Twoja niedojrzałość, moja kontrola


Wczoraj pisałam o dojrzałości, jednakże dziś, chciałabym spojrzeć na nią ponownie, ale od innej strony. Od strony, nieświadomej chęci zatrzymywania partnera na poziomie niedojrzałości, w której sami czujemy się bezpiecznie. I nie chodzi jedynie o wybór młodszego partnera/partnerki. Bowiem, wiek wcale nie świadczy o tym, iż partner będzie na poziomie, na którym znajduje się jego ciało. Zdarza się przecież, że młodsze osoby bywają dojrzalsze wewnętrznie i to nie tylko od swoich rówieśników, ale też i od nas. Widok małego starego dziecka, już dawno przestał dziwić, takie dzieci po prostu się rodzą. Ale ja nie o tym.

Budując związek, zapominamy czasami spojrzeć na to, z jakiego pułapu startujemy z jego rozwojem i przemianą. Najczęściej, od razu chcemy, by przejawiał się w nim najwyższy poziom uczuć, a najlepiej, by od razu była jedność. Od razu chcemy idealnego porozumienia na poziomie myśli, emocji, podobnego spojrzenia na świat, ludzi, byśmy mieli podobne poglądy i tak samo reagowali na te same problemy. I nawet, jeśli tylko tego pragniemy, a pragnienia są skryte jest gdzieś tam, głęboko w nas, to i tak to widać w naszej postawie. Nie oszukamy siebie, bo obnaży się to w każdej naszej postawie. 

Dzięki wielu doświadczeniom, które przechodzimy w swoich związkach, gdy popatrzymy na nie z dystansu, z łatwością każdy z nas będzie mógł dostrzec schemat, pewnej powtarzalności swoich postaw, które przejawiamy wobec partnera, jak i powtarzalności wyboru lub tego, na jaki poziom sprowadzamy od razu nasz związek. A sprowadzimy go zazwyczaj na poziom, na którym czujemy się z drugą płcią bezpieczni. I co ciekawsze, nie zawsze będziemy chcieli, by związek się rozwijał, a przynajmniej, by nasz partner zrównał się z nami swoim poziomem rozwoju. W świadomie budowanych relacjach, jest to, oczywiście, jak najbardziej normalne i jest wręcz świadomie wyznaczanym celem, ale to najpierw trzeba samemu osiągnąć pewien poziom świadomości i znaleźć, w miarę świadomego partnera, by tego doświadczyć.

W mniej świadomie budowanych relacjach, a takie tworzymy najczęściej, normą jest, kierowanie się wszystkimi intencjami, dzięki którym chcemy sobie lub komuś coś udowodnić. Co, to już zależy od naszych intencji lub pragnień. Czasami jednak zdarza się anomalia, a wtedy, nagle okazuje się, że nic nie idzie po naszej myśli, partner zaś wymyka się wszystkim wyobrażeniom, które sobie zbudowaliśmy w głowie na temat idealnej miłości. I co teraz? Odejść? Najłatwiej. Zostać? Będzie trudno, ale może jednak warto…hm…aż w głowie się zaczyna kotłować, bo, co tu zrobić? Manipulacje nie działają. Urok osobisty za słaby. Partner wykazuje za dużą tendencję do samodzielności, a nawet wykazuje się brawurą i bezczelnością, pokazując, iż nie działają na niego nasze czary. A my się uparliśmy akurat na niego. Tak…hm…ciężkie wyzwanie dla niektórych dusz, oj ciężkie. 

Teraz nad tym pomyślę, bo mnie tu piękna inspiracja zalewa z zewnątrz;)

 Cdn.