Wartość duszy w przeliczeniu na gramy


Ile jesteśmy warci? Podobno tyle, ile sobie dajemy, ale co wtedy, gdy obdarowujemy siebie w nadmiarze jakimś rodzajem energii. Czy dostarczanie sobie nadmiaru energii cukru, soli lub innej używki też jest okazaniem szacunku względem poczucia własnej wartości? Osoba, która dowartościowuje siebie przez jakiś rodzaj energii pewnie powie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przecież nie jest zbrodnią, jeśli odrobinę siebie dopieści, dostarczając przyjemności przez nadmiar jakiejś energii. Zawsze można to spalić i się z tego nadmiaru oczyścić, ale czy tak rzeczywiście się później dzieje?

Uwielbiamy siebie rozpieszczać, dostarczać sobie wszelkich możliwych substancji, które wprowadzą ciało, umysł i duszę w stan przyjemności, a nawet rozkoszy. Ludzie stali się wręcz mistrzami w wynajdywaniu wszelkich form rozrywki, mających dostarczyć im przyjemności. I nie ma w tym nic złego o ile rozrywka nie szkodzi tym, którzy ją sobie dawkują, a lubimy dawkować ją sobie w nadmiarze nie potrafiąc zachować umiaru i tu tkwi przyczyna tego, co później rozwija się jako forma uzależnienia od czegoś, co na początku dostarczało tak niewinnej przyjemności. Ale, żeby było ciekawiej, dusza, która wpada w trans dostarczania sobie coraz większych dawek przyjemności objawia jednocześnie niezwykłą naiwność, że nie znajdzie to wyrazu w niczym, co by było dostrzegalne przez innych.

W sumie, jeśli inni nie widzą naszych grzeszków, to co niby za grzech, przecież nikt nas nie przyłapał na gorącym uczynku. Niestety, wiele form, owych grzeszków, pozostawia skutek w ciele, w postaci nadmiaru kilogramów lub postępującej destrukcji ciała, aż do postaci chorób. I tu już nie da się powiedzieć, że to, co zażywaliśmy nie było dla nas szkodliwe lub nie spożywaliśmy tego w nadmiarze. Ciało zdradza nasze zabałaganienie, nie mieszcząc w sobie tego, co w nim, w różnych miejscach próbowaliśmy upchnąć.

Dlaczego więc przyjemność musi tyle ważyć? Albo, co gorsza, niech tam już nie idzie w kilogramy, ale musi uwidaczniać się w stanie i kolorze cery? Oczy też nas potrafią zdradzić i nawet jeśli mamy dobrą przemianę materii, a nadmiar wydalamy w bardzo szybkim tempie, to, to, co tak dobrze ukrywamy z jednej strony uwidoczni się z innej, w postaci jakiejś przypadłości lub choroby.

Podobnie rzecz się ma z nadmiarem emocji i rozkoszowaniem się ich jakąś formą, w której je wyrażamy. Możemy nawet nie wiedzieć, ale wiele form rozładowywania emocji, od żalenia się na głos, po marudzenie i gniew mogą nam dostarczać przyjemności. Wystarczy usiąść w poczekalni do jakiegoś lekarza, aby zobaczyć, z jaką lubością niektóre osoby opowiadają o swojej chorobie, wręcz czyniąc z tego namiętny proces rozkoszowania się tym, że w czymś okazują się lepsi od innych, gdy opowieść o własnej chorobie wywiera wrażenie na słuchaczach. Tak więc, nie sama emocja dostarcza nam przyjemności, a sposób jej uzewnętrzniania lub pozbywania się, podobnie z rozrywką, sama w sobie może nawet nie zwracać naszej uwagi, ale jeśli trafi w nasz gust i spodoba nam się sposób jej serwowania, wtedy toruje sobie w nas ścieżkę do przyjemności.

Miłością też się można utuczyć, by, tu tak dodać jeszcze jeden obszar, który może wydawać się w miarę bezpieczny dla duszy, szczególnie, gdy czyni to ukochany, który z miłości dostarcza ukochanej kolejne pudełko czekoladek, dodając jeszcze...mój ty cukiereczku, no jedz..., albo...patrz jak Cię Twoje słoneczko kocha...

Niektórzy z miłości nawet wpadają w uzależnienie, a inni, dla jej podtrzymania posuwają się do wszelkich form manipulacji, by ukochana osobę zatrzymać przy sobie, a nawet brutalności.

Cokolwiek się nie dzieje w naszej duszy, jak bardzo lubimy dostarczać sobie przyjemności, wyładowywać namiętnie emocje lub zajadać się słodyczami, warto zachować umiar i dążyć do stanu równowagi, ale o tym, już w następnym poście.