Problem nadmiernej koncentracji


Gdy starasz się skoncentrować, wszystko Cię może rozproszyć. Ściskasz swój umysł i starasz się wybrać w sobie jakiś stały punkt, który Cię nie rozprasza, ale im bardziej starasz się skoncentrować, tym więcej rzeczy przykuwa nagle uwagę, tym więcej poddajesz w wątpliwość, czy aby dobrze to robisz, czy aby rzeczywiście jesteś skoncentrowany tak, jak trzeba. Ściskasz wtedy jeszcze mocniej swoją głowę, ściągasz brwi, aby stworzyć mur wokół trzeciego oka, tak by żadne zewnętrzne obrazy go nie rozpraszały, ale ile można napinać mięśnie, w końcu zaczynają przypominać bólem, że walka o uwagę, która się w nas toczy sama w sobie staje się rozpraszająca. Coś jest ze mną nie tak, myślisz sobie, nie potrafię być uważny, nie potrafię się skoncentrować. To, co miało być przyjemne zaczyna Cię wtedy drażnić, drażni Cię nawet uspokajająca muzyka, bo Cię rozprasza, a przecież Ty chcesz się skoncentrować. Drażniący potrafi być nawet Twój własny głos, nie mówiąc o głosach tych, którzy czegoś od Ciebie chcą.

W końcu zirytowany, zaczynasz wrzeszczeć w myślach na siebie, albo padasz wyczerpany, odkładając to, co miałeś zrobić na później. Twój umysł Cię pokonał, a To, co Cię rozproszyło okazało się silniejsze od Ciebie, ale Ty się nie poddajesz, potrzebujesz przecież koncentracji, aby wykonać swoje zadania najlepiej jak potrafisz. Potrzebujesz się skupić na tym, co robisz, bo jest to w jakiś sposób dla Ciebie ważne zawodowo lub prywatnie. Szukasz więc czegoś, co by Ci w tym pomogło, co by Cię na chwilę rozluźniło i wyrwało z chaosu myślowego. Szukać pewnie daleko nie musisz, każdy ma swój arsenał uspokajaczy, zasób maleńkich przyjemności, upchanych często w szufladach, ukrytych przed wzrokiem innych, na których sam widok uśmiechasz się zadowolony.

Zauważyłeś kiedyś z jaką uwagą dziecko potrafi Cię obserwować? Nie koncentruje się wcale na Tobie, ono jest w tym, co robisz razem z Tobą. Chłonie każdy Twój ruch, gest stając się jednym z tym stanem. Cóż... dziecko jest otwarte, nikt go nie nauczył jeszcze, jak się koncentrować, nikt mu nie kazał skupiać się na wykonaniu zadań, jego otwartość jest naturalna, chłonie świat, przyjmując go takim jakim jest.

Nauczeni, by być wiecznie skoncentrowanymi zatrąciliśmy w sobie stan uważności, bycia w tym, co jest, bycia w totalności. A przecież wcale nie minęło zbyt dużo czasu od chwili, gdy jako dzieci patrzyliśmy na świat w otwarty sposób, chłonąć każdy ruch, dźwięk, kolor. Co się zmieniło zatem od tego czasu, co sprawiło, że stałeś się aż tak rozproszony, że musisz sam siebie ćwiczyć i zmuszać do koncentracji? Co sprawiło, że zatraciłeś w sobie ufność, a otwartość przemieniłeś w ostrożność? Czy naprawdę aż tak wiele, byś nie mógł do tego powrócić?