Rozwój we własnym mniemaniu


Nie wszystko, co możemy dostrzec w sobie może nam się podobać. Nie wszystko też możemy chcieć zauważać we własnym zachowaniu nie mówiąc o tym, że patrząc na siebie w lustrze możemy się krzywić, dostrzegając mnóstwo mankamentów, które mogą nas wręcz odpychać od własnego widoku. Podobnie może się dziać, gdy popatrzymy na siebie od wewnątrz.

To, na co trafiamy w sobie podczas pracy nad wewnętrzną przemianą czasami wręcz przyprawia o zawrót głowy, innym razem odrzuca nas, a czasami nawet możemy czuć złość, że na coś takiego w sobie trafiliśmy. Poprzez to, własne ciało może odrzucać nas wręcz podwójnie, nie tylko fizycznie, ale też emocjonalnie, gdy zauważamy w nim nagromadzenie wzorców, których nijak niemalże nie ma się jak z siebie pozbyć. To może nie tylko frustrować, ale też wpędzać w stan bezsilności wobec samego siebie i wszelkich prób pozbycia się z siebie energii, która zwyczajnie nas zaśmieca.

Niekiedy zdarza się, że podejmujemy pracę nad sobą i zaczynamy wielkie, wewnętrzne sprzątanie, ale gdy posprzątamy rynek nagle okazuje się, że tych śmieci nagromadziło się jeszcze sporo w szafach i wszelkich szufladach. Tworząc w sobie dodatkowo, wyidealizowany obraz siebie, czasami, nawet po długim czasie sprzątania możemy odczuć zniechęcenie widząc, ile wciąż zostało do sprzątnięcia, nie mówiąc o tym, ile przybyło w międzyczasie. To naprawdę może frustrować, bowiem, rozwijając się duchowo chcielibyśmy uzyskać jak najszybciej, jak najbardziej pozytywne rezultaty, a tu się okazuje, że mija rok, dwa, pięć i w zasadzie wciąż mamy mnóstwo pracy nad sobą, a z zakamarków duszy wychodzi coraz więcej śmieci i spraw do załatwienia.

Człowiek ma dosłownie ochotę rzucić wszystko, zostawić nawet swój rozwój i zaszyć się wtedy gdzieś, gdzie nie słyszałby o afirmacjach, modlitwach, jakichkolwiek technikach inicjujących procesy przemiany, czy wybaczania. I czasami tak się dzieje, ale mija jakiś czas i okazuje się, że pozostawienie siebie w stanie ,,odłożenia" też nic nie daje, nie znikają troski, ani pamięć tego, co w nas bolesne. Cierpienie, którego doświadczaliśmy wcześniej trwa nadal, żaden cud się nie wydarzył, nic nas nie przemieniło i nie sprawiło, że weszliśmy w stan zapomnienia lub amnezji.

Powrót do pracy nad sobą, często, wtedy rodzi się w bólach, zaś niechęć, której się doświadcza może objawiać się w postaci wzmożonej ostrożności, by nie podchodzić już do tego zbyt entuzjastycznie, bowiem żaden cud się nie wydarzy, nic mnie nie wybawi od trosk, zaś metody, z których mogę korzystać, mogą jedynie wspomóc moje własne działania. Czas zdjąć wtedy różowe okulary i potraktować swój rozwój jako coś zwyczajnego, co przecież robimy przez całe życie, ucząc się od pierwszej chwili naszych narodzin. Tak, jak w szkole uczymy się pisania, czytania, jak podczas zabawy poznajemy smaki, kolory i kształty, tak i podczas rozwoju przechodzimy dokładnie przez te same etapy.

Zdarza się jednak, że ledwie się za coś zabieramy a już czujemy się w tym mistrzami, co sprawia, że zaczynamy omijać poszczególne etapy rozwoju licząc na to, że, skoro jestem tak mądry, nie są mi one zwyczajnie potrzebne. No przecież...będąc tak mądrym i inteligentnym...nie będę się zniżać do uczenia się czegoś od podstaw.

Dusza potrafi kombinować na każdym etapie swego rozwoju, omijać to, co dla niej niewygodne lub co sprawia, że nauka staje się żmudnym przedsięwzięciem wymagającym wiele powtórzeń i korygowania własnych błędów. I jak się okazuje, duszy, przy urzeczywistnionym sprycie, rzeczywiście może się udać tych kilka etapów przeskoczyć, ale mija jakiś czas i nagle okazuje się, że sama zaczyna zauważać braki, które wychodzą z owych zakamarków, gdzie upchnęła swoją chęć kombinowania i własne mniemanie o sobie. Gorzej, gdy te braki zauważają inni, a jej samoocena nie wzrosła jeszcze do poziomu na którym mogłaby je swobodnie odepchnąć. Wtedy może pojawić się problem, w postaci chęci walki z otoczeniem, siłowania się i chęć udowodnienia za wszelką cenę, że jest się na etapie, na którym przecież sami się umieściliśmy, a który należy nam się niemalże z duchowego urzędu.

Przyznanie, że w pewnych aspektach trzeba przejść wszystko od podstaw, dla takiej duszy bywa czymś niemalże nie do przyjęcia, a pycha, która szepce z boku, czasami aż bije brawo widząc, jak mocno potrafimy walczyć o własne mniemanie o sobie. I walczymy, czasami nawet do upadłego, zrywając wszelkie niewygodne relacje, kłócąc się z otoczeniem i budując w sobie mur wobec tych, którzy w naszym mniemaniu nas zwyczajnie nie rozumieją, a jeszcze nam zazdroszczą i na pewno nas nienawidzą.

Taki sposób myślenia o sobie i zachowanie u wielu dusz nie jest niczym wyjątkowym. W zasadzie nie ma duszy, która by w jakiś sposób nie kombinowała na ścieżce swego rozwoju. Nie ma się też co tym za bardzo przejmować, życie i tak zweryfikuje każde mniemanie o sobie i swej wielkości i sprowadzi nas na poziomom, gdzie w sposób prawidłowy, grzecznie już przystąpimy do pracy nad sobą i rozwojem swej świadomości. Oby tylko nie musiało się to odbywać przez upokorzenie, bo pycha nie lubi, gdy ją coś zwala na kolana i każe pochylić kark. Jednakże, gdy zachodzi taka potrzeba i to się musi wydarzyć, bo w zasadzie nic innego na krnąbrność duszy nie zadziała, dla duszy takie doświadczenie, choć bolesne jest naprawdę potrzebne, bo tylko ono może wyzwolić ją spod władzy pychy, a ta tak łatwo na pewno nie ustąpi.

Oburzenie, którego może doświadczyć wtedy dusza jest ogromne, ale po okresie buntu i zwalania winy na otoczenie dusza naturalnie pokornieje widząc, że tak naprawdę nic jej po unoszeniu zbyt wysoko głowy, to nie działa, bo nikt za nią pracy nie wykona, nikt się za nią nie rozwinie, musi tego dokonać sama i musi w końcu zrozumieć, że rozwój od podstaw nie jest ujmą na jej duchowym honorze, bo żyje tak samo w ciele jak inni, tak samo się uczy, tak samo musi chodzić do szkoły i zarabiać na siebie. Czas więc, by przetarła lustro i zobaczyła siebie taką, jaką jest naprawdę, bez względu na to, jak bardzo ją to może duchowo boleć. Teraz jest jak inni i choć zabrała pewne predyspozycje, to przejść drogę musi jeszcze raz jak cała reszta. I choć ta prawda może ją boleć, iść musi i żaden cud ją od razu na koniec drogi nie przeprowadzi...niestety.