Piekielne gry duszy


To, jak trudno jest czasami powiedzieć sobie dość, wie tylko ten, kto musiał się w życiu mierzyć nie tylko ze światem zewnętrznym, ale przede wszystkim z samym sobą.

Niektórzy by powiedzieli, a co to za sztuka powiedzieć sobie, dość! I rzeczywiście ci, którzy czują się naprawdę silni wewnętrznie nie będą widzieć nigdy problemu w używaniu słów powstrzymujących, ale i oni zmieniliby zdanie, gdyby kazać im powstrzymać w sobie kogoś, kto zgadza się na przykład na to, by inni nim manipulowali, albo pozwala sobie na robienie rzeczy niezgodnych nawet z własnym sumieniem, choć na tyle przyjemnych, że żadna tam znów sztuka, aby owo sumienie zagłuszyć. A nawet tu, taka osoba mogłaby rzec, że robienie rzeczy przyjemnych nie jest wcale złe dla sumienia i tylko nie wiadomo dlaczego czasami inni się tego czepiają, jakby chcieli dla nas jedynie tego, co najgorsze lub nudne.

Uwielbiamy się bawić, a czasy wprost sprzyjają wypełnianiu życia przyjemnościami, ale przychodzi taki moment, gdy za każdą przyjemność trzeba w jakiś sposób zapłacić lub zmierzyć się z widokiem skutków, dostarczania sobie jej w nadmiarze. Co się wtedy dzieje z naszym sumieniem? Otóż, to, często bywa samo wciągnięte w naszą ,,grę zmysłów” i nie tylko chętnie wtedy przysypia, ale też potrafimy je tak przerobić, by nam wręcz podpowiadało jak jeszcze wzmocnić doznania robiąc rzeczy już totalnie niezgodne z systemem wewnętrznej wartości. Oj jaka jest wtedy zabawa, gdy potrafimy grać własnemu sumieniu na nosie, nie mówiąc o sumieniu naszego otoczenia, które wciąż wierząc w to, że możemy się jeszcze zmienić i coś w sobie poprawić stoi przy nas uparte, dzień po dniu przywołując nas do porządku, mówiąc nam, byśmy bardziej zadbali o siebie lub odłożyli w końcu to, co nam szkodzi i zrobili dla siebie coś pożytecznego.

A my co? A my uśmiechamy się przymilnie, chowając pod czapką różki wystające naszemu diabełkowi, który już zaciera ręce czując, iż dopiero teraz, gdy zrobimy coś w tajemnicy przed tymi, którym tak bardzo na nas zależy, będziemy się bawić na całego. Ależ ekscytujące czasami dla nas bywa, gdy możemy kogoś oszukać, gdy rośnie w nas ekscytacja na widok zatroskanej miny kogoś, kto mówi, że mu na nas zależy, a w nas aż się gotuje w duszy, już radośnie ogień buzuje pod kociołkiem, bo za chwilę, gdy tylko ta osoba odwróci wzrok zrobimy coś, co jest zakazane. I nie ważne, że ja zranimy swoim postepowaniem, że zaszkodzimy sami sobie, ważna jest radość działania, ta ekscytacja, która aż unosi energię do góry dając jej poczucie złudnej wolności, bo mija czas, pierwsze uniesienie mija i przychodzi moment, gdy energia nie tylko z powrotem opada na dół, ale też zaczyna z niej kiełkować nasienie, skutek naszego postępowania. A to już nie napawa taką duma jak chwila, gdy wyrwani na wolność, wszystkim narzuconym nam przez innych normom szalejemy, dopuszczając do głosu każde pragnienie, aby zaczerpnęło z pucharu przyjemności. I czerpie, czasami tak bardzo, iż zapomina się dusza, że czas się ocknąć i wrócić do rzeczywistości, by zobaczyć, do czego dana rzecz prowadzi.

Co wtedy robimy? Cóż, tu już bywa różnie. Czasami znów przysypiamy na chwilę czekając aż zdarzy się coś, co nas ponownie obudzi i zachęci do zabawy, a czasami kręcimy się niewygodnie nie mogąc wysiedzieć w miejscu, bo skoro za pierwszym razem było tak fajnie, to dlaczego by tego nie powtórzyć i powtarzamy, a nawet, gdy z czegoś nauczymy się długo czerpać przyjemność potrafi stać się to naszym nałogiem i już nie jednorazowy wyskok, a latamy żyjemy w podwójnym lub potrójnym związku, już nie jeden drink a codzienne upijanie się, choć dla nas samych ważne jest wcale nie to, co robimy, a to, co za pomocą tego, co robimy chcemy w sobie utrzymać lub sobie dawkować.

Przyjemność potrafi byś bardzo ekscytująca i wręcz uzależniająca, ale potrafi też żądać od nas dużej zapłaty za swoje usługi i co ciekawsze, nie stanowi to dla nas najmniejszego problemu, by jej za to płacić i nie ważne, jakim kosztem osiągniemy to, czym płacimy, kogo okradniemy z czasu lub naszej energii, potrafimy płacić swoimi i cudzymi uczuciami lub emocjami, i potrafimy to robić bez mrugnięcia okiem. Liczy się przecież przyjemność, a tej sobie nie sposób odmówić, gdy jest jedyną dla nas rozrywka w szarej codzienności.

Umiejętność mówienia sobie DOŚĆ! Jest trudną sztuką, bowiem musimy odnaleźć w sobie tego, któremu się trzeba przeciwstawić, a ten potrafi się naprawdę mocno z nami identyfikować i kamuflować, co wymaga dużej siły woli, by go nie tylko wyciągnąć na światło dzienne, ale też ryknąć mu prosto w twarz, dosyć! Więcej Ci nie pozwolę!

O tym, jak jest to trudne wiedzą najlepiej ci, którzy próbowali to zrobić w stronę drugiej osoby, a okazywało się, iż nie ważne, jak często to mówiliśmy, nic nie działało a ona dalej pozwalała sobie nas ranić, wykorzystywać, manipulować nami i za nic miała nasze, dość!

Pomyślcie więc, jak trudne jest to, gdy musimy stanąć sami przed sobą i na siebie nakrzyczeć, a czasami musimy, by się coś zmieniło w końcu, w naszym życiu. I to temu najbardziej milusiemu manipulantowi w sobie, trzeba to krzyknąć czasami najgłośniej, bez względu na to, jak mocno się rozżali w nas, jak bardzo będzie skomleć lub wyzwalać w nas litość. To tego bawidamka trzeba w sobie zatrzymać, rozrywkowicza lub manipulanta, by móc zbudować wolę wewnętrzną i to temu sobie trzeba się najmocniej przeciwstawić, temu, który w nas chce się najmocniej bawić, ale…czy my tego w ogóle chcemy?

Miłego dnia kochaniJ