Zawiłości duchowego myślenia


Nadążyć za niektórymi duszami jest naprawdę trudno, szczególnie, gdy to, o co im chodzi wyrażają w taki sposób, że człowiek gubi się już we wstępie. To, co dzieje się dalej, potrafi stanowić niezłą łamigłówkę dla osoby, która chce rozgryźć to w innej duszy i próbuje dojść do jej prawdziwych intencji. Jeśli nam zależy na danej relacji, wchodzimy w nią pomimo tego, co wyraża druga dusza w swojej postawie, choć sami możemy preferować towarzystwo osób konkretnych, jasno wyrażających swoje uczucia, precyzujących swoje cele w taki sposób, że są zrozumiałe dla nich samych i otoczenia. Niestety, próby ukierunkowania duszy, która nie wie czego chce, ani tym bardziej, o co jej chodzi to żmudny proces i trzeba wykazać się nie lada cierpliwością, by chcieć prostować zawiłe ścieżki myślenia takiej duszy. Jeśli dusza wykazuje tendencję rozwojową i poddaje się naszej inspiracji, wtedy i w nas wzrasta chęć, by pomagać jej uświadomić sobie, jej własną sferę pragnień, jeśli zaś dusza, której na początku ochoczo poświęcamy czas nie wykazuje takich tendencji, wtedy i w nas może zgasnąć zapał do świecenia dla niej przykładem. Tu, wiele do powiedzenia miały by mamy, które próbują przemawiać do rozsądku swoich dzieci. My pójdźmy innym kierunkiem i spróbujmy zastanowić się, co się dzieje w duszy, która nie potrafi wyrażać jasno swoich myśli, sama nie wie, co się z nią dzieje, nie wie, o co jej chodzi w życiu i dlaczego to, co się dzieje, przytrafia się właśnie jej.

Niektóre dusze tak mocno wchodzą w przestrzeń pragnień i naiwności, iż przechylają szalę emocji do granic własnego rozumu. Patrząc na nie wydaje się czasami, że czekają na jakiś cud, który je wyrwie z ich stanu i dostąpią wręcz zbawienia, czyli przejścia w stan szczęścia i błogości. To też bywa u wielu dusz przyczyną wejścia na duchową ścieżkę. Ich sposób postrzegania rozwoju od razu zdradza ich zamiary i to, czego w nim szukają. A szukają w nim najczęściej możliwości, jak najszybszego dojścia do stanu szczęścia, miłości, harmonii i oświecenia.

Nie jest tu oczywiście problemem to, że w ogóle tego chcą te dusze, bo cel, jak cel. Każdy ma jakiś, gdy wstępuje na ścieżkę rozwoju. Problemem staje się później to, że często doświadczają na tej ścieżce rozczarowania, bo już się rozpaliły, już nabrały nadziei, otworzyły się na cud...a on nie nastąpił. I znów rozczarowanie, znów zejście na swój poziom apatii i beznadziejności, znów poczucie winy, że dały się oszukać.

Czekać na cud można i całe wieki, oczekiwać zbawienia można przez wiele wcieleń, co tam obecne, czy kolejne życie, przecież dusza czeka na to tak długo, więc może pragnąc dalej i czekać nie tracąc nawet w procencie nadziei. Miłość przecież w końcu przyjdzie, w końcu dusza ją odnajdzie, w końcu i dla niej zaświeci w życiu słoneczko.

To naiwne oczekiwanie potrafi przysporzyć duszy wiele cierpienia, gdy rozczarowana kolejnym wyborem i próbą wsunięcia się w kolejną duszę, by się dopasować spuszcza coraz niżej głowę, uciekając w świat swojej samotności, która w takich chwilach dotkliwszą się zdaje niż wcześniej i zapada w letarg, marząc o miłości, która światłem rozjaśni jej duszę i poprowadzi do spełnienia.

Każdy tęskniący choć odrobinę zna ten stan, choć bywają dusze, które znalazły w nim wielkie umiłowanie i wręcz pławią się w swojej samotności i cierpieniu, oddając się namiętnie marzeniom. Niestety, droga do równowagi u takich dusz, bywa bardzo wyboista, pełna wiary, chwilowych uniesień i załamań. Zanim dotrą do stanu równowagi i odnajdą w sobie spokój, doznają nie jednego rozczarowania, ale jest im to potrzebne, bowiem nie ma lepszego otrzeźwienia dla duszy, zastałej w swej rozpaczy niż rozczarowanie. To tam znajduje energię, która wyzwala w niej złość, a ta potrafi burzę wywołać i pchnąć duszę dalej, jeśli opór w podążaniu drogą zrozumienia zbyt duży czyni. I choć stan równowagi jest tuż obok, bliżej niż by się zdawało, dusza sama w sobie, z każdej prostej ścieżki krętą drogę uczyni, która od serca do rozumu wiedzie, nie wiedząc nawet, że to, czego tak bardzo pragnie i szuka, ma bliżej, niż by się jej nawet zdawało. Wystarczy wejrzeć w siebie.