Kamienie na drodze do szczęścia


Czy mogę kopnąć kamień, który leży mi na drodze? Oczywiście, że mogę, tylko, co mi to da? Rozładuję w ten sposób napięcie, które się zgromadziło w mojej duszy? W sumie, to też jakiś sposób, by je rozładować, dlaczego by nie? Ale, czy to coś zmieni? Kamień potoczy się i zajmie inne miejsce, ale nadal będzie kamieniem, zaś moje zachowanie nie sprawi wcale, iż problem, który wywołał we mnie napięcie i skłonił do kopnięcia kamienia pozostanie w jakikolwiek sposób rozwiązany. Podobnie dzieje się, gdy zaczynamy uważać, iż to inni stoją nam na drodze do szczęścia i najpierw musimy zmienić ich samych, pomóc im naprawić ich życie, by dopiero na końcu zająć się sobą. A to potrafi zrodzić frustrację i to naprawdę dużą. Bo inni wcale nie muszą myśleć tak, jak my. Nie muszą iść tym samym tempem rozwoju, interesować się tymi samymi rzeczami. Co więc robić? Czekać na nich? Usuwać z drogi? Siłować się z nimi? Czy raczej cofnąć się o krok, przyjrzeć swoim zamiarom i tu dokonać zmiany. Może to nie w nich tkwi problem a w naszych własnych intencjach, w naszej wiecznej potrzebie zasługiwania na zbawienie. 
Mam zatem dla ciebie zadanie: Pomyśl, co musisz jeszcze uczynić (kogo zbawić, kogo wyciągnąć z jego piekła lub błędnych przekonań, dla kogo się poświęcić), by zasłużyć na swój raj. I jaką cenę musisz zapłacić najpierw, by zyskać życiowy spokój?