Zatrzymać siebie


Pielęgnując w sobie dawne urazy, potrafimy całymi latami, a nawet wcieleniami, nosić w sobie dawny ból, nie dając szansy uzdrowienie ani sobie, ani tej drugiej stronie, ściągając z niej nasze srogie spojrzenie. Czasami jesteśmy tak zacietrzewieni wobec kogoś, kto nam w naszym mniemaniu zrobił krzywdę, iż nie ważne, co zrobi później druga strona, nie wybaczymy. Zdarza się też, że owszem, wybaczamy, przynajmniej pozornie, by mieć to najczęściej z głowy, niestety, to pozornie, nie przynosi nam jednak spokoju, bo nadal czujemy ból, może mniej świadomie, ale nadal czujemy. I nadal dążymy do wyrównania rachunków, choć nam się wydaje, że odpuściliśmy.

Prawdziwe odpuszczenie, wcale nie wiąże się z wybaczeniem tej drugiej stronie, a z uświadomieniem, jakie tak naparwdę nami kierowały nami intencje, jakie pragnienie mieliśmy nadzieję zaspokoić za pomocą tej osoby lub sytuacji, iż tak bardzo się zawiedliśmy(niezaspokojone pragnienia tak właśnie bolą). Zresztą, tak się dzieje bardzo często, gdy staramy się zaspakajać nasze pragnienia za pomocą innych.
A wystarczyłoby, gdybyśmy zmienili swoje nastawienie, przestali szukać zaspokojenia w naszym otoczeniu a poszukali go w sobie.
Naprawdę, to takie trudne, by samemu obdarzyć siebie miłością? Trzeba zaraz do tego innych?
Rozumiem, że tak się nauczyliśmy, bo tak to było praktykowane w naszym otoczeniu. Tylko, czy to naprawdę o to chodziło? 
Czasami przeaczamy rzeczy bardzo istotne, tworząc sobie w głowie własne wyobrażenia na temat tego, kto i w jaki sposób nas zaspokoi. A później chodzimy z naszymi pragnieniami na wierzchu, szukając spełnienia. I się rozczarowujemy, bo inni okazują się nie tacy, jak trzeba, nie robią tego tak, jakbyśmy pragnęli. Nie są tacy, jakbyśmy chcieli i co najgorsze, nie chcą się dla nas zmienić. Nie chcą dla nas być, nie zależy im tak, jak nam by zależało w podobnej okoliczności, czasami wręcz nie pokazują, by im w ogóle zależało, a to boli. I to boli naprawdę mocno, czasami nawet mocniej niż boli nasze niezaspokojenie. 
Czy oni naprawdę nie widzą naszych pragnień i bólu?
Gdy tak się dzieje, długo potrafimy w sobie tłumić nasz ból i szukać wytłumaczeia, usparwiedliwijąc zachowanie innych i to na wszelkie sposoby. Ale ból nadal nie mija, pragnienie także, a z czasem jest coraz gorzej, aż w końcu coś w nas pęka i krzyczymy dość! Tylko, do kogo my wtedy tak naprawdę krzyczymy? Czy to naprawdę świat wymaga uspokojenia i zatrzymania? A może, to my sami tego potrzebujemy?
Do przemyślenia.