Rzeczywistość prosto pojmowana


Przyjemnie jest dbać o kogoś, kto to docenia i jeszcze przyjemniej widzieć uśmiech i wdzięczność na twarzy tych, którzy widzą w naszym staraniu coś więcej aniżeli tylko poświecenie, jednakże bywa i tak, że staramy się dla kogoś, a w ramach wdzięczności słyszymy jeszcze słowa krytyki lub narzekanie, że chcemy czegoś w zamian lub nie daj boże oczekujemy czegoś więcej, aniżeli druga strona chciałaby nam dać za naszą pracę i starania. Intencje, z którymi wchodzimy w daną relację bywają różne, jak i różne bywają powody dla których staramy się robić coś, co miało w swym ogólnym celu spowodować, że druga strona by nas zaakceptowała, chciała obdarzać czułością, miłością, ewentualnie chciała się odwdzięczać materialnie i dbać o nasze potrzeby z równym zaangażowaniem co my o jej potrzeby, nie mówiąc już o potrzebach seksualnych. Niestety najczęściej nie znamy naszych prawdziwych intencji, co powoduje niemałe zamieszanie w naszym życiu, gdyż bardzo często jedynie wydaje nam się, że wiemy o co nam chodzi, a gdy prawda wychodzi na jaw bywamy bardzo zdziwieni, że to, o co nam naprawdę chodziło tak bardzo różni się od tego, co ukazała prawda. A prawda bywa bardzo okrutna i nie ważne, co sobie wmawiamy na swój własny temat lub, jak bardzo zrzucamy winę na tę drugą stronę. Wina, jak i prawda zawsze leżą po środku, choć nie zawsze chcemy dostrzec, że braliśmy we wszystkim równy udział i to my stworzyliśmy sobie swoje własne piekiełko. Wolimy raczej widzieć winę w zachowaniach i postawie tej drugiej strony zaś siebie w roli ofiary, nieszczęśnika, który doznaje jedynie samych razów i upokorzeń. Tylko, no właśnie, tylko jeśli sami na to pozwalamy, to do kogo tak naprawdę mamy pretensję, że nam te nasze sieroctwo pokazuje.
Lustro, które tworzy dla nas otoczenie nie jest niczym innym jak tylko tym, co sami sobie stworzyliśmy, jako chęć doświadczania stanów, które dzieją się w naszym życiu na co dzień. Wystarczy się zatem rozejrzeć dookoła, by zobaczyć swoje negatywne intencje i wcale nie trzeba szukać ich nie wiadomo, gdzie. Trudniej będzie zobaczyć w tym prawdę i przyznać, że to my sami otoczyliśmy się duszami, które traktują nas w określony sposób. Że to my sami stworzyliśmy środowisko, które nie tylko nie motywuje nas do rozwoju, ale wręcz przeciwnie robi wszystko, aby ściągnąć nas na samo dno piekła. A skoro inni chcą nas tam ściągnąć i to my stworzyliśmy to środowisko, to jakie chore myśli musiały nami kierować, że wpadliśmy na tak dziwny pomysł, by go stworzyć. To dopiero może dawać do myślenia, bowiem, jak tu przyznać, że mogliśmy pomyśleć w sposób, który odbija się w naszym otoczeniu, w negatywnych zachowaniach naszych bliskich, w ich postawie, w sposobie, w który nas traktują na co dzień. Jaka chora myśl mogła stworzyć chęć kreowania sobie problemów, chęć przyciągnięcia do swojego życia katów, oprawców, dusze, którym przychodzi do głowy, by się nad nami znęcać, obrażać nas, rzucać w naszą stronę klątwy, atakować nas fizycznie lub psychicznie. A przecież tego doświadczamy lub doświadczaliśmy kiedyś w swoim życiu. I nie ma co sobie wmawiać, że to zły los lub zwalać winę na karmę. Doświadczamy tego, a to nas niestety zdradza, nasze negatywne intencje, bo tu już nie da się wykręcić i powiedzieć, że to nie my, że to przypadek, że to zły los nam zamienił życie w piekło.
Owszem, jeśli się uprzemy, a upieramy się bardzo często, zawsze możemy usprawiedliwić siebie i nasze wybory, że nie mieliśmy akurat świadomości tego, co kreowaliśmy. Ale, czy to coś zmieni? Jak się okazuje, nie i nie ważne, jak się usprawiedliwmy, jak mocno zwalimy winę na podświadomość, negatywne programy będą działać bez względu na to, co sobie lub innym wmówimy i będą coraz bardziej ukazywały nam prawdę o tym, jak bardzo negatywne są nasze myśli, jak chore są nasze intencje i nastawienie pokazując nam, że chyba już gorzej w życiu być nie może, choć tu zawsze można polemizować, bowiem, patrząc, jak mocno potrafimy wszystko komplikować, to można się po nas, w zasadzie spodziewać wszystkiego. I to wszystko się po prostu dzieje w naszym życiu. I tylko my nie rozumiemy, że to my sami stworzyliśmy sobie własną przestrzeń, to my sami dobraliśmy sobie te, a nie inne dusze i to my upieramy się na to, by tkwić w chorych związkach, wierząc w rzeczy, które nie mają się szansy ani spełnić ani zrealizować, ale wierzymy i jak widać nawet nam to pasuje, skoro w tym tak lubimy tkwić.
Oczywiście, w tym punkcie można już się nawet zacząć buntować i kłócić, że człowiek czasami nie ma wyboru. Niestety dusza zawsze ma wybór i tu raczej nie ma usprawiedliwienia, bowiem to, że teraz tego nie pamięta nie oznacza, że przed zejściem do ciała tego nie wybrała. Udawanie, że nie wiadomo, czy to prawda też niczego nie zmienia, bowiem to, że czemuś zaprzeczymy nie sprawi, że problemy znikną. Zwalanie wszystkiego na świat duchowy czy Boga też niczego nie da. Oskarżanie losu także nie zda się na nic, gdyż to go nie zmieni, choć na pewno może nam się zrobić lżej, gdy sobie ponarzekamy.
To, czego doświadczyliśmy do tej pory już się zdarzyło i co najwyżej możemy zmienić do tego obecny stosunek, ale to, co dzieje się w tej chwili podlega naszemu aktualnemu wpływowi i to, to możemy poddawać przemianie, zmieniając samych siebie i własne, błędne myślenie. Trzeba tylko odnaleźć myśl, od której zaczęła się cała historia, która doprowadziła do skutku, którego doświadczamy w chwili obecnej. Jak to zrobić? Tu już trzeba pomyśleć i czasami naprawdę mocno się zastanowić, ale skoro potrafimy tyle czasu marnować na narzekanie, dlaczego nie możemy poświecić tyle samo na myślenie? Rozumiem, że jest to trudne, ale kto mówił, że myślenie będzie proste. Nikt. Natomiast, tak jak z czytaniem, na początku możemy składać literki, ale z czasem będzie nam to przychodziło coraz łatwiej i podobnie jest z myśleniem. Dlatego, jeśli masz z tym problem, zacznij od podstaw i nie staraj się myśleć o skomplikowanych rzeczach, gdy myślenie wymaga w tym momencie prostoty. Bowiem, czyniąc swoje myśli prostymi, uczynisz prostym swoje życie, a wtedy, takim też go doświadczysz.
Powodzenia.