Odtrącenie duszy


Istoty duchowe żyjące w poczuciu odtrącenia, naturalnie zagłębiają się w doświadczenia, które by im o tym przypominały, szukając odtrącenia niemalże u każdej innej istoty, do której chcą się zbliżyć i, w którą chcą się zagłębić szukając w niej choćby namiastki tego, co czują, że duchowo utraciły.

Istoty te czują się często tak bardzo samotne w swym poczuciu duchowego odtrącenia, że naturalnym staje się u niech wykształcenie cech, które pomagają im przylgnąć do każdej substancji, która wydziela choć odrobinę ciepła wewnętrznego, przypominającego im dom, miejsce wibracyjne, które w najwyższym stopniu odpowiada zgodności z ich wewnętrzną wibracją, z którą czują najwyższą harmonię. Niestety, nie trwa to jednak za długo, bo wszystko, co chce się zatrzymać w miejscu bardzo szybko jest usuwane(odtrącane) lub trącone wibracyjnie w kierunku dalszego podążania.

Nie mogąc jednak zrozumieć, dlaczego wszystko to, do czego próbują przylgnąć ich odtrąca wyrabiają w sobie przekonanie, iż musi być w nich jakaś skaza duchowa, defekt, który sprawia, że istota źródła do której tak tęsknią musiała się ich wstydzić, skoro czują jej odtrącenie, inaczej przecież nie znalazły by się w miejscu tak dużego oddalenia od niej. Logicznym też dla nich jest, że same z siebie nigdy by się od źródła nie chciały oddalić, więc jedynym wyjaśnieniem staje się dla nich fakt, że skoro są tu, gdzie są, a same z siebie na pewno nie chciałby się w to miejsce wybrać, zatem musiały zostać tu strącone, bo coś z nimi było nie tak.

Stając w punkcie jedności i spoglądając na ścieżkę duszy, łatwo można dostrzec punkty, gdy samotna lgnęła do wszystkiego, co jej przypominało o miłości. Rozpoznawała ja od razu i czuła, że stąd już blisko do domu. Ale, gdziekolwiek chciała się zaczepić, by choć przez chwilę odpocząć i poczuć jedność, energia do której się przytulała po krótkim czasie otrząsała się z niej dając jej jasny sygnał, podążaj dalej. Ona jednak widziała to inaczej...znów mnie nie chcą, znów jestem odtrącana. Co ze mną jest nie tak, że nikt mnie nie chce, pytała siebie? Zawstydzona swą odmiennością, pochylała nisko swą głowę, odchodząc tam, gdzie w samotności mogła pielęgnować swój żal, ale i to miejsce jej nie chciało i ciemność, po jakimś czasie poganiała ją do wyjścia, wzbudzając w niej gniew.

Rozdzierający krzyk, który przebijał każdą blokadę, niczym błyskawica ożywiał jej wnętrze a dusza, wywołując w sobie gniew, podnosiła się i wbrew wszystkiemu i często sobie wstawała, by iść na przód. Krzyczała, że już nikogo nie potrzebuje, że sama sobie poradzi i brnęła dalej nie wiedząc, że przez cały czas rozgrywa się ten sam scenariusz, a każda z sił, która ją trąca, udziela jej czegoś z siebie, by miała siły iść i podnosić się, gdy poddana zwątpieniu zatrzymywała się choć na chwilę. Dalej jednak nie rozumie, że wszystko, czego doświadcza, co ją spotyka ze strony innych tak naprawdę układa jej ścieżkę. Dopiero w punkcie, gdy odwróci się i ujrzy całą drogę, którą przebyła zrozumie, że to, do czego miała największy żal było tak naprawdę najbardziej pomocne, zaś siła odtrącenia mówiła tylko, że jej przywiązanie było w tamtym punkcie naprawdę mocne, skoro dla przeważenia, musiała doświadczyć czegoś aż tak bolesnego.