Połówkowa wojna


W pierwszej chwili pojawia się oszołomienie, ot w końcu dokonało się, w końcu się odnaleźliśmy, niestety później jest już znacznie gorzej, bowiem i owszem, odnaleźliśmy się, tylko zapomnieliśmy, iż pomiędzy nami istnieją światy, które stworzyliśmy indywidualnie, podążając własną ścieżką życia, pełne osobistych, niekoniecznie pozytywnych doświadczeń, innych dusz, niedokończonych spraw, relacji itd.

Zachwyt pierwszym momentem bywa bardzo zwodniczy, osoby, które czują, iż posiadają drogą część swojej duszy, mają często nadzieję, że takie spotkanie natychmiast napełni ich miłością i od tej chwili będą już zawsze razem, zawsze szczęśliwi i nikt ani nic nie popsuje im już tego szczęścia. Nic bardziej mylnego i wystarczy delikatnie otrzeźwieć, spojrzeć na sytuację realnie, by dostrzec, jak wiele może nas dzielić od naszej drugiej części duszy, jak różne możemy mieć poglądy na sprawy dnia codziennego, związki, pracę, relację z innymi ludźmi, iż w pewnej chwili możemy naprawdę zwątpić i zadać sobie wręcz pytanie: czy to jest moja połówka? Gdy dołożymy do tego jeszcze fakt, iż nie zawsze to, co przed sobą widzimy spełnia nasze wyrafinowane wyobrażenie o idealnym partnerze, konflikt w duszy gotowy. I to nie byle jaki konflikt.

Zaprzeczenie jest jednym ze stanów, którego doświadczamy zawsze w chwili, gdy nie mamy pewności, iż to, co przed sobą widzimy rzeczywiście odpowiada naszym estetycznym, uczuciowym lub psychicznym standardom. No, ale to chyba nie może dziwić. Po to je przecież tworzymy, by to pod nie właśnie dobierać to, czym chcemy wypełnić naszą rzeczywistość. Nie chcemy przecież wypełniać swojego życia byle czym, nie mówiąc już o swojej własnej przestrzeni duszy. Nie po to wszak doprowadzaliśmy nasz osobisty gust do bardziej wyrafinowanej postaci, by teraz raczyć się daniami typu fast food.

Gdy spotkacie już swoją drugą część duszy, wierzcie mi, w pewnej chwili poddacie ją wszelkim możliwym testom, próbom, by sprawdzić czy to rzeczywiście ona? Zdarzy się wam także, iż setki razy będziecie chcieli zwyczajnie pogonić ją z przestrzeni swojej duszy, usłyszycie też nie raz: nie jesteś moją drugą częścią duszy, nie możesz nią być, nie spełniasz moich oczekiwań.

Jeśli podejdziecie do tego emocjonalnie, to będzie boleć, bo to ma boleć, druga część duszy posłuży się wszystkim, by was zranić, tak jak i wy posłużylibyście się wszystkim, by ją zranić. Ta to niestety działa.

Gdy wydaje się nam, a wydaje bardzo często, iż racja jest po naszej stronie, druga zaś strona ma jedynie przyjąć do wiadomości nasz pogląd lub opinię, mniej lub bardziej krytyczną o jej sposobach postępowania, niechybnie dojdzie do konfliktu, gdyż, co nam najczęściej nie przychodzi do głowy, druga strona także ma swoje zdanie na temat tego, jak wyobrażałaby sobie nas w roli swojej, drugiej części duszy, roli często wyidealizowanej, gdzie nasza postać bardziej przypomina typ jakiejś znanej aktorki, modelki lub celebrytki, jeśli chodzi o urodę z dopisaną częścią osobowości: miłej, ciepłej, najczęściej uległej, zawsze kochającej, wspierającej, nigdy nie poddającej w wątpliwość choćby jednej opinii wygłaszanej przez nas na jakikolwiek temat, co ma właśnie świadczyć i potwierdzać, iż taka właśnie ma być nasza druga część duszy i jeśli nie spełnia tych kryteriów, to na pewno jest to oszustwo.

Znając samych siebie, doskonale wiemy, jak często potrafimy odrzucić to, co nam się w pierwszej chwili nie spodobało, nie dając często tej drugiej stronie nawet najmniejszej szansy na ukazanie nam swojej prawdziwej wartości. Wiemy też doskonale, jak często ulegamy pierwszemu złudzeniu, urokowi pierwszej chwili wyobrażając sobie nierzadko już całe życie z kimś, kto nas w jakiś sposób zauroczył, czy to urodą, czy też spojrzeniem, stylem noszenia się, postawą lub czymś innym, zanim jeszcze dojdzie do pierwszego kontaktu. O ile w ogóle dojdzie, ale przecież, kto nam zabroni marzyć o księciu na białym rumaku (czytaj: najnowszy model sportowego auta z odpowiednią ilości koni pod maską i kolorem maski pasującym do koloru naszej ulubionej torebki lub lakieru do paznokci)? Niestety, różnica pomiędzy naszym wyobrażeniowym partnerem, wersją, która ma nas idealnie dopełnić a naszą drugą częścią duszy jest kolosalna, bo owszem, nasza druga część idealnie do nas pasuje, to nie ulega dyskusji, ale dopiero wtedy, gdy jedno i drugie dojdzie w swym rozwoju do takiego poziomu, iż będzie w stanie to w ogóle poczuć. Na niższych poziomach rozwoju, gdy nasza świadomość jest ograniczona przez dziesiątki programów, to, co dostrzegamy w naszej drugiej części duszy, to jedynie daleka wersja tego, czym to w ogóle jest.

Nie dziwmy się zatem temu, iż sami po jakimś czasie zaczniemy wątpić, jak i temu, iż druga część naszej duszy także doświadczy wielu chwil zwątpienia, co nam nie omieszka powiedzieć, gdy będzie chciała nas zranić. Nie martwcie się jednak o konsekwencje, odwdzięczycie się na pewno z nawiązką i jeszcze dołożycie coś od siebie, by zabolało mocniej, aniżeli was. Czym się to może skończyć? Cóż, znając siebie doskonale wiecie, w jaki sposób zareagujecie na wszelkie prowokacje. Jeśli się obrażacie, obrazicie się i to zapewne na długi czas, jeśli się lubicie kłócić, pokłócicie się i uderzycie w najczulsze punkty drugiej strony albo zamilkniecie, jeśli uznacie, iż nie warto się kłócić i walczyć. Istnieje jeszcze opcja dla wyżej rozwiniętych, czyli tonowanie każdego stanu emocjonalnego drugiej strony, co może nie być wcale łatwym zadaniem, nie jest to jednak nie możliwe, a wręcz przeciwnie, wasz spokój może stać się spokojem drugiej części duszy o ile jej programy tego nie przeważą. A mogą przeważyć i tak najczęściej się dzieje, nawet jeśli przez dłuży czas udaje wam się utrzymać między wami dobrą atmosferę.

Co w takich sytuacjach robić? Cóż, tu raczej nie będę oryginalna, bo po prostu trzeba to przeczekać. Złość mija, humory i obraza majestatu także, choć może zdarzyć się i tak, że zwyczajnie poczujecie potrzebę, by odpocząć od siebie, co bywa często lepszym rozwiązaniem niż ciągła chęć pokazywania sobie, po czyjej stronie leży racja, bo, oczywiście wiadomo, że po waszej, tylko ta druga strona potrzebuje więcej czasu, aby się do tego przyzwyczaić.

Przejmować się zatem, gdy druga strona rzuci słuchawką i wykasuje was ze znajomych na Fb lub zablokuje na Messengerze? W żadnym przypadku. Poślijcie jej myśl pełną wsparcia, bo niewątpliwe zmaga się w tym momencie z ogromną pychą, urażoną dumą i złością, a wierzcie mi, ten układ bywa naprawdę trudny do przezwyciężenia, bo potrafi zamknąć serce i to na długo. Ale, jako że nic nie trwa wiecznie, i ten stan ulegnie w końcu przemianie pozostawiając po sobie jedynie niesmak lub chęć, by wszystko naprawić. O tym jednak, jak się macie zachować po, zdecydujcie już sami, nie jest bowiem nigdzie powiedziane, że trzeba się przyjaźnić ze sobą, po odnalezieniu siebie nawzajem, bo nie trzeba, nie trzeba też wchodzić ze sobą koniecznie w związek ani ciągnąć tej drugiej strony w rozwoju, czekać na nią lub popychać przed sobą przerabiając jej problemy.

Odpuście. Niech idzie sama, niech sama decyduje o swoim tempie rozwoju, wy zajmijcie się sobą, bo to wasze życie powinno was najbardziej obchodzić, aniżeli cudze. Pomagajcie zaś jedynie wtedy, gdy poczujecie, że druga strona rzeczywiście jest na to gotowa i rzeczywiście tego chce, nie pozwalajcie jednak na to, by was okradała z energii, by przerzucała na was swoje problemy, uwieszała się na was i kazała żyć swoim życiem. Nie przerobicie karmy za drugą cześć duszy, zapomnijcie w ogóle o tym i zajmijcie się swoim rozwojem, a sami zobaczycie, jak łatwo przyjcie wam później przyjąć wobec samych siebie i swojej drugiej części duszy neutralną i świadomą postawę, a o to właśnie chodzi. Bądźcie świadomą inspiracją.