O tym, co jedność czyni


Wiele jest poziomów świadomości, zarówno tych przejawionych jak i nieprzejawionych w materii i wiele dróg do nich wiodących. Jednakże, cokolwiek swą świadomością przenikniesz, kolejny stan Ci się ukazuje zapraszając, byś pojął, co siłę jego stwarza, co przejawienie umożliwia, co w nieprzejawionym pozostaje, choć wciąż jednością jest z tym stanem. Dla duszy może to być jednak za wiele, bo pojąć jej trudno, jakim cudem zło może w sobie dobro zawierać. W jaki sposób ciemność jest przenikana przez światło. Jak można pokochać to, co zło czyni i widzieć w tym dobro.

Pełna antagonizmów i uprzedzeń wścieka się dusza na siebie, że pojąć niczego nie może, że to, co jedność stanowi, tak trudnym się zdaje do pojęcia. Rozgląda się wściekła dookoła lub lękiem przepełniona, kuli się w sobie chcąc w nieświadomość się zapaść, rozpłynąć w stanie niebytu, by nie musieć myśleć, bo tak trudnym jej się to zdaje do pojęcia, że istnieje siła, która silniejsza się okazała od jej mocy, problemów tworząc w jej życiu bez liku.

A przecież..., to łatwym być wszystko powinno, każdy stan w jednej chwili świadomym się dla niej czynić, by przebiec mogła swą drogę, tak jak w nieprzejawionym świecie to czyniła, wolności duchowej doznając. I nie rozumie dusza, że przejawione tylko odwrotnością jest nieprzejawionego, że to, co działo się już, dziać się tu będzie długo. Że to, co ją złości, jedynie spokój w niej dopełnia, zaś to, co odrzuca tylko akceptacji w niej szuka, by mogła pojąć, że stanowią całość z odrzuceniem.

Męczy się dusza okrutnie próbując pojąć przejawione, bo każdy stan, którego tu doświadcza zdaje jej się ciągnąć wiekami do zrozumienia, a ona przecież nie ma czasu, bo już w jedność by się chętnie wtuliła i doznawała tego, co najprzyjemniejszym jej się wydawało w nieprzejawionym. A tu, na wszystko trzeba czekać, każda chwila wieczność jej się zdaje, gdy ona już dawno mogłaby przebiec ten świat dokoła, przenikłość go z milion razy i wrócić dawno do domu, gdzie pamięć błogości tak słodka jej się z tej perspektywy zdaje.

Nie widzi dusza w swej ograniczoności, że świat materii jednakowym zasadom podlega, co świat duchowy, a jedno drugiego jest jedynie lustrzanym odbiciem. Nie dostrzega też dusza, iż jej własnym odbiciem jest ciało fizyczne, co sprawia, iż szarpie się w nim i z nim, chcąc się uwolnić od tego, z czym tak naprawdę jedność stanowi. Ona, szybkość jedynie znając, na powolność, dziejącą się w materii patrzy z odrazą, nie rozumiejąc, iż tylko poprzez oba może dojrzeć jedność. Tego jednak ujrzeć nie zdoła, patrząc tylko ze swej perspektywy, stąd długą drogę przejść musi, by odkryć w sobie to, co materialną ją czyni, zaś w materii dostrzec jego duchowe oblicze.

Zadanie dość trudnym może wydać się duszy, no bo jak to, jak można równym uznać to, co tak marnym jej się zdaje przy jej wielkości. Zakłada więc płaszcz pychy i kroczy dumna ze swego pochodzenia, za nic mając ciało, które każde jej mniemanie szybko w przejawione zamienia tak, że dusza ukryć swych myśli nie zdoła, ani prawdy uciec. Cokolwiek pomyśli, to, o czym pomyśli postać materialną chce przybrać odbijając się w jej pragnieniach, zaś to, czegokolwiek zapragnie w czyn się zaraz przemienia, czyniąc ją tym samym przejawieniem swych pragnień.

Nic się w duszy nie ukryje przed światem przejawionym, bo niczego ukryć nie może przed sobą samą, dzięki czemu skutek poznaje swojego myślenia, doświadczając go namacalnie w swych czynach. Jej się jednak wydaje, że to świat materii tak srogo ją karze, ból jej zadając, spychając w cierpienie i ciemność, gdy ona tylko pragnienie przejawiła w swych myślach i tylko na chwilę zainteresowała się tym, co chciała swą świadomością przeniknąć. Nie musiało ją to od razu w swą przestrzeń wciągać, by ukazać swój stan przejawienia. Mogła wolna pozostać w swym stanie, z daleka tylko obserwując to, czego inne dusze doświadczają i nie musiała schodzić w dół, gdzie wszelkie stany tak odległymi są jej świadomości. A jednak tu jest i choć wściekła chodzi na siebie i siłę, którą ją tu przysłała, przeżyć życie swe musi, stanów doznając bez liku, przez śmierć przejść i przez cierpienie i nie ważne, jak silną tęsknotę obudzi, doznać musi przejawionego, by odnaleźć jedność. Ale, jak każda z dróg i ta ma swój kres, jak i stan, gdzie dusza pojmie, co jest istotą tego świata, a wtedy uśmiechnie się do siebie, że taka histerię przez większość drogi czyniła, gdy wszystko było bliżej niż myślała.