początku pełni planów, otwarci, a po jakimś czasie, potrafimy powiedzieć, to miejsce mnie dusi. Nie inaczej dzieje się też w pracy. Otwarci i pełni pomysłów na początku, z czasem czujemy, jakby nas pochłonęła ciemność. W przyjaźni i związkach dzieje się równie podobnie. Co się zatem w nas zmieniło, że nagle, coś nam zaczęło przeszkadzać? Co się takiego stało po drodze, iż tak duże nagle zaczęliśmy dostrzegać dla siebie zagrożenie? Czy nadzieja, którą żywimy często na początku, czyni nas aż tak dużymi ślepcami? A może my sami się nimi czynimy, tworząc sobie łudzący obraz, iż dana rzecz, miejsce, praca, związek, relacja coś nam da. Może to my chcemy więcej niż możemy dostać? Hm…do zastanowienia na dziś.