Relacja z samym sobą


Relacja z samym sobą bywa trudna, o ile nie jest najtrudniejszą z relacji, które tworzymy na co dzień. Wymaga bowiem od nas ciągłe uwagi, starania się, korygowania błędnych postaw, zmiany przyzwyczajeń, ciągłego uczenia się i dostosowywania do wciąż zmieniających się warunków zewnętrznych i wewnętrznych. Co gorsza, potrafimy się stawiać bardziej niż nasze otoczenie i robić sobie bardziej pod górkę, niż byśmy chcieli.

Wewnętrzny bunt bywa bardzo uciążliwy. A duszy w zasadzie, w rzeczywistości, w której żyje nie podoba się prawie nic. Wciąż jest z czegoś niezadowolona, wciąż grymasi, wciąż chce czegoś nowego i nie rozumie, dlaczego ma żyć zgodnie z tempem, które objawia natura. To sprawia, że bardzo często szuka sposobu na ominięcie tego tempa i nie chce się uczyć od podstaw, a to musi właśnie czynić, gdyż nawet to, że w poprzednim wcieleniu rozwinęła się do jakiegoś poziomu nie pozostawia w jej pamięci niczego więcej, aniżeli tylko określonych predyspozycji, czyli otwartych ścieżek do tego, by podążyła dalej ta drogą, choć najpierw, tak jak i cała reszta dusz, musi przejść ponownie przez wszystkie stopnie rozwoju ciała i duszy, by dotrzeć do punktu, w którym zrównuje się sama ze sobą.

Niestety, pamięć, którą zabiera, choć nie jest jej świadoma, ma na jej postawę ogromne oddziaływanie i to ona często sprawia, że dusza buntuje się przeciwko obecnej sytuacji i warunkom, w których przyszło jej żyć. Jak tu bowiem żyć w warunkach, które nijak nie pasują do upodobań duszy, a jeśli jej pamięć jest otwarta na wcielenia, gdy wiodła bardzo leniwy i rozpieszczony tryb życia, wtedy upodobania stają się bardzo wysublimowane i trudno jest przyjąć do wiadomości, że ma się zadowolić byle czym. Takim jej się bowiem może wydać to, czego doświadcza w obecnym wcieleniu.

Dusze, które wiodły w poprzednich żywotach życie pełne lenistwa, były rozpieszczane, nic nie musiały robić i niczego same nie osiągnęły, bo wszystko zostało im darowane lub wszystko robiono za nie, w kolejnym życiu bardzo często wybierają wcielenia, w których same siebie pozbawiają wygód. Mają się bowiem nauczyć zaradności, a jest to coś, do czego nie nawykły i potrafi to stanowić dla nich podstawę do buntu lub tego, by szukać dalej wygody i dążyć do niej wszelkimi sposobami, nie patrząc na cenę.

Naprawdę trudno jest się przestawić z wygody na zaradność. Wymaga to bardzo silnej determinacji duszy, a każda chwila, w której doświadcza przyjemności lub błogości, od razu przypomina jej, że kiedyś miała tego pod dostatkiem. Niestety, teraz, w końcu przyszedł czas na przebycie ścieżki zaradności, a ta bywa bardzo surową nauczycielką i łatwo wywołuje w duszy gniew. Widzi ona przecież dookoła siebie tych, którzy idą ścieżką, którą ona tak niedawno kroczyła. Porównuje się wtedy dusza do innych i rozżala nad sobą, że nie rozumie, co takiego złego musiała uczynić, iż teraz musi wieść żywot zwykłego człowieka.

Zanim dusza zrozumie, że ścieżka ta również ma swoje wyżyny, chwile błogości i możliwość dojścia do tego, czego doświadczała w przyjemnościach, w innych wcieleniach, krętą wydaje jej się ta droga i więcej na niej dostrzeże wybojów, aniżeli przyjemności. Wystarczy jednak, że dostrzeże, iż nawet zaradność ma swój stan oświecenia i może po drodze doświadczyć tego, czego pragnie, a podążać tam może z ochotą, ucząc się kreacji i możliwości wpływania na siebie, rozwój swoich zdolności, umiejętności, osiągając powoli to, do czego inni dochodzą nie przez rozwój umiejętności, a drogą na skróty.