Rozważania nad powieścią


Jak sami doskonale wiecie, życie nie zawsze układa się tak, jakbyśmy chcieli, ale zawsze możemy przyjąć postawę, w której wykazujemy pełne zrozumienie, wobec tego, co się dzieje. Bez trudu odnajdujemy wtedy przyczynę, bez problemu widzimy, czym skutkowały podjęte przez nas wcześniej, niewłaściwe działania. I najważniejsze, nie załamujemy się, tylko staramy się je naprawić, zmienić decyzję, podnieść świadomość, wykształcić większe poczucie własnej wartości.

Taka też jest bohaterka. Dąży do pełnej świadomości siebie. I tu, jak pewnie sami zauważyliście, mogłam już w pełni ukazać mój własny stosunek do życia, jak i trudnych, życiowych doświadczeń. Mogłam pokazać, jak ważne jest, by się nie poddawać, by wciąż szukać odpowiedzi. By być wiecznie niewygodnym w życiu, bo nie ma nic gorszego niż konformizm. Niż to, na co się zgadzamy, przyjmując założenia innych. 

Wiem, że własna droga może być trudna. Że innym może się ona zwyczajnie nie podobać, bo mają inne wobec nas plany. Wiem, jak trudno jest przebić się przez własne lęki, gdy wierzymy, iż inni chcą dla nas dobrze, a na końcu okazuje się, iż chcieli jedynie wygody, byśmy nie burzyli im, ich świata, który tak misternie zbudowali, w którym przypisali nam konkretne miejsce i rolę.

Tu mogłam już naprawdę poszaleć, bowiem, Anna, choć z natury buntownicza, chadzająca własnymi ścieżkami, mającą jasne plany na życie, nagle daje się zamknąć w złotej klatce. Zgadza się na coś, do czego nie jest tak naprawdę do końca przekonana, choć wmawia sobie, że tak jest. Kocha, choć cały czas walczy ze sobą i z pokusami, którym wciąż, jak zauważyliście, potrafi ulegać. Dlaczego? Bo wciąż chce się uczyć, poznawać, smakować, doświadczać i szybko się przekonuje, jak silny potrafi mieć wpływ na otoczenie. Co wcale nie jest dla niej, szczególnie na początku, dobre. Władza kusi, pragnienia, które może to zrodzić, niekoniecznie prowadzą w stronę światła. To zaś, co wydaje się świadczyć o jej chwiejności, okazuje się jedynie grą pozorów. To ona trzyma tak naprawdę władzę nad pragnieniami swojego otoczenia i to ona tym otoczeniem sprawnie manipuluje.

Dla niektórych osób, ukazanie swojego cienia, bywa naprawdę trudne. Lęk, iż inni to wykorzystają przeciwko nam, jest aż nadto przerażająca, by się odważyć. To zaś sprawia, iż swój cień omijamy wzrokiem skrzętniej niż cokolwiek innego. Wierzcie mi jednak, nie ma nic bardziej wyzwalającego niż przyznanie, iż ma się jakąś złą cechę i…co z tego? No mam ją. Wiele razy przekonałam się, do czego złego może doprowadzić jej uaktywnienie, ale, sami pomyślcie, jak mamy się czegokolwiek nauczyć, jeśli nie zrobimy choć jednej głupoty w życiu? 

To, dlatego uczyniłam bohaterkę podatną na manipulacje, odebrałam jej część świadomości i nadałam jej bardziej ludzkich cech. Bo któż z nas nie popełniał takich błędów w życiu, jakie popełniła ona? Kto nie był z nas naiwny w swym postepowaniu. Kto z nas, nie strzelił gafy, nie naraził swojego życia? Naprawdę byliście tacy idealni? Ja nie byłam i cieszę się, że nie byłam, a jeszcze bardziej z tego, że cało dożyłam mojego obecnego wieku. Gorzej z niektórymi bohaterami, ale o tym już napiszę w kolejnych częściach.