Stan stwórcy


Nie ważne, czy jesteś świadomy, czy nie, to, co postrzegasz wokół siebie jest dokładnie tym, co sam stwarzasz, a każdy stan, który odczuwasz dokładną, w dodatku fizyczną manifestacją tego, co zdecydowałeś, by odczuwać. Może to rodzić mały bunt w duszy, ale patrząc na to, co rodzi się w niej samej i co przekazuje do swego ciała, w jaki sposób je traktuje, jak i świat, który tworzy wokół siebie można by wręcz rzec, że przyświeca jej coś więcej niż tylko głupota i naiwność. Oczywiście można się teraz nie zgodzić, ale też można i znaleźć w tym ziarnko prawdy, jednakże, nie ważne jak będziemy sobie zaprzeczać, świat materialny jest dokładnym odbiciem świata duchowego tylko, że w zagęszczonej formie. A skoro jest jego dokładnym odbiciem, to trzeba się zastanowić, na jakim poziomie rzeczywistości niematerialnej powstał aż tak duży bałagan myślowy, który odczuwamy w postaci tego, czego doświadczamy wewnątrz i na zewnątrz siebie.

Tym, co tworzy stan odczuwania względem siebie jak i świata wokół nas jest nasz wewnętrzny stosunek do materii i każdego innego przeciwieństwa, którego tu doświadczamy, względem tego, czym sami się czujemy. Stosunek ów rodzi się w świadomości duszy, ale trzeba pamiętać, iż każdy wysoki poziom świadomości, jak i wszystko inne posiada swoje idealne przeciwieństwo, tak więc sposób, w który patrzymy na siebie i otaczającą nas rzeczywistość zależy dokładnie od punktu z którego patrzymy, jak i od poziomu, na którym ulokowaliśmy ów punkt postrzegania. Jeśli ulokowałeś swoją świadomość na niskim poziomie świadomości, na przykład poziomie żalu, to zarówno siebie, jak i świat zewnętrzny będziesz postrzegać dokładnie z tego punktu. A tu już nietrudno określić, jakie to będzie postrzeganie. Będziesz go znajdować i doświadczać we wszystkich sytuacjach, będziesz patrzeć z żalem na samego siebie, większym lub mniejszym stopniu oczywiście, ale to właśnie ten filtr będzie przesłaniać ci Twoje spojrzenie i w taki też sposób będziesz odnosić się do swojego otoczenia i tak też będziesz widzieć wszystko, co w Tobie przejawione i nieprzejawione.

Pomyślcie sobie teraz, co się dzieje, gdy dusza przenika świat materii(poprzez swoje ciało), a świadomość ma ulokowaną na niskich poziomach zrozumienia lub jego braku. Nie tylko nie rozumie samej siebie, tego, co tu w ogóle robi, po co tu jest, ale też nijak nie potrafi się odnaleźć w ciele. Ona rzadka, wysoko wibracyjna, subtelna, ono ciężkie, powolne, gęste, a w dodatku posiada w sobie pierwiastek każdej innej substancji, co sprawi, że wszystko może przez nią i ciało przenikać, wszystko może się poprzez nią zamanifestować.

Panika, w którą wpadają często dusze przebywające w swym materialnym odbiciu, czyli ciele, potrafi być tak duża, iż zamiast dążyć do uspokojenia, by się temu wszystkiemu spokojnie przyjrzeć, starają się uciekać z materii lub owijać się wokół tego, co przyjemne, jakby tylko ten stan dawał im minimalną szansę na to, by tu przetrwać i nie zwariować. Inne znów, wściekłe na całe stworzenie, jak i na Boga, że tak niedoskonałym to miejsce uczynił, czyniąc go nie dość, że gęstym, to jeszcze wszystko się tu ciągnie w nieskończoność a ona, biedna, delikatna duszyczka musi jeszcze w tej zupie pływać i ocierać się o zwykłe ziemniaki, a w dodatku każda inna energia może z niej samej czerpać i spożywać to, co się poprzez nią w materii manifestuje zarówno na poziomie przejawionym jak i nieprzejawionym. Okropność! I jak dusza ma chcieć tu być i doświadczać stanów przejawionych, skoro wszystko tylko czyha by ją skonsumować?!

Męczy się dusza okrutnie w materii nie uznając stanów, poprzez które przejawiają się wszystkie pary przeciwieństw. Owszem, widzi, że jest dzień i noc, że jest ciemność i jasność, że jest złe i dobre, ale, przyzwyczajona do wysokich wibracji, najchętniej zatrzymałaby wszystko co dobre, jasne, miłe, świetliste i tylko tego doznawała. No czyż nie byłoby wszystkim tu milej? A tu nie dość, że wszystko doznaje się w dłuższym czasie, na wszystko trzeba czekać, miłych chwil doświadcza jak na lekarstwo i trzeba się napracować, by je odnaleźć lub samemu stworzyć. No masakra, normalnie.

Sprytem się więc dusza otacza i myśli sobie, skoro Bóg taki błąd popełnił i takim to wszystko niedoskonałym uczynił, cóż, naprawię jego dzieło, a zacznę od siebie i tak, wpłynę na swoje ciało, by wibrowało jak ja, przyjemnością je maksymalnie wypełnię i tylko rzeczy dobrych będę doświadczać, a wszystko co złe odpychać lub udawać, że tego nie ma. Rozgląda się tedy dusza na boki i widzi, jak inni mlaszczą zajadając się słodkościami, jeszcze inni śpiewają, opici alkoholem lub w dziwnym stanie odprężenia, jakiś dymek z ust wypuszczają, zioło paląc. Jeszcze inni przyjemność cielesną znajdują i oddają się jej celebracji, bez opamiętania szukając jej wszem i wobec, denerwując się, że tak szybko się kończy i znów trzeba się postarać, by ją zdobyć.

Rozradować się dusza może widząc, że nie jest tu na Ziemi tak źle, a form przyjemności jest tak wiele, iż da się przeżyć, gdyby tylko nie ta codzienność i żmudna praca, dbanie o ciało, karmienie go, ruch, odpoczynek, sen i picie, wypróżnianie, mycie i milion innych rzeczy. Ale i tu dusza znajduje sposoby, by przyjemności zaznać więcej, a, że kosztem jedzenia i picia, cóż, no chyba ciało tak szybko nie umrze, gdy ta godzinę dłużej się pobawi?! Szkoda tylko, że pęcherz wytrzymać nie może, gdy dusza błogiego lenistwa w ciele zażywa, a ciało tak szybko zaczyna nadmiar ukazywać, nie mówiąc o prędkości wyczerpywania sił, psuciu się zębów i wątroby. Oj, coś te dzieło Boga słabo wytrzymałe, myśli dusza, ona by na pewno lepiej to wszystko poukładała, choć sama spojrzeć na siebie nie potrafi i dostrzec, że to ona sama siebie taką uczyniła, taką, jakiej siebie teraz doświadcza, że to ona jest swoim własnym dziełem. Stwórcy w sobie nie chce dojrzeć dusza, bo lepiej jej winę zwalać na kogoś innego, marudząc nad niedoskonałością dzieła, niż z siebie samej dzieło uczynić, w którym to, co tak idealnym by uczyniła w dziele Boga, w niej samej by się przejawiło.

Okrutną potrafi być dusza dla siebie, nie mówiąc o innych duszach, traktując źle to, na co wściekła chodzi, wciąż porównując swą idealność do tego, w czym przeciwieństwo swe dostrzega. Drażnić potrafi ją wszystko, na lusterko patrzeć nie może, bo jak tu uznać coś tak nieidealnego, gdy ona taka piękna. I dzieje się tak do chwili, gdy stanów wszelkich zaznawszy, ścieżkę przeszła od lewa do prawa widząc, że wszystko się we wszystkim zawiera i tylko ona to błędnie postrzegała, całości nie dostrzegając. Ale i tej chwili w końcu dusza zaznaje, gdy świadoma siebie, dziełem swym siebie samą czyniąc, inspiracją się dzieli z otoczeniem, ukazując swój własny stan do wejrzenia innym i już rozumie, iż tak jak i ona czerpie z innych energii, tak i z niej czerpać mogą inne dusze, światło w niej dostrzegając, a ona sama równą w tym przyjemność znajduje jak i w czynieniu siebie coraz doskonalszą.