Wolność od i do


Gdy ktoś mówi, chcę odejść z Twojego życia, nie płacz po nim. Nie trzymaj go też i nie przywiązuj się do stanu jego obecności, bez względu na to, jak wielką sprawiła ci ta obecność przyjemność. Niech idzie, a każda twoja myśl będzie pełna wdzięczności za czas wspólnego obcowania. Podobną wolność daje też i sobie, i nie zatrzymuj się, idź cały czas dalej, bez względu na to, jak mocno ktoś będzie chciał cię przy sobie zatrzymać, tłumacząc, iż jesteś wciąż mu/jej potrzebna. Nie bój się też, że zranisz tę osobę, odchodząc. Jeśli waszą relację łączyło przywiązanie do siebie, w pewnej chwili więź stanie się ograniczeniem dla któregoś z was. Więzieniem lub miejscem, gdzie męczyć się będziecie oboje. Jedno, myśląc cały czas o odejściu, drugie, myśląc cały czas o zatrzymaniu cię przy sobie. Tu się jednak nie obawiaj, nie wszystkie Twoje relacje takie są. Nie musisz się wyrywać całemu światu, chyba, że tak się czujesz. To jednak będzie oznaczać, iż źle ci zapewne i samej ze sobą. Źle ci z własnymi myślami, źle, gdziekolwiek się udasz i źle, czymkolwiek się zajmiesz. Po prostu ci źle, bo przyzwyczaiłaś się, iż ktoś ciągle musi być obecny w twoim życiu, ktoś ciągle musi się Tobą zajmować. Nawet rzeczy traktujesz zapewne, jak swoje. Nawet do nich się przywiązałaś i nie oddasz, nie pozwolisz też innym ich ruszyć i czekasz zapewne, aż się rozpadną. A i wtedy może być ci ich żal. Bo były Twoje.

Powiedzcie mi zatem, proszę, jaka jest wasza wolność, dużo was sił kosztowała? Czy jednak nadal potraficie walczyć o kogoś, kto mówi wam, nie chcę cię. A jeśli chodzi o was, łatwo wam przychodzi zostawić innych i iść dalej?