Zmęczeni życiem


Żyjąc pośród zmęczonych życiem ludzi, nauczyliśmy się być zmęczeni jak oni. Pośród marudzących, nauczyliśmy się, jak marudzić, a pośród wojowników walczyć. Poddaliśmy się woli naszego otoczenia, nawet nie wiedząc, kiedy. Kiedy z witalnych, pełnych życia i radości osób, staliśmy się zrzędzącymi starcami, nie fizycznie, choć tu też dopadły nas demony starości i społecznych chorób. Staliśmy się starcami, zanim rzeczywiście zdążyliśmy się zestarzeć. A przecież, nie zawsze tak było, nie zawsze byliśmy zgorzkniali, nie zawsze świat dokoła nas wydawał nam się tak zły. Każdy z nas przecież pamięta chwile, gdy tryskał radością, gdy chcieliście chłonąć życie, żyć pełną piersią, podróżować, zdobywać, wypełniać swoje życie, swoimi pasjami, bawić się, cieszyć, przeżywać i czuć, że żyjecie. I co się nagle stało? Co się stało, iż zapomnieliśmy, jak być szczęśliwymi.
Powiecie pewnie, życie. Tylko, czy to życie ma decydować o moim stanie szczęścia, czy to ja decyduję o swoim własnym nastroju? Nie tym sztucznym, udawanym, pod publiczkę. Tym prawdziwym, szczerym, płynącym z serca. Dlaczego mam się poddawać, dlaczego mam się w ogóle siłować z życiem, podlegać jego wpływowi, przecież to ja mogę nadawać ton mojemu nastrojowi, mogę się uśmiechać i wywoływać uśmiech na twarzach innych. To ja mogę najpierw poczuć szczęście w sobie, bez szukania go w innych, jaki problem? Bo, co? Bo przytłoczyły mnie problemy? Problemy można przecież naprawić, skoro coś do nich doprowadziło to i istnieje droga powrotna, jak i wiele różnych rozwiązań. 
Tkwimy w swoim umyśle, przekonani, że musimy być jak nasze otoczenie, marudni, narzekający wiecznie na polityków, na nasz los, a tymczasem, w sobie, możemy być zupełnie inni, to od nas jedynie zależy czy pełni miłości, czy radości. Możemy być świadomi, budując swoją świadomość stopniowo, bez żalu, że nie jest ona w nas pełna. Pamiętajcie, to droga ma nas cieszyć nie cel. To my decydujemy, czy w umyśle jesteśmy starcami, czy jest w nas młodość.