Porozumienie na poziomie duszy


- Posłuchaj mnie! – mówimy, gdy chcemy do kogoś dotrzeć.

- Czy Ty w ogóle mnie słuchasz?! – irytujemy się, gdy czujemy, że uwaga drogiej strony jest rozproszona.

- Czy Ty rozumiesz w ogóle, co ja do ciebie mówię?! – denerwujemy się, widząc, że nasze słowa trafiają w pustkę.

Jak często nasz dialog z drugą osobą, wygląda właśnie w ten sposób? 

Mówimy do kogoś, licząc na to, że będziemy wysłuchani. Czasami, oprócz wysłuchania, liczymy jeszcze na zrozumienie, z tym jednak jest gorzej, gdy nasz rozmówca jest kompletnie rozkojarzony lub przebywa, w swoim własnym świecie. Jeszcze bardziej nas irytuje, gdy ten, do którego mówimy, zaczyna demonstracyjnie sprawdzać przy nas pocztę w telefonie, lub robi coś równie denerwującego, pokazując nam, że w sumie ma gdzieś to, co do niego mówimy.

Zrozumiałym oczywiście jest, gdy nasz rozmówca mówi głupoty i nie jesteśmy ich w stanie znieść. Pouczeń także nikt nie lubi. Żalenia się? Tu już bywa różnie, bo do jakiegoś stopnia, jeszcze jesteśmy w stanie to wytrzymać, ale, jak długo? Krytyki? Zależy od świadomości krytykującego i otwartości słuchającego krytyki. Jeśli jest konstruktywna, nawet da się jej wysłuchać i wyciągnąć jakieś wnioski. Przekleństw lub narzekania? Tu także bywa różnie, bo i my czasami lubimy ponarzekać w specyficzny sposób.

Rzadko jednak się zdarza, iż naprawdę rozumiemy tego, który do nas mówi, ale się zdarza i warto to w sobie pielęgnować i rozwijać. Dzieje się zaś to wtedy, gdy nasze rozumienie rozwija się najpierw w stosunku do nas samych. Wtedy to właśnie, gdy sami siebie jesteśmy w stanie usłyszeć i nie uciekamy od siebie samych w światy marzeń, używek, wirtualnych gier lub Internetu, wtedy to możemy w końcu usłyszeć swój wewnętrzny głos, a także wewnętrzny głos innych ludzi. Wtedy też możemy poczuć własną obecność i obecność innych wokół nas, prawdziwą obecność. Wtedy właśnie spotykamy się na poziomie duszy, nasz dialog jest dużo głębszy, nasze słowa płyną prosto z serca, wtedy możemy naprawdę poczuć siebie.