Wola


Ciągle się czymś rozpraszamy, żyjemy problemami, różnymi sprawami, życiem wszystkich dokoła nas, tylko nie swoim własnym. Tacy też jesteśmy dla innych, powierzchowni, pilnując, by nikt nie przekroczył progu naszego wewnętrznego świata. Bo i po co? Po co wpuszczać innych do swojego świata, skoro sami nie chcemy tam zaglądać, choć tylko tak możemy dotrzeć do prawdy. A jest ona nam niezbędna i potrzebna, by wykształcić własną wewnętrzną wolę, inaczej, wciąż będziemy podlegli temu, co nas rozprasza, to zaś będzie nie tylko rządzić naszym życiem, ale i kierować nas w stronę coraz większego uzależnienia od owego rozproszenia. 

Aby wykształcić swoją wewnętrzną wolę potrzebny jest czas (ćwiczenie), a nawet sama wola. Nie wystarczy, że powiesz, od dziś, nie będę, nie pozwolę, nie dam. By wykonać to, co powiedziałeś, potrzebna jest wola. Na chwilę możesz się i owszem, sprężyć. Na chwilę możesz poczuć się panem swojego życia, ale czy w tym wytrwasz? To jak z rzucaniem papierosów, tylko ci, co świadomie potrafią użyć swojej woli, wytrwają w tym i rzeczywiście uwolnią się od nałogu. Reszta powróci do niego w pierwszej chwili słabości. Tak samo jest z jedzeniem, słodyczami i innymi używkami. Ze wszystkim, co nas uzależnia. Weźmy np. jedzenie lub uzależnienie od słodyczy. Jeśli sam nie dajesz rady przejść na dietę, prosisz innych o pomoc i starasz się w tym wytrwać, ale, wystarczy, że schudniesz do określonej wagi a stanie się coś, co cię zdenerwuje, a pewnie się stanie, od razu znajdziesz powód do powrotu, do starych nawyków. Będziesz je później różnie tłumaczył, oszukiwał bardziej niż do tej pory i to nie tylko siebie. Ale to jest właśnie prawda o Tobie. Twoja wola jest słaba. I nie ważne, jak będziesz zaprzeczać, nie wzmocnisz jej buntując się. Nie wzmocnisz jej także, irytując się na tych, którzy poświecili czas i życie na to, by ją w sobie wyćwiczyć, a widać to od razu, czy człowiek jest słaby, czy wewnętrznie świadomy swej mocy. Czujemy to instynktownie i instynktownie podążamy za przewodnikiem stada. Silni nas przyciągają i to nie dlatego, że są silni, ale dlatego, że się od nich chcemy uczyć. Chcemy przy nich wykształcić swoją siłę, chcemy być, jak oni. Niekoniecznie iść ich drogą, tylko być jak oni. A z tym jest już różnie, bo i ci silni czasami się potkają lub zwodzą resztę, nakładając maskę siły, a tak naprawdę, gdy ucichną już brawa i znikną światła reflektorów, wyłania się słaby człowiek, który kryje się przed innymi nie chcąc, by ktoś zobaczył jego słabość lub złe nawyki. 

Pamiętajcie, słabość także jest naszą siłą, bo tym ją możemy uczynić. Możemy wyciągać przecież wnioski ze swych doświadczeń, nawet tych najgorszych. Nawet tych, co tak innych bawią wokół nas. Nawet tych najbardziej łamiących naszą wolę. Bo, gdy już wyczerpujemy siłę zewnętrzną, gdy czujemy, że nie damy rady dalej iść, odnajdujemy w sobie zawsze coś cennego, naszą siłę wewnętrzną. I to jest właśnie to, o to w tym wszystkim chodziło, by tam dotrzeć, do swojej własnej siły. O to, by ją obudzić i zacząć z niej czerpać, a w końcu, by stać się z nią jednością. Bo wtedy dopiero możemy poczuć się sobą.