Rola matki


Każda z ról, którą gramy w życiu jest dla nas ważna, każda czegoś nas uczy, lecz bardzo często się zdarza, że jedne role wobec innych wydają nam się mniej ważne i nie poświęcamy im wystarczająco dużo czasu, aby w pełni w nich się rozsmakować. Niestety, w obliczu własnego rozwoju i dochodzenia do poziomu spełnienia, na pewnym etapie życia szybko orientujemy się, jak duże braki wywołało w nas, niedopełnienie rozwoju jakieś roli. Cofamy się wtedy, aby nadrobić te braki, ale bardzo często jest za późno i kończymy swoja naukę w danym życiu, na etapie niespełnienia.

W życiu kobiety jedną z podstawową ról, z którą może się zetknąć jest rola matki. Nie chodzi mi tylko o granie tej roli wobec jakiegoś dziecka, ale także o przyjmowanie doświadczeń tej roli, od własnej matki i innych kobiet, u których się ta rola wobec nas samych uaktywnia.

Jako kobiety, zostałyśmy obdarzone przez naturę wszystkim, co jest niezbędne do sprawowania tej roli. Nie zawsze jednak chcemy z tego przywileju korzystać i zagłębiać się w przestrzeń, w której istnieje możliwość doświadczenia jej na własnej skórze. Dla wielu kobiet, w dzisiejszych czasach, gdy chcą spełniać się zawodowo, posiadanie dziecka stało się wręcz kłopotem. Dziś, nasze dzieci, częściej niż kiedykolwiek wcześniej oddawane są pod opiekę różnych instytucji państwowych, niań, babć, a same jak najszybciej staramy się wrócić do pracy. Czasami z lęku przed utratą, wcześniej zajmowanego stanowiska, a czasami z wygody, bo zajmowanie się dzieckiem stało sie odrobinę niemodne.

Czy to źle, że kobieta realizuje się zawodowo i wspomaga się osobami trzecimi przy wychowaniu swojego dziecka, nie? To tylko wybór i doświadczenie tej kobiety i tego dziecka. Jednakże, oddalanie się od tej roli, traktowane jako przyczyna, przyniesie różny skutek i z tym, na końcu, zmierzą się dwie strony. Czy, to także będzie złe? A to już zależy od tego, jaka była przyczyna. Dziecko, bowiem, nauczone, że samo stanowiło dla matki małą wartość, zrobi dokładnie tak samo wobec swoich rodziców, gdy będą potrzebować jego pomocy i wsparcia. Nie nauczone swej roli, samo będzie przekazywać to, czego się nie-nauczyło dalej.

Decydując się na macierzyństwo, zmierzyłam się sama w moim życiu, zarówno z brakiem na nie gotowości, jak i ze świadomym wejściem w tę rolę.

Jako młoda mama, nie wiedziałam, co mam dokładnie z dzieckiem robić. Starałam się więc robić to, czego nauczyłam się od swojej mamy, ale ona także nie posiadała recepty na każdy stan, sytuację, bo mierzyła się w swym macierzyństwie z innymi problemami. Nie chciałam jednak pomocy. Byłam mamą, młodą, bo zaledwie dwudziestoletnią, ale w czasach, gdy dorastałam, wyjście za mąż, gdy jest się bardzo młodym, było normą. Nikogo to nie dziwiło i wręcz patrzyło się krzywo na dziewczynę, która w moim, ówczesnym wieku nie miała jeszcze narzeczonego, bo to oznaczało, że nikt jej nie chce i taka kobieta stanowi mało wartościowy materiał na żonę i matkę.

Dziś, taki wiek, w którym ja brałam ślub wydaje się niedorzeczny. Na pierwsze miejsce przesunęła się nauka, później praca, choć i tu zmieniają się kategorie myślenia, na ,,wyjazd za granicę", a dopiero gdzieś w odległych planach, znajduje się dopiero chęć wyjścia za mąż i założenia rodziny.

Dziesięć lat później, gdy już świadomie zdecydowałam się na drugie dziecko, byłam zupełnie inaczej przygotowana do tej roli. Rozsmakowałam się wręcz w niej i czerpałam pełną przyjemność z tej roli. Nie śpieszyłam się z oddaniem dziecka do przedszkola. Moja córeczka sama o to poprosiła, gdy pewnego dnia, idąc na spacer, mijałyśmy miejscowe przedszkole i zobaczyła dzieci bawiące się na placu zabaw z innymi dziećmi. Była wtedy tym tak zaciekawiona, że zatrzymała się przy siatce i długo wpatrywała w niezwykły obrazek. Obydwie poczułyśmy wtedy, że nadszedł właściwy czas.

Dziś, gdy rozmawiam czasami z innymi mamami polecam im, by czerpały z tego okresu jak najwięcej, tuliły jak najwięcej swoje dzieci i nie krępowały się w obdarzaniu miłością. Moja córka ma dziś wprawdzie już dziesięć lat, ale codziennie podchodzi do mnie lub ja do niej i wtulamy się w siebie mówiąc sobie, jak bardzo się kochamy. Obydwie przekazujemy sobie w ten sposób ważny sygnał: wciąż jesteśmy blisko i choć wchodzi w okres nastoletni i szuka coraz więcej energii w świecie zewnętrznym, moje ramiona traktuje jak dom, w którym, po, każdym powrocie znajduje miłość, ciepło, czułość i błogość.

Niedawno, gdy wracałyśmy z zakupów w pobliskim sklepie, była trochę rozkojarzona i zaczęła wchodzić na jezdnię, wprawdzie osiedlową, ale jednak, właśnie w chwili, gdy wyjeżdżała z parkingu jakaś kobieta. Krzyknęłam, by się zatrzymała, a gdy zobaczyłam, że robi to po raz drugi, złapałam ją za bluzę i cofnęłam do tyłu krzycząc stój! Nie do końca chyba wyszła wtedy ze świata swoich marzeń, bo zatrzymała się, zdziwiona bardziej moim krzykiem niż tym, co się działo i powiedziała: dziękuję Ci bardzo, właśnie popsułaś moje dobre dzieciństwo.

Długo nie mogłam opanować śmiechu, ale każdą taką okazję wykorzystuję od razu, by jej przekazać jak najwięcej wyczuwając, że to najlepszy moment na naukę o życiu i pewnych zasadach, które w nim panują.

Przyjmując rolę matki(szczególnie w młodym wieku) szybko zobaczyłam, jak wiele jest we mnie negatywnych naleciałości, dziwnych reakcji, poczucia bezsilności, złości, gdy coś nie układało się po mojej myśli, skłonności do zamykania się w sobie i nie proszenie nikogo o pomoc. Nie rozumiałam, skąd to wszystko we mnie. Nie potrafiłam ciszyć się macierzyństwem, tylko wciąż walczyłam sama ze sobą bojąc się, że sobie zwyczajnie nie poradzę z tą rolą. Nie miałam nawet skąd czerpać dobrych wzorców. Wychowana przez pokolenie ludzi, którzy we wczesnym dzieciństwie lub młodości, doświadczyło okrutnych losów wojny, ciągle słyszałam o biedzie, o ciężkim losie, o tym, że niczego nie było i trudno było wychowywać wtedy dzieci. Taki obraz, bardzo mocno potrafi wryć się w psychikę dziecka, które czuje się winne, ilekroć coś idzie mu zbyt łatwo. Jednakże, choć może być ciężko, nie musi to zmieniać we mnie stanu uczuć do mojego dziecka.

Gdy moja córka podpadnie, naginając czasami pewne zasady, o których wyznaczenie sam prosi pyta czasami, czy ją nadal kocham? Włącza się jej wtedy zazwyczaj jakiś strach z innego wcielenia, ale właśnie wtedy mogę pokazać jej, że moje uczucia są energią, z która zawsze potrafię się łączyć, choć muszę po drodze przemienić złość, strach o nią lub inną energię emocjonalną. Wytłumaczenie dziecku, czym jest miłość, a czym strach o nią wprowadza duży spokój w umysł dziecka.

Podobnie tłumaczę moim dzieciom rolę mamy i taty. Chcę, by ją zrozumiały i zaczęły rozróżniać, kiedy rola ta jest naginana. Dzięki temu, w swoim życiu zastosują naukę, którą wyniosą z moich lekcji.

Gdy przekraczają granicę tej roli i na przykład pozwalają sobie wobec mnie na to, na co pozwalają sobie wobec swoich kolegów i koleżanek, szybko je koryguję mówiąc, że nie jestem jedną z ich koleżanek, tylko mamą i taką mam w tym wcieleniu wobec nich rolę. Nie wchodzę zatem z moimi dziećmi w rolę przyjaciela lub kolegi, bo, gdybym chciała tworzyć tę rolę z ich duszami, nie urodziłby się jako moje dzieci, a ja nie zostałabym ich mamą. Jestem mamą dla moich dzieci i chcę, by tak widziały moją osobę. Ciepłą, czułą, kochającą i cierpliwą, czasami surową, wymagającą, choć najczęściej najczęściej spokojną, ale cały czas mamą. Czy osiągnęłam ten efekt? Jak najbardziej, choć czasami którąś postawę trzeba skorygować zarówno z mojej, jak i ich strony, bo to normalne, że coś się może przypomnieć z jakiegoś wcielenia i nagle rola się przekręca, a ja staję w pokoju któregoś z nich i tonem rozkazującym mówię, że dziś czas generalnych porządków, albo mój syn nagle wchodzi w tę samą rolę i zaczyna wszystkim rozkazywać.

Korekta postawy potrafi zmienić więcej, jeśli potraficie wytłumaczyć dziecku i wskazać sytuację, kiedy nastąpiła zmian ról, aniżeli wejście z dzieckiem w graną przez niego, nagle rolę i na przykład wykorzystanie jej do możliwości nakrzyczenia na dziecko. Jeśli rozumie się, czym jest dana rola i dlaczego się pojawia, można bardzo szybko przywrócić stan równowagi w relacjach z najbliższymi. Ale, wymaga to ustawicznej pracy nad własnym rozwojem, by samemu wzrastać w swej świadomości a wtedy, dziecku wystarczy obserwacja rodzica. W ten sposób dziecko uczy się najwięcej.

Jestem mamą i piszę to słowo z największą przyjemnością. Spełniałam się w tej roli całą sobą, całą moją duszą. Moje dzieci stają się coraz doroślejsze i niedługo każde z nich pójdzie swoją drogą, ale już teraz, w każdej rozmowie mówię im, jak bardzo jestem im wdzięczna za to, że zaszczyciły mnie swoją obecnością w moim życiu i dzięki nim, mogłam nacieszyć się niezwykłą rolą, jaką, z współudziałem natury dało mi ciało i ich obecność w moim życiu.