Przyjaźń, ucząca nie tylko cierpliwości


Nie zawsze chcemy ,,BYĆ” dla tej drugiej osoby, otworzyć dla niej duszę, wpuścić do swojego serca, wypełnić życie jej energią. Nie zawsze chcemy wiedzieć o niej to, czym chciałaby się z nami podzielić, wysłuchać jej słów, próbując chronić swój wewnętrzny świat przed jej bałaganem. I często nam się to udaje, bo dlaczego niby mielibyśmy być śmietnikiem dla cudzych problemów, zwarzywszy na to, że bardzo często inni, jedynie chcą się ich pozbyć, niekoniecznie coś z nimi zrobić, uzdrowić lub choćby zmienić odrobinę swoje myślenie.

Zdarza się też, że Ci, którzy chcą być naszymi przyjaciółmi, w istocie jedynie chcą naszej energii i wiecznego wsparcia. Nie interesuje ich to, co dzieje się w naszym życiu, a jeśli już, to połowicznie i najlepiej byśmy nie opowiadali im o swoich problemach, a jedynie interesowali się tym, co się dzieje w ich życiu i to ich problemy chcieli wiecznie rozwiązywać.

Bądź obok. Niezwykle trudne zadanie, którego oczekują często nasi bliscy i przyjaciele, tylko, jeśli mamy być obok, to już samo to wyklucza ich prośby o to, byśmy ich wysłuchali, akceptowali bezwarunkowo, stanęli po ich stronie, bo to nie jest już samym byciem, a podjęciem jakiegoś działania, by choćby pomóc, by dać wsparcie. I owszem, wsparcia chcą jak najbardziej, ale nic więcej, bez względu na to czy podoba nam się to, co robi dana osoba czy też nie. Ale… czy o to rzeczywiście chodzi w tworzeniu bliskich relacji?

Na najwyższych duchowych poziomach, oczywiście tak.

Gdy jesteśmy obok, po prostu jesteśmy, druga strona odczuwa naszą obecność i nic więcej. Nie interesujemy się wtedy problemami drugiej osoby, nie pytamy ją o samopoczucie, nie chcemy też zrobić nic, aby pomóc jej się otworzyć, po prostu jesteśmy, skupieni we własnym wnętrzu. Obserwujemy. Ale czy o to rzeczywiście chodzi drugiej stronie? Niekoniecznie.

Nasze otoczenie nie lubi naszej bierności. Nie tak to miało wyglądać, nie tak to sobie wyobrażamy. Po co nam ktoś, kto nas jedynie obserwuje? Takim kimś szybko tracimy zainteresowanie, bo z jej strony nie wychodzi żaden impuls, który pobudzałby nas do działania lub choćby najmniejszej przemiany.

Takich obserwujących istot jest mnóstwo wokół nas. Powiedzcie, zwróciliście na choć jedną z nich uwagę?

Uwagę zwracamy dopiero wtedy, gdy coś jest różne od nas, gdy się porusza, gdy nas zaciekawia odmienność tej energii, w przeciwnym bądź razie przyjmujemy jej istnienie do wiadomości i podążamy wzrokiem tam, gdzie coś się dzieje.

Bardzo często, gdy na kimś nam bardzo zależy, godzimy się na taki rodzaj traktowania i przyjmujemy ten właśnie rodzaj oczekiwań, byśmy akceptowali drugą stronę bezwarunkowo, nie zwracali jej żadnej uwagi, nie robili nic, by naprostować jej błędne myślenie, tylko, gdzie tu jakaś nauka? Owszem, potrafimy stać obok i to często dość długo, dajemy wsparcie i żyjemy życiem tej osoby, bez względu na to czy nam się podoba jej postępowanie czy też nie. Ale, jak to już bywa z tego rodzaju programami, wszystko do czasu. Nasz system cierpliwości bardzo szybko wystawia się na próbę i bez względu na to, jak bardzo chcielibyśmy pozostać w programie, pod tytułem: ,,Bezwarunkowa akceptacja”, ciągła zmiana zachowania drugiej strony lub jej bierność wobec chęci rozwiązywania swoich problemów, potrafi zadziałać jak doskonały zapalnik, który odpala w nas ładunek emocji zawsze w chwili, gdy zwyczajnie czujemy się przeciążeni energią drugiej strony.

 Oczekiwanie bezwarunkowej miłości jest zatem miłym pragnieniem, ale nijak się to ma do tego, czego doświadczamy na co dzień. To nie ten świat.

Owszem, możemy jej doświadczyć i doświadczamy dość często od tych, którzy dokonali wejścia na odpowiedni poziom duchowy, problem polega jednak na tym, że my jej oczekujemy od tych, którym do tego poziomu daleko. A nikt nie wejdzie tam na siłę tylko dlatego, że druga strona tego od nas oczekuje. Przez chwilę, jak najbardziej możemy kogoś obdarzać miłością lub bezwarunkowością, jednak trzeba brać pod uwagę fakt, że wciąż się rozwijamy, a tego druga strona jakoś nie chce przyjąć do wiadomości. Ona, owszem, jak najbardziej, może popełniać błędy, schodzić na różne poziomy przekonań, ale my dla niej mamy niejako zatrzymać się w swoim rozwoju, bo ona chce akurat naszego ,,bycia”, a nie da się jedynie być, gdy w nas ciągle dokonuje się ruch, przemiana.

Jak więc widzicie, oczekiwania mogą być różne, ale gdy przesadzamy z nimi wobec naszych bliskich lub oni wobec nas, konsekwencje mogą być opłakane lub wybuchowe.

Co zatem jest tu złotym środkiem?

Dopuszczając kogoś do siebie, nie zawsze czynimy to świadomie, ale zawsze możemy to, takim uczynić. Wymagać to będzie jednak pracy od dwóch stron, a przynajmniej naszej własnej, jeśli oczywiście potraktujemy to jak wyzwanie dla naszego rozwoju. Wtedy, nie ważne jest jaką ścieżką idzie druga strona, ważnym staje się dla nas budowanie świadomości w odniesieniu do jej energii i takie ułożenie się, by móc czerpać z tego jak najwięcej inspiracji. Co druga strona zyska na przyjaźni lub obcowaniu z nami, ano takie same możliwości. Czy z tego skorzysta, to już inna historia, a historie jak wiecie lubią się splatać i powtarzać, energie także, nie mówiąc o duszach, które są mistrzami w zaplątywaniu swojej energii w różnych układach relacji.