Poza własne ograniczenia


Cokolwiek sobie stawiasz na swej drodze, pamiętaj, że sam tam postawiłeś tę rzecz. Jeśli postawisz przed sobą cel i bardzo będziesz chciał do niego dotrzeć, możesz nie widzieć niczego poza nim, nawet tego, że cię zaślepi. P

Pragnienie sukcesu bywa ogromne, tak ogromne, iż gotowi jesteśmy pokonać każde własne ograniczenie, by go osiągnąć. Tresujemy ciało nazywając to treningiem, choć tak naprawdę tresujemy je i samych siebie, aby nasze ciało poddało się naszej woli, pozwalając nam, byśmy doprowadzili je do takiej formy, która stała się symbolem sukcesu.

Gdy patrzę na ciało osoby, która dzień po dniu katuje je morderczymi treningami, nie widzę w niej zdrowia ani witalności, widzę jedynie w jej postawie trud, wysiłek, który włożyła w to, aby tak wyglądać, widzę też desperację, by teraz zrobić wszystko, aby utrzymać ten stan, ewentualnie poprawiać swój wygląd tak, by utrzymać w głowie obraz swojego sukcesu.

Nie przez przypadek mówi się, że droga do sukcesu okraszona jest morderczym wysiłkiem, cierpieniem, bólem i godzinami wylanego potu lub poświeceniem, które ma nas zaprowadzić na sam szczyt, a i to nie jest końcem cierpienia, bowiem, gdy już się tam zajdziemy musimy się tam utrzymać.

Świat bardzo szybko zapomina o tych, którzy osiągnęli sukces, gdyż na ich miejscu ciągle pojawiają się nowi ludzie, każdego w zasadzie dnia ktoś odnosi jakiś sukces, dlatego też ci, którzy opierają go na uznaniu, zazdrości i podziwie innych ludzi, muszą ciągle walczyć o utrzymanie uwagi tych, którzy stanowili podstawę ich sukcesu, bo czymże byłby sukces, gdybyśmy nie mieli się nim przed kim pochwalić?

Ci, którzy byli idolami dla mojego pokolenia dziś, w większości odeszli w zapomnienie. Gdy mówię o kimś, kto był kiedyś, w okresie mojej młodości, moim idolem, moje dziecko pyta mnie, a kto to jest?

Oczywiście są i tacy, których dzieła żyją w świadomości narodów przez pokolenia, nie jest to jednak w naszym pojęciu równoznaczne z sukcesem, gdyż często działa te stawały się sławne dopiero po śmierci ich twórcy.

Oczywiście, jeśli dla twórcy sukcesem jest wykonanie samego dzieła, wtedy nie ważne są dla niego do końca jego dalsze losy. Wszystko zależy bowiem od tego, co postrzegamy jako sukces? Czy będzie to zrzucenie jakiejś wagi, wyrzeźbienie ciała, znalezienie pracy, awans, założenie firmy, doprowadzenie jej na sam szczyt finansowy lub zdobycie popularności, dla każdego z nas jest to cos zupełnie innego. Inne mamy bowiem marzenia i pragnienia.

Jedni chcą bogactwa i dla nich sukcesem będzie dojście do jakiejś kwoty, inni chcą i bogactwa i popularności, a jeszcze inni samej popularności. Jest jeszcze grupa, która za sukces uważa samo to, iż pokona w sobie jakieś ograniczenia i to o to chyba chodzi, bowiem, cokolwiek robimy, by dojść na szczyt, zawsze wiąże się to z pokonywaniem w sobie jakiś ograniczeń. Zawsze na drodze stoją nam trudności, zaś trud, który włożymy w ich pokonanie bardzo często podkreśla smak wygranej. Bo oto spełniły się nasze pragnienia, osiągnęliśmy to, co sobie wymarzyliśmy, pokonaliśmy każdą przeszkodę, która stanęła nam na drodze, zmusiliśmy siebie do wysiłku, który często wykraczał nasze własne wyobrażenia i wyobrażenia innych ludzi. I oto jesteśmy, znaleźliśmy się w miejscu, z którego rozlega się wspaniały widok, otwierający wszystkie inne możliwości. Teraz już możemy wszystko. Działamy zatem dalej, stawiamy sobie kolejne cele, osiągamy je i mówimy do siebie, przecież to jest proste, dlaczego wcześniej tego nie widziałem, dlaczego wierzyłem, że muszę tkwić w ciasnym ograniczeniu własnego umysłu, dlaczego wierzyłem w to, co mówili mi inni?! Mogę to osiągnąć, mogę wejść na sam szczyt. I wchodzimy tam, o ile wystarczy nam oczywiście sił i życia, a wtedy nagle dostrzegamy, że jesteśmy tam sami, bo mało kto dotarł tam razem z nami. Wtedy nagle zmieniają się nasze priorytety. To, co było wcześniej numerem jeden w zaspakajaniu naszych pragnień odchodzi na plan dalszy, nagle ważniejsze stają się relacje i miłość drugiej osoby, nagle dociera do nas, jak bardzo staliśmy się samotni w tym swoim dążeniu do sukcesu, bojąc się, by nikt nam go nie odebrał. I tu już do głosu dochodzi własny świat przekonań, lęki i wszystko, to, co nieśliśmy w duszy, a czym zapomnieliśmy się zająć, skupieni, by dotrzeć na upragniony szczyt. Postępowanie staje się wtedy adekwatne do tego, co nas wypełnia i albo zamykamy się w swoim świecie urojeń, albo walczymy z całym otaczającym nas światem podejrzewając o niecne zamiary. Na pewno jednak stajemy się dużo ostrożniejsi, ceniąc sobie czasami bardziej własne towarzystwo, niż cudze, chyba że przyjemność sprawia nam rola władcy, zaś zarządzanie zasobami ludzkimi traktujemy jako nasz wyższy cel. Wtedy możemy czuć się spełnieni, ale czy kochani?

To już pozostawię wam do zastanowienia. Na koniec zadam mam tylko małe pytanie: co jest dla was cenniejsze, sukces, podziw ludzi, popularność i bogactwo w dowolnej konfiguracji czy świadomość siebie, swoich zdolności, umiejętności, życie wiedzione w skupieniu, a może połączenie jednego i drugiego?