Siłowanie


Niektórzy z nas nie wiedzą, kiedy mają przestać, inni czekają, aż samo minie, jeszcze inni myślą, że druga strona się opamięta jako pierwsza się opamięta, przedłużając czas swojego wewnętrznego gotowania, aż przychodzi moment, gdy nie ma w nas nic, żadnej siły, by coś przedłużyć.

Co sprawia, że brniemy w coś kompletnie bez opamiętania, nie zatrzymując się nawet wtedy, gdy nawet sami widzimy, że idziemy na zderzenie. Co sprawia, że przyzwalamy na czyjeś zachowanie, nawet wtedy, gdy już poziom wrzenia dawno przekroczył w nas stan alarmowy. Gotujemy się, wściekamy czasami na kogoś, ale coś w nas, każde nam dalej to kontynuować. Czasami walka wewnętrzna z sobą lub kimś obok nas jest tak długa i wyczerpująca, aż w końcu padamy ze zmęczenia, ale nie odpuszczamy do samego końca. Bo co? Bo musi być po naszemu? A może, to tylko nam głupio się przyznać, że się pomyliliśmy co do swych pragnień? Może myślimy, skoro dałam radę tylu rzeczom, to dam rade jeszcze i tej. Pokonam w sobie opór, wytrwam w swoim zadaniu, nie ważne, jakim kosztem, ale wytrwam i w tym. W stosunku do związków lub relacji jest dokładnie tak samo. Już nie mamy czasami sił, gotujemy się, ale coś nam mówi, wytrzymaj, nie odpuszczaj lub nie opuszczaj gardy, choć przecież wystarczyłoby odpuścić, by przestać się siłować. A, my? Patrząc na nas, ludzi, można by rzecz, że my się wręcz uwielbiamy siłować. Z sobą, gdy próbujemy siebie samych do czegoś nakłonić lub przekonać. Z innymi, gdy innych próbujemy zmieniać, przekonywać lub nawracać. Z partnerem, gdy staramy się go ułożyć, a ten i tak się stawia i robi po swojemu.

Czy my w ogóle umiemy być obok?