Przemiana duchowa


Na początku objawia się jako niewinność, otwierając w duszy ścieżkę, w czasie której poznaje każdy stan, wobec którego będzie później równoważyć każdy inny stan, którego doświadczy podczas swej ziemskiej wędrówki. Dzięki temu dusza otwarcie przyjmuje każdą z energii, której wibracja przenika ją pozostawiając ślad, informację o sobie samej, jak i o tym, co jest jej przeciwieństwem, ale jest to tak subtelne, iż dusza nie zwraca w ogóle na to uwagi, poddając się ufnie prowadzeniu, doświadczając na raz wszystkich stanów przyjemności, wynikających z obecności w niej subtelnych energii, które objawiają się w niej, w swej pełni.

To, co się tworzy w jej świadomości ma na początku bardzo miły charakter, który zostaje dość szybko wystawiony na ciężką próbę, gdy dusza wsuwa się w swą materialną część i zaczyna doświadczać na raz wielu przeciwieństw tego, czego doświadczyła wcześniej. Zanim wytworzy świadomość wszystkich stanów, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, wciąż kierować się będzie w którąś ze skrajności, szukając zwyczajnie granicy, która dała by jej nadzieję, iż to, czego doświadcza w materii ma jednak jakiś kres i w końcu będzie mogła powrócić do milszych stanów, których pamięć przez cały czas zachowuje w sobie.

Poszukiwanie granic wszelkich stanów, to jedno z ważniejszych zadań duszy, ta zaś, wbrew pozorom przystępuje do nich bardzo ochoczo, kierując się nie tylko ciekawością, ale i także przyjemnością, nie rozumiejąc czasami tego, jakim cudem to, co ją odrzuca potrafi być zarazem tak przyjemne w doznaniach, ani tego, jakim cudem się sama na to często godzi.

Pomieszanie energii i stanów bywa dla duszy bardzo dezorientujące, co nie tylko, nie ułatwia jej zadania, ale też potrafi jeszcze splątać w niej doznania tak, iż ta gubi się nie wiedząc, co z sobą ma począć i co ma połączyć w faktach, aby to zrozumieć. To znów sprawia, że wchodzi jeszcze głębiej w różne stany, szukając w nich doznań, które by dały jej możliwość zrozumienia tego, co się dzieje i pozwolić na ostateczne zakończenia danego doświadczenia. Niestety nie zawsze ma przy tym świadomość tego, co robi i na co się decyduje, ale tak wygląda właśnie ścieżka kształtowania zrozumienia przez doświadczenie. Dusza nie musi wszystkiego rozumieć, by chcieć czegoś doświadczyć. To raczej doświadczenie uczy ją zrozumienia, a na pewno mądrości, by nie pchać się drugi raz w to samo zdarzenie.

Gdy dusza wstępuje na ścieżkę rozwoju i zaczyna rozumieć, przynajmniej po części zasady przyczyny i skutku, poszukiwanie kresu różnych dróg staje się często dla niej sposobem na życie. Dzięki temu dusza szybko odkrywa, iż pewne rzeczy nie dzieją się w jej życiu przypadkiem i są skutkiem czegoś, co było przez coś zapoczątkowane, choć zrozumienie istnienia skutku nie oznacza równocześnie odnalezienia przyczyny, szczególnie, gdy ta, często tkwi w innych wcieleniach i aby do niej dotrzeć trzeba się przekopać przez wszystkie światy przekonań. Są jednak dusze, które odkryły możliwość znajdowania szybkich dróg do przyczyny i stają się często latarniami dla innych dusz pokazując im w swojej postawie, iż wszystko jest możliwe i można odkopać całą pamięć zdarzeń, powiązać je ze sobą i zobaczyć ich wpływ na obecne życie. Oznacza to, że skoro istnieje możliwość upadku, to i istnieje możliwość wstania i jest to kolejne zadanie duszy, by nauczyć się odnajdywać ścieżkę do punktu, z którego będzie mogła ogarnąć całość tego, co się dzieje w niej i wokół niej.

Inną możliwością rozwoju i wykonania zadania związanego z tworzeniem świadomości przyczyny i skutku jest wybór ścieżki doświadczeń, gdzie dusza zwyczajnie testuje na sobie wszystko, co tylko możliwe w nadziei, że to wyczerpie limit doznań, objawiających się na przykład, jako cierpienie. Niestety, nie wiedząc, co jest tak naprawdę kresem, takie dusze bardzo często doświadczają zaplątania umysłowego i mają wrażenie, że wciąż kręcą się w kółko, popełniając po wielokroć te same błędy, co tworzy w nich znów przekonanie, iż są skazane na zły los. Nie dostrzegają jednak, że wystarczyłoby zmienić coś w swoim myśleniu, przeważyć wolą swoje pragnienia, chęć doznawania ich w głębszym stadium, by zmienić bieg zdarzeń, tylko jak ma dusza chcieć przerwać swe doświadczenia, gdy w początkowym założeniu widziała prawie raj na końcu tego, czego zapragnęła. Cóż, tu już do pracy trzeba zaprząc wolę i przemóc w sobie to, co przyciąga i silniejsze od woli się stało lub poszukać prawdy i skorzystać z jej pomocy, by ta boleśnie obnażyła iluzję naszych pierwotnych oczekiwań. Niestety, jako, że żadna dusza nie lubi, gdy jej się coś narzuca lub każe z czegoś zrezygnować, a już na pewno nie z tego, co przyjemne, raczej woli nie użyje, no chyba, że już naprawdę zmęczona się czuje swoimi pragnieniami, jak i samą przyjemnością. A przyjemność potrafi być wyczerpująca, jak i potrafi być przyczyną wielu negatywnych doświadczeń, wciągając duszę czasami w najgłębsze rejony ciemności. Na szczęście w materii natura sama wyznaczyła granicę bólu, tworząc punkt, w którym dusza może doświadczyć już tylko śmierci fizycznej. Nie oznacza to jednak, że doznając stanu śmierci ciała fizycznego dusza cokolwiek zrozumiała z tego, iż doprowadziła do niego jakimś ciągiem zdarzeń(mam tu bardziej na myśli śmierć doświadczaną w ekstremalnych okolicznościach), dlatego też potrzebuje czasami powrócić i doświadczyć tego samego rodzaju śmierci lub podobnych okoliczności, by zacząć się w końcu zastanawiać, co jest nie tak z jej myśleniem, iż wciąż do tego wraca w kolejnych wcieleniach.

Nie rozumie dusza, iż w ten sposób kształtuje się jej świadomość i zrozumieć często nie chce upatrując winy we wszystkim, co tylko na myśl jej przyjdzie, by to oskarżyć. A oskarża bardzo chętnie, żaląc się wewnętrznie na zły los, na to, że nikt jej nie kocha i nie rozumie nie widząc jednak, że cała przyczyna tkwi w jej błędnym myśleniu i tylko, to czasami wystarczyłoby zmienić, aby zmieniło się jej całe życie. No, ale jak tu zmusić duszę do zmiany błędnego myślenia, gdy ta, o swej mądrości jest już tak mocno przeświadczona, iż nawet swój własny, wewnętrzny głos odrzuca uznając go za omamy. Już prędzej woli się na żebry udać, o pomoc błagać coś WYŻSZEGO od niej, w jej mniemaniu, choć pomoc nadal jest w stanie ostrożnie przyjmować, bo nie wiadomo, co ją jeszcze może chcieć skusić, skoro już prawie wszystkiemu uległa. Docierając jednak do punktu, w którym łaskę okazuje, by jej pomocy udzielono, dusza śmierci duchowej doświadcza, odrzucając często starą powłokę błędnego myślenia i rodzi się do nowego życia w sobie, prawdę wyznaczając sobie jako cel, co nowymi siłami ją wypełnia i choć dociera do niej, że może to być bolesne, wstępuje na tę ścieżkę gotowa pójść w końcu tam, gdzie dojrzy całość i odkryje jak prosty sens zawiera w sobie ta gra...życie...