Twórcza samotność


Możesz czuć się osamotniony, albo wolny w swej samotności. Możesz kulić się w sobie, uciekając od każdej możliwości, która dałaby Ci choć cień nadziei na doznanie stanu szczęścia. Możesz jęczeć, narzekać i marudzić, że wszystko jest do niczego, że życie Cię przytłacza i wciąż czujesz się nieszczęśliwy, pomimo tego wszystkiego, co osiągnąłeś, albo możesz podążyć do źródła swojego stanu i zobaczyć, dlaczego tak uformowałaś swoją substancję, by nie przepuszczała światła. I możesz zrozumieć, że to Ty stałeś się twórcą swojego własnego stanu, którego doświadczasz w tej właśnie postaci. A skoro jesteś Twórcą i to Ty uformowałeś swój stan, to równie dobrze, jak marudząc, możesz go przemienić do postaci, która będzie Ci bardziej odpowiadać, przywołując energie, które włączysz w jego transformację i zaczniesz formować siebie i swoją przestrzeń świadomie dobierając elementy, które zmieszane w twojej przestrzeni, uformują na nowo Twój świat.

Pamiętaj, że nic nie jest stałe i wszystko podlega ciągłej przemianie. To, co uważasz za stałość, to tylko chwila, w której dostrzegasz formę jakiegoś ukształtowania energii, której sam nadałeś postać. Dlatego dostrzegasz jedynie to, co sam stworzyłeś, odczuwając jednocześnie inne obrazy i możliwości, z których skorzystały inne energie, czyli światy, które stworzyły wokół siebie inne dusze.

W każdej chwili stwarzasz swój świat, wybierając do niego te elementy, które chcesz w nim umieścić. W każdej chwili stwarzasz samego siebie, choć czynisz to do pewnego momentu nieświadomie dla tej części siebie z której postrzegasz rzeczywistość. Dlatego, byś mógł dostrzec wyraźniej rzeczywistość, którą stwarzasz, musisz znaleźć punkt odniesienia. Aby tego dokonać, wystarczy, że udasz się do tej części siebie, w której jesteś źródłem swojego wszechświata i stamtąd obserwuj ruch.

Tam jesteś swoim własnym źródłem.

Gdy Twoją duszę przepełnia tęsknota samotność wydaje się być męką, a czas płynie bez końca, wypełniając się cierpieniem, smutkiem i bólem, który zatrzymuje go w ciele nie chcąc, by podążył dalej i uczynił cierpienie jeszcze głębszym. W takim momencie, gdy wszystko zdaje się tracić sens, twoje centrum wszechświata jest jedynym miejscem, w którym doznasz ukojenia.

Mogło by się wydawać, że stan, który wymusza w nas udanie się w głąb siebie jest dla nas czymś, czego nie jesteśmy w stanie znieść, wyrywając się cały czas do innych, ale to, co wydaje się być tak przerażające w istocie jest tylko własnym, generowanym przez umysł strachem przed nieznanym.

Ciekawe, że najbardziej boimy się miejsca, które jest dla nas najbezpieczniejsze czyli, samych siebie, swojego wewnętrznego źródła. Choć, pewnie bardziej nam jest straszniejszy lęk przed nieznanym i każde wyobrażenie o tym, że w tym punkcie po prostu przestanie się istnieć. Straszna może też się wydawać ścieżka dojścia do tego punktu, bo skoro samotność jest jej jednym z wymogów, a doświadczane cierpienie wydaje się nie mieć końca, to, co zastaniemy w tamtym punkcie?

Dlatego też, często wydaje nam się, że do wypełnienia pustki, która powstaje w poczuciu osamotnienia, potrzebujemy drugiej osoby. Jej zadanie jest jasne i proste, ma być tuż obok, gdy tylko tego potrzebujemy, ma koić nasz ból i dzielić się z nami ciepłem, którego tak bardzo potrzebujemy. Tylko, jak długo ktoś może wytrzymać, gdy uczepiamy sie tej energii, nie chcąc, by nas zostawiła samych w naszej samotności.

Mało kto jest w stanie wytrzymać z osobą, utrzymującą na siłę swój stan osamotnienia. Ile można bowiem namawiać osobę, by wyszła ze swojej skorupy.

Czasami mówi się, że wystarczy, żeby ktoś był obok, ale to nie prawda. Na początku można się nasycić świadomością czyjej obecności, jednak z czasem poczucie osamotnienia, nawet przy tej drugiej osobie powraca i wciąga nas w stan beznadziejności i smutku. Nie zadajemy sobie wtedy sprawy z tego, że to nie samotność czyni nas nieszczęśliwymi, tylko osamotnienie, stan poczucia oddzielenia od miłości.

Osoba doświadczająca stanu osamotnienia, nieszczęśliwą będzie się czuć nawet pośród miliona ludzi. Nie ważne, ilu ludzi będzie ją pocieszać, ile osób ją przytuli. Wciąż będzie czuć się samotna i nieszczęśliwa, bo nie za ludźmi tęskni, a za tą jedną energią, której utratę wyolbrzymiła do skrajnej postaci i doświadcza właśnie punktu dojścia do ściany, czyli postaci największego oddalenia od miłości.

Ten stan często nazywany jest depresją. W naturze, depresja, to najniższy punkt na lądzie. W stanach świadomości jest to najniżej położony punkt częstotliwości wibracyjnej, oddzielający nas skrajnie od punktu, w którym doświadczaliśmy pełni stanu przeciwnego.

Energia w tym punkcie zachowuje się bardzo ciekawie, natrafiając na opór, który tworzymy w umyśle, przeciwstawny do kierunku podążania naszych intencji. To tak jakbyśmy cały czas starali się zatrzymać w sobie przepływ każdego strumienia energii, tworząc do niego przeciwstawną siłę.

Osoba podążająca z nurtem, ma szanse dostrzec siły, za którymi sama podąża, jak i siły, które podążają za nią. Zaś osoba, która walczy z energią, zanurza się w strumieniu, opada na dno, po czym wybija się do góry i zaczyna wymachiwać rękoma, jakby się topiła. Gdy zalicza dno, szarpie się z energią, która i na tym poziomie stara się ją popychać do przodu, po czym wynurza się, przeciwstawiając się siłą, które tak samo będą ją popychać, chcąc zmienić kierunek jej podążania.

Dobitniej rzecz ujmując, zachowujesz się wtedy jak plemnik, który stara sie płynąć w przeciwnym kierunku, jakby zapomniał po co został stworzony i jaki jest jego cel przeznaczenia.

Gdy szarpiesz się z czymś lub kimś w swoim otoczeniu lub z samym sobą, wtedy właśnie zachowujesz się jak tonący lub jak oszalały plemnik. Dodatkowo, znajdując punkt, w którym czujesz, że możesz się w jakikolwiek sposób przeciwstawiać jakiejś energii, zaczynasz wytwarzać siłę o przeciwnym ładunku elektrycznym, chcąc zmienić kierunek przepływu całego strumienia energii. Wtedy możesz doświadczać stanów największych tarć w sobie, a te wywołują odczucie bólu i dyskomfortu w ciele, przekładając się na aspekt fizyczny.

Zanim jednak zrozumiesz, że masz się przestać szarpać, uspokoić i zdać sobie sprawę z tego, dokąd masz podążać i, że jest to siła, której i tak się nie przeciwstawisz, bo jest wpisana w twoje stworzenie, musisz doświadczyć wszystkich stanów przeciwstawnych, skoro już tę ścieżkę wybrałeś.

Oczywiście możesz zawsze zejść z tej ścieżki i podążyć w stronę równowagi wewnętrznej, ale to już zależy od Ciebie. Dłuższa droga, okraszona cierpieniem, czy prosta, świadomie wyznaczona w akcie stworzenia.

Nie bądź zatem sam, bo nigdy nie jesteś sam, to tylko iluzja i przekonanie, że jest ktoś, kto wypełni pustkę i znów poczujesz się szczęśliwy. Odwróć role i stań się źródłem swej samotności, a wtedy to inni znajdą w Tobie pełnię. Niech to inni podążają za Tobą, by poczuć jedność, Ty zaś skoncentruj się na jej doznaniu w sobie i z sobą, a zobaczysz, jak bardzo zmieni się Twoja perspektywa spojrzenia na siebie i otaczającą Cię rzeczywistość.

Stając się źródłem samego siebie, sam dojrzysz, co tak naprawdę przyciąga inne dusze, czego nawzajem w sobie szukają i gdzie chcą, by doprowadziła je druga osoba. Ty bądź źródłem, stań się samym centrum swojego wszechświata i objaw swoją pełnię. Niech światło wypływa z Ciebie i poprzez każda formę, której nadasz kształt.

...

Jam Jest centrum mojego wszechświata.

Jam Jest źródłem samym w sobie.

Jam Jest przejawieniem świadomości każdego ze stanów.

Jam jest energią wszechświata, który Tworze w sobie i wokół siebie.