Kolejny krok, akceptacja


Odkrywszy poziom, na którym się obecnie znajdujemy, aby dokonać w nim zmian tak, by móc pójść dalej potrzebować będziemy energii, która pomaga pogodzić w sobie zwaśnione strony, a tych do tej pory zapewne nam nie brakowało, gdy nie chcieliśmy uznać, że to, co się dzieje jest wynikiem własnych decyzji i wyborów.

Etap to dość skomplikowany, bo wymaga wcześniejszego rozliczenia się z sobą, a raczej jednej chwili, momentu uznania własnej aktywności w tym, co działo się do tej pory. Bez tego dusza wciąż będzie zaprzeczać, jakby była sprawcą jakiś negatywnych stanów, które przynosiły jej cierpienie. Niestety, nie tylko była, ale i sama je inicjowała, wciągając się w cudze zdarzenia lub inicjując własne, w które wciągała inne dusze. Tu prawda się mocno przydaje, choć ta, jak pisałam wcześniej jest dość brutalna w swej szczerości i nie chce złagodzić swego oblicza, ukazując całą wyrazistość naszego negatywnego wobec siebie i innych postępowania. Ale niech sobie tam będzie. Jest pomocna, wiec warto z jej obecności korzystać.

Uznając już własną rolę, warto by było się nad nią nieco dłużej pochylić, bowiem ukazuje intencje, które nami kierowały. Aby je jednak dobrze nazwać, a jest to niezbędne, bowiem źle zadając pytanie odnośnie siebie, nie tylko ich nie rozpoznamy, ale też pogubimy się w tym punkcie, wpadając w energię poczucia winy i obwiniania, gdy szukać będziemy ich źródła poza sobą.

Akceptacja nie szuka winnych. Przyjmuje własny udział i rolę odgrywaną w zdarzenia jako coś oczywistego. Nie szuka też nikogo, kto by ją za to, co czyniła negatywnego dla siebie i innych osądzał. To jej pomogą dokonać w sobie istotnej przemiany, gdy z ofiary przeistacza się w stwórcę swojego życia. Zyskując tę świadomość zaczyna widzieć nie tylko skutek, ale i dostrzega przyczynę tego, co się dzieje w niej i wokół niej. Jest w stanie dostrzec ten proces w całym, toczącym się dokoła niej życiu. W pierwszej chwili może ją to oszołomić, ale z czasem, gdy będzie dostrzegać przyczynę na coraz głębszym poziomie, nie będzie już w stanie, skupiać się tylko na próbach niwelowania skutku, ale dokona czegoś ponad to, połączy w jeden ciąg zdarzeń wszystko, co działo się od chwili inicjacji aż do chwili obecnej. Dzięki temu stanie się świadoma całej linii zdarzeń, którą stworzyła w chwili, gdy zapoczątkowała w przeszłości jakiś stan, aż do teraz.

W momencie, gdy dusza zaczyna przejawiać akceptację dla przeszłości i wszystkiego, co zapoczątkowała w swoim życiu, świadomość ukazuje jej nagle stan, gdy widzi, iż skoro mogła tworzyć złe doświadczenia, może także tworzyć i dobre, a to oznacza, że jest źródłem w sobie dobra i zła. Sama jest zatem odpowiedzialna za swoje cierpienie i swoje szczęście.

Im wyżej wzrośnie w tej świadomości dusza, tym jaśniejsze dla niej się staje, że w zasadzie żadna energia zewnętrzna nie jest w stanie wpłynąć na jej stan szczęścia, ani żadna nie jest w stanie wpędzić ją w cierpienie. Taki moment czyni ją nie tylko wolną od wpływu innych energii, ale przede wszystkim wolną od wcześniejszych przekonań, iż to świat zewnętrzny był odpowiedzialny za jej nieszczęście. Ten zaś moment otwiera prze nią kolejną bramę, gdzie musi świadomie rozstrzygnąć w sobie to, co dotychczas czyniło ją, w jej własnych oczach winną wobec tego, co winnymi uznawało innych. Ale to już w kolejnym poście.