O mnie


Nie jest trudno pisać sobie, choć trudniejszym jest, by zrobić to z właściwym dystansem, który pozwala na to, by odnieść się do siebie w sposób miarę obiektywny, a najlepiej świadomy. I tak też bym chciała uczynić.

Jako dusza, która przez większość życia nosiła głowę w chmurach, szybko zorientowałam się, jak bardzo ważnym jest dla mnie, by szukać w moim otoczeniu tego, co mnie może uziemić, pozwolić wrosnąć w materię tak, bym mogła funkcjonować w tej rzeczywistości w sposób, który nie będzie pozwalać mi normalnie żyć. Tym czymś okazali się ludzie, których wybierałam bardzo starannie, wiedząc i widząc, jak twardo stąpają po ziemi, choć, jak w każdym przypadku, nie starałam się ich kopiować, ale bardziej zainspirować ich sposobem podejścia do materii, którą traktowali jak ogromne pole możliwości, z zachowaniem oczywiście odpowiedniego dystansu. Co ciekawsze, dla równowagi otoczona jestem i duszami, które są całkowicie ,,nieobecne” lub pogrążone w swoich marzeniach i jak się często okazuje, to ja jestem dla nich tym, co je otrzeźwia, sprowadza na ziemię, ugruntowuje wewnętrznie, uspokaja i pokazuje, w jaki sposób zachować w tym, co się dzieje w ich życiu rozsądek.

Tego też uczę moje dzieci, pokazując im, że rozwój duchowy nie musi wcale wykluczać rozsądku, a wręcz przeciwnie może być jego podstawą i mogą go wykorzystywać właśnie do tego, by budować go w sobie, czyniąc siebie jak najbardziej neutralnymi wobec samych siebie, innych i tego, co robią na co dzień.

Wiem, że osoby takie, jak ja, zajmujące się tego (czytaj: dziwnego) rodzaju rzeczami lub wykonujące pracę związaną w jakiś sposób z rozwojem mogą wydawać się wręcz nierealne, ale, pomijając oczywiście wyjątki, gdybyście przyjrzeli się tym, którzy naprawdę rozwijają się duchowo, zauważylibyście, że robią to często po to, by poprawić jakość swojego życia i często, bardziej twardo stąpają po ziemi, niż inni ludzie, są rozsądniejsi, jaśniej myślą, nie ulegają jak inni pokusom, nie kierują się pragnieniami tylko patrzą na świat z poziomu obserwatora, pozwalając innym, by podążali własną drogą, a tylko wtedy się angażują w życie innych, gdy są o to proszeni i wyczuwają rzeczywistą w innych gotowość na ich pomoc. Jednakże, nawet wtedy pozostają neutralni przyjmując postawę, w której ukazują jedynie to, jak sami poradzili sobie z problemami i w jaki sposób doszli do punktu, w którym się teraz znajdują, w swoim życiu.

Podążając przez własne życie, nie raz zastanawiałam się czy mogłabym robić w nim coś innego niż to, czym się zajmuję obecnie. Wydawało mi się, że tak, ale, gdy poddajemy się życiu i pozwalamy, by kierowało naszym losem, to, co dokładnie robimy, jak się okazuje jest właśnie tym, co sprawia, że idziemy właściwą drogą. Moja droga jest zatem właśnie taka. Nie szarpię się, nie walczę robiąc dokładnie to, czym zawsze chciałam się zajmować.

Oczywiście, nie wszystkim się to podoba. Moi bliscy nie raz dawali mi do zrozumienia, że to, czym się zajmuję nie jest traktowane przez nich w sposób poważny. Tylko…czy czułabym się bardziej szczęśliwa, gdybym żyła zgodnie z ich wolą? Nie sądzę, bo, już kiedyś żyłam w ten sposób i wierzcie mi, nie byłam szczęśliwa.

Wielu z was pewnie tak żyje i gdybym zapytała was, jak bardzo czujecie się nieszczęśliwi, stłamszeni wewnętrznie, opowiedzielibyście mi pewnie nie jedną historię o tym, jak ogromną walkę toczycie ze sobą i innymi, domagając się prawa do bycia sobą.

Ciekawe, że bycie sobą może być aż tak dużym problemem w, wydawałoby się cywilizowanym społeczeństwem, choć nie w tym tkwi główny problem, a w tym, by i samemu sobie na to pozwolić.

I, choć cena może wydawać się ogromna, lepiej zastąpić tych, którzy mówią nam, co mamy robić tymi, przy których możemy poczuć się naprawdę wolnymi. Wcześniej jednak tę samą wolność warto, byśmy odnaleźli sami w sobie, inaczej, wciąż się jej będziemy nieświadomie domagać, nawet od własnych przyjaciół.

A tak w ogóle, to witam was na mojej stronie i zapraszam do podróży po świecie ducha i materii.

Miłego dnia kochani.