Misjonarstwo w relacji


Dziać się to może zarówno we własnym zakresie, jak i w stosunku do każdej jednej duszy z którą chcemy lub tworzymy jakiś rodzaj relacji, a nawet w stosunku do tych, których nawet jeszcze nie spotkaliśmy na swej życiowej drodze.

Łatwo jest rozpoznać własny rodzaj nastawienia do innych i sposób działania, który ukazuje, co nami tak naprawdę kieruje podczas tworzenia relacji z otoczeniem. Upór, który się wtedy ukazuje w przekonaniu, o słuszności własnego postępowania i zachowania wobec innych, jest jak znak rozpoznawczy mówiący o tym, czy kieruje nami misja, czy nasze działanie oparło się na chęci wywierania presji na innych, by chcieli iść przed nami.

W pierwszym przypadku nasze nastawienie opiera się na chęci przypisania sobie zasług, wobec każdego jednego postępu, którego doświadcza dusza, która w naszym przekonaniu ma podążać za nami. To bardzo egoistyczne, ale jednocześnie łechce próżność i tworzy dość silne przekonanie o własnej mocy.

W drugim przypadku, rozwijamy się, pchając jakąś duszę do oświecenia, czyniąc ją na siłę własnym przewodnikiem. To misjonarstwo, czynienia z kogoś swoim guru. I nie ważne, czy ta dusza tego chce, czy, nie. Ma iść przed nami wskazując nam drogę i już.

Dusza z syndromem misjonarstwa nawet nie wie, że kieruje nią pycha i przekonanie, iż ma moc zmieniania innych dusz. Nie rozumie jednocześnie, że każda jedna dusza, która podąża za nią, czyni to jedynie do momentu, gdy osiągnie swój własny cel, a tego najczęściej, ta pierwsza nie jest nawet w połowie świadoma. Może to być bardzo mylące, bo jeśli ktoś za nami podąża, wydaje nam się że nas pragnie nas, a okazuje się, że ta osoba jedynie pragnie czegoś w nas, nie nas samych. To nas może rozczarowywać, wywoływać żal, bo spodziewamy się najczęściej, że nasze staranie zostanie dostrzeżone i otrzymamy w zamian wdzięczność. Możemy też liczyć na inne profity, z pragnieniem tworzenia związku włącznie. Wiele też jesteśmy w stanie poświecić dla takich relacji, bo im większa w nas pycha, tym trudniejszą i bardziej oporną na nasze wpływy i wdzięki wybieramy duszę do naszego zadania, ale pomyślcie, jakiej musi spodziewać się ta pierwsza satysfakcji, jeśli druga dusza, choć na chwilę jej ulegnie, zwróci na nią uwagę, zapragnie jej lub okaże wdzięczność.

Jak rozpoznać w sobie misjonarstwo?

Robiąc przegląd swoich relacji, warto zwrócić uwagę na postawę, którą najczęściej przyjmujesz wobec innych. Jeśli przejmujesz się tym, że starasz się, ale nie jesteś doceniany, oznacza to, że badasz rolę misjonarza, a tym samym ulegasz naiwności, że Twoja moc jest w stanie zmienić kogokolwiek. Owszem dusza posiada możliwość wpływania na otoczenie, jako jedna z sił wypełniających tę rzeczywistość, ale w równym stopniu podlega innym siłą, bo rzeczywistość w ten właśnie sposób utrzymuje w sobie stan równowagi. Problem stwarza się w nas w chwili, gdy wydaje nam się, że nasza siła oddziaływania jest większa niż innych na nas, a dodatkowo nasza moc czyni nas wyjątkowymi i to, co czynimy wobec innych, tylko potwierdza to, jak jesteśmy wyjątkowi.

Uwielbiamy czuć się wyjątkowi. Uwielbiamy, gdy inni zauważają ją w nas i zaczynają ją podziwiać, a to idealna podstawa dla możliwości zbudowania pysze piedestału.

Ulegając pysze sami siebie potrafimy dowartościowywać, unosząc się w chwale i dumie, jacy to jesteśmy wspaniali i wyjątkowi, a jeśli inni dodadzą nam jeszcze swego splendoru i okażą publiczny podziw, pycha wdrapie się w nas na najwyższy poziom zarozumiałości i łatwo stamtąd nie zejdzie. Ona wręcz uwielbia podziw i oklaski.

Gdy pycha jest w nas systematycznie oklaskiwana, łatwo jest duszy wyrobić sobie przekonanie o swojej wielkości. A im wyżej weszła, tym trudniej jest ją stamtąd strącić i nie ważne, czy czynić to będą dla nas inni, czy my sami.

Tworząc misję wobec innych, nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że dusze, które do siebie przyciągnęliśmy są interesowane, jak my sami, zresztą, wobec nich. Naiwność, do samego końca każe nam wierzyć, że inni nie zorientują się w naszej misji, nie rozpoznają naszych prawdziwych wobec nich intencji, a oni, że my nie zorientujemy się w ich interesowności.

Ale... naiwność jest przecież taka słodka i tak miło jest wierzyć, że ktoś nas lubi dla nas samych i, że niczego od nas nie chce, a to, co nim kieruje, to szczera chęć podzielenia się swą wartością, czyli uczuciami. Nie przejmuje się jednak, inni są równie naiwni jak my sami i podobnie, nie zdają sobie sprawy z prawdy, działania negatywnych intencji.

Osoby obciążone misjonarstwem, nigdy łatwo się nie poddają. Gdy jedna dusza je porzuca, przez jakiś czas odczuwają wściekłość, że jak to, przecież byli tacy dobrzy dla tego kogoś, tyle oddali mu uczuć, pomagali, dwoili się i troili, aby tej drugiej stronie nieba przychylić, a ta niewdzięczna istota śmiała się w taki sposób zachować, a już po chwili znajdują kolejną duszę, w dziwny sposób podobną do pierwszej, bo choć nie są świadomi, ich upór każe im do końca walczyć o swoje przekonanie i w końcu, coś musi przecież zadziałać na tę drugą duszę. One same, tak łatwo nie odpuszczają tym, których wybrali na obiekt swej misji. Kierując się swoją wiarą, potrafią długo znęcać się uczuciowo nad drugą osobą, przeradzając przestrzeń relacji w pole bitwy.

Jeśli masz problemy z pozbyciem się emocji wobec osoby, która Cię skrzywdziła lub opuściła, oznacza to, że nieświadomie wykonywałeś misję wobec tej osoby i chciałeś ja zbawiać lub oświecać. Obie opcje mogą działać równolegle w naszej postawie, tak więc, czy ciągnąłeś kogoś lub próbowałeś ciągnąć, czy też pchałeś do oświecenia (czytaj: zmiany lub wewnętrznej przemiany), w każdym z przypadków kierowała Tobą pycha i przekonanie, że Twoja siła działa.

Co może uwolnić nas od misji?

Cóż, w każdym wypadku wystarczy odnaleźć rolę pychy, dumy, naiwności i głupoty, ale nie w innych, tylko w sobie samym. Innych w tym przypadku najlepiej byśmy zostawili w spokoju, bo jeśli nadal myślimy, że to w tej osobie tylko była pycha, to nadal działa misjonarstwo.

Oczywiście uściślając, jest i była w tych osobach pycha, jak i można odnaleźć działanie każdej z wcześniej wymienionych emocji, ale zmieniamy i leczymy siebie, nie tę osobę. Ona nie musi nic wobec nas, nie musi chcieć nam zwrócić wolności, ani się zmienić, to my się zmieniamy i to jest podstawowa zmiana myślenia.

Jeśli w tym momencie będziesz jęczeć...ale, przecież on/ona mnie skrzywdziła...daruj sobie, niczego nie chcesz zmienić, dalej myślisz w ten sam sposób, dalej jesteś misjonarzem, bo nie chcesz nic zrozumieć, tylko użalasz się nad sobą, że Twoja moc okazała się tak słaba, a przecież myślałaś w duszy, że jest tak wielka.

Pierwsza zmiana, która powinna nastąpić, choćbyś ją wymusił, to, to, by druga osoba zniknęła z Twojego języka myśli i słów. Masz zacząć widzieć w tym procesie siebie i tylko siebie, a drugą stronę, jeśli już, jedynie jako lustro.

Ja.

Każda myśl ma zaczynać się od słowa Ja...Ja w tym, Ja wobec tego, Ja wobec kogoś...

Ja.

Przenosząc świadomość do swojego wnętrza w końcu odczepiasz się od tej osoby, bo może nie wiedziałeś, ale od strony duchowej wygląda to, jakbyś był rzepem, który sam nie wie, jak ma przestać używać swoich sposobów zaczepiania się o innych.

Gdy zaczynasz myśleć ,,JA", zaczynasz działać, jako Ty. Do póki w wypowiadanych przez ciebie zdaniach więcej będzie słowa ON, do tego momentu swoją świadomość próbujesz zakotwiczać w tej duszy, a co ten biedak winny, żeś się na niego uwzięła, by go zmieniać. On tylko uległ głupocie wierząc, że sam coś na tym zyska i wierzył pewnie naiwnie, że ubije, na relacji z Tobą, dobry interes. Nie musi Cię jednak interesować, co on planował, ważne jest, o co Tobie chodziło. No właśnie... o co?

...

Jam Jest gotowością do uzdrowienia tej relacji.

Jam Jest świadomością własnych intencji, które kierują mnie w stronę tych, których do siebie przyciągam lub za którymi podążam.

Jam Jest świadomością działania we mnie każdego pragnienia.

Jam Jest świadomością własnej gotowości, nie tylko do uzdrowienia tej relacji, ale i każdej jednej relacji, którą oparłam na własnym misjonarstwie.

Jam Jest świadomością oddziaływania na mnie wszystkich sił, które mnie otaczają i które na mnie wpływają.

Jam Jest świadomym działaniem, kierując we mnie każdą siłę w stronę równowagi.

Jam Jest równowagą pomiędzy mną a każdą jedną energią, z którą kiedykolwiek tworzyłam relację.

Jam Jest równowagą każdego pragnienia, chęci uzdrawiania kogokolwiek, czy też prowadzenia do oświecenia.

Jam Jest świadomym kierunkiem mojego rozwoju, jak i świadomością kierunku każdej innej duszy, podążającej w stronę jedności.

Jam Jest uzdrowieniem każdej jednej relacji, którą kiedykolwiek tworzyła i tworzę w chwili obecnej.

Jam Jest przemianą każdej jednej formy wyrażania się na płaszczyźnie misji, wobec innych dusz.

Jam Jest świadomością poziomu, na którym tworzę jedność z każda jedną duszą.

Jam Jest świadomością poziomu jedności.

Jam Jest świadomością każdego punktu przemiany, który dokonuje się w duszy, tego, co ją motywuje, co wzbudza jej pragnienia, jak i punktu jej oświecenia.

Jam Jest odpuszczeniem wobec misji, wiedzenia na siłę innych, do oświecenia.