Przemijanie


Widząc, jak bardzo nietrwały jest świat wokół nas, jak nietrwałe są rzeczy materialne, nasze relacje, przekonania, czasami bywamy tym faktem zasmuceni, szczególnie, gdy dość mocno się przywiązaliśmy do danej obecności w naszym życiu. Innym znów razem cieszymy się, że coś już się kończy, że zaczyna się nowy dzień, nowy proces, że coś nowego rodzi się do życia. Mało, kiedy jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że tu tkwi źródło naszego cierpienia.

To, co naszym zdaniem odeszło zbyt szybko, powoduje w nas ból. To, co nie chce odejść, potrafi powodować ból jeszcze większy, bo wbija w nas pazury lub zalega nam w szufladach lub w szafach. Czasami staje nam na drodze, zatrzymuje siłą, krzyczy - Stój! jeszcze ja. I tego byśmy się pozbyli najchętniej. Gorzej jest, gdy to my nie chcemy, by coś się skończyło, by się rozpadło, by umarło naturalna śmiercią, by dokonało własnego wyboru i poszło swoję drogą. Wtedy to my krzyczymy – Nie odchodź! Nie zostawiaj mnie!

Możemy też krzyczeć delikatniej, mówiąc. Co za badziew, kto to teraz robi takie byle co, ledwie człowiek kupi, troszkę pochodzi w tym i do wyrzucenia. Co to ma być? Nikt się już nie stara, nikt nie dba o jakość. Nikomu nie zależy. I to nie tylko, jeśli chodzi o rzeczy materialne. Nasze relacje są podobnie nietrwałe. I równie dla nas ważne pod względem cierpienia, którego w nich doświadczamy. I można się z tym, oczywiście, pogodzić, ale można i spojrzeć na to od innej strony. Kwiat nie usycha po to, by zadać nam cierpienie, ale po to, by jego energia mogła przejść kolejny cykl, śmierci i narodzin. Tak samo dzieje się w naszym życiu, coś, co umiera, przechodzi jedynie przez ten sam cykl, a to tylko przywiązanie i niechęć do zmian czyni nas tak zasmuconych z tego powodu. 

Gdy jednak poddamy się mu w sposób świadomy, proces wyda nam się nie tylko ważny, ale i sami chętnie zaczniemy korzystać z jego dobrodziejstwa, a wierzcie mi, warto.