Początek drogi


Gdy byłam małą dziewczyną, stawałam nad brzegiem jeziora i z uwagą wpatrywałam się w otaczającą mnie przestrzeń. Dostrzegałam w jej przejawieniu piękno, swobodę i harmonię, tracąc często poczucie czasu, by obejrzeć do końca spektakl zjawisk, które zachodziły w niej, znajdując dla siebie miejsce i oddziałując na siebie nawzajem na wielu poziomach. Obserwowałam to w niemym zachwycie, starając się nie czynić moją obecnością zamieszania. Czasami zdawało mi się, że nikt nie zwraca na mnie uwagi, ale też nie chciałam jej absorbować i czynić sobą zamieszanie.

Obserwując naturę dotarło nagle do mnie, że wszystko mam tak naprawdę przed sobą. Natura niczego przede mną nie kryła, choć miałam poczucie, że dostrzegam tylko część zjawisk, które manifestuje przede mną i nie dostrzegam tego, co najistotniejsze. Czułam się tak, jakby coś zasłaniało mi prawdziwy obraz, co rodziło znów pragnienie by dostrzec całość. Jednocześnie czułam go na wyższym poziomi mojej świadomości i doskonale wiedziałam, jak ma wyglądać ten obraz.

Obserwując naturę i jej manifestację, w postaci cudownych kształtów, kolorów, zjawisk świetlnych, dźwiękowych i tych, które mogłam poczuć wszystkimi zmysłami ciała, poczułam chęć, by podążyć za jej energią. Byłam sama, więc nic mi nie przeszkadzało, by przejawić ów ruch, który tak bardzo przyciągał moją uwagę. Najpierw poczułam pragnienie samego ruchu, co sprawiło, że pobudzana porywami wiatru biegłam, aż brakło mi tchu, czasami przystawałam nad brzegiem jeziora i długo wpatrywałam się w dal, a później kołysałam się, wczuwając w ruch trzcin, drzew. Czasami wirowałam, naśladując ruch spadających liści, innym razem kładłam się na łące i po prostu wpatrywałam w przepływające po niebie chmury lub przelatujące nad moją głową ptaki.

Jako dziecko, przyjmowałam ów stan, w którym natura objawiała swoje piękno jako ten, który jest. Nie oceniałam niczego, niczego też nie oczekiwałam, nie kalkulowałam i nie liczyłam na niezwykłe doświadczenia. Po prostu tam byłam.

Gdy włączałam się w jej rytm, poddając temu, co docierało do mnie poprzez zmysły, nie zakłócane ludzkim głosem, czułam, że w tym współuczestniczę.

Stawałam się jej źródłem.