Trzeci fragment


– Chodź, musimy zjeść kolację. Przedstawię ci też kogoś.
– Kogo?
– Mojego brata, Maxa.
Mateusz bierze mnie za rękę i schodzimy do kuchni. Już

z daleka zauważam postać stojącą przy blacie jednej z sza- fek. W kuchni panuje półmrok, a małe światełka, rozmiesz- czone wzdłuż dolnej linii szafek, nie rzucają wystarczającego światła, bym mogła wyraźnie zobaczyć jego twarz. Dopiero gdy podchodzimy bliżej, z mroku wyłania się postać bar- dzo elegancko ubranego mężczyzny. Jest równie wysoki, jak Mateusz, ale szczuplejszy. Ma także krótsze włosy, ułożone na żel i ciemne oczy, choć może to być tylko efekt spowodo- wany niewystarczającą ilością światła, bym mogła dostrzec wyraźnie jego twarz.

– Aniu, to jest mój brat, Maximilian.

Maximilian przysuwa się w moją stronę i ujmuje moją dłoń. Dziwne odczucie, bo jego dłoń jest chłodna i lekko wilgot- na. Podnoszę na niego spojrzenie i czuję, jak przez moje ciało przebiega bardzo nieprzyjemny dreszcz. Jego wzrok też jest jakiś dziwny, jakby lekko szklisty, a źrenice mocno rozsze- rzone. Ale to może być złudzenie, bo nie widzę go wyraź- nie. Nasze spojrzenia krzyżują się i widzę, jak na jego twarzy, w pierwszej chwili, pojawia się coś na kształt zdziwienia, jak- by mnie skądś kojarzył, ale jednocześnie nie mógł sobie przy- pomnieć, gdzie się już spotkaliśmy. Ja także odnoszę takie wrażenie.

– Witaj, Aniu, miło mi cię poznać – mówi, posyłając mi zalotne, niemalże kobiece spojrzenie.

– Mnie także miło cię poznać, jestem Anna – odpowiadam, pewnie ściskając jego dłoń. Niestety, z jakiegoś powodu nie jestem w stanie opanować jej drżenia.

Maximilian przedłuża moment puszczenia mojej dłoni i robi się odrobinę niezręcznie. Widzę, że jakoś dziwnie zaczy- na wpatrywać się we mnie, jakby mnie sprawdzał. Po chwili zauważam, że uśmiecha się do mnie lubieżnie. On mnie nie sprawdza, on patrzy na mnie, jak na dziwkę!

Ze strachu miękną mi kolana.

Mateusz zauważa moje zdenerwowanie i przyciąga mnie do siebie. Patrzy na Maxa i widzę, że zaczyna napinać mu się ze zdenerwowania ciało. Nie wiem, co jest grane, ale potrafię odczytać sygnały płynące z ciała Mateusza. Nie mówi nic, tyl- ko ciska w Maxa piorunami.

– Chcę zobaczyć audi! Zabiję cię, jeśli je uszkodziłeś bar- dziej, niż mówiłeś! – Mateusz jest naprawdę wściekły. Nie wiem, co zauważył u Maxa, ale wystarczyła chwila, by zmie- niła się jego postawa.

– Nie pękaj, braciszku, tylko zarysowałem. – Maximilian odwraca się na chwilę w stronę szafki, z której wyjmuje szklankę i nalewa sobie wody. Gdy upija jej łyk, zauważam, że wciąż się we mnie wpatruje, jakby wręcz szukał mojego spojrzenia.

– Gdzie stoi? – Mateusz obejmuje mnie ramieniem i całuje w głowę, chcąc uspokoić, czując, że zaczęłam drżeć.

– W podziemnym garażu. – Maximilian upija kolejny łyk wody, uśmiechając się do mnie nieznacznie. Nie wiem, co go tak bawi, ale zaczyna mnie to denerwować.

– Umawialiśmy się, że masz go nie brać, gdy jedziesz na imprezę.

– No przecież nie pojadę moim oplem.

Odnoszę wrażenie, że Mateusz jest bardzo ostrożny w tym, co mówi teraz do Maxa, jakby nie chciał powiedzieć za dużo.

– Poczekasz, Aniu, chwilę, zaraz wrócimy. Zejdę tylko do garażu, aby zobaczyć, w jakim stanie jest moje audi. – Mateusz szuka na chwilę mojego spojrzenia, by sprawdzić, jak się czuję. Kiwam mu głową, że wszystko ze mną w po- rządku, co go uspokaja.

– Przygotujesz nam kolację? – pyta, muskając delikatnie moje usta. Kiwam mu głową, że tak.

Mateusz całuje mnie jeszcze raz w usta i wychodzi z Maxem, który odwraca się do mnie i znów posyła mi bardzo sugestyw- ne spojrzenie. Przechodzi mnie zimny dreszcz. Nieprzyjemny dreszcz. Nie wiem, czy polubię tego człowieka?

Szybko znajduję odpowiednie produkty i potrzebne na- czynia. Na wszelki wypadek przygotowuję kolację dla trzech osób. Jednak, gdy Mateusz wraca, widzę z jego miny, że nie jest wcale dobrze. Jest wściekły na brata, który, nic nie mó- wiąc, wbiega na piętro.

Siadamy razem z Mateuszem do kolacji, ale od razu zauwa- żam, że jest on dziwnie milczący, jakby tłumił teraz w sobie cały gniew, nie chcąc, bym widziała go w takim stanie.

– Nie pogniewasz się Aniu, jeśli dziś nic nie będzie? – Mateusz przytula mnie bardzo mocno do siebie, gdy w końcu umyci, kładziemy się po kolacji do łóżka. Niestety, ale jego nastrój nawet odrobinę nie uległ poprawie, co mnie zaczy- na dość mocno niepokoić. Nie wiem, jak mocno Maximilian zniszczył samochód Mateusza, jednak po ich wzajem- nym nastawieniu, gdy wrócili z garażu, wywnioskowałam, że Mateusz musiał zdenerwować się jeszcze bardziej na brata.

– Oczywiście, że nie.

Mateusz całuje mnie w głowę i wtula twarz w moje wło- sy, obejmując mnie jeszcze ciaśniej w pasie. Jest mi odrobi- nę niewygodnie, ale wiem, że Mateusz tego teraz potrzebuje. Tylko tak jestem w stanie wpłynąć na niego, by się uspokoił. Odpływamy obydwoje w sen.

Sen

Uciekam przestraszona w stronę lasu. On biegnie za mną, chcąc gdzieś mnie ukryć, ale trafia mnie nagle strzała.

Ból! Po raz pierwszy czuję ból. Jest tak dojmujący, przeszywający moje ciało, że padam na trawę, nie mogąc złapać tchu. Dogania mnie w końcu i słyszę, jak z jego piersi wydobywa się krzyk.

Leżę w jego ramionach i patrzę na niego błagalnie. Nie chcę, aby mnie dopadli, nie chcę, aby zrobili mi coś złego. Sięgam po sztylet, który nosi zawsze za pasem. Podaję mu go i proszę, aby skrócił moje życie. Płacze i na początku się opiera. Jego oczy są przerażone, ale mój wzrok działa na niego kojąco. Jestem spokojna. Trzymam swoją dłoń na jego dłoni, w którą włożyłam mu sztylet. Przykładam szty-let do mojego brzucha i błagalnym wzrokiem przekazuję mu, co ma zrobić.

Opiera się, ale ja pomagam mu i popycham jego dłoń. Sztylet wbi-ja się w moje ciało. Ten ból jest jednak inny, uspokajający. Moje oczy stają się mgliste, a ja czuję, jak w ciele gaśnie esencja życiowa, która trzymała mnie z taką siłą blisko tego ciała.

Odpływam w mrok...