Równowaga wewnętrzna


Od małego uczymy się prawidłowego odczytywania sygnałów, które wysyła do nas nasze otoczenie. Sami także staramy się zakomunikować coś naszemu otoczeniu, choć nie zawsze jest to dokładnie to, o co nam tak naprawdę chodzi. Wysyłamy jasny sygnał, tak nam się przynajmniej wydaje, a otoczenie nic, śpi, kompletnie na ten sygnał nie odpowiada albo odpowiada na ten sygnał nie tak, jak byśmy chcieli. Jak to – myślimy sobie. - Przecież jasno wyrażam moje pragnienie. Dlaczego zatem tego nie doświadczam? – pytamy często w duszy samych siebie. – Dlaczego nikt nie rozumie moich pragnień? Nikomu już na mnie nie zależy?

Wewnętrzny głos, często słyszany, przynajmniej w takich sytuacjach jako głos buntu, potrafi bardzo silnie zagrzmieć w naszej duszy, a my, gdy już nie potrafimy stłumić w sobie jego dźwięku, pozwalamy mu zabrzmieć z całej siły i rozlega się wtedy ryk. Nasza dusza zaczyna krzyczeć. A potrafimy krzyczeć i to całkiem głośno, pozwalając sobie rozładować, często długo narastający gniew, na który złożyło się poczucie sfrustrowania, rozczarowania, rozżalenia lub innego rodzaju energii, którą w sobie nagromadziliśmy. Czy to nam w jakiś sposób pomaga?

Jeśli się wykrzyczymy dość głośno, rozładowanie potrafi przynieść jakąś tam ulgę, ale nie jest to równoznaczne z tym, iż nawet wtedy, gdy dość głośno, poprzez gniew i frustrację, wykrzyczymy nasze pragnienia, przyniesie nam to ulgę i zostanie to przez kogoś wysłuchane, nie mówiąc o spełnieniu, bo to o to najczęściej nam chodzi. To dlatego zgromadził się w nas gniew. To dlatego tak długo w nas narastał, bo choć chcieliśmy czuć zaspokojenie swoich pragnień, niewielu chciało je zaspakajać. Konsekwencją zaś tego stała się wszędobylska samotność. Nikt nikogo już nie obchodzi, nikomu już na nikim nie zależy, nikt nie stara się już tak, jak byśmy tego chcieli. Samotni potrafią bardzo mocno podkreślać znaczenie swej samotności. A im bardziej ona w nich narasta, tym łatwiej wpadają w pułapkę relacji, gdzie za wszelką cenę chcą być przez tę drugą stronę zaakceptowani, pragnąc jej ciepła i miłości.

I starają się, i to bardziej niż ktokolwiek inny, by dostać choć odrobinę ciepła, miłości, życzliwości, a nawet sami tworzą stan, gdzie starają się nimi obdarzyć tę drugą stronę, w nadziei na ten sam gest. A tu nic. Druga strona zaspakaja swoją potrzebę, ale, by dać coś w zamian…oj nie. Przecież, skoro potrafimy obdarzać ciepłem innych, to chyba sami sobie też potrafimy to ciepło dać? Druga strona rzadko kiedy domyśla się, iż to, co zrobiliśmy dla niej, było po to, by zachęcić tę stronę do obdarzenia nas tym samym.

Stańmy zatem po środku. Bo nie ma co oceniać dwóch stron, każda popełnia błąd, zarówno przyjmując a nie dając nic w zamian, jak i dając bezmyślnie, a nie widząc, iż jest wykorzystana.

Jeśli będziecie chcieli naprawiać tego, któremu dajecie, by od niego coś dostać, darujcie sobie. Mogą minąć wieki nim w tej osobie zrodzi się świadomość, iż wypada odwzajemnić miły gest. Lepiej skupić się na sobie i na tym, dlaczego tak bardzo łakniecie od innych ciepła?

A gdybym to ja stała się jego źródłem dla mojego otoczenia? Gdybym nim promieniował tak mocno, iż w końcu samej bym je poczuła w sobie?

Jaki problem? Dlaczego to musi być ktoś inny? Dlaczego czuję to pragnienie niemalże jako głód fizyczny? Przecież mam w sobie tyle miłości, którym potrafię obdarzać innych, iż, jaki problem, bym sama zechciała je poczuć.

A może, to tu tkwi odpowiedź, może wcale nie chcemy cudzego ciepła, jesteśmy tylko sfrustrowani, iż nie czujemy go w sobie, a przynajmniej nie takie, jakiego pragniemy i dlatego szukamy go w innych.

A może ci, od których go pragniemy boją się zwyczajnie nam go okazywać, boją się wejść z nami w bliższą relację. Boją się do nas zbliżyć, widząc, jacy jesteśmy zachłanni.

Nie oddalajmy się ze środka. Stańcie tam i przyjrzyjcie się swoim relacjom, swoim pragnieniom, a poczujecie, gdzie przechyla was wasze pragnienie, w którą stronę: nadmiernego dawania czy łaknienia i brania.

Do przemyślenia na dziś.