Odkrywanie własnej duchowej tożsamości


Nie jest trudno zanurzyć się w swą wewnętrzną przestrzeń, choć wymaga to odrobiny skupienia, by odkryć przy okazji swą duchową tożsamość. Nie jest też trudno poczuć naturę swego ziemskiego ciała, zagłębiając się w jego energię, by odkryć każdy rodzaj połączenie pomiędzy jego energią a energią otaczającego go świata fizycznego, jak i tego, co dzieje się pomiędzy ciałem a duszą, patrząc zarówno na ciało od strony duszy jak i ze strony ciała na duszę, choć warto stanąć wtedy pośrodku, by w żadnej z oddziałującej na siebie nawzajem energii nie poczuć niczego, co by zakłóciło równowagę odbioru i świadomego ujrzenia tego, jakim to naprawdę jest.

Problem z odbiorem samego siebie jest bardzo częstym doświadczeniem każdej duszy, która nie wie jak ma się ustawić wobec własnej energii, by ujrzeć siebie taką, jaką jest w swej istocie. Jej utożsamianie się z każdym stanem, który napotyka podczas swych doświadczeń potrafi wprowadzić w jej postrzeganiu sporo zamieszania, a ona sama gubi się, nie wiedząc czasami, czy ma patrzeć na siebie z pozycji dobra, czy zła, czy ma uważać siebie za anioła, czy człowieka i, czy to, co odczuwa jest właśnie tym, co określa jej duchową tożsamość, czy jest kimś innym, kto tylko przyoblekł ziemską powłokę skrywając tak naprawdę za materią to, kim jest naprawdę.

Odkrywając subtelne energie, dusza bardzo często rzuca się na duchową wibrację, wyczuwając w niej to, co wydaje jej się bliższe niż ziemska materia i niemalże od razu łapie tożsamość duchowej energii głosząc wszem i wobec, że jest miłością, radością, spokojem lub innym rodzajem energii, której jedność pamięta, choć nie zauważa przy okazji, jak szybko traci połączenie z chwilowym odczuciem, choć nadal pamięta ten stan i może nawet za nim tęsknić, ale już nie powie dusza, jestem tęsknotą, nie czując takiej przyjemności w połączeniu z ta energią, jak z miłością. Jeszcze gorzej jest, gdy wchodzi w niskie częstotliwości wibracyjne i tak samo, jak wcześniej doznawała jedności, z istotą miłości, tak teraz także może poczuć jedność z istota zła, ale tu jest jeszcze gorzej i tu już nie przyzna, że jest złem...nigdy w życiu.

Wybiórczość duszy w podejściu do różnego rodzaju energii jest oczywiście zrozumiała, bo kto, o zdrowym rozumie, by chciał się utożsamiać z istotą zła, no chyba, że jakieś grupy fanatycznych wyznawców, ale osoby rozwijające się duchowo raczej stronią od tych energii i robią wszystko, aby się z nich wydostać, a nie jeszcze się z nimi utożsamiać i szukać jedności. I tu pojawia się problem, bowiem patrząc od duchowej strony, jest to taka sama wibracja jak i wibracja miłości, ma swoje cechy, określone rzeczy można w niej doznać, gdy się dusza w niej zanurzy, zarówno sama jak i wtedy, gdy przebywa w ciele, choć doznania będą inne, warunkowane po prostu cechami substancji, z którą wejdą w reakcję. Patrząc jednak od strony materialnej, gdzie dusza ma możliwość porównać doznania na poziomach duchowych i fizycznych, zdecydowanie w jej odczuciu wygrywa kontakt z energią miłości i to w stronę tej wibracji zazwyczaj chce podążać, co nie dziwi. Nie widzi(nie chce uznać) jednak dusza, że jej zadaniem jest poznać, każdy jeden rodzaj wibracji, który przenika tę rzeczywistość, dotrzeć do jej istoty i wejść z nią w jedność, co ją niestety, ale najczęściej przerasta już w samej wizji tego zadania. Widać to później pięknie po zachowaniu duszy, która ustawia się wybiórczo wobec energii i nawet nie chce słyszeć o niskich wibracjach, traktując je prawie po macoszemu. A wystarczyłoby się ustawić wobec nich w neutralności, by ujrzeć naturę każdej z wibracji, nie nadając jej większego ani mniejszego znaczenia. Bo w czymże niby jest lepsza miłość od cierpienia, tylko w tym, że jest milej odbierana i więcej przyjemności można dzięki niej odczuć. To tak, jakby smutkowi nadawać większe znaczenie, niżby miała sama radość, tylko dlatego, że bardziej się można dzięki niemu wysmucić.

Punkt, z którego dusza odbiera samą siebie ma ogromne znaczenie dla jej potrzeby odkrycia tego, kim tak naprawdę jest, bowiem, jeśli chce to naprawdę odkryć, musi porzucić każdy z nich i przestać patrzeć na siebie z pozycji dwóch substancji: ciała i substancji duszy, a zobaczyć je jako coś, co razem stanowi jedność, w czym każda para wibracyjnych przeciwieństw mogła znaleźć swój sposób przejawienia i odkryć, jaką sama odgrywa w tym wszystkie rolę, a gdy to już odkryje, bez strachu zanurzy się w każdy rodzaj wibracji, patrząc na siebie jednocześnie z punktu obserwatora jak i obserwującego, nie tracąc nic ani ze swej duchowej świadomości, ani możliwości przeżycia zabawy w punkcie, który akurat bada. Patrząc wtedy na taką duszę można zobaczyć kogoś, kto doświadcza sobie czegoś fajnego lub mniej fajnego w życiu, choć wprawne oko zauważy świadomość takiej duszy i jej neutralny stosunek do tego, co doświadcza, albo prędkość z którą dokonuje w sobie przemiany danego stanu i szybkość powrotu do stanu obserwatora...ale do tego powoli dojdziemy