Świadomość drugiej części duszy


Zawsze wiedziałam, że żyję w dwóch ciałach, że gdzieś blisko jest ta druga część mojej duszy, która kroczy własną ścieżką zbierając podobnie jak ja doświadczenia, by przyspieszyć proces naszego rozwoju. Wystarczyło jedynie dotrzeć na ten poziom świadomości, który pomógł mi w namierzeniu jego energii i wysłaniu sygnału, że już czas się spotkać.

Zanim to nastąpiło, spotykałam go jedynie w moich snach, starając się zapamiętać każdy szczegół jego wyglądu, wszystko, co pomogłoby mi w rozpoznaniu go, w jego ziemskiej powłoce, ale jak się okazało rzeczywistość napisała trochę inny scenariusz, gdy już doszło do spotkania był tak zasłonięty energią innej osoby, iż w pierwszej chwili nie rozpoznałam go, przynajmniej nie na poziomie ziemskim, ale to, co niedostrzegalne dla ludzkiego oka, nie stanowi zasłony dla duszy, która od tego momentu zaczęła wysyłać silne sygnały, budząc wzajemnie swoją energię na najwyższych poziomach pamięci.

Nawet nie jestem w stanie opisać, jak silnego zaczęłam doznawać bólu i tęsknoty. Bywały momenty, iż stawało się to nie do zniesienia. Dusza nie tylko tęskniła, ale i uruchamiała wszystko, by przyciągnąć nas do siebie. Zanim jednak doszło do ponownego spotkania minęły trzy lata, w czasie których, co ciekawsze prowadziłam nie tylko intensywną pracę nad swoim rozwojem, ale i też czyniłam wiele, by świadomie przyciągnąć do siebie moja drugą część duszy, nie mając do końca świadomości, że to o niego właśnie chodzi.

 Niestety, jak się często okazuje, doświadczenia ziemskie tak bardzo potrafią zmienić postrzeganie, przesłaniając je licznymi wyobrażeniami, iż człowiek zaczynam się bardziej kierować nimi niż tym, co podpowiada mu intuicja. Wyobraźcie więc sobie, że stajecie naprzeciw samego siebie i choć patrzycie w lustro nie widzicie swojego oblicza, tak bardzo przesłania go iluzja. Nie mówię oczywiście o fizycznym podobieństwie, choć i te się zdarza, ale to bardziej przy podobnych duszach, wywodzących się z tej samej esencji. Te są bardzo do nas podobne, podobnie myślące, czujące, podobnie reagujące, ale tylko podobnie. To podobieństwo nie jest jednak na tyle duże, by poczuć jedność w większym niż przeciętnie procencie.

Gdy spotyka się drugą część duszy, jeśli otworzycie się na wewnętrzne postrzeganie od razu poczujecie, że coś jest nie tak, że nagle przed wami staje ktoś, przy kim zaczynają burzyć się spokojne dotąd przestrzenie w waszym wnętrzu. Może pojawić się poruszenie, jakby coś tchnęło nagle życie w miejsca, które dotąd pozostawały uśpione. W moim przypadku, w pierwszej kolejności zareagowała Khundalini. To ona poinformowała mnie jako pierwsza, że coś jest na rzeczy, reagując w sposób dotąd niespotykany. Zaraz po niej zaczęły budzić się kolejne obszary, by w pewnej chwili rozbrzmieć tak mocno, iż ledwie mogłam powstrzymać duszę, by nie wpadła w stan euforii. Niedowierzanie mieszało się z lękiem, ekscytacja z obawą, że druga strona mnie nie rozpozna, ale obawy okazały się płonne. Dusza wiedziała co czyni, doprowadzając do naszego spotkania. Niestety, to, co wydawało mi się, iż powinno nastąpić, nie nastąpiło. Nie było w tym ani grama romantyzmu, a tego się właśnie spodziewałam. Aby było ciekawiej, kompletnie nie byliśmy w swoim typie. Dusza miała jednak to gdzieś, nie szykowała się na randkę a na uruchomienie procesów wewnętrznych, które miały nam pomóc w osiągnięciu stanu jedności, z uwzględnieniem ciał, ich stanu, jak i wszystkiego tego, co sobie stworzyliśmy, jako bagaż karmiczny. Tu dodam jeszcze, że Ci, którzy spodziewają się, że takie spotkanie wprowadza natychmiastowo w stan jedności lekko się zawiodą, owszem pojawia się odczucie bycia jedną duszą, ale reszta to proces, który nie tylko dzieje się stopniowo, ale i ma na celu pobudzić rozwój duszy, burząc w niej wszelki podświadomy opór, a ten może okazać się silny i to tak bardzo, iż często to, co z założenia powinno przebiegać łatwo zamienia się w regularną bitwę. A że mamy naprzeciw siebie kogoś o tym samym charakterze, wygranie bitwy jest nie możliwe. Jakby się dosłownie patrzyło w emocjonalne lustro. Jedno mówi NIE, to i drugie mówi NIE. Jedno chce, by drugie ustąpiło, drugie też chce, by pierwsze ustąpiło. Oby dwie strony uważają też, że racja jest po ich stronie, nie mówiąc o przekorze, by to sobie nawzajem udowodnić.

Jak jedno się uniesie honorem, nie liczcie, że drugie też tego nie zrobi. Przepraszają się takie dusze także z podobną intensywnością, już po sekundzie zapominając, że przed chwilą, chciały się rozerwać na strzępy. I nie ważne, jak długo rozwijaliście się duchowo, jak głębio osiągnęliście spokój wewnętrzny, gdy spotykacie swoją drugą część duszy i jej substancja zaczyna mieszać się z waszą substancją, wasz spokój siłą rzeczy zostanie zaburzony, cała zaś praca zaczyna się od nowa, by ów spokój na powrót przywrócić w sobie, nie myśląc nawet już o drugiej stronie, która wcale duchowo nie musi się rozwijać. Koszmar. Jeśli dodamy jeszcze do tego ciągłe huśtawki nastrojów, walkę o dominację, lęk o utratę własnego terytorium, wieczną chęć wycofywania się, uciekanie przed sobą nawzajem, kończenie znajomości raz na dobę, na zawsze, by następnego dnia zapewniać się, że jesteście dla siebie najważniejsi na świecie…no…to macie już nikłe pojęcie o tym, czym jest spotkanie tej samej duszy w rzeczywistości. Oczywiście, nie należy zapominać, że każdy ma inny charakter, dlatego, w każdym jednym przypadku scenariusz będzie inny, jednakże, jeśli znacie siebie, to wystarczy, że swój charakter pomnożycie sobie przez dwa. Ale kochani, za to, gdy już przedrzecie się przez wszystkie poziomy emocjonalne, jak cudowna jest jedność…polecam.