Wewnętrzna percepcja


Ucząc się postrzegać samego siebie warto odnaleźć w sobie punkt, z którego będzie mogła rozrastać się nasza świadomość, gdy tymczasem my sami staniemy się obserwatorami tego, co się będzie dziać zarówno w świecie wewnętrznym, jak i zewnętrznym, nie angażując się jednocześnie w to, co się dzieje, zachowując równolegle świadomość uczestnictwa, jak i tego, że jest to częścią nas samym, jak i naszej rzeczywistości.

Najczęstszym sposobem postrzegania siebie i otaczającej nas rzeczywistości jest postrzeganie zewnętrzne, czyli przeniesienie percepcji z wewnątrz na aktywne uczestnictwo w zdarzeniu, gdzie potrafimy bardzo mocno stopić się w jedność ze zdarzeniem, przeżywając to, co się dzieje do takiego stopnia, iż często zapominamy o sobie i o życiu, które toczy się obok. Nie jest to oczywiście niczym negatywnym, gdy tak się dzieje, bowiem świadomość, tak czy siak się wtedy kształtuje, choć uczestnictwo w zdarzeniu potrafi dość mocno ją ograniczyć, a my sami mamy jedynie szansę powrócić do niej poprzez otrzeźwienie, doświadczając skutków tego, w co się zaangażowaliśmy.

Angażując się w dane zdarzenie zwykle nie mamy świadomości tego, po co to w zasadzie robimy. Coś wydaje nam się ciekawe, intrygujące lub warte zaangażowania i najczęściej, nie wiele myśląc wchodzimy w dane zdarzenie uważając, że to dla nas ważne, że musimy się w to zaangażować, bo nasze uczestnictwo w tym jest wręcz obowiązkowe, a bez nas straci nie tylko na wartości, ale też nie pojętym jest dla nas czasami, iż coś mogłoby by zaistnieć bez naszego udziału. W ten sposób, nawet nie wiedząc o tym wciągamy się w jakąś grę, poddajemy manipulacjom, budujemy wiarę w słuszność tego, co robimy nie zastanawiając się nawet czasami nad sensem własnego postępowania. To znów prowadzi do wyczerpania zasobu własnych sił, co i tak nie jest w stanie nas powstrzymać i zmienić naszych intencji, które nami w danym momencie kierują.

Gdy zdarza się, iż mamy możliwość spojrzeć na dane zdarzenie od wewnątrz, ten sposób spojrzenia już sam w sobie jest dystansem, który czasami jest tak bardzo potrzebny, gdy mamy za zadanie przyjrzeć się własnej energii i podjętym działaniom. Co ciekawsze i tu potrafimy szukać bardziej dystansu na zewnątrz, myśląc, że aby spojrzeć na daną sytuację z owego dystansu musimy oddalić się na niewiadomo jaką odległość, by móc się jej przyjrzeć. Oczywiście, jest to jakiś sposób, ale warto rozwinąć widzenie wewnętrzne, tworząc w sobie świadomość punktu, z którego możemy coś zaobserwować.

Obserwacja z punktu obserwatora, czyli poziomu świadomości samego siebie, swojego wewnętrznego Ja, albo inaczej, poziomu duszy daje trochę inne możliwości niż obserwacja zewnętrzna, gdzie to, co postrzegamy nie koniecznie musimy rozumieć wewnętrznie, a jest to dość ważne w tworzeniu zrozumienia tego, co się dzieje. Dzięki tej pozycji możemy zaobserwować nie tylko procesy, które zachodzą w świecie zewnętrznym, ale też mieć wgląd w procesy, które dzieją się na najsubtelniejszych poziomach duszy. To tak, jakby wszystko widzieć poprzez siebie, obserwując siebie, jak i świat zewnętrzny, gdzie świadomość rozróżnienia tego co się dzieje pozwala dostrzec nie tylko wzajemne oddziaływanie energii na siebie, ale też to, z jakiego poziomu dokonuje się inicjacja danego procesu, co ją inicjuje, na ile mamy na to własny wpływ i na ile podlegamy wpływom zewnętrznych sił.

Przenosząc swoją uwagę na zewnątrz, świat zewnętrzny może czasami wydać się duszy bliższy niż jej wewnętrzny świat, a jej postrzeganie siebie może się stać dość mocno ograniczone przez warunki w których dana osoba żyje i w których doświadcza, skupiając jej uwagę głównie na tym, czego doświadcza w danej chwili lub na tym, czego doświadczają inni. Co ciekawsze na niższych poziomach świadomości dusza potrafi dostrzec więcej z siebie w świecie zewnętrznym, niż w samej sobie. Podobnie jest ze stanami jedności. Do pewnego momentu większą jedność odnajduje dusza z tym, co ją otocza, a nawet z innymi duszami niż samą sobą. Ba, w skrajnym przypadkach potrafi jej się nawet wydawać, że bez uczestnictwa i zaangażowania w jej sprawy innych dusz nigdy nie dotrze do stanu jedności z samą sobą. Takie wyobrażenie potrafi być czasami tak silne, iż to ona potrafi być inicjatorką rozwoju innych dusz, by samej mieć motywację do rozwoju.

Niestety bywa i tak, że dusza potrafi wymuszać na otoczeniu to, co sama chce osiągnąć, albo zaczyna wywierać presję, za cel sobie często stawiając to, iż dotrze do danego stanu zmuszając do tego też otoczenie. Nie zauważa przy okazji, że w ten sposób tworzy sobie ogon angażując się mocno w sprawy innych dusz, kierując się przy okazji przekonaniem, iż, gdyby tego nie robiła nie mogłaby się przez to sama rozwijać. W ten sposób, zanim dana osoba dojdzie do poziomu, gdzie będzie mogła spojrzeć na to z dystansu, potrafi stworzyć i ciągnąć za sobą niezły orszak, w którym co róż kogoś wysuwa na plan pierwszy, zaś inne dusze ustawia daleko w ogonku, gdy zawiodą jej oczekiwania.

Taki sposób myślenia nie jest obcy dość wielu duszom i co ciekawsze, potrafią go tworzyć dusze zarówno przebywające na niskich, jak i na wysokich poziomach rozwoju, nie mając nawet świadomości tego, że to robią. A nawet, gdy już mają taką świadomość nie potrafią czasami dotrzeć do tego, w co się kiedyś zaangażowały, co widać po ich próbach odpinania od siebie dusz, wobec których same sobie stworzyły misję. Niestety, mało kiedy takie próby przynoszą oczekiwany rezultat, gdy dana osoba nie wie nawet, po co jej, w jej rozwoju udział innych dusz, ale o tym już w następnym poście.