Uzależnienie od nastroju partnera


Może ten temat nie jest często poruszany, ale spróbuję go poruszyć. A dotyczy uzależnienia od nastroju partnera. Może znajdziecie w tym inspirację dla siebie.

Znacie to?

On burknie, a w nas natychmiast następuje wzrost adrenaliny. Jest zły, a w nas natychmiast budzi się lęk, bo to oznacza, iż kolejny dzień będziemy zmagać się z jego demonami. Kolejny dzień do przeczekania, aż mu przejdzie. Kolejny dzień w ciszy, z naszym pytającym spojrzeniem, gdy staramy się wychwycić, czy to już? Kolejny dzień bez uczuć, bez ciepła, bez jego uśmiechu. W drugą stronę jest dokładnie tak samo, ale napiszę to od naszej strony, kobiecej. Nie gniewajcie się, proszę, panowie.

 Co się dzieje wtedy w nas samych, gdy nasz partner przeżywa chwile zwątpienia, frustracji, gdy zmaga się z emocjami? Czasami nie wytrzymujemy i też wybuchamy, czasami kulimy się w sobie i czekamy, staramy się przetrwać trudny okres. Czasami staramy się go uzdrawiać na siłę i wcale nie po to, by mu ulżyć, a po to, by znów było dobrze, by nam było z nim dobrze. A czasami odwracamy się, mówimy, mam cię dosyć i odchodzimy.

Tylko, powiedzcie mi, dlaczego tak właśnie się zachowujemy, dlaczego bez jego dobrego nastroju, nie jesteśmy w stanie poczuć szczęścia. Jestem szczęśliwa, gdy ty jesteś szczęśliwy, mówimy, kompletnie uzależniając swój nastrój od jego nastroju. I nagle, okazuje się, że bez niego nie jesteśmy w stanie oddychać już normalnie, bez jego uśmiechu się śmiać, bez jego ciepła wytrwać w swym chłodzie. Stajemy się niby pozorną jednością, tylko, dziwnie destrukcyjną jednością, w której brakuje kompletnie świadomości. A gdybym miała dobry nastrój, gdy on jest zły na cały świat, co złego by się stało? A gdybym była szczęśliwa, gdy on czuje się kompletnie nieszczęśliwy, czy stałabym się natychmiast zołzą, bez serca, bez uczuć, bez empatii wobec swojego partnera, bo jestem w swoim stanie szczęścia? Dlaczego, dzielenia wspólnego życia, oznacza często, iż razem musimy być nieszczęśliwi? Bo tak jest, niestety. Co jest zatem w tym przypadku dobrym wyjściem? Gdzie jest w takim układzie punkt równowagi? Macie jakieś pomysły?