Podróż po własną duszę


...nadal kontynuując.

Myślicie, że dużej odwagi wymaga moment, gdy wiedzeni troską o kogoś, pozwalamy tej duszy, by wciągnęła nas w swój świat, czasami naprawdę przerażający, gdy dochodzą do głosu jej wizje narkotyczne i alkoholowe, nic bardziej mylnego, podróż po samego siebie, gdzie brak dystansu i jednoczesna możliwość przeżywania tego, co czuje obiekt, po który zmierzamy potrafi wymęczyć dużo bardziej, szczególnie, gdy wizja dawnych przeżyć rozgrywa się nie tylko we własnym wnętrzu, ale i także na zewnątrz, a dawne demony i duchy przeszłości pojawiają się nie wiadomo skąd i niemalże na zawołanie wchodzą w swe dawne role, jakby tylko czekały, by ją dla nas ponownie odegrać.

Jak się okazuje, wyprawy po samego siebie są równie częste, jak i po bliskie nam osoby, wszak cały rozwój się przecież na tym opiera, by wciąż się skądś wydobywać, by pozbywać się emocji i dążyć do coraz wyższych stanów świadomości. Niestety, choćby dusza najsilniejszej woli użyła i wmówiła sobie, że od dziś będzie szczęśliwa, choćby dzień w dzień pisała to na kartce i nie wiadomo jak tego pragnęła, nie wmówi tego sobie, gdyż pragnienie stoi na ścieżce w dół, nie w górę i jest jedną z najprzyjemniejszych pułapek dla duszy, która myśli, iż w ten sposób wdrapie się ponownie do światła. I nawet wtedy, gdy dusza uwierzy w własne słowa i na chwilę zabrzmi w niej jakiś miły stan, to nie utrzyma go dłużej niż chwilę, bez względu na to, ile by sobie ten stan afirmowała.

Zdarza się tak, że pracując nad sobą mamy nadzieję, że to, co zrobiliśmy dla siebie do tej pory powinno już wystarczyć za wszystko inne i nic więcej nie trzeba robić, by być szczęśliwym, jednakże, jak się szybko okazuje, pozorny stan szczęścia, osiągany przez podanie sobie, na przykład, dużej dawki jakiejś energii nie potrafi być osiągalny już poza tą energią, co rodzi podświadomy stan zależności od tej energii, doprowadzając do wszelkiego rodzaju uzależnień. Czasami jednak, już tak bardzo jest dusza zmęczona swym szarpaniem się ze sobą i wszystkim dookoła, że znajdzie, a jak nie znajdzie to wymyśli każde usprawiedliwienie dla swych nawyków, wmawiając sobie, iż ma prawo do odrobiny przyjemności i nikt jej tego nie zabroni. Bo czemu nie?

Nie ma oczywiście niczego złego w tym, że dusza przyjemność lubi sobie sprawiać, chyba, że sama to ze złem połączy, a wtedy nawet nie musi używać energii z zewnątrz i nikogo prosić o pomoc, by samej sobie narobić kłopotów, wpędzić w poczucie winy lub się wstydem okryć. Nie wie jednak dusza, że w chwili, gdy jej pragnienia zaczynają być przenikane przez różnego rodzaju niskie częstotliwości, jej ścieżka naturalnie układa się w stronę doświadczeń, które ukażą, jej co się stanie, gdy wzrośnie natężenie jakiejś negatywnie odbieranej przez nią energii i nie będzie mogła się z jej zasięgu wydostać, mając na przykład za słabą wolę. A stać się może dużo i wystarczy tylko spojrzeć na to, co się dzieje dookoła nas, by znaleźć tysiące przykładów na możliwość wykorzystania złej woli lub pragnień, w połączeniu z jakąś negatywną intencją do kreacji negatywnych zdarzeń. I w tym momencie zaczyna się właśnie nasza historia, bowiem każde zdarzenie, którego doświadczamy wytwarza w naszym umyśle jakiś stan, wobec którego mamy możliwość sprawdzić, jakie jest nasze rozumienie wobec zasad, na którym się dane zdarzenie oparło, by wykształcić wobec niego dany rodzaj świadomości. Niestety, jak się okazuje w praktyce, wiele zdarzeń nie tylko nie umyka naszej świadomości, ale ich wpływ na nas bywa tak ogromny, iż na długo potrafią uwięzić naszą energię w swojej przestrzeni, co w pojęciu duszy staje się dla niej piekłem.

Mało kto lubi stan, gdy jego wola jest łamana przez inne dusze, ale gorszym bywa dla duszy odczucie, że nie potrafi zrozumieć tego, co się właściwie stało i dlaczego to, co się stało tak silnie na nią wpłynęło, że nadal, choć minęło wiele wieków, dalej to na nią oddziałuje. To znów sprawia, że jej postawa daleka się staje od neutralności, a ona sama nie wie do końca, co się właściwie z nią dzieje i dlaczego przeżywa pewne rzeczy tak intensywnie, choć mało to, ją, tak naprawdę powinno obchodzić. A obchodzi i nie tylko obchodzi, ale też ukazuje jej, jej stopień zaangażowania w historię, które, wcale się nie musiało zmienić pomimo upływu lat lub wcieleń.

Decydując się na świadomą pracę nad sobą, dusza nawet nie wie, że w ten sposób, tą jedną decyzją otworzyła sobie bramy piekieł, choć jej samej wydaje się najczęściej, że od teraz tylko do raju będzie zmierzać. Jakież jest jej zdziwienie czasami, gdy to, co miało być tak pozytywne, wydobywa z niej tylko to, co najgorsze. I nie rozumie dusza, że nie da się ładnego dywanu na brudnej podłodze położyć, by udawać, iż się mieszka w pałacu, a co ciekawsze, często tego zrozumieć nie chce i wiele czasu potrafi poświęcić na szukanie coraz ładniejszych i droższych dywanów, starając się nie widzieć podłogi.

Trudna dla duszy bywa chwila, gdy już nie mogąc uciekać przed samą sobą, w końcu, w którymś z luster zaczyna dostrzegać swoje prawdziwe oblicze i choć ze wstydu płonie, choć walczy sama ze sobą, w końcu się poddaje i pozwala sobie na to, by ukazało jej się to, co starała się przez wieki zepchnąć na dno samej siebie. I choć może jej się wydawać, że w takiej chwili jest sama, zawsze ktoś przy niej czuwa, zawsze ktoś wyciąga do niej dłoń, choć nie zawsze chce tę dłoń chwycić, a sama nie stoi jeszcze na takim poziomie świadomości, by wpłynąć na swą wolę i użyć wszelkiej siły, by się dźwignąć z dna, wstać i przyznać, że nie miała racji, a jej zazdrość była jedynie strachem dyktowana, że utraci dostęp do tego, co jej tylko dom przypominało.

Co może wtedy zrobić dusza?

Cóż, jeśli jest świadoma, może zrobić wiele i robi najczęściej wiele dla siebie, cierpliwie prowadząc samą siebie przez wszystkie, możliwe poziomy świadomości, posługując się czasami mądrością innych a czasami samą siebie rozumu ucząc, korzystając z bolesnych lekcji pokory. Oczywiście, szybciej jej może pójść nauka, jeśli ma przy sobie kogoś, kto już tę drogę przeszedł i jej w razie co wszystko wytłumaczy, choć to dusza często nie chce korzystać z takiej pomocy, aż skręcając się ze wstydu, że przewodnik duchowy zobaczy, co tak naprawdę ukrywa w swoich wspomnieniach nie wiedząc nawet, że przewodnika mało to interesuje, bowiem dla niego ważnym jest, by jak najszybciej przeprowadzić duszę prostą drogą do zrozumienia. Dłużej jej zatem schodzi czasami użalanie się nad sobą, niż sama droga powrotna, ale...cóż...przyjaciółka pycha nie lubi tracić swego ulubionego gościa...a wstyd przy drzwiach stojąc, zawsze zapyta...jesteś pewien?

I tu nam się kolejna droga otwiera...ale to już następnym razem...