O uporze, który się lubił stawiać losowi


Sytuacje, których czasami doświadczamy w życiu potrafią postawić nas przed wyborem, którego nie koniecznie mamy ochotę dokonywać w danej chwili, niestety, potrafią też dziać się w okolicznościach, które nie pozostawiają nam zbytniego wyboru i zwyczajnie zmuszają do jego dokonania. Nie zawsze nam się to podoba, jednakże, gdy w życiu dzieją się rzeczy, które stawiają nas, na przykład przed faktem dokonanym czasami trzeba schować swoją dumę do kieszeni i zmierzyć z daną sytuacją, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie. Możemy oczywiście się buntować, zwalać winę na innych lub płakać nad swym losem zadając sobie pytanie, dlaczego akurat nas to spotkało, ale też możemy podjąć wyzwanie i popatrzeć na to z innego poziomu, a wtedy możemy dostrzec w tym coś bardzo pozytywnego, siłę, która ruszyła nas z posad, która, burząc nasz stary świat otworzyła nam jednocześnie drzwi do nowych możliwości, gdzie kwestią jedynie pozostaje to, czy je dostrzeżemy i czy z którejś z nich skorzystamy i wykorzystamy ją do poprawy jakości naszego życia lub zmiany własnego myślenia.

Gdy w naszym życiu dzieje się coś, co narasta stopniowo wydawać by się mogło, iż powinniśmy mieć czas, by się do tego przyzwyczaić i zwyczajnie uporać z problemem, na wczesnym etapie jego wzrastania, jak się jednak często okazuje mało kiedy podejmujemy pracę nad problemem w środku jego narastania. Dużo częściej czekamy do samego końca, czasami wręcz demonstracyjnie uciekając od chęci dostrzeżenia, iż zbliża się apogeum, a gdy się zbliży i coś się zaczyna sypać w naszym życiu wtedy nagle jesteśmy zdziwieni i wtedy zaczyna się panika. Bywa i tak, że dana osoba dokładnie widzi, co jest problemem lub słyszy od innych, iż źle się dzieje w niej samej lub w jej życiu, ale to ignoruje, co też jest częstym zachowaniem i czasami wydaje się wręcz, że jesteśmy lepsi w ignorowaniu niż w naprawianiu czegoś w swoim życiu, a co poniektórzy doszli już niemalże do mistrzostwa, w budowaniu wewnętrznego zaślepienia i wmawianiu sobie, iż to, co się dzieje to na pewno nie to, w czym wszyscy widzą problem i to inni powinni się zmienić, a nie my sami.

Jak się więc okazuje, nie ważne, co mówią nam inni, my sami wiemy lepiej, czy jesteśmy gotowi dokonać jakiejś zmiany w naszym życiu, czy też nie. Tylko, dlaczego wtedy, gdy już dochodzi do mniejszej lub większej tragedii, gdy problemy, które narastały przez lata lub jakiś krótszy czas osiągną apogeum nagle zaczyna nam się śpieszyć i wtedy nagle się okazuje, iż z danym bólem nie wytrzymamy dłużej niż chwilę.

Ciekawym jest, iż potrafimy cierpliwie znosić szykany innych, odrzucenie, ignorancję i obojętność i choć cierpimy, bo pragniemy miłości od danej osoby, znosimy jej zachowanie latami wierząc, iż się zmieni lub robimy wszystko, aby tylko jej nieba przychylić, aby tylko poprawić jej humor, by zadowolona okazała nam łaskę. A gdy tak się dzieje, to jakby nam ktoś nieba przychylił, zaś to, co otrzymujemy w takim momencie było nagrodą na którą musieliśmy zasłużyć, umniejszając czasami nasze potrzeby nie mówiąc o własnej wartości. I to oczywiście znosimy, cierpiąc czasami przez lata i nie ma problemu, by nas inni poniżali, ignorowali naszą obecność, upadlali nas, bo przecież na wszystko musimy w życiu zasłużyć. Dlaczego zatem w chwilach, gdy trzeba popracować nad sobą już nam tej cierpliwości brakuje i wtedy, ojej, boli. Wtedy nagle cały świat musi usłyszeć, jak to jesteśmy biedni i nieszczęśliwi. Ale, wcześniej to jakoś nam to nie przeszkadzało, tylko nagle teraz.

Irytująca potrafi być hipokryzja własnej duszy, która patrząc sobie w oczy będzie się zarzekać i wmawiać sobie, iż jest dobrze i jeszcze odrobinę wytrzyma, choć już sił jej brakuje, by ciągnąć dalej te swoje problemy i wieść życie, które staje się jednym wielkim kłamstwem. Jednakże, jeśli byście ją o to zapytali lub jej zarzucili obłudę, wtedy by się na was dopiero obraziła. Przecież ona wie wszystko najlepiej i nikt jej nie będzie mówił, jak ma żył, a przynajmniej do momentu, gdy sam o to nie poprosi. Tylko wtedy, no właśnie, tylko wtedy, czy kogoś będą w ogóle obchodzić nasze problemy?

Wiele dusz na wszelki wypadek na zaś potrafi sobie stworzyć grono wzajemnej adoracji, aby w chwili problemu mieć się nim z kimś podzielić, co sprawia, iż potrafimy wymieniać się energią problemu, ale też potrafimy w ten sposób nieświadomie otworzyć się i na inspirację, więc jest to już jakiś sposób duszy na to, by choć spróbować uporać się z czymś, co w niej latami potrafi zalegać. Choć zdarza się i tak, że owszem tworzymy sobie grono podobnie myślących lub czujących dusz, ale nie tylko nie mamy zamiaru cokolwiek robić z problemem licząc jedynie, iż się z nim podzielimy z innymi, bo co mamy sami go nosić na barkach, bez potrzeby, by inni nam doradzali, jak mamy go oczywiście rozwiązać.

Bardzo łatwo jest rozpoznać duszę, która pięknie umie mówić o swoich problemach i to by było na tyle, bo nic więcej za tym u niej nie idzie i ani go nie rozwiązuje, ani się nie zmienia tylko gaworzy coraz piękniej, jakiż jest to jest wielki jej problem, szukając jedynie dla siebie współczucia, albo litości, bo i tym potrafimy się posługiwać, wcale nie szukając pomocy, a jedynie możliwości wywołania w otoczeniu odpowiednich, współczujących dla nas reakcji. Oczywiście mówię tu o duszach, które kombinują, bowiem te, które i owszem nabroiły, ale podjęły pracę nad sobą, te można pochwalić, choć nie za to, że ich lekcją musiał być aż ból lub poniżenie. Niestety, patrząc na upór wielu dusz, lekcje pokory, które funduje życie są wręcz niezbędne, aby je rozumu nauczyć i w tym wypadku możliwość doświadczenia stanu, w którym odczuwać potrafimy ból jest nie tylko uzasadniona, ale i konieczna, by coś skutecznie powstrzymało naszą duszę, gdy tej rozumu czasami zabraknie.