Utrzymywanie poczucia winy


Trudno w sobie go nosić a jeszcze trudniej utrzymywać, bo nęka bardzo okrutnie, spać nie daje i często powraca w myślach, gdy na wszelkie sposoby chcemy rozpatrywać zaistniałą sytuację, która stała się jego przyczyną. Niestety, to nas wcale nie uspakaja a wręcz przeciwnie, jeśli zwalamy w myślach na kogoś winę, tym samym we własnym świecie wartości uznajemy się od razu za gorszych lub głupszych. Podobnie jest, gdy bierzemy winę na siebie, podnosimy tym samym swą wartość, bo to my przecież powinniśmy być mądrzejsi w tym momencie.

Będzie pewnie brutalnie brzmieć, gdy powiem, że osoba nosząca w sobie poczucie winy nosi w sobie jednocześnie dużą zarozumiałość względem swej mądrości, bo tylko ten, kto uważa, że w każdej chwili powinien wiedzieć jak postąpić winę na siebie weźmie. Jest przecież mądrzejszy od innych a tym samym drugą stronę od razu gorszą czyni i tym samym siebie ustawia na piedestał mądrości. Do póki więc w nim samym poczucie własnej wartości nie zrówna się z ciężarem winy, do tego momentu nosić ją w sobie będzie.

Obwiniać zatem, czy nie obwiniać? Czuć się winnym, czy wybaczyć?

Jeśli mówisz, że komuś wybaczyłeś, tym samym uznałeś jego niższość i usprawiedliwiłeś głupotę, której, w Twoim podświadomym mniemaniu uległ. Usprawiedliwiając zaś cudzą głupotę, musisz uznawać, że Ty sam jesteś znacznie mądrzejszy, co może Cię wepchnąć na tor zbytniej ostrożności, bo mając o sobie tak duże mniemanie, byle błąd, a poczucie winy będzie się pogłębiać, a co za tym idzie, złość na siebie, że przecież, tak mądry błędów już nie powinieneś popełniać.

Gdy wybaczasz samemu sobie, proces usprawiedliwiania głupoty działa podobnie, jak w przypadku wybaczenia wobec innych. Oczywiście, zawsze masz prawo jej ulec, jej siła może być przeważająca wobec woli, co jest normalne, gdy znajdziemy się na jej poziomie oddziaływania. Tylko, po co ją zaraz usprawiedliwiać? Możliwe, że tego potrzebujesz, bo pewnie trudno Ci jest uwierzyć, że mogłeś być aż tak naiwny i głupi, że czemuś uległeś i teraz, zły na siebie, ale mądrzejszy jednocześnie, możesz popatrzyć na tamtego siebie z dystansu, odciąć się od tamtej energii w sobie, a wybaczenie doskonale rozdziela przeszłość od teraźniejszości.

Gdy wybaczasz komuś, kto zrobił Ci krzywdę, wcale nie uwalniasz z tej przestrzeni energii, przenosisz ja do poczucia wysokiego mniemania o sobie i o swej wyższości duchowej, bo popatrz, jesteś już na tak wysokim poziomie, że możesz wybaczyć. A kto może wybaczyć głupiemu? Tylko ten, kto czuje się mądrzejszy i bardziej rozwinięty, bo wzniósł się już tak wysoko, że może sobie na to pozwolić. Pomyśl jednak, dałeś się tej osobie skrzywdzić, to gdzie w tym momencie był Twój rozum? Dlaczego nie odszedłeś z tego miejsca, dlaczego znalazłeś się akurat w tym punkcie z tą osobą? A może Twoja pewność siebie i swojego bezpieczeństwa była tak duża i tak jednocześnie nieświadoma, że się zwyczajnie nie zorientowałeś w tym, co się tak naprawdę dzieje wokół Ciebie.

W każdym zdarzeniu biorą udział dwie strony. Jedna go inicjuje, druga bierze udział. Nie ważne, kiedy wyraziłeś myśl, by czegoś takiego doświadczyć, gdy doświadczasz oznacza to, że taką intencję wyraziłeś i nie ma co płakać, że nie pamiętasz lub byłeś nieświadomy tego, że coś takiego wyraziłeś. Stało się. Skoro dotarło to do Twojej świadomości teraz, oznacza to, że długa musiało i bolesną drogę przebyć, by dotarło. Ważne jednak, że w końcu dotarło.

Co się jednak dzieje, gdy zamiast zrozumieć starasz się wybaczyć?

Otóż, wprowadzasz energię zdarzenia, które to zainicjowało na dalszy tor, gdzie będzie miało swoje dalsze konsekwencje i finał. Niestety, finał może być znów bolesny dla Ciebie, skoro jedna lekcja nie wystarczyła lub bolesny dla drugiej strony, gdy będziesz chcieć dać jej małą lekcję pokory. Pamiętaj, że to, iż oddalisz coś od siebie mówiąc, wybaczam, nie oznacza, że to już koniec historii. Owszem, w swoim mniemaniu stwierdziłeś, jestem mądrzejszy, bardziej świadomy mogę wybaczyć, ale na poziomie podświadomym już planujesz odwet i nawet o tym nie wiesz.

Co zatem najlepiej zrobić?

Nie wiń nikogo i siebie też nie czyń winnym, bo to, ze raz Ty coś zainicjowałeś i kogoś skrzywdziłeś a raz druga strona sie odegrała lub nieświadomie Ciebie skrzywdziła, tylko uformowało zdarzenie. Poczucie krzywdy zawsze jest adekwatne do własnego oporu, więc zastanów się, czemu jeszcze stawiasz opór i co może chcieć go złamać, czasami nawet boleśniej niż by się chciało, a czy naiwność za tym stoi i wiara, że przecież wydawało nam się, iż ta osoba jest dobra...więc co się nagle stało? Czy też przekonanie, że ktoś jest zły i własnym cierpieniem to udowodnimy... cóż, tu już trzeba odkryć świat kierujących nami intencji, bo to tu kryje sie zrozumienie, trzeba tylko chcieć tam dotrzeć.