Lustro, które widzę w Tobie


Nie zawsze nasze relacje układają się w sposób, w który byśmy sobie życzyli, by się układały. Ale też często nie dokładamy najmniejszych starań, by były takie, jakimi chcielibyśmy je widzieć. Nie zawsze też mamy ochotę na to, by nad daną relacją pracować, bo i po co, nie lepiej wymienić znajomego, partnera, koleżankę, przyjaciela na innego znajomego? Oczywiście, wietrzenie szafy bywa czasami konieczne, jednakże, czy wymiana rzeczy lub osoby na nową musi zaraz oznaczać, że coś się zmieni? Przecież my się nie zmieniliśmy, a może jednak, może to, że wymieniliśmy skład naszych znajomych jest właśnie oznaką zmiany, która się w nas dokonała? Oby, nie zawsze jednak tak jest, a często bywa wręcz odwrotnie. Wymieniamy, bo powtarzamy wciąż ten sam wzorzec, wciąż doprowadzamy do tych samych problemów, do tych samych sytuacji, wciąż prowokujemy te same postawy wobec nas. Ucieczka z relacji, nagłe zerwanie więzów, jest wtedy jedyną drogą, którą widzimy, jedynym postępowaniem, które, w naszym mniemaniu, może uchronić nas od kłopotów. I uciekamy, zrywamy więzy, nie chcemy więcej widzieć danej osoby w naszym życiu, bo jest zbyt wyraźnym lustrem, bo jej zachowanie jest zbyt niewygodne dla naszego wymuskanego mniemania o sobie. Bo po co męczyć się z kimś, z kim nawet nie możemy się porozumieć, po co też o daną relacje walczyć, skoro w nowej może być lepiej, po co coś uzdrawiać…a może jednak?

W którym momencie decydujecie się na zmianę, w swojej przestrzeni relacji? Musi ktoś was naprawdę mocno wcześniej wkurzyć? Czy robicie to z nudów? Częściej decydujecie się uzdrowić relację, czy od razu, won! A może macie tak dużą cierpliwość, iż długo dajecie sobie wchodzić na głowę, staracie się dla tej drugiej strony i doprowadzacie do ostateczności, a wtedy, nie ma, zmiłuj się.

Dziś temat nieco trudniejszy, ale wciąż pozostajemy w przestrzeni związków i relacji. To jak to jest u was?