Stan równowagi


Przyjemnie jest być świadomym, świadomie oddziaływać na otoczenie, z poziomu równowagi wypełniać swoje i cudze myśli spokojem…tyle z marzeń, bo do tej pełnej świadomości, każdemu z nas jeszcze kawałek zostało i nie ma co marudzić, tylko trzeba ją rozwijać. Zanim jednak to nastąpi, w wewnętrznym świecie naszej duszy, jak i naszym otoczeniu zachodzić potrafią jeszcze ciekawe zjawiska i o jednym z nich chciałam dziś wam opowiedzieć. 

Pamiętacie wczorajszy post? Pisałam w nim o poddawaniu się nastrojowi swojego partnera, wręcz uzależnieniu od niego, gdy sami nie potrafimy stworzyć w sobie pozytywności, bo dopiero, gdy innym jest przyjemnie, to i nam może być przyjemnie, gdy inni się śmieją, to i my dopiero możemy być weseli. Odniosłam to wprawdzie do partnerstwa, bowiem, w tym środowisku możemy zobaczyć, jak głęboko uzależniającą od siebie nawzajem może przybrać to skalę, dlatego też, dziś chciałam spojrzeć na temat od naszej strony i naszego, często humorystycznego oddziaływania na partnera i nasze otoczenie. 

Wkurzyliście kiedyś kogoś do takiego stopnia, iż miała was ta osoba dość? Albo coś lepszego, użalaliście się nad sobą, na głos, licząc na wspólne użalanie? A może to będzie lepsze, wywołaliście kiedyś z premedytacją kłótnię, doprowadzając kogoś do wybuchu? Tylko, proszę, nie mówcie teraz, ojej, miałam powód, by się wkurzyć. Wkurzyć, tak, ale mi chodzi o to, czy specjalnie rozdrażnialiście kogoś w swoim otoczeniu, by samemu móc się wyładować? Tak? Wspaniale. To idźmy dalej. Czy zauważyliście kiedyś, by ktoś się was autentycznie bał? By ta osoba patrzyła ze strachem, w jakim jesteście nastroju? Widzieliście kiedyś oczekiwanie w oczach kogoś wam bliskiego, aż wam przejdzie? I nie chodzi tylko o złość, ale o każdy inny nastrój, który nie pozwalał wam okazać innym uczuć. Trudny temat, prawda? Trudno jest też czasami sobie z nim poradzić, a w odpowiedzi, często można usłyszeć, a dlaczego ja mam dbać o to, by innym było dobrze, by inni byli zadowoleni, uśmiechnięci. Ja też zasługuję na czułość i miłość. Czy tylko ja mam się starać o zadowolenie innych? Znane jest to wam skądś?

Zadam wam zatem pytanie jeszcze inaczej. Czy umiecie sprawić, by inni się przy was odprężyli, by was dobry nastrój udzielił się innym, by wasz uśmiech rozjaśnił twarze waszych bliskich. Pamiętacie, w jakim znajdowaliście się wtedy stanie? Pomyślcie. Jest taki bowiem stan, który nie wymaga żadnego wysiłku, by przepływał przez nas spokój, radość, miłość.

Jest taki stan, w którym widzimy wszystkie możliwości, droga zaś zawsze układa się prosto. 

Już wiecie o czym mówię? To w takim razie do zobaczenia w tym stanie…oczywiście, na plaży;)